Powrót
Powrót do działu

Cracovia - Forum kibiców Cracovii

  • Regulamin
    • Regulamin
    • Media o Cracovii

    • Piłka nożna
    • Rozpoczęto 19.09.2014 o 13:25
      Ostatnia aktywność ponad miesiąc temu o 18:59
      475681 wyświetleń
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 11.07.2019 o 10:31
      Post #1388066 11.07.2019 10:31
    Ofensywni: Fortuna Probierza – Od kilku lat Probierz nie ma na co narzekać, fortuna głównie mu sprzyja, a teraz czas na coś spektakularnego. Idealny byłby awans do fazy grupowej Ligi Europy – piszą Łukasz Olkowicz i Piotr Wołosik. WOŁOSIK: I ruszają nasze drużyny w Europę. Oby jak najdłużej. Dziś Piast, a jutro walkę w Lidze Europy, zwieńczoną finałem w Gdańsku, zaczynają Legia i Cracovia. OLKOWICZ: Zatrzymałbym się przy tej drugiej drużynie i jej trenerze, który do tej pory pucharów smakował jedynie z Jagiellonią. W czwartek Michał Probierz spróbuje przeprowadzić Cracovię do kolejnej rundy. Pamiętam jego poprzednie podejścia, choćby wyrównany dwumecz z Arisem Saloniki. I żal, gdy trzeba było żegnać się z Europą. Przed rewanżem Grecy przekonali się o próbkach możliwości trenera w zakulisowych gierkach. Nie wiedzieli, że miłuje się w fortelach, przygotowania do meczu zaczynają się dla niego równo z ostatnim gwizdkiem sędziego po poprzednim spotkaniu. Na ostatnim treningu w Grecji kazał zderzyć się Hermesowi z Marcinem Burkhardtem. Obaj mieli udawać kontuzje. Gospodarze oglądali to zdarzenie z trybun. Wybieg Probierza się udał, nazajutrz greccy dziennikarze napisali, że Jagiellonia zagra w rewanżu bez dwóch podstawowych zawodników. A oni oczywiście byli zdrowi. WOŁOSIK: Ha, podobny numer zrobił w Jagiellonii przed spotkaniem z Arką Gdynia. Redaktorom oficjalnej strony internetowej Jagiellonii kazał umieścić wiadomość o kontuzji Tomasza Frankowskiego. Informacja była fałszywa, miała wprowadzić rywali w błąd. W Białymstoku szykowano się wtedy do hucznego powitania swojego ulubieńca, wracającego do Jagiellonii po szesnastoletniej odysei. Lecz kiedy dwie godziny przed meczem pojawiła się informacja, że Frankowski nie zagra, wielu kibiców zostało w domach. Dla Probierza nie miało to znaczenia. Zwycięstwo to świętość, jemu wszystko trzeba poświęcić. Manewr z kontuzjowanym Frankowskim i tak w końcu nie wypalił, ponieważ Czesław Michniewicz, trener Arki, powiedział „sprawdzam”. Poprosił swojego piłkarza, Bartosza Ławę o telefon do znajomego zawodnika Jagiellonii Kamila Grosickiego, żeby to zweryfikować. „Jakieś pierdoły piszą w tym internecie, Franek zagra” – wygadał zaskoczony Grosicki. OLKOWICZ: Probierz w pogoni za zwycięstwem nie uznaje kompromisów. Taki był jako zawodnik i nie zmienił się, kiedy założył garnitur. Tomek Frankowski opowiadał, że na boisku był jednym z najbardziej nieprzyjemnych ligowców, który szczypanie przeciwników, szarpanie i ciąganie za włosy uważał za element gry. Rozmawiałem o tym też z Damianem Sewerynem, który spotkał się z nim jako gracz Widzewa. Wrócił do Polski ze Szwajcarii, był nowy i nie znał realiów. W drodze do Zabrza na mecz z Górnikiem Kazimierz Węgrzyn ostrzegał przed Probierzem, nazywał go zakapiorem. Seweryn szybko się o tym przekonał. Po jednym ze starć obaj upadli, a kiedy Probierz wstawał, nadepnął go na stopę metalowymi korkami. Bolało jak diabli, ale wytrzymał. Nie uderzył, choć ochotę miał wielką. WOŁOSIK: Jako trener Probierz również lubi brudne gierki. W swoich rywalach widzi wroga, którego za wszelką cenę trzeba przechytrzyć. W przeszłości sprowokował awanturę na boisku w czasie derbów Łodzi, wbiegając z ławki po faulu jednego z widzewiaków. Niewiele pozostawia przypadkowi. Kiedyś był na działce z Tadeuszem Gapińskim. Byłego kierownika Widzewa o trzeciej w nocy obudził hałas. Złapał za pogrzebacz, myślał, że to włamywacz. Zszedł na parter, zobaczył trenera pakującego walizkę. Zapytał, co robi. – Jadę do Białegostoku, muszę być o dziesiątej. – Michał, to tylko odnowa, poradzą sobie bez ciebie. – Wszystkiego muszę dopilnować. OLKOWICZ: Trenera opisywał Daniel Stefański, ekstraklasowy sędzia: – Byłem technicznym na meczu Lecha z Jagiellonią. Po jednej stronie oaza spokoju Bakero, a po drugiej wulkan, Probierz. Ale w jego przypadku wiem, że takie zachowanie jest grą, elementem taktyki. Wtedy w Poznaniu zaczął do mnie przybiegać, awanturować się. Zależało mu, żebym był jak najbliżej. I wtedy podnosił głos: „No jak to, teraz nie ma kartki? Panie sędzio, jak może nie być kartki?”. I to się powtarzało. Nie wiedziałem, o co chodzi. W końcu zapytał: „Kurde, te wasze mikrofony to działają?”, wskazując na zestaw, dzięki któremu porozumiewałem się z głównym. Był przekonany, że jego uwagi docierają do mojego kolegi na środku boiska. „Panie trenerze, to nie tak. Mam przycisk. Kiedy chcę, żeby ktoś mnie słyszał, to naciskam” – wytłumaczyłem. Probierz spojrzał na mnie i machnął rękę: „To po co ja się drę?”. WOŁOSIK: Taki jest i trudno będzie mu się zmienić. Zresztą dopóki pomaga drużynie, to po co? OLKOWICZ: Uwielbia fraszki. Pamiętasz, jak pojechaliśmy odwiedzić go w Łodzi po nieudanej przygodzie z Wisłą Kraków? Rozmowę zaczęliśmy od fraszki jego ulubionego Jana Sztaudyngera: „Fortuna toczy się kołem, pod kołem to pojąłem”. Od kilku lat Probierz nie ma na co narzekać, fortuna głównie mu sprzyja, a teraz czas na coś spektakularnego. Idealny byłby awans do fazy grupowej Ligi Europy. za https://www.przegladsportowy.pl/felietony/ofensywni-fortuna-probierza-felieton/j2je8rv
    • gargamel9998, krzys67Bytom, kapalin oraz 2 innych osób lubią to.
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 12.07.2019 o 10:23
      Post #1388345 12.07.2019 10:23
    DAC Dunajska Streda – Cracovia 1:1 w pierwszym meczu I rundy eliminacji Ligi Europy. Na trybunach panowała atmosfera wspólnego święta, a na boisku w Dunajskiej Stredzie padł wynik korzystny dla Cracovii. Michał Probierz, trener Cracovii, przestrzegał przed meczem swoich zawodników, że w Dunajskiej Stredzie od pierwszej minuty zderzą się z agresywnym dopingiem dla gospodarzy i ostrym pressingiem ekipy DAC. Prognoza potwierdziła się połowicznie, bo na trybunach atmosfera była wręcz przyjacielska. Kibice gospodarzy zaprezentowali na swym sektorze kartoniadę w barwach polskiej flagi. Fani Pasów, którzy szczelnie wypełnili nie tylko sektor gości, ale też część miejsc przeznaczonych dla gospodarzy, zrewanżowali się flagą w węgierskich barwach. Przyjezdni z Krakowa skandowali „Ria, ria, Hungaria!“, co spodobało się miejscowym, wywodzącym się z mniejszości węgierskiej na Słowacji, którzy odpowiedzieli okrzykami „Polska!“. Rzadko kiedy dwaj rywale w europejskich pucharach, których nie łączą żadne sformalizowane stosunki, witają się tak przyjaźnie. Trafna była natomiast przepowiednia dotycząca stylu gry DAC-u. Zespół Petera Hyballi agresywnie atakował pressingiem piłkarzy Cracovii, chcących wyprowadzić piłkę z własnej połowy. Dzięki temu to miejscowi jako pierwsi stworzyli zagrożenie pod bramką, gdy w dziesiątej minucie Krosztopher Vida oddał strzał z czternastu metrów. Michal Peškovič zdołał jednak odbić lecącą w środek bramki piłkę. Skrzydłowy wicemistrza Słowacji otrzymał podanie z prawej strony i to właśnie tą flanką gospodarze atakowali zdecydowanie częściej, jakby upatrując w niej słabszego punktu Pasów. Mimo wysiłków sztabu medycznego Cracovii, nie udało się postawić na nogi kontuzjowanego Michala Siplaka, który obejrzał mecz z trybun. Zamiast niego w podstawowym składzie był Kamil Pestka, wracający z wypożyczenia do Chrobrego Głogów, dla którego był to pierwszy występ w barwach Pasów od grudnia zeszłego roku. Młody lewy obrońca miał na swej stronie sporo problemów. Szybko otrzymał żółtą kartkę, co nie ułatwiło mu pojedynków z rywalami. To także po akcji jego stroną gospodarze tuż przed przerwą trafili do siatki. Zsolt Kalmar wykorzystał, że lewa strona Pasów nie nadążyła za kontratakiem, a po wrzutce Lukaša Čmelika i rykoszecie od Michała Helika do bramki kopnął piłkę Marko Divković. Całość wydarzeń z pierwszej połowy sprawiła, że Pestka na drugą połowę już nie wyszedł, zastąpiony w przerwie przez Diego Ferraresso, nominalnego prawego obrońcę. Utrata gola trochę przyćmiła radość krakowian, którzy cztery minuty wcześniej wyszli na prowadzenie. Było to zwieńczenie kilkudziesięciu sekund bardzo dobrej gry Cracovii. Najpierw Damian Dąbrowski zmarnował sytuację sam na sam z bramkarzem, później fantastycznym prostopadłym podaniem zewnętrzną częścią stopy Janusz Gol stworzył Rafaelowi Lopesowi dobrą okazję, również obronioną przez Martina Jedličkę. Za trzecim razem się jednak udało. Lopes zagrał piętką do Pellego Van Amersfoorta, ten strzelił zewnętrzną częścią stopy z dystansu, a piłka odbiła się od Dominika Krużliaka i kompletnie zmyliła bramkarza, przez co bramkę zaliczono jako samobójczą. Holender, debiutujący w barwach Cracovii nie zanotował tym samym pierwszego trafienia w barwach Cracovii, choć mógł to zrobić także dziesięć minut wcześniej, gdy po zgraniu Niko Datkovicia głową strzelił tylko w poprzeczkę. Krakowianie zagrali w Dunajskiej Stredzie bardziej ofensywnie niż wskazywał na to skład z ostatnich treningów przed wyjazdem do Polski. Zamiast defensywnego pomocnika Milana Dimuna, Probierz wystawił ofensywnie nastawionego Van Amersfoorta. To się opłaciło, bo współpraca Holendra z Lopesem wyglądała całkiem obiecująco i przyniosła Pasom arcyważnego w kontekście losów dwumeczu gola na wyjeździe. Zawodnicy Probierza po przerwie grali dość dojrzale, nie dopuszczali do groźnych sytuacji i przywożą do Polski wynik, który daje im większe szanse na awans do kolejnej rundy. za https://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/europuchary/liga-europy/dac-dunajska-streda-cracovia-wynik-i-relacja-z-meczu-el-ligi-europy/p8p7msq
    • gargamel9998, DiegoKSC, kapalin oraz 2 innych osób lubią to.
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 12.07.2019 o 23:54
      Post #1388508 12.07.2019 23:54
    Michał Helik: Straciliśmy gola w najgorszym momencie Piłkarze Cracovii po meczu w Dunajskiej Stredzie byli zadowoleni z wyniku, ale pluli sobie w brody, że zbyt łatwo dali sobie strzelić gola. W pierwszym meczu I rundy eliminacji Ligi Europy Cracovia zremisowała na wyjeździe z DAC Dunajska Streda 1:1. Cracovia objęła w Dunajskiej Stredzie prowadzenie na pięć minut przed przerwą, ale nie zdołała go dotrzymać nawet do końca pierwszej połowy. Piłkarze z Krakowa mieli do siebie o to pretensje. – To był bardzo niefortunny moment. Zawsze się uczulamy na to, by po strzeleniu gola być bardziej skoncentrowanym. Tymczasem nadzialiśmy się na kontratak, prowadząc na wyjeździe. To był najgorszy moment do straty bramki i bardzo tego żałujemy – przyznał środkowy obrońca. Całościowo jednak piłkarze Pasów byli zadowoleni z rezultatu. – Nie możemy narzekać na ten wynik. Chcieliśmy wygrać, ale skoro się nie dało, trzeba było zremisować. Udało się bramkowo, co jest dobrym wynikiem przed rewanżem, choć do końca zadowoleni nie jesteśmy. Mieliśmy respekt przed rywalem, ale nie byliśmy przestraszeni. Byliśmy przygotowani na grę naszego przeciwnika. Było pewnie trochę rzeczy do poprawy, mogliśmy się lepiej zachować w kilku sytuacjach. Przeanalizujemy to na spokojnie i przygotujemy się do rewanżu – zaznaczył stoper. Helik miał problemy z dotrwaniem do końca meczu, bo zmagał się z problemami zdrowotnymi. – Dostałem kolanem w nos od zawodnika drużyny przeciwnej. Tuż po powrocie na boisko udało mi się wybronić jedną sytuację. Jeszcze nie wiadomo, co z nosem. Dopiero w piątek po zdjęciu będziemy wiedzieć więcej. Odczuliśmy trudy spotkania. Po tym, jak dostałem w nos, trudy czułem bardzo mocno, ale fizycznie jesteśmy dobrze przygotowani. Na tym tle nie mamy problemów – dodał stoper, któremu podobała się przyjazna otoczka spotkania. – Wprawdzie widziałem ją tylko, gdy wchodziłem na boisku, bo potem byłem skupiony na grze, ale na pewno lepiej gra się przy takiej atmosferze, gdy nie ma nienawiści i jest pozytywna otoczka meczu – zakończył Michał Helik. za https://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/europuchary/liga-europy/dunajska-streda-cracovia-michal-helik-po-meczu-cracovii-w-lidze-europy/ql77j57
    • gargamel9998 oraz krzys67Bytom lubią to.
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 13.07.2019 o 11:10
      Post #1388539 13.07.2019 11:10
    W meczu z DAC Dunajska Streda nowi piłkarze Cracovii zadebiutowali obiecująco. Na arenie międzynarodowej Cracovia jest na tyle niedoświadczonym klubem, że każdy, nawet najdrobniejszy sukces jest wart odnotowania. W meczu w Dunajskiej Stredzie (1:1) Pasy po raz pierwszy nie poniosły porażki w oficjalnym meczu w europejskich pucharach. Jako że Puchar Intertoto nie jest zaliczany do rozgrywek UEFA, w dorobku krakowian były dotychczas tylko dwa przegrane spotkania ze Szkendiją Tetowo sprzed trzech lat. Tym razem bramkowy remis na wyjeździe daje nawet nadzieję na pierwszy w historii wygrany dwumecz klubu z ulicy Kałuży w pucharach. Zdaniem Rafaela Lopesa, portugalskiego napastnika krakowian, na Słowacji dało się jednak ugrać więcej. – Od początku myśleliśmy tylko o zwycięstwie – podkreśla nowy piłkarz Cracovii. – Pierwsi strzeliliśmy gola, ale niestety pięć minut później trochę przysnęliśmy i daliśmy się zaskoczyć. Moim zdaniem to nie jest sprawiedliwy remis, bo zasłużyliśmy na wygraną. Rywale stworzyli sobie kilka szans, ale to my mieliśmy lepsze i powinniśmy wygrać. 1:1 na wyjeździe nie jest jednak złe – twierdzi były zawodnik Boavisty Porto, dla którego był to debiut w europejskich pucharach. Wynik mógł być korzystniejszy, gdyby to m.in. Lopes wykazał się lepszą skutecznością. Przegrał jednak oba pojedynki z bramkarzem Martinem Jedličką. – I tak jestem zadowolony z debiutu. Oczywiście wolałbym wygrać i strzelić gola. Zamiast tego mam remis i asystę, a do tego kilka sytuacji. Liczę, że w Krakowie zdobędę bramkę na wagę awansu. Przez tydzień musimy pracować i trenować. Przeciwnik postawił nam trudne warunki. Myślę, że wszyscy widzieli dobry mecz z obu stron, w którym było sporo walki. To samo czeka nas w Krakowie. Będziemy walczyć do końca o zwycięstwo i awans – zaznacza 27-latek. O grze następcy Airama Cabrery, który na razie wygrywa rywalizację o miejsce w ataku z Filipem Piszczkiem i Rubio, po meczu w Dunajskiej Stredzie da się powiedzieć wiele pozytywnego. Portugalczyk wygrywał sporo pojedynków główkowych, potrafił się zastawić. Pokazał, że jest silny i umie grać kombinacyjnie, co udowodnił przy golu dla Pasów, gdy piętą odegrał piłkę do Pellego Van Amersfoorta. Jego współpraca z Holendrem wyglądała dość obiecująco. – Mamy dobry zespół, w którym są inteligentni piłkarze, dzięki czemu łatwiej grać ze sobą. Mieliśmy dobry obóz, a trener bardzo nam pomógł w przygotowaniu do spotkania – podkreśla Lopes. Portugalczyk potrafił wyjść do sytuacji. Brakowało mu jednak precyzyjnych i mocnych strzałów. Jego czwartkowe próby przypominały bardziej podania do bramkarza. I to na razie największy mankament w jego grze. Van Amersfoorta reklamowano z kolei jako zawodnika, który wie, jak uderzyć z dystansu. Niekoniecznie miało to oznaczać kopnięcia z ogromną siłą, a ciekawe, techniczne strzały. Trudno powiedzieć, by były gracz sc Heerenveen już potwierdził te opinie, jednak faktem jest, że wypracował dla Pasów dwa gole zza pola karnego. W sparingu z Dinamem Zagrzeb (1:0) trafił z ponad dwudziestu metrów do pustej bramki, gdy bramkarz rywali podał mu piłkę pod nogi. W Dunajskiej Stredzie spróbował technicznego strzału, który był zbyt rachityczny, by sprawić problemy golkiperowi, jednak szczęśliwie tak odbił się od obrońcy rywali, że kompletnie zaskoczył Jedličkę. Trzeba również przyznać, że dobrze wywiązywał się z obowiązku wspierania Lopesa oraz pomagania w defensywie. Występy obu nowych ofensywnych graczy Pasów dają nadzieję, że będzie życie po Airamie Cabrerze i Javim Hernandezie. Na największy kłopot Cracovii przed rewanżem wyrasta lewe skrzydło. Michal Siplak jest kontuzjowany, nie trenuje z zespołem od półtora tygodnia i wciąż nie wiadomo, czy na przyszły czwartek będzie gotowy. Kamil Pestka, jego nominalny zastępca, nie zaprezentował się za dobrze i został zmieniony już w przerwie. Prawy obrońca Diego Ferraresso znacznie lepiej poradził sobie z zamknięciem lewej strony obrony przed atakami Słowaków i dziś to on jest głównym kandydatem do gry w podstawowym składzie, w razie gdyby Słowak nie zdołał się wyleczyć na rewanż. Trener Probierz będzie się też musiał ponownie zastanowić nad obsadą lewego skrzydła. Bojan Čečarić, który ponoć korzystnie prezentuje się na treningach, po raz kolejny nie potwierdził walorów w meczu. Być może więc na kolejny mecz do jedenastki wróci Mateusz Wdowiak, który miał zaburzone przygotowania przez udział w EURO U-21. za https://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/pko-ekstraklasa/cracovia/fortuna-byla-z-pasami-nowi-pilkarze-cracovii-maja-za-soba-obiecujace-debiuty/h625c6r Odnośnie gry Bojana to zarówno on jak i Sergiu musieli chyba dostać od MP dużo zadań defensywnych , nawet w skrócie widać ich często pod własną bramką .
    • gargamel9998 lubi to.
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 15.07.2019 o 17:11
      Post #1388786 15.07.2019 17:11
    Cracovia. Jaroslav Mihalik i Tomas Vestenicky trenują z "Pasami" Na treningu Cracovii pojawili się Jaroslav Mihalik i Tomas Vestenicky. Słowacy są zawodnikami klubu z ul. Kałuży, ale ostatnio nie byli jej potrzebni, dlatego przebywali na wypożyczeniach w rodzinnym kraju – Mihalik w Żylinie, a Vestenicky w Nitrze. Obaj mają ważne kontrakty z krakowskim klubem, dlatego musieli stawić się na zajęciach. Trener Michał Probierz przedłużył im jednak urlopy. Czy szkoleniowiec widzi ich w swoim zespole? Fakty temu przeczą obaj nie znaleźli się bowiem w kadrze na zgrupowanie w Słowenii. Mihalik nie był potrzebny Probierzowi, bo został wypożyczony do Żyliny na wiosnę 2018 i ponownie na cały ostatni sezon. Środkowy pomocnik bądź skrzydłowy – bo takim zawodnikiem jest Mihalik, w minionych rozgrywkach rozegrał 25 meczów, w których zdobył 4 bramki. Z kolei Vestenicky, który jest napastnikiem, strzelił 10 bramek w 30 meczach. Podobnie jak Mihalik, najpierw był wypożyczony na pół roku, a potem na cały sezon. Jaki jest więc pomysł szkoleniowca na Słowaków. - Trenują, bo mają ważne kontrakty z klubem – tłumaczy zdawkowo. Piłkarze nie ćwiczyli z resztą drużyny, tylko biegali wokół boiska. - Mają indywidualne zajęcia, bo do tej pory nie trenowali – tłumaczy Probierz. A czy zostaną włączeni do zajęć z zespołem? Tego ani nie potwierdza, ani temu nie zaprzecza szkoleniowiec. Mihalik nie chciał komentować swojej sytuacji. - Już nic nie powiem – rzucił tylko, mając na myśli sytuację, kiedy to wywiadem dla „Przeglądu Sportowego” podczas zimowego zgrupowania w 2018 r. rozpętał prawdziwą burzę, mówiąc, że prezes Janusz Filipiak zniechęcił go do futbolu. Cracovia pół roku wcześniej wykupiła go ze Sparty Praga i piłkarz liczył, że go odsprzeda po udanych dla niego ME do lat 21. Nic takiego jednak nie nastąpiło. - Nie wiemy, do kiedy będziemy trenować – mówi Tomas Vestenicky. - Musimy pobiegać tyle, ile koledzy mieli na zgrupowaniu i później normalnie zostaniemy włączeni do treningu. Nie wiem kiedy, już coś robiliśmy z piłkami. Mihalik w Cracovii rozegrał 24 mecze, zdobył 1 gola. Z kolei Vestenicky zagrał 36 spotkań, w których zdobył też jedna bramkę. Napastnik miał dobry sezon, najlepszy w swojej karierze, strzelił 10 goli w 30 meczach. - Wynik jest dobry, a mógł być jeszcze lepszy – potwierdza Vestenicky. - Miałem wiele sytuacji bramkowych. Najważniejsze było dla mnie to, że grałem cały sezon. A co będzie z nim dalej? - Do Nitry już nie pójdę, nie chcę, a czy jest szansa, że zostanę w Cracovii? Zawsze jest szansa. Nie pojechałem na obóz, ale trenowałem z Nitrą – opowiada napastnik. Trudno było nie zapytać byłego młodzieżowego reprezentanta Słowacji o rywalizację wicemistrza tego kraju – DAC Dunajska Streda z „Pasami” w pierwszej rundzie eliminacji do Ligi Europy. Kto ma większe szanse na awans po 1:1 w pierwszym meczu? - Oczywiście Cracovia – uważa Vestenicky. - Oglądałem to spotkanie. Strzeliła bramkę na wyjeździe, a gra teraz u siebie. Vestenicky grał razem w Nitrze z Abdulrahmanem Taiwo, który reprezentuje teraz barwy DAC. W meczu z Cracovią wszedł na boisko jako zmiennik. - Teraz może zagrać od początku, zresztą DAC ma kilku dobrych napastników – uważa Vestenicky. - U siebie ten zespół ma kapitalne wsparcie kibiców, na wyjeździe nie będzie miał takiego wsparcia. Zobaczymy jak zagrają rywale Cracovii. Na pewno muszą starać się strzelić jakąś bramkę. Szczególnie groźny jest Zsolt Kalmar, niewątpliwie najlepszy piłkarz tego zespołu. Cracovia mi się podobała, zawsze trudno jest strzelić bramkę na obcym boisku. za https://gol24.pl/cracovia-jaroslav-mihalik-i-tomas-vestenicky-trenuja-z-pasami/ar/c2-14277169
    • gargamel9998 lubi to.
    • Khalid

      20.8K
      12.9K
    • 15.07.2019 o 20:21
      Post #1388832 15.07.2019 20:21
    Co do Mihalika i jego pretensji o brak transferu to patrząc na szybką i dobrą sprzedaż Klicha , Kapustki , Piątka i Jaroszyńskiego ...wygląda mi ,że problemem jest Mihalik nie MKS....
    • gaudeamus, xyzKSC, leszeczek oraz 9 innych osób lubią to.
    • 3lvis

      6.6K
      6.3K
    • 15.07.2019 o 20:42
      Post #1388835 15.07.2019 20:42
    Oczywiście. Mihalik ma takie umiejętności że jakby tylko się przyłożył, porządnie przygotował do sezonu i dawał z siebie wszystko w każdym meczu i treningu to wciągnął by tą ligę nosem a po pół roku grał by w Serie A. Niestety jest po prostu głupi.
    • leszeczek, gusto, DiegoKSC oraz 15 innych osób lubią to.
    • kaleb

      8.8K
      6.7K
    • 15.07.2019 o 21:15
      Post #1388844 15.07.2019 21:15
    Albo nie jest tak dobry, jak myśli. Na Słowacji też nie był gwiazdorem, a liga wcale nie mocniejsza od naszej.
    • Bruno

      3K
      4.5K
    • 15.07.2019 o 22:52
      Post #1388857 15.07.2019 22:52
    [quote='3lvis' pid='1388835' dateline='1563216124'] Oczywiście.  Mihalik ma takie umiejętności że jakby tylko się przyłożył, porządnie przygotował do sezonu i dawał z siebie wszystko w każdym meczu i treningu to wciągnął by tą ligę nosem a po pół roku grał by w Serie A. Niestety jest po prostu głupi. [/quote] Skończy jak Małecki jak nie popracuje nad swoją głową.
    • octop

      2.7K
      4.3K
    • 15.07.2019 o 22:55
      Post #1388858 15.07.2019 22:55
    Mnie ciekawi czy na Mihalika nie ma chętnych, czy są ale dają za mało.
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 16.07.2019 o 17:53
      Post #1388951 16.07.2019 17:53
    • Edytowany
    Cracovia ma dużą szansę na awans. Kibice mobilizują się na mecz z DAC Dunajska Streda W czwartek o godz. 19 Cracovia podejmuje DAC Dunajska Streda w rewanżowym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy. Czy wypełni się stadion „Pasów”? Do tej pory sprzedano ponad 8,5 tys. biletów. Sprzedaż trwa. Kasy biletowe we wtorek czynne były do godz. 20, podobnie ma być w środę. Trwa mobilizacja przed spotkaniem. Słowacy otrzymali 750 biletów na sektor gości, a więc 5 procent pojemności stadionu. Mogą też kupić bilety na inne sektory, gdyby zabrakło im wejściówek z tej puli. Piłkarze „Pasów” mieli wczoraj ostatnią okazję przed meczem do zaznajomienia się z murawą stadionu przy ul. Kałuży. Trening miał charakter zamknięty dla kibiców i mediów. Podobnie było w ubiegłym tygodniu, wtedy jednak zamknięto bramy ośrodka przy ul. Wielickiej. Właśnie tutaj będą dzisiaj ćwiczyli piłkarze i zajęcia będą otwarte. - Trawa na nim jest rewelacyjna – podkreśla Probierz. Trening nie straci więc na jakości. Co do zamykania treningów czy sparingów, to nie rozumiem pretensji, jakie były wobec nas. Gdyby zarządził to trener zespołu zagranicznego, to byłyby słowa uznania – jaki on profesjonalny, a nas się krytykuje… Słowacy będą mogli poznać warunki w jakich przyjdzie im stoczyć czwartkową walkę w środę o godz. 18. Przez piętnaście minut dziennikarze będą mogli oglądać trening, potem zostanie zamknięty. Co szykują goście na starcie z „Pasami”? Muszą czymś zaskoczyć gospodarzy, strzelić bramkę, bo wynik pierwszego meczu – 1:1, jest korzystny dla krakowian. - Rywale niczym nie zaskoczyli nas w pierwszym meczu, mniej więcej spodziewaliśmy się takiej ich gry – mówi kapitan Cracovii Janusz Gol. - A o tym, że straciliśmy bramkę po zdobyciu gola na 1:0, zadecydował brak koncentracji. Nie ma co jednak narzekać, na wyjeździe uzyskaliśmy dobry wynik. Teraz gramy u siebie, musimy zagrać trochę lepiej i mam nadzieję, że uda nam się wygrać. Szkoda, że w pierwszym spotkaniu nie rozegraliśmy lepiej kilku akcji, bo strzeliliśmy tylko jedną bramkę, a powinniśmy przynajmniej dwie. Szanse na awans dalej oceniam po równo. Lepszy jest remis bramkowy, niż 0:0, ale w rewanżu musimy dać z siebie jeszcze więcej. Jestem dobrej myśli, wszystko zależy od nas. Przy bezbramkowym remisie to Cracovia znajdzie się w drugiej rundzie eliminacji, a w niej czeka na nią już grecki Atromitos Ateny (mecze 25 lipca w Krakowie lub Dunajskiej Stredzie i 1 sierpnia w Grecji). W meczu w Dunajskiej Stredzie gospodarze zagrali nieźle, mają bardzo dynamicznych zawodników, którzy stworzyli sobie kilka okazji bramkowych, na szczęście dla krakowian – nie wykorzystali ich. - Gdy my nie zdążyliśmy się ustawić, zorganizować, wtedy gospodarze byli najgroźniejsi – twierdzi kapitan Cracovii. - Rywal gra ciekawą piłkę, dużo po ziemi, stara się wiele akcji prowadzić środkiem. Głównym grzechem Cracovii jest mała skuteczność. Nowa ofensywa nie funkcjonuje jeszcze tak dobrze, jak ta z Airamem Cabrerą i Javim Hernandezem. - Musimy pracować nad wykorzystywaniem sytuacji i mam nadzieję, że przyniesie to efekt – mówi Gol. - Zmienił się nasz skład, "uczymy” się nowych zawodników, a oni nas, musi to jeszcze trochę potrwać, zanim się zgramy. Straciliśmy Airama, który był bardzo ważnym ogniwem, Javi ma problemy w klubie, musimy przystosować nowych zawodników do naszej koncepcji gry. W defensywie „Pasy” poczynają sobie nieźle, w żadnym z meczów kontrolnych podczas zgrupowania w Słowenii nie straciły więcej niż jednego gola. Jedną bramkę straciły w Dunajskiej Stredzie. To mocna formacja. Potwierdza to Gol: - Nie ma co się upajać, bo rywal wprawdzie strzelił jedną bramkę, ale miał kilka okazji na kolejne. Jeszcze jest parę rzeczy do poprawy. Nie mówię tylko o formacji obronnej oczywiście, cały zespół musi się angażować w grę w defensywie. Gol wrócił po latach do gry w europejskich pucharach, w których występował z Legią Warszawa. - Na pewno trochę lat już minęło, fajnie było znowu zagrać w pucharach – mówi zawodnik. - Jestem zadowolony z takiego obrotu sprawy. Mam nadzieję, że nasza przygoda będzie trwała jak najdłużej. Jest szansa zebrać spore doświadczenie, myślę tu o młodszych zawodnikach. za https://gol24.pl/cracovia-ma-duza-szanse-na-awans-kibice-mobilizuja-sie-na-mecz-z-dac-dunajska-streda/ar/c2-14280519 A jeśli chodzi o Mihalika to ciekawe czy w okresie wypożyczenia był obserwowany przez kogoś ze sztabu , podobnie zresztą jak Vestenicki ?
    • gargamel9998 lubi to.
    • axe

      2.7K
      8.7K
    • 16.07.2019 o 22:10
      Post #1388990 16.07.2019 22:10
    Mihalik i Vestenicki byli obserwowani od roku...
    • hank lubi to.
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 17.07.2019 o 18:34
      Post #1389127 17.07.2019 18:34
    • Edytowany
    Pelle Van Amersfoort jest nowym nabytkiem Cracovii, który pokazuje już, że może być jednym z mocniejszych punktów tegorocznej drużyny Pasów. W rozmowie z „PS” zdradza kulisy swojego transferu do stolicy Małopolski i opowiada o swoich zainteresowaniach. Pelle Van Amersfoort to nowy zawodnik Cracovii. W pierwszym spotkaniu z DAC Dunajską Stredą (1:1) pokazał kilka interesujących zagrań, po których można sądzić, że stanie się realnym wzmocnieniem zespołu trenera Michała Probierza – Mogłem iść do Anglii czy Niemiec, ale myślę, że tam na razie bym nie grał. Te ligi to może być mój następny krok po jednym–dwóch sezonach w Polsce – mówi w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Van Amersfoort W dalszej części wywiadu zdradza między innymi co lubi robić w wolnym czasie i dlaczego jego pasją jest myślistwo . Jest pan jednym z nielicznych piłkarzy, którzy mają porównanie: trudniej upolować gęś czy wykorzystać sytuację sam na sam z bramkarzem? Pelle Van Amersfoort: Kiedyś, gdy w Holandii zrobiło się głośno o moim łowieckim hobby, na polowanie wybrała się ze mną ekipa Fox Sports, tamtejszej, dużej telewizji. Zgłosiła się, bo jak na piłkarza, to dziwne zainteresowanie. Musiałem spytać o zgodę rolnika, na którego polu odbyło się polowanie. On nie miał z tym problemu, bo też widział to jako okazję, by pokazać szerszej publiczności, że nie robimy niczego złego. Wtedy długo nie mogłem niczego upolować, a ekipie zależało na jakiejś zdobyczy, by móc pokazać łup przed kamerą. W końcu pojawiły się gęsi, które wzleciały bardzo wysoko. Doświadczony myśliwy, z którym tam byłem, powiedział, że musimy je trafić. Byłem tak zdenerwowany i podekscytowany, że po fakcie, gdy już się udało, stwierdziłem, że łatwiej jest wykorzystać sytuację sam na sam z bramkarzem, bo na boisku wszystko dzieje się zbyt szybko, by zdążyć o czymś myśleć. Na polowaniu widzisz, że gęś nadlatuje i czekasz na odpowiedni moment. Zastanawiasz się, czy to już, czy zwlekać jeszcze chwilę. Bardziej przypomina to rzut karny. Mówił pan o pokazaniu, że to nic złego. Często spotykał się pan z krytyką? Po emisji materiału dostałem wiele pozytywnych komentarzy. Ale złych także. Nazywano mnie mordercą, który zabija zwierzęta. Jestem do tego przyzwyczajony. To normalne. Rozumiem nawet ludzi, którzy mówią, że to okrutne. Samo zabijanie zwierząt nie sprawia mi przyjemności. Może zabrzmi to dziwnie, ale polując, też pomagam. Jeśli w danym miejscu jest zbyt duża populacja jakiegoś gatunku, nie ma dla nich pożywienia i umierają z głodu, cierpiąc. Myśliwi pomagają utrzymać populację w odpowiedniej wielkości. Wspieramy też rolników, którym zwierzęta niszczą plony. Czasem widać zdjęcia myśliwych, którzy zastrzelili lwy i promują się w mediach społecznościowych. Tacy ludzie psują reputację myśliwym. Też jestem tego przeciwnikiem. Poluję przede wszystkim na małe zwierzęta: gęsi, kaczki, zające. Czego właściwie zawodowy piłkarz szuka na polowaniach? Czasem budzę się wcześnie rano, gdy jest jeszcze ciemno i jadę na łąkę. Zdarza się, że widzę wschód słońca, ale czasem po prostu deszcz leje mi na głowę, a ja siedzę zaszyty gdzieś w krzakach i czekam. Jest cicho. W okolicy nikogo nie ma. Dla mnie to jest życie. Nie muszę nawet niczego upolować. Już sam wyjazd i oczekiwanie w otoczeniu natury są bardzo oczyszczające. Lubię taki klimat. Jeśli coś upoluję, zjadam to. Nie jestem zbyt dobry w oprawianiu zwierzyny. Bardziej doświadczeni łowcy potrafią patroszyć zdobycze i przyrządzić je bardzo smacznie – wędzone albo z dużą ilością czosnku. Skąd wzięło się to nietypowe zainteresowanie? Grałem wtedy w juniorach Heerenveen, gdzie mieszkałem u zaprzyjaźnionej z klubem rodziny. Jej znajomy był myśliwym i kiedyś zabrał mnie na polowanie. To było fantastyczne doświadczenie, choć wcale nie byłem w tym dobry. Zupełnie inaczej strzela się do tarczy niż do gęsi czy kaczki, które są szybkie i musisz uważać, by cię nie zobaczyły. Wtedy nie ustrzeliłem nic, ale zacząłem chodzić na polowania częściej. Dopiero za trzecim razem trafiłem gęś. Z czasem zacząłem wnikać w ten świat coraz głębiej. W wieku 19 lat zdecydowałem się zdobyć licencję myśliwską. Już grając zawodowo w Eredivisie, zapisałem się na kurs i raz na dwa tygodnie jeździłem na wykłady, wymieniałem się doświadczeniami z innymi kursantami, którzy byli w większości znacznie starsi ode mnie. Sporo uczyłem się na temat prawnych oraz biologicznych aspektów polowań. W końcu zdałem egzaminy teoretyczny i praktyczny, choć za pierwszym razem udaje się to tylko 60 procentom przystępujących. W Polsce tereny łowieckie są raczej nie gorsze niż w Holandii. Znacznie lepsze! Polska jest większa niż Holandia, ma więcej terenów leśnych i rolniczych, żyje tu wiele gatunków. Najpierw muszę poukładać sprawy w nowym klubie i w mieście, ale podpisałem z Cracovią kontrakt na trzy lata, więc jestem pewien, że kiedyś spróbuję też polowania w Polsce. Wspomniał pan o mieszkaniu z rodziną zaprzyjaźnioną z klubem. Musiał pan młodo wyprowadzić się z domu? To potoczyło się nagle. Jeszcze gdy miałem piętnaście lat, grałem w małym amatorskim klubiku, gdzie trenowałem dwa–trzy razy w tygodniu i nie myślałem o zawodowej piłce. Dorabiałem na zmywaku w restauracji, albo w supermarkecie. Czasem jeździłem na mecze pobliskiego AZ Alkmaar, któremu kibicowałem. Nagle wypatrzyło mnie Heerenveen. A że było oddalone o 150 kilometrów od domu, to musiałem się przeprowadzić. Dwa miesiące później moja mama zmarła na raka. Kilka dni temu była siódma rocznica jej śmierci. Klub proponował, bym wrócił do domu na tak długo, jak będę potrzebował. Nie chciałem tego. Na boisku przynajmniej w trakcie meczu czy treningu mogłem o wszystkim zapomnieć, a gdybym wrócił do domu, cały czas bym się smucił i o niczym innym nie myślał. Przetrwałem jakoś tamten okres, co na pewno uczyniło mnie silniejszym, a rok później zadebiutowałem w pierwszej drużynie. Uchodził pan za duży talent. W reprezentacjach młodzieżowych rozegrał pan trzydzieści osiem meczów. Grał pan m.in. z Frenkiem de Jongiem z Barcelony. Nie boli pana, że wasze kariery potoczyły się tak różnie? Nie, bo już wtedy widziałem, jak wielkim będzie piłkarzem. Graliśmy razem na EURO do lat 19, w którym strzeliłem dwa gole. Widziałem, że Frenkie jest znacznie bardziej utalentowany niż my wszyscy. Co właściwie 23-letni piłkarz regularnie grający w Eredivisie robi w ekstraklasie? Chcę się rozwijać, grać jak najwięcej w fizycznej lidze, bo myślę, że tego potrzebuję. Chcę się czuć ważny, bo choć w Heerenveen rozgrywałem wiele meczów, to wcale nie uzbierałem wielu minut. Mogłem iść do Anglii czy Niemiec, ale myślę, że tam bym na razie nie grał. Te ligi to może być dla mnie następny krok po jednym–dwóch sezonach w Polsce. Najsilniejsi kupują piłkarzy ekstraklasy. Cracovia to krok, by później uczynić następny, większy, choć oczywiście nie mogę mieć pewności, że mi się to uda. Konsultował pan z kimś ten transfer? Rozmawiałem z Piotrem Parzyszkiem z Piasta, który występował w PEC Zwolle i z Filipem Bednarkiem, z którym grałem w Heerenveen. Pozytywnie wypowiadali się o klubie i polecali Kraków jako fantastyczne miasto. Mówili, że nawet jeśli piłkarsko nie pójdzie mi najlepiej, to przynajmniej będę mieszkał w ładnym mieście. To też ważne, bo przecież w Krakowie mam nie tylko grać, ale też żyć. za https://sport.onet.pl/pilka-nozna/ekstraklasa/pelle-van-amersfoort-najsilniejsi-kupuja-pilkarzy-ekstraklasy/5f3lhn8 Cracovia. Trener Michał Probierz nie odkrył kart przed DAC Dunajska Streda Ostatni trening piłkarzy Cracovii przed meczem rewanżowym pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z DAC Dunajska Streda miał otwarty charakter. Piłkarze ćwiczyli na boisku przy ul. Wielickiej. Trener Cracovii Michał Probierz jest zbyt wytrawnym graczem, by ujawniać skład na czwartkowe spotkanie. Pomieszał więc mocno swoją kadrą. Zajęcia nie były długie – trwały równo godzinę (dla podstawowych graczy), ale były intensywne. „Pasy” ćwiczyły w 31-osobowym składzie, z trójką bramkarzy. Byli obecni też Jaroslav Mihalik i Tomas Vestenicky, którzy w poniedziałek dołączyli do zespołu. Ale oni głównie biegali wokół boiska. Po intensywnej rozgrzewce, zaczęły się „małe gry”. Probierz „pomieszał” w obronie i drugiej linii. Widać, że próbował różne warianty. W takim układzie jak w pierwszym meczu: Rapa, Helik, Dytiatjew, Pestka – defensywa nie grała. Podobnie jak nie było takiego zestawienia drugiej linii jak w czwartek w Dunajskiej Stredzie: Hanca, Dąbrowski, Gol, Cecarić. W ataku van Amersfoort nie grał z Lopesem tylko z Piszczkiem. Michal Siplak trenował osobno, dużo strzelał na bramkę. Słowak jest w fazie dochodzenia do siebie po kontuzji kostki. Piłkarze nie ćwiczyli strzelania rzutów karnych. Czyżby Probierz był przekonany, że jego zespół nie będzie musiał walczyć o awans w serii „jedenastek”? Wynik pierwszego spotkania (1:1) jest korzystny dla gospodarzy, bo w przypadku bezbramkowego remisu oni awansują do drugiej rundy, gdzie czeka już Atromitos Ateny, ale dogrywki i ewentualnych „jedenastek” wykluczyć nie można. Na koniec młodzi i Marcin Budziński zawodnicy zagrali między sobą. Najważniejsze, że w tym sprawdzianie generalnym obyło się bez kontuzji . za https://gol24.pl/cracovia-trener-michal-probierz-nie-odkryl-kart-przed-dac-dunajska-streda/ar/c2-14282889
    • krzys67Bytom oraz gargamel9998 lubią to.
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 21.07.2019 o 14:13
      Post #1390053 21.07.2019 14:13
    • Edytowany
    Cracovia. Trener Michał Probierz: Chciałbym mieć taką kasę jak Pep Guardiola . Trener Cracovii Michał Probierz o zbliżającym się sezonie, planach i nadzijach. Wywiad ukazał się w czwartek w dodatku "Ekstraklasa". - Dwa lata temu po przyjściu do Cracovii powiedział pan, że w drugim sezonie swojej pracy chce pan, by zespół zagrał w europejskich pucharach. Dotrzymał pan słowa. To miło, jak się realizuje obietnice, zwłaszcza w sporcie, który jest uzależniony od wielu czynników. - Było to trudne po tych początkach sezonu, które mieliśmy. Na pewno bardzo dużo osób skreślało mnie, mówiąc, że jest to nie do wykonania. A z piłkarzami zrobiliśmy kawał dobrej pracy. Brakuje nam jednak szczegółów i nad nimi musimy jak najwięcej popracować, by była stabilizacja, by płynnie wzmacniać zespół. - Miał pan mocne wejście do Cracovii, można powiedzieć „wejście smoka”, mam na myśli rewolucję kadrową, jaka się dokonała. Tak z perspektywy czasu uważa pan, że to było w tym wymiarze potrzebne. Zmiany zawsze są konieczne, ale czy aż tak dogłębne. Ten klub tego potrzebował? - Już mnie nie interesuje to, co było dwa lata temu. - A w ogóle proces budowy ma pan zaplanowany na ile lat? - Teraz jest ważny czas, możemy być krok dalej. Ale to jest sport, jest konkurencja z każdej strony. Każdy zespół musi się rozwijać. Nie ma możliwości, żeby drużyna stała w miejscu. Trzeba ciągle robić postęp i wierzę w to, że w tym kierunku będziemy szli. - Przy ustabilizowanej już kadrze jest tak, że wymienia się dwa-trzy ogniwa w każdym okienku transferowym, czy jednak nadal widzi pan potrzebę głębszych zmian, wręcz rewolucji? - Rotacji trzeba regularnej. To kwestia koncepcji budowania. Każdy trener ma swoją filozofię, swój kierunek, dlatego jest to piękne. Pozostaje kwestia środków finansowych, jakimi dysponuje, od nich uzależnione są transfery. - Jaki jest dla pana model idealny zespołu? - Mieć taką kasę jak Guardiola. - A w polskich realiach? - Każdy robi po swojemu. - Czy pan jest za tym, by Cracovia była takim klubem, zachowując oczywiście proporcje, jak Ajax Amsterdam, że co roku czy dwa lata wypuszcza piłkarzy świat? - Cel mamy taki, by grać dobrze, by ustabilizować się w czołówce tabeli ekstraklasy oraz zbudować ośrodek treningowy w Rącznej. Wtedy zrobimy następny krok. - Ale ta promocja młodzieży mieści się w pańskim obszarze działań? - Nie ma co ukrywać, ciągle ktoś łapie mnie za słówka, przypominając, co mówiłem kiedyś, ale piłka się zmienia. Gdybym się nie zmieniał, to byłoby wszystko inaczej. W piłce co mówiło się wczoraj, jutro już jest nieaktualne, bo ona jest rozwojowa. - Cracovia w ostatnich latach wypuściła w świat Bartosza Kapustkę, Pawła Jaroszyńskiego, Krzysztofa Piątka. To się mieści w pańskim postrzeganiu polityki klubu? - Każdy klub w Polsce powinien sprzedawać, piłkarzy za granicę i na tym bazować, ale nasza liga jest inna. W tym sezonie będzie bardziej specyficzna, bo trzeba pamiętać, że spadać z niej będą trzy zespoły. - I zostaje kwestia konieczności gry w każdym zespole przynajmniej jednego młodzieżowca. Jak pan ocenia ten przepis? - Już go nie komentuję, ktoś go wprowadził więc jestem za tym, żeby był. - Dwa lata temu podjęta została w Cracovii decyzja o likwidacji drugiej drużyny. Czy to było słuszne? Teraz tę drużynę musicie odbudowywać. - Nie musimy odbudowywać, bo wtedy nie było możliwości, by grała. Było dużo ludzi, nie wiadomo było, jak to ma funkcjonować. Teraz chcemy to zbudować od podstaw, chcemy by juniorzy przechodzili do seniorów i jeszcze przez rok grali, by zawodnicy mieli szanse. To już są ci zawodnicy, których znam. Teraz jest więc zupełnie inaczej. - Czy ta drużyna będzie miała swoje cele, oprócz tego, że będzie zapleczem dla pierwszego zespołu, będzie służyła sprawdzaniu zawodników? - Tak, chcemy awansować do trzeciej ligi. - Przed ubiegłym sezonem powiedział pan, że będziecie grali o mistrzostwo. Potem długo to panu wypominano. Co pan powie teraz, przed kolejnymi rozgrywkami? - Też powiem, że gramy o mistrza, bo wszyscy mamy zero punktów, nikt nie ma więcej. A to, że ktoś inaczej to odbiera, to już jest jego sprawa. - Spotkał się jednak z falą hejtu. - Już generalnie mnie to nie rusza, już po 40-tce jestem. - Jest pan więc zwolennikiem takiego amerykańskiego podejścia do sportu, że liczy się tylko zwycięzca. - Nie wyobrażam sobie, że ktoś przystępuje do rozgrywek i nie chce wygrywać… Piast pokazał, że można. Trzeba spróbować. - To czwarte miejsce w minionym sezonie na pewno rozbudziło apetyty kibiców, bo zwłaszcza po fatalnym początku rozgrywek nie było to oczywiste, że wam się uda. Myśli pan o kroku naprzód, by w tej ligowej czołówce zagościć na stałe? - Chcemy tam być na stałe, dlatego obraliśmy taki kierunek, by być lepszym. Do tego jednak potrzeba czasu. - Zmienia się wasza kadra, jest pięciu nowych zawodników, ale chcę wrócić do Airama Cabrery. Wszyscy wiemy, jaki to był zawodnik. Wydawało mi się, że wiąże pan z nim jakieś nadzieje. Mówił pan o nim, że to może być kiedyś trener. Nie warto było jednak sięgnąć głębiej do kieszeni, być może zrobić „komin płacowy” i mieć sprawdzonego zawodnika. Wiadomo, jak trudno znaleźć skutecznego zawodnika, a Cabrera był już sprawdzony. - Jak przychodził, też nie był sprawdzony. - Był, dwa lata wcześniej dał się poznać jako czołowy snajper, grając w Koronie Kielce. - Ale był też w innych klubach. Na pewno nam dużo pomógł, trzeba mu za to bardzo podziękować, ale klub funkcjonuje w określonych realiach. Nie ma go już i nie ma sensu się nad tym zastanawiać. - Poszliście w mgłę, są trzej napastnicy, ale tak naprawdę nie wiemy, czy oni podołają wyzwaniu. - Nie zgadzam się, byli obserwowani, nie poszliśmy w żadną mgłę. - Jakie są pana sportowe marzenia w Cracovii? - Nie mam żadnych, pracuję w każdym dniu najlepiej jak potrafię. Nie zwracam już na nie uwagi. Nie mam marzeń. Jeśli zawodnicy się rozwijają, to to jest dla mnie ważne. - Jak pan patrzy na naszą ligę to ten układ sił w tym najbliższym sezonie będzie podobny do tego, jaki był ostatnio? Liczyć się będą Piast, Legia, Lechia i wy. Czy Lech się odbuduje? - Jest jeszcze wiele zespołów, liga bardzo szybko weryfikuje. Są beniaminkowie, spory wpływ będzie miała gra młodzieżowca w każdym zespole. - Oprócz pracy szkoleniowej, walki o wynik, bardzo pan się angażował w minionym sezonie w prokibicowskie akcje, chciał pan się przyczynić do zapełnienia stadionu. To też jest pana misja jako wiceprezesa klubu? - Był taki moment wtedy, a teraz już nie. - Nie będzie się pan więc angażował na tym polu? - Nie, zajmuję się sportem. - Także „wojenki Twitterowe” w których pan uczestniczył nie będzie się pan angażował? - Nie mam już Twittera. - A czy taki model odpowiadania za wszystko – transfery, szkolenie i grę, taki model angielski jest pana ulubionym? - Kiedyś chcieliśmy z Andrzejem Kucharem kupić Śląsk Wrocław, ale nie udało się tego zrobić. Mieliśmy też inny plan, ale on też nie wyszedł. Takie jest życie. Profesor Janusz Filipiak mi zaufał i na razie mam nadzieję, że jest zadowolony z tego faktu. - Myśli pan już o kolejnym kroku na swej trenerskiej drodze? Co będzie po Cracovii? Wiadomo, że jak trener przychodzi do klubu, to w jednej ręce trzyma pióro, podpisując kontrakt, a w drugiej walizkę i jest ggotowy do odejścia – to zresztą pańskie słowa. - Nie zwracam na to uwagi, kontrakt mam jeszcze dwa lata i mam zamiar go wypełnić. - Praca za granicą nie nęci jakoś pana? - Widzę, jak postrzega się nas trenerów - Polaków. Jeśli we własnym kraju się nie szanujemy, dla wszystkich jesteśmy beznadziejni, to jak na Zachodzie mają nas szanować? Polityka i wiele innych dziedzin pokazują, jak my sami Polacy się traktujemy w swoim kraju. - A reprezentacja Polski? - Nie interesuje mnie. - Każdy czerpie z czyjejś wiedzy. Pan też? - Każdy ma trenerów, którzy go prowadzili i na pewno jest duża grupa ludzi, nie chciałbym wymieniać, by kogoś nie pominąć. Zawsze od każdego można coś wyciągnąć. - A w obecnej chwili jest pan w stanie czegoś się nauczyć? - Od każdego można się czegoś nauczyć, ale nie mam nikogo takiego. - Gdy Aleksandar Vuković zostawał trenerem Legii, mówił pan, że to trochę dostał tę funkcję za darmo. - Nie o Vukoviciu mówiłem, tylko wcześniej. - Tak to powinno wyglądać? - Nie wiem, nie moja sprawa, nie mój cyrk, nie moje małpy. za https://gol24.pl/cracovia-trener-michal-probierz-chcialbym-miec-taka-kase-jak-pep-guardiola/ar/c2-14290139 No to teraz czas na zajecie się "swoimi małpami " aby obietnice nie uleciały a Cracovia corocznie walczyła o pudło i udział w pucharach .
    • krzys67Bytom oraz krzys67Bytom lubią to.
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 22.07.2019 o 17:00
      Post #1390328 22.07.2019 17:00
    Już w pierwszej rundzie pożegnała się z europejskimi pucharami. Niepowodzenie nie podłamało piłkarzy Michała Probierza. Z Lubina "Pasy" wywiozły punkt, a mogły pokusić się nawet o pełną pule. Oto co po meczu powiedział szkoleniowiec Cracovii. Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie. Szkoda, że nie wykorzystaliśmy wszystkich okazji, ale przez sporą część meczu widać było to, nad czym pracujemy. Utrzymywaliśmy się przy piłce i choć straciliśmy bramkę, szybko się podnieśliśmy. Pokazaliśmy, że umiemy grać. Zawodnicy mocno rywalizują o miejsce w składzie, mamy szeroką kadrę. Tę walkę było widać. W środku pola widoczne było, że Janusz Gol odczuł dogrywkę we czwartek. Brakowało nam czasem tego ostatniego podania. Chcieliśmy ten mecz wygrać, ale musimy uszanować remis. To punkt zdobyty na ciężkim terenie, na którym niejedna drużyna jeszcze przegra. Teraz mamy tydzień, by dobrze przygotować się do meczu z ŁKSem. Trzeba pozytywnie ocenić Sylwestra Lusiusza mimo szybko otrzymanej kartki. Wtedy zrobił się nieco niepewny, ale ogólna ocena musi być pozytywna. Sytuacja z nieuznanym golem nie jest dla nas kontrowersją. Z perspektywy ławki dla nas od samego początku był tam widoczny spalony. Nie mamy o to pretensji. za https://gol24.pl/michal-probierz-po-meczu-z-zaglebiem-lubin-pokazalismy-ze-umiemy-grac/ar/c2-14292713 Widziałem tylko skrót ale w akcji przy stracie bramki polecam trenerowi przyglądnąć się ustawieniu naszych zawodników - czterech rywali , naszych naliczyłem ośmiu a i tak strzelili nam gola . Gdzie tu było i jakie krycie .
    • gargamel9998 lubi to.
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 23.07.2019 o 10:51
      Post #1390427 23.07.2019 10:51
    Ekstraklasa. Cracovia w okresie dojrzewania, lecz już po hormonalnej burzy. Wnioski po pierwszych meczach "Pasów" Analiza. Prognozy w polskiej ekstraklasie mają wyjątkowy krótki okres trwałości i szybko się dewaluują, ale spróbujmy powróżyć Cracovii. Nie, nie z fusów, lecz z meczu z Zagłębiem Lubin (i dwóch w eliminacjach Ligi Europy z DAC Dunajską Stredą). Wnioski po starcie ekstraklasy. Początek sezonu zapewne mógł wyglądać znacznie lepiej, ale nie jest źle. Tak gwałtowna zapaść jak przed rokiem Cracovii nie grozi, ba, teraz powinno być już górki. Mecz w Lubinie był dla piłkarzy Michała Probierza i samego trenera wyzwaniem większym niż wszystkim się wydaje. Te kilkadziesiąt godzin dzielących pucharowe starcie z Dunajską Stredą i ligowe z Zagłębiem było jak burza hormonalna u nastolatka. Entuzjazm w mgnieniu oka zjechał do poziomu morza. Mentalnie zawodnicy sobie jednak poradzili, gorzej ze stroną fizyczną, ale więcej pucharowych czwartków i dogrywek w tym roku już nie będzie (mimo wszystko – szkoda). Kibice zapewne oczekiwali po inauguracji ekstraklasy więcej, ale spokojnie – większość klubów ruszyła leniwie, wyjątkiem Pogoń Szczecin i Ja­giellonia. „Pasy” nie będą maruderem w tym gronie. „Długa piłka, długa piłka, długa piłka” - tak taktykę Cracovii opisywał Peter Hyballa, trener Dunajskiej Stredy. To jednak tylko część prawdy o zespole Probierza. Ben van Dael, szkoleniowiec Zagłębia, w niedzielę wspominał już o automatyzmach w grze „Pasów”. Tak, to będzie drużyna korzystająca ze swojego potencjału siły i wzrostu – dawniej powiedzielibyśmy: w stylu angielskim – bardziej grupa Wikingów niż eleganckich szermierzy, ale potrafiąca też zmienić tryb na bardziej wyrafinowany. Najswobodniej Cracovia czuje się jednak w ułańskich kontratakach, które zaczynają się od żelaznej obrony. Szkopuł w tym, że wciąż niepokojąca jest liczba nieprecyzyjnych podań, marnowanych okazji i źle dogrywanych piłek ze skrzydeł. Nadal szwankuje również skuteczność przy stałych fragmentach gry, co w przypadku „zespołu koszykarzy” (prawa autorskie do tego określenia ma Hyballa) jest mocno zastanawiające. I wymagające natychmiastowej poprawy. Chwalić dnia przed zachodem słońca nie będziemy, pisać, że nowi zawodnicy weszli do ekstraklasy z drzwiami tym bardziej, ale transfery wyglądają na trafione i solidne. Rafael Lopes ligi może nie zaczaruje dryblingami, ale jest napastnikiem pracującym, który żadnej pracy się nie boi. I dwa gole, niebrzydkie przecież, w trzech meczach do koszyczka już wrzucił. Za zjawisko uchodzić może Pelle van Amersfoort. 23-letni Holender, ofensywny pomocnik na długich, chudych nogach, wydaje się powolny, wręcz flegmatyczny. Gra ze spokojem angielskiego lorda, ale za to niepostrzeżenie przemieszcza się po boisku i jest prawdziwym utrapieniem dla wyprowadzających piłkę rywali (długie nogi się przydają!). Rozgrywać też potrafi. Wciąż jest graczem nieoczywistym (jakie są jego najmocniejsze strony?), wciąż jest zagadką, ale taką, na rozwiązanie której czeka się z zaciekawieniem, a nie irytacją. Obrońca David Jablonsky – pozytywne wrażenia po jednym występie. Lukas Hrosso – w bramce Cracovii wyglądał tak, jakby stał tam w niej od dawna. Nic nie wiemy tylko o Rubio. Uwaga na zgrożenia . Największe już zdefiniował Probierz. Wyzwaniem będzie pogodzenie interesów i ambicji wszystkich zawodników. Zawsze jest ryzyko, że one mogą rozsadzić szatnię od środka. Tym bardziej w przypadku Cracovii, gdzie są specyficzne relacje na linii zarząd – piłkarze. Teraz mówi się o tym, że w niełaskę popadł Marcin Budziński. Pomocnik rzeczywiście nie trenuje z pierwszym zespołem tylko z rezerwami. Oficjalnie – przynajmniej tak nas poinformowano w klubie - wciąż ma status zawodnika pierwszej drużyny. Tak czy inaczej byłoby szkoda, gdyby był drugim – po Javim Hernandezie – kreatywnym zawodnikiem spisanym w krótkim czasie na straty. Zwłaszcza, że nie ma innych rozsądnych opcji rezerwowych dla van Amersfoorta. Bo o ile w defensywie „Pasy” są zabezpieczone jak nigdy, o tyle z przodu pole wyboru jest bardziej ograniczone. Kilka zagrożeń więc jest, ale trzeba pamiętać najważniejszą lekcję z poprzedniego sezonu: jeśli będą wyniki, to wszystko ułoży się samo. za https://gol24.pl/ekstraklasa-cracovia-w-okresie-dojrzewania-lecz-juz-po-hormonalnej-burzy-wnioski-po-pierwszych-meczach-pasow/ar/c2-14294751 Co prawda tekst autorstwa Franczaka ale można przeczytać .
    • Axel

      57
      199
    • 23.07.2019 o 20:30
      Post #1390483 23.07.2019 20:30
    Na twitterze w innych social mediach i portalach internetowych(na tym forum chyba też paru osobom się głupio powinno zrobić) tyle było ujadania na Cracovię odnośnie ustawy o wpuszczaniu bądz nie kibiców gości a tymczasem komunikat klubu brzmi następująco: Informacja jakoby nasz Klub był inicjatorem zmian jest niezgodna z prawdą, co więcej przedstawiciel Cracovii głosował przeciwko uchwale zarządu PZPN. Informujemy, że dalsze rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji dot. Klubu może wiązać się z konsekwencjami prawnymi. 0
    • DawidSiemaszki, zubereg, hank oraz 6 innych osób lubią to.
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 24.07.2019 o 12:53
      Post #1390567 24.07.2019 12:53
    Michał Probierz szuka sposobu na ŁKS. Kiedyś jako trener łodzian ograł „Pasy" W sobotę ełkaesiakom lekcji futbolu zamierza udzielić Cracovia. W rolę profesora wcieli się więc Michał Probierz, trener doskonale znany łódzkim kibicom. Doświadczony szkoleniowiec pracował przed laty i w Widzewie, i w ŁKS. Michał Probierz pojawił się w klubie z al. Unii 2 jesienią 2011 roku, gdy wydawało się, że ze sponiewieranej przez rywali już na starcie nowego sezonu drużyny nawet sir Alex Ferguson nie zdołałby wykrzesać odrobiny entuzjazmu. Doświadczonemu szkoleniowcowi ta sztuka się powiodła, a okres jego pracy w łódzkim klubie był jedynym pozytywem tamtego tragicznego w wykonaniu łodzian sezonu. Pod wodzą Michała Probierza ełkaesiacy rozegrali siedem spotkań, wygrali cztery mecze (w tym derbowe starcie na stadionie Widzewa) i zdobyli w sumie aż 13 punktów (w całym sezonie zgarnęli ich zaledwie 24). Dodajmy, bo to również ciekawe, że pracę z Łódzkim Klubem Sportowym znany trener rozpoczął od… wyjazdowego zwycięstwa nad Cracovią, w której dziś przecież pracuje i to już od 2017 roku. Opinię o urodzonym w Bytomiu szkoleniowcu od lat są w kraju podzielone. Dla jednych to frapujący enfant terrible polskiego futbolu, dla innych trener przede wszystkim zręcznie kreujący swój wizerunek w mediach. To on powiedział, że „kto przejmuje zespół po Probierzu, ten ma przynajmniej spokój", stwierdził też kiedyś, że gdyby pił whisky, której jest koneserem, po każdym błędzie sędziowskim, na świecie zabrakłoby whisky. - „Nie mam zamiaru się zmieniać i się nie zmienię. Taki jestem, taki się urodziłem - powiedział kilka lat temu. Nie ulega wątpliwości, ze Probierz to trener i doświadczony, i utytułowany. W 2010 roku sięgnął z Jagiellonią Białystok po puchar Polski, a siedem lat później z tym samym klubem zdobył wicemistrzostwo Polski. W zeszłych rozgrywkach pomimo fatalnego początku (w pierwszych ośmiu spotkaniach aż pięć porażek i trzy remisy) koniec końców awansował z Cracovią do europejskich pucharów. W Krakowie nie boją się odważnych deklaracji. Już przed rozpoczęciem zeszłego sezonu Michał Probierz zapowiadał walkę o... mistrzostwo Polski, nie inaczej jest teraz. Czy „Pasy" istotnie mają szansę włączyć się do rywalizacji z najlepszymi? Czas pokaże, na razie Cracovia zainaugurowała sezon od remisu z Zagłębiem Lubin, a w sobotę podejmie na własnym stadionie ŁKS. - Brakowało nam ostatniego podania. Chcieliśmy wygrać, ale musimy uszanować remis. To punkt zdobyty na ciężkim terenie, na którym niejedna drużyna jeszcze przegra – powiedział trener Cracovii po inauguracyjnym meczu „Pasów”. - Teraz mamy tydzień, by dobrze przygotować się do meczu z ŁKS – dodał Michał Probierz, który z pewnością skrupulatnie zanalizuje piątkowe starcie łodzian z Lechią Gdańsk. Po raz ostatni ŁKS rywalizował z drużyną prowadzoną przez tego trenera we wspomnianym wcześniej sezonie 2011/2012. Michał Probierz po epizodzie pracy w ŁKS i nieudanej koniec końców przygodzie w Grecji, objął wówczas Wisłę Kraków, która 14 kwietnia 2012 roku pokonała ełkaesiaków 3:2. Jedną z bramek dla ŁKS zdobył w tym spotkaniu Rafał Kujawa. W sobotę napastnik ŁKS znów spróbuje napsuć krwi Michałowi Probierzowi. za https://gol24.pl/michal-probierz-szuka-sposobu-na-lks-kiedys-jako-trener-lodzian-ogral-pasy/ar/c2-14296799
    • gargamel9998 lubi to.
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 26.07.2019 o 16:54
      Post #1390816 26.07.2019 16:54
    Bojan Cecarić: Wierzę w ten zespół, mamy na tyle jakości, by myśleć nawet o mistrzostwie . Serb Bojan Cecarić wzmacnia swoją pozycję w zespole Cracovii. – Mam poczucie, że trener we mnie wierzy – mówi skrzydłowy „Pasów”. 25-letni Serb długo czekał w poprzednim sezonie na swoją prawdziwą szansę w zespole Michała Probierza. Teraz jest przekonany, że właśnie nastał jego moment w drużynie Cracovii. Od początku sezonu za każdym razem wybiegał w pierwszym składzie „Pasów”. - Teraz zależy mi na utrzymaniu tego miejsca w pierwszej jedenastce – podkreśla. Na początku mocno krytykowany, ostatnio Cecarić zebrał sporo pochwał po pucharowym występie przeciwko DAC Dunajska Streda. - Sądzę, że przeciwko DAC zagrałem swój najlepszy mecz w barwach Cracovii. Mam na myśli to drugie spotkanie, które rozegraliśmy w Krakowie – potwierdza Serb. - Mam nadzieję, że utrzymam teraz ten rytm i formę. Zaliczyłem asystę przy naszej pierwszej bramce. To mi dało taki wiatr w żagle i teraz liczę, że przyjdzie kolej na to, bym sam trafił do siatki. Na swojego pierwszego gola w barwach Cracovii Cecarić wciąż czeka. - Przez pierwsze pół roku tutaj było mi jednak dość ciężko, bo musiałem się zaaklimatyzować. To był mój pierwszy wyjazd do zagranicznego klubu - tłumaczy. Ponoć momentem przełomowym miał być ostatni obóz przygotowawczy, na którym miał przekonać do siebie trenera Probierza. - Rzeczywiście pokazałem się z lepszej strony na obozie przygotowawczym i mam poczucie, że teraz trener dość we mnie wierzy. Mam nadzieję, że go nie zawiodę – podkreśla Serb. Cecarić miał prawo liczyć, że w barwach Cracovii uda mu się przebić swoje dotychczasowe osiągnięcia w europejskich pucharach. Wcześniej, ze Spartakiem Subotica dotarł do 3. rundy eliminacji LE, ulegając dopiero Broendby Kopenhaga. Okazało się jednak, że Cracovia nie była w stanie przełamać klątwy „pierwszej rundy”, która prześladuje „Pasy” w Europie. - Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw, ale z drugiej strony wiedziałem od początku, że DAC Dunajska Streda to dobry zespół, z piłkarską jakością, a i cały klub jest tam dobrze zorganizowany. Tymczasem ze Spartakiem na początku trafiliśmy na półamatorski klub z Irlandii Północnej, Coleraine. Wiele zależy od szczęścia – uważa Serb. - Jesteśmy mocno rozczarowani, bo liczyliśmy na awans. Spotkanie u siebie zaczęliśmy bardzo dobrze, mieliśmy inicjatywę. Problemy zaczęły się po przerwie. Ostatecznie tego szczęścia zabrakło. Cecarić w pewnym sensie stał się beneficjentem sytuacji z Javim Hernandezem, zakończonej ostatecznie odejściem Hiszpana. Bardziej chyba jednak, niż Hernandeza brakuje w ekipie „Pasów” obecności Airama Cabrery, który miał w poprzednim sezonie spory wpływ na zespół. - Rzeczywiście Airam był takim trochę „mózgiem” drużyny. Ale teraz z kolei dołączył do nas Rafael Lopes, który moim zdaniem jest poważnym wzmocnieniem naszej ofensywy – ocenia Cecarić. - I to widać, w trzech meczach ustrzelił przecież dwa gole. Mam nadzieję, że uda mu się utrzymać ten świetny rytm. Serb, choć nominalnie jest przede wszystkim napastnikiem, w Cracovii grywa na skrzydle. I czuje, że dzięki pracy u Probierza, mocno poprawił grę w defensywie. Po stracie piłki przez zespół momentalnie wraca za akcją i aktywnie naciska rywali. - Staram się spełniać oczekiwania trenera w tej kwestii i myślę, że teraz już mi to wychodzi. Już się zorientowałem, że tutaj szybko przechodzi się z ataku do obrony, akcje błyskawicznie przenoszą się spod jednej bramki pod drugą. Bo powiem szczerze, że w serbskiej lidze łatwiej jest grać w piłkę, niż tutaj – śmieje się Cecarić. W przeciwieństwie do meczów pucharowych, występ na inaugurację ligi w Lubinie Cecarić miał słabszy. Przyznaje jednak, że to kwestia zmęczenia po starciu z DAC. - Graliśmy jednak dogrywkę, a zaledwie trzy dni później trzeba było wybiec na boisko w Lubinie. Nie byłem w stanie efektywnie grać przez 90 minut przeciwko Zagłębiu – przyznaje. – Jako pierwszy poczułem, że jestem dość „nieżywy”, widocznie nie nawykłem jeszcze do tego rytmu. Straciliśmy w Lubinie dwa punkty, ale teraz powalczymy o ich komplet z ekipą z Łodzi – deklaruje. Sobotnie starcie u siebie z beniaminkiem wcale nie musi być dla „Pasów” spacerkiem. - I liga polska reprezentuje naprawdę dobry poziom, więc ŁKS na pewno ma sporo piłkarskiej jakości. Wiem, że dołączył do łódzkiej ekipy „mój człowiek”, czyli Serb – śmieje się Cecarić, mając na myśli pomocnika Dragoljuba Srnicia. Cecarić wierzy jednak, że Cracovia będzie się rozkręcać z każdym spotkaniem. - Jesteśmy skoncentrowani na tym, żeby w tym sezonie mierzyć w podium. Ostatnio skończyliśmy na czwartym miejscu, ale do końca o to podium walczyliśmy, więc myślę, że taki cel jest do zrealizowania. Jestem optymistą i wierzę, że mamy szansę osiągnąć w tym sezonie nawet więcej, niż w poprzednim – deklaruje Serb. – Wierzę w mój zespół, mamy na tyle jakości, by myśleć nawet o mistrzostwie. Skoro Piast Gliwice mógł, to czemu Cracovia by nie mogła? Optymizm dopisuje Cecariciowi nie tylko wtedy, gdy mowa o piłce. Jako zapalony kibic koszykarski, już nie może się doczekać meczów kadry Serbii na mistrzostwach świata w Chinach. - Zaczynają się wkrótce mistrzostwa w koszykówce, na których oczywiście gra Serbia, coś czuję, że będzie dobrze – zapala się. – Będziemy mistrzem świata, tak obstawiam! Pojedzie tam dobra paka, Boban Marjanović, Nikola Jokić… Mamy naprawdę wielkie szanse na sukces! Sam jednak w Krakowie nie gra w kosza. - Nie mam teraz czasu - przyznaje. Wolny czas woli poświęcić nauce języków. - Muszę się w końcu podszkolić z polskiego. Miałem pewien problem ze znalezieniem nauczyciela. Jeśli chodzi o boiskowe pojęcia i sytuacje, to sobie radzę. Większy problem miewam poza boiskiem. Ostatnio wyłożyłem się na nieznajomości słowa „reklamówka” – śmieje się. za https://gol24.pl/cracovia-bojan-cecaric-wierze-w-ten-zespol-mamy-na-tyle-jakosci-by-myslec-nawet-o-mistrzostwie/ar/c2-14303009
    • krzys67Bytom, gargamel9998 oraz mcz_ lubią to.
    • hank

      45.9K
      54.3K
    • 27.07.2019 o 17:13
      Post #1390962 27.07.2019 17:13
    Sportowo David Jablonsky powinien być dużym wzmocnieniem Cracovii. Jednak ciągnie się za nim ponura przeszłość. . David Jablonsky ma 27 lat i za sobą 2,5 sezonu regularnej gry w Lewskim Sofia, czołowym bułgarskim klubie. Nowy stoper Cracovii nie może być jednak pewny, że jego kariera nie zostanie nagle w niespodziewanym momencie przerwana. I nie chodzi jedynie o ryzyko problemów zdrowotnych, które ciąży nad każdym piłkarzem. Środkowy obrońca musi też z niepokojem oczekiwać rozstrzygnięć w sprawach prawnych. Był bowiem zamieszany w aferę korupcyjną, która w 2013 roku wybuchła w Czechach. Zawodnik, który grał wówczas w FK Teplice, miał brać udział w ustawianiu meczów drużyny do lat 21. Oskarżono go o odegranie kluczowej roli w procederze powiązanym z azjatycką mafią bukmacherską, która ustawiała spotkania w Czechach i na Słowacji. Sąd uznał go winnym i skazał na półtora roku więzienia w zawieszeniu. Na tym sprawa się jednak nie zakończyła. – To wszystko ciągnie się już od wielu lat. Mam adwokata, który prowadzi tę sprawę. Złożyłem odwołanie, które wciąż jest rozpatrywane. Nie wiem, czy grozi mi zawieszenie ze strony czeskiej federacji – tłumaczy piłkarz. O zawieszeniu mogłaby być mowa jedynie wtedy, gdyby w drugiej instancji podtrzymano wyrok z pierwszej. Wtedy Jablonsky byłby już skazany prawomocnie i do działania mogłaby wkroczyć federacja. Ewentualne zawieszenie obowiązywałoby we wszystkich rozgrywkach. Sam zawodnik do czasu wyjaśnienia sprawy nie chce wypowiadać się na ten temat. Wierzy jednak, że odwołanie przyniesie efekt. Na razie może skupić się na grze, jednak, jako że podpisał z Cracovią kontrakt na trzy lata, działacze Pasów też na pewno będą pilnie przyglądali się sprawie. W kontraktach podpisywanym z krakowskim klubem znajdują się zresztą zabezpieczenia na wypadek tego typu sytuacji. To niejedyna skaza na wizerunku Czecha, bo w czasach gry w Bułgarii został ukarany przez tamtejszą federację za obelżywe przyśpiewki, które wznosił pod adresem CSKA Sofia, lokalnego rywala jego byłego klubu. – Coś krzyczałem i dostałem karę. To się już jednak więcej nie powtórzyło – zapewnił. W Lewskim był jednak przez fanów bardzo lubiany nie za aktywność wokalną po derbach, a za to, co zrobił w trakcie meczu z miejscowym przeciwnikiem. – Już w pierwszych derbach, w których grałem, najpierw podyktowano na mnie rzut karny, a później strzeliłem gola. Zostałem bohaterem i kibice byli zachwyceni takim moim wejściem do drużyny – wspomina. W sprawach boiskowych do Jablonskiego nie można było zresztą mieć zarzutu. Przed rokiem wybrano go na najlepszego stopera ligi bułgarskiej. Cracovia wiedziała o jego istnieniu od dawna. Trener Michał Probierz zamierzał pozyskać go już półtora roku temu, jednak wtedy Lewski chciał za niego 800 tysięcy euro i Pasy zdecydowały się na Niko Datkovicia. – Cieszę się, że trener pamiętał o mnie wtedy, gdy byłem dostępny za darmo – podkreśla. To nie była jego jedyna styczność z ekstraklasą. – Kiedyś miałem kontakt z Lechem Poznań i jeszcze innym klubem ekstraklasy, ale Cracovia była konkretna, a trenerowi na mnie zależało. To mnie skłoniło, by się zdecydować. Widziałem kilka meczów ekstraklasy w internecie. To świetna liga, bardzo wyrównana, z dużą liczbą kibiców na trybunach. Pytałem też o opinię Jana Hoška, który grał w Cracovii, i Martina Polačka, byłego bramkarza Zagłębia Lubin, i obaj zachwalali polską ligę – wyjaśnia. Jablonsky ma już za sobą debiut w nowych barwach, ale jeszcze nie w ekstraklasie. Wystąpił przez 120 minut w rewanżowym meczu eliminacji Ligi Europy z DAC Dunajska Streda (2:2), w którym spisał się poprawnie. Kilka dni później do Lubina na mecz z Zagłębiem w 1. kolejce już jednak nie pojechał. – Byłem po długim czasie indywidualnych treningów, rozegrałem mecz z dogrywką. Nikt nie chciał, abym doznał jakiejś przeciążeniowej kontuzji. To mogłoby być za dużo po takiej przerwie – tłumaczy. Docelowo jest jednak mocnym kandydatem do składu Pasów. Być może już na sobotni mecz z ŁKS. Oprócz dyrygowania defensywą ma być groźny przy stałych fragmentach gry w ofensywie. Dwa sezony temu zdobył w barwach Lewskiego aż dziewięć bramek. – Nie zawsze strzelałem aż tyle goli. Jako nastolatek nie grałem w ataku, a na środku pomocy. W seniorskiej piłce zdobywałem po dwie–trzy bramki w rozgrywkach. Wtedy jednak miałem supersezon, gdy wchodziło mi wszystko – tłumaczy. W Cracovii liczą, że tym razem będzie podobnie. W parze z Michałem Helikiem, który w rozgrywkach 2017/18 zdobył osiem bramek, Jablonsky może stworzyć duet najbardziej bramkostrzelnych obrońców ligi . za https://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/pko-ekstraklasa/cracovia/david-jablonsky-sylwetka-nowego-pilkarza-cracovii/cvgntcr
    • gargamel9998 lubi to.

    Cześć, wygląda na to, że interesuje Cię ten temat!

    Kiedy utworzysz konto, będziemy w stanie zapamiętać dokładnie to, co przeczytałeś, dzięki czemu możesz kontynuować dokładnie w miejscu, w którym skończyłeś. Otrzymasz również powiadomienia, gdy ktoś Ci odpowie. Możesz także użyć „Lubię to”, aby wyrazić swoje uznanie. Kliknij przycisk poniżej, aby utworzyć konto!

    Napisz odpowiedź...

    Aktualnie przeglądający (1 użytkowników)

    Goście (1)
    • Główna
    • Działy i kategorie