Tak, brali udział w oblężeniu Leningradu.
-
-
Historyja
Tak, poprawne odpowiedzi, nawet gazeta ''Makkabi'' wychodząca w Finlandii nawoływała Żydów do rozprawienia się z bolszewizmem.
Armia Fińska nie brała bezpośredniego udziału w obleganiu Leningradu.
http://www.youtube.com/watch?v=3ebPRMvVNrg
15 dni później
Zaczytałem się ostatnio w poleconym mi dzienniku Katelbacha p.t. "Rok złych wróżb (1943)". Od najmłodszych lat związany z ruchem niepodległościowym, uczestnik konspiracji strzelecko-peowiackiej, jeden z przywódców strajku akademickiego w 1917 roku, jak czytaliśmy, walczył w obronie Lwowa, później w 1919 roku był organizatorem powstania sejneńskiego. Po latach był mężem zaufania Piłsudskiego na jego ukochanej Litwie. W okresie okupacji w rządzie generała Sikorskiego pracował na stanowisku szefa referatu niemieckiego (jako piłsudczyk wspierający generała Sosnkowskiego) w Ministerstwie Informacji i Dokumentacji kierowanym przez prof. Kota. Przez pierwsze lata po wojnie współpracował nadal z gen. Sosnkowskim, potem pracował w Radiu Wolna Europa, a od 1966 roku do śmierci działał w Instytucie Piłsudskiego w Nowym Jorku. Jego obszerna biografia jest pracą habilitacyjną Sławomira Cenckiewicza.
Oto krótki fragment "Roku złych wróżb".
**
Londyn, 16 kwietnia 1943, piątek, godz. 12,40 w nocy.
Od dwudziestu minut trwa alarm. Już dziś drugi. Na razie jest cicho i strzałów nie słychać. Przez otwarte okno słyszę rozmowy dyżurnych spacerujących po ulicy. Mój dyżur jutro.
Noc jest cudowna, letnia. Na niebie - baranki. Jedlicki wychodząc od nas o północy, dostrzegłszy je, zawyrokował, że będzie alarm. No i alarm jest. W domu spokój, bo nocuje u nas ppor. Głuski. Nie mogę spać. Myślę o Katyniu.
12 kwietnia wybuchła ukrywana od dawna przez rząd Sikorskiego sprawa 10 000 oficerów polskich, pomordowanych przez sowieciarzy pod Smoleńskiem już wiosną 1940 roku. Jak zareagujemy? Start jest emocjonalny, powiedziałbym nieoczekiwanie dobry. Urzędowy "Dziennik Polski" z polecenia Kota wywala wszystko, choć rewelacje niemieckie traktuje ostrożnie. Niemcy szaleją, nadając sprawie niebywały rozgłos.[..]
Sikorski miał parę dni temu jakieś poufne posiedzenie z członkami Izby Gmin. Czy mówił o tej zbrodni? Miał być też na śniadaniu u Churchilla. Wiem tyle, że na posiedzeniu z członkami parlamentu bronił naszych spraw dobrze. stawiając mocno zagadnienie naszych granic wschodnich. Eden sekundował mu, zastrzegając się tylko, iż obecna chwila nie nadaje się do dyskutowania spraw granicznych. Czyżby zmiana nastrojów angielskich? Jeśli chodzi o Sikorskiego, to może coś się w nim rzeczywiście zaczyna zmieniać. W sprawie Katynia działa szybko, bez wahań, nie pytając się nawet o zdanie Rady Ministrów. Tak przynajmniej twierdzi otoczenie prezydenta, które go nie kocha.
We wtorek Hitler ma ogłosić w Reichstagu statut nowej Europy. Ciekaw jestem, czy przejdzie tej kanalii przez gardło słowo Polska?
Przed chwilą skończył się alarm. Kiedyż ja się wyśpię?
17 kwietnia, sobota, godz. 2,00 w nocy
Obyż nie było dziś alarmu! Na razie jest cicho. Mam dyżur. Noc ciepła, księżycowa, bez baranków. Dom pełen. Nocują Opieńscy i Głuski.
Wciąż myślę o Katyniu. Prasa angielska dalej raczej życzliwa. Przytacza oświadczenie rządu, skierowane przez generała Kukiela, jako ministra obrony narodowej, do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie. Rząd domaga się wysłania do Katynia komisji neutralnej, celem zbadania sprawy odnalezionych grobów pomordowanych. Jednocześnie zaś odmawia Niemcom prawa nadużycia tragedii polskiej do siania niesnasek między Aliantami.
Jak na to zareagują Sowiety? Na pewno bezczelnie. Innej reakcji nie można się spodziewać po zbrodniarzu, który ma pewność, że go nie dosięgnie karząca ręka sprawiedliwości.
Wyrok moralny?! Śmiechu warte. W dzisiejszym, rozkosznym świecie takie rzeczy nic nie znaczą.
Niemcy manewrują sprawą pierwszorzędnie. Gdyby sami nie byli zbrodniarzami, zdobyliby znakomity atut przeciw Sowietom. Lecz atut ten w ich rękach nie zagra. Zwłaszcza teraz, gdy Alianci widzą, że Niemcy są w matni, z której pragnęliby się wykręcić wszystkimi sposobami. Podobno Japonia robi w Moskwie jakieś zabiegi, by pomóc swemu sprzymierzeńcowi. Hiszpania, jak się zdaje, usiłuje również pośredniczyć na rzecz Niemców między W.Brytanią a Ameryką. Hitler konferuje zawzięcie z satelitami. Radio niemieckie odmienia teraz słowa: Polska lub Polacy i cytuje nazwiska oficerów pomordowanych w Katyniu.
Upał w pokoju. Nie chce mi się pisać.
18 kwiernia, niedziela, godz. 2,00 po północy
Skończył się dziesięciominutowy alarm. Alarmy dzienne nie robią na mnie w ogóle żadnego wrażenia. W nocy - co innego. Trzeba wstawać.
Co za piękny dzień. Mam uczucie, że to nie kwiecień, lecz lipiec. Słońce pali. Cały Mill Hill tonie w zieleni. Kwitną jabłonie, bzy, drzewa migdałowe. Na tle zieleni przeważają dwa kolory - biały i jasnofioletowy. Dużo wspaniałych kszaków magnolii.
Taki dziesięciominutowy alarm po praniu, jakie teraz Niemcy systematycznie dostają, to naprawdę kompromitująco śmieszna manifestacja niemieckiej aktywności i siły. Co znaczy taki nalot w porównaniu z ostatnią wycieczką RAF-u na Mannheim lub Pilzno? 600 maszyn! 55 nie powróciło. Na szczęście spośród 100 maszyn polskich, które braly udział w tej wycieczce, wszystkie wróciły do baz.
19 kwietnia, poniedziałek, godz. 1,00 w nocy
Przed chwilą skończył się 20-minutowy alarm. Kilka dalekich strzałów i - po wszystkim. Naturalnie dla świętego spokoju schodziliśmy na dół. Stanąwszy przy otwartym oknie, zagapiłem się na ulicę oblaną księżycową poświatą. Było jasno jak w dzień. Na środku ulicy para kotów oddawała się beztrosko miłosnym zalotom. Dobrze, że tak szybko skończył się ten alarm, można się będzie przespać.
20 kwietnia, wtorek, godz. 1,00 w nocy
Alarm zaczął się o 10,30 wieczorem. Przez pół godziny słychać było raz dalsze, raz bliższe walenia artylerii przeciwlotniczej. Potem nagle zapanowała cisza, ale odwołania dotąd nie ma. Czyżby zapomnieli odwołać? A może mają wiadomość, że Luftwaffe zrobi Hitlerowi prezent na 54-lecie jego urodzin?
Jakżeż załgane były ostatnie mowy Goringa i Goebbelsa! Jakżeż załgane są "wyjaśnienia" sowieckie w sprawie pomordowanych oficerów i jakżeż załgane jest milczenie w tej sprawie prasy angielskiej! I to drukowanie przez nią bez żadnych komentarzy kłamstw sowieckich, że rząd polski wszczął cały krzyk pod wpływem "prohitlerowskich elementów" w gabinecie Sikorskiego. Komunistyczny "Daily Worker" oczywiście przoduje w tej kampanii.
"Prohitlerowskie elementy"? O jakie chodzi? To niewątpliwie nowa próba nacisku sowieckiego w kierunku eliminowania z naszych władz państwowych ludzi, którzy dla sowieciarzy są niepożądani. Ktoś mi szepnął niedawno na ucho, że Moskwa już wysuwa żądania zmian personalnych.
Nie wiem co z tego wszystkiego wyjdzie. Faktem jest, że Sikorski, Kot i Kukiel wsiedli nagle na antysowieckiego ogiera. W wyłonionej dla sprawy katynskiej komisji zasiadają: Kot, Kukiel, Raczyński. Robi to wrażenie, że Sikorski wykorzystuje okazję, by zrobić zwrot o 180 stopni i by się odegrać. Nie ulega wątpliwości, że ma w sprawie Katynia za sobą opinię całego społeczeństwa. [...]
22 kwietnia, Wielki Czwartek, 12 w południe
Wiadomości o bombardowaniach już nie bawią. Spowszedniały. Ostatnio dla odmiany łupnęli w Rostock i Szczecin. Bardziej interesują nas teraz wiadomości o wielkich ilościach strąconych transportowców, którymi Niemcy przerzucają swój korpus afrykański na Sycylię. Bo te wiadomości wiążą się ze sprawą, która nas rzeczywiście pasjonuje, inwazji na kontynent.
Rząd chodzi dumny jak paw, że wyciągnął (z konieczności) na forum publiczne sprawę katyńską. Przyznają się teraz, że już wcześniej o tym wiedzieli. Dlaczego więc nie robili z tej sprawy zagadnienia pierwszej wagi w rozmowach z Aliantami? Dlaczego ją przed społeczeństwem zatajali? Szczególnie ponoć dumny jest mój obecny minister - prof. Kot. Wciąż wokół jego osoby pełno szumu. Są tacy, którzy twierdzą, że kłóci się z Mikołajczykiem, że jest niepopularny wśród ludowców, że pcha się na wicepremiera, a nawet na premiera.
A opozycja? Zdaje się, że przejęta również sprawą katyńską, na razie zasnęła.
23 kwietnia, Wielki Piątek, godz. 12,00 w nocy
Mam dyżur dopiero od 1,00 do 2,30. Już o jedenastej zaczął się pierwszy alarm. Zebrała się na ulicy grupa dyżurnych, do której należą: Mr Vardy, Mrs. Blunt, Mrs Cranton i prof. Robinson. Przechadzaliśmy się po naszej ulicy, paląc papierosy i gwarząc o drugim froncie. Korzystam zawsze z takich okazji, by przypiąć łatkę sowieciarzom. Anglunie słuchają i zazwyczaj nic nie mówią. Wydaje mi się, że moje kunsztownie, po angielsku, budowane zdania na temat Rosji podobne są do przysłowiowego grochu, rzucanego o ścianę zupełnej ignorancji czy zupełnej obojętności. Chcą jak najprędzej końca wojny i są wdzięczni Moskalom, że ten koniec przyspieszają. Reszta ich nic nie obchodzi.
24 kwietnia, Wielka Sobota, godz. 2,00 w nocy
Przed 12,00 przyjął mnie wreszcie Kot. Rozmawiałem z nim trzy kwadranse. Jestem zupełnie rozczarowany. Ani śladu demona! Mówi inteligentnie, ostrożnie, lecz - jak słusznie zauważył Sakowski - nic się na swym nowym resorcie nie rozumie. Pierwsze wrażenie: stanowczo nie nadaje się na ministra propagandy. Żadnego porównania ze Strońskim! Nie opuszczałem gabinetu demona z uczuciem, by miał mnie zamiar wylewać. Przynajmniej na razie.
26 kwietnia, poniedziałek, drugie święto, około 1,00 w nocy.
Wczoraj dom był pełen, więc o pisaniu nie było mowy. Prócz nocujących przyjechały moje bratanice. Rano zjawił się Zygmunt Grażyński. Po południu wyruszyliśmy całą gromadą do braterstwa, gdzie była masówka. Nastrój prawdziwie świąteczny. Wśród gości żona odnalazła nieoczekiwanie w pułkownikowej Boguszowej bliską kuzynkę z Litwy.
Nagle około wpół do dziesiątej ktoś za znajomych zadzwonił do brata, że Rosja zerwała stosunki dyplomatyczne z Polską. Część towarzystwa rozradowana powtarzała w kółko: sowieciarze stracili nerwy. Jedyny sposób dla Rosji wykręcenia się sianem z całej sprawy katyńskiej - mówili drudzy...
Wiadomość popsuła mi humor. Zerwanie stosunków z nami jest wyrazem sowieckiej pewności siebie. Gwiżdżą na opinię, na świat, na nas. I nic ich również nie obchodzi, że taki gest daje Nimcom nowe atuty propagandowe w ręce. A któż teraz stanie po naszej stronie, kto będzie za nas kruszył kopie? Wielka Brytania - nie, Stany Zjednoczone - nie wiem, choć wątpię. Reszta się nie liczy.
27 kwietnia, wtorek, godz. 12,30 w nocy
"Eden to mediate in Polish crisis after Soviet break" - pisze dzisiejszy ranny "Daily Mail". Wiadomość jest częściowo ścisła. Dowiedziałem się, że w Wielką Sobotę Eden rozmawiał z Sikorskim, gdyż zamierzał interweniować w Moskwie (zdaje się po porozumieniu z Waszyngtonem) w różnych naszych sprawach. Chodziło m.in.o wydobycie rodzin polskich z Rosji. Ale wszystko to już jest nieaktualne. Rosjanie chcą mieć wolną rękę na wschodzie Europy i basta. Katyń - to dogodny pretekst.
Ochłonąwszy z pierwszych wrażeń, mam teraz wątpliwości, czy sprawa Katynia była przez rząd właściwie rozgrywana. Ale nawet o tym już nie myślę. Obawiam się, czy nie zlękną się teraz swej śmiałości i nie zrobią jeszcze jakichś nowych głupstw. Najlepszą odpowiedzią na politykę sowiecką i bezczelne ataki Sowietów, skierowane pod adresem rządu Sikorskiego, byłoby zaprezentowanie Rosji i naszym sprzymierzeńcom silnego rządu szerokiej koalicji. Wątpię, niestety, czy to nastąpi.
Podobno Sikorski wybiera się na Wschód.
Źródło: Tadeusz Katelbach, Rok złych wróżb (1943), Wyd. LTW, 2005., tekst na stronach od 76 do 81. (pierwsze wyd., Instytut Literacki, Paryż, 1959)
dziwna rzecz mi sie rzuciła w oczy gdy czytałem wywiad z młodym Giertychem w GW:
[i]Ale jak pan sobie z tym radzi, że wielbi Dmowskiego, a jednocześnie wie, że był antysemitą?
- A czy Mitt Romney to zwolennik niewolnictwa? A liderzy partii republikańskiej sto lat temu byli. No i jak on sobie z tym radzi?
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75248,12851542,Roman_Giertych__Ja_pogladow_nie_zmienilem__do_Platformy.html?as=2#ixzz2CCVo6EqW[/i]
to ciekawe, że wykształcony gość, historyk - jak sam w wywiadzie podkreśla - popełnia taki błąd. zresztą jakby pytać przypadkowych ludzi, to pewno myśleliby tak samo, że to Republikanie byli zwolennikami niewolnictwa. tymczasem było odwrotnie - Republikanie byli przeciw (i na tym sprzeciwie ta partia wyrosła), a Demokraci za.
Dmowski był też germanofobem, ukrainofobem. Piłsudski był rusofobem-pytanie co z tego?
Spotkałem się dokładnie z tym samym, gdy dyskutowałem ze znajomymi o wyborach prezydenckich w USA. Jeden z sympatyzujących z Obamą zarzucił nam, jego przeciwnikom, że gdybyśmy żyli150 lat temu to pewnie bylibyśmy zwolennikami niewolnictwa. Gdy powiedziałem, że to republikanie walczyli o zniesienie niewolnictwa, a Abraham Lincoln był republikaninem, to nie chcieli mi wierzyć nie tylko zwolennicy Obamy, ale także Romneya. Po prostu wydawało im się, że skoro obecnie republikanie są przeciwko różnym akcjom wspierającym różnorakie mniejszości, a demokraci sprzyjają mniejszościom, to niemożliwe jest, że zwolennikami niewolnictwa w czasie wojny secesyjnej mogli być demokraci.
Na marginesie niewiele osób wie, że demokraci i republikanie wywodzą się z tego samego stronnictwa zwanego antyfederalistami, jednego z 2 stronnictw po powstaniu USA, którego przeciwnikiem było stronnictwo federalistów.
to się nadaje do tego tematu, ponieważ ocena tego polityka (czyt. Roman Giertych) przez pewne srodowiska, przeszła chyba do historii
teraz jest tak, jak to ocenił jeden forowicz zadając pytanie:
"Panie Giertych w TVN mowili mi przez 7 lat że jest pan faszysta,idiotą,nieukiem,matołem,że cokolwiek pan mówi i robi jest złe i głupie.Zastanawiam się co mogło się zmienić w ciągu paru miesiecy że pan jest teraz autorytetem.Czy głupek może zmądrzeć i to w tak krótkim czasie ?"
strasznie mi się ta wypowiedź spodobała :)
Tak się rodzą wielowymiarowe postacie. Najpierw błądzą, a póżniej znajdują odpowiednią drogę do dalszej kariery, tfu do salonu.
Chociaż jak to Michalkiewicz napisał na razie do Salonu można go przypisać w charakterze aspiranta :)
Nie to co Prezes TVP Farfał. Faszystą to był ci on cały czas, pewnie do dzisiaj jest.
Jeszcze jakby stary Giertych przekonal się do Darwinowskiej teorii ewolucji, to kto wie czy i on nie wstapiłby w poczet wielowymiarowców. Na razie jest na ławce rezerwowych.
13 dni później
[i]Rosjanie to normalny naród ze swoimi wadami i zaletami. SYSTEM zarządzany przez pewnych ludzi o określonych skłonnościach doprowadził do tragedii też tego narodu.[/i]
No, tradycje zobowiązywały i zobowiązują nadal. W XIX wieku Ochrana hodowała sobie rewolucjonistów tak samo, jak myśliwi dokarmiają zwierzynę, żeby potem mieć na co polować. W 1904 roku, po zamachu na ministra spraw wewnętrznych Wiaczesława Konstantynowicza von Plehwe, generał Gierasimow idąc korytarzem wykrzykiwał: "to nie mój agent, to nie mój agent; to zrobili socjal-rewolucjoniści-maksymaliści pułkownika Trusiewicza!". Przypomniał to niedawno Michalkiewicz.
Wahałem się czy nie wpisać się w wątku "Książki", ale uważam, że sprawa jest na tyle poważna, że warto poruszyć ją w tym wątku.
Przeczytałem książkę Rees'a "Za Zamkniętymi Drzwiami".
Początkowo dosyć sceptycznie podchodziłem do tej pozycji. myślałem sobie, co nowego, jakiś Angol, prawie 70 lat po wojnie, może przekazać nam Polakom o II wojnie światowej.
Myliłem się bardzo. Książka jest fascynująca ponieważ pokazuje mechanizmy, które rządzą polityką międzynarodową. Uważam, że wiedza ta nam, jako społeczeństwu jest kompletnie nieznana, a powinna być przekazywana młodym ludziom już od poziomu gimnazjum. Może następne pokolenie wreszcie zrozumie, że nasza niepodległość leży wyłącznie w naszych rękach i będzie w stanie ją ocalić.
Świetnie się stało, że przeczytałem Rees'a po książce Zychowicza "Pakt Ribbentrop - Beck". Uważam, że książki te wspaniale się uzupełniają i jeśli ktoś po Zychowiczu myślał, że to taki trochę political-fiction, to po książce Angola nabiera zdecydowanie więcej szacunku do polskiego autora i jego książki.
Pokrótce postaram się przedstawić główne tezy obu pozycji, aby zachęcić do przeczytania.
Zychowicz "Pakt Ribbentrop - Beck"
1. Sami podpisaliśmy na siebie wyrok, dając się wciągnąć w pułapkę zastawioną przez brytyjską dyplomację i przystępując do "egzotycznego" sojuszu z zachodnimi aliantami.
2. Jako naród nie potrafiliśmy wykreować z siebie elit, które rozumiałyby o co chodzi w polityce zagranicznej i jak się ją uprawia.
3. Jedynym człowiekiem, który rozumiał naszą sytuację w XX-leciu międzywojennym był Piłsudski, niestety nie miał godnych siebie spadkobierców.
4. Nie było innej rozsądnej drogi w 1939 roku jak przyłączyć się do jednego ze "zbirów Europy".
5. Wszystko to czego dokonaliśmy militarnie w czasie II wś przypominało miotanie się ryby w sieci. Klęska dokonała się zanim stukasy nadleciały nad Wieluń.
5. Cena jaką zapłaciliśmy za honor i korytarz była niewspółmiernie wysoka. Przegraliśmy wojnę, straciliśmy pół terytorium i 6 mln obywateli, utraciliśmy na 45 lat niepodległość, zniszczono nasze społeczeństwo.
Podkreślam, że książka Zychowicza to nie jest "gdybanie" tylko bogato udokumentowana praca dziennikarska.
Rees "Za Zamkniętymi Drzwiami".
1. Politykę zagraniczną uprawia się wyłącznie w interesie własnego państwa i społeczeństwa.
2. Sojusze międzynarodowe są tyle warte ile mogą przynieść korzyści naszemu państwu, a nie drugiej stronie.
3. W polityce nie ma miejsca na pojęcia honor, moralność, uczciwość.
4. Anglicy i Amerykanie to wredne, sprzedajne kurwy (moja interpretacja), ale potrafili wygrać II wś najmniejszym, możliwym wysiłkiem własnym, chroniąc swoje społeczeństwa przed hekatombą.
I na koniec moja konkluzja.
Jesteśmy małym, niewiele znaczącym państwem, gdzieś na obrzeżach światowych interesów. Nie rozumieliśmy tego w 1939 roku, nie rozumiemy i teraz.
Piaśnica, Palmiry, Katyń, Kołyma, Auschwitz, Giby, Powstanie Warszawskie to prosta konsekwencja naszych działań.
Czyż można mieć pretensje do zgłodniałych wilków, że zjadają frajera, który wszedł na ich terytorium uzbrojony w honor???
12 dni później
libero:
[i]W lipcu 2006 (dwa miesiące przed zamachem na Politkowską i trzy miesiące przed otruciem Litwinienki) wprowadzone zostały na terenie Federacji Rosyjskiej dwa nowe przepisy :
- ustawa federalna N 153-F3 z 14 lipca 2006 pozwala prezydentowi wykorzystywać rosyjskie specsłużby do eliminacji "ekstremistów" w Rosji i na terenie innych państw,
- ustawa federalna N 148-F3 z 27 lipca rozszerza pojęcie ekstremizmu, które obejmuje od tamtej pory każdego, kto jest "oszczerczo krytyczny wobec rosyjskich władz".
http://www.washingtontimes.com/news/2007/jun/24/a-poisoned-dissident/print/ [/i]
1 listopada 2006 roku Litwinienko, były funkcjonariusz rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), a wcześniej KGB, spotkał się w hotelu "Millenium" w Londynie z dwoma dawnymi znajomymi ze służby: Andrejem Ługowojem i Dmitrijem Kowtunem. Wypił z nimi tylko filiżankę herbaty. 23 listopada zmarł w wyniku otrucia polonem-210 podanym mu w tej herbacie.
Na łożu śmierci Litwinienko oświadczył, że to Putin kazał go zamordować.
Sprawa Litwinienki jest od 6 lat sporną kwestią między Londynem a Moskwą z powodu odmowy wydania przez Rosję Andrieja Ługowoja uważanego przez brytyjskich śledczych za głównego podejrzanego o zabójstwo. Odmowa wydania Ługowoja przez Rosję doprowadziła m.in. do zamrożenia współpracy służb bezpieczeństwa obu krajów
PAP podała, że 1 maja 2013 r. w Wlk. Brytanii rozpocznie się publiczne dochodzenie ws. śmierci Litwinienki. MSZ Rosji rozpoczął kampanię dezinformacyjną w tej sprawie. Rzecznik MSZ w Moskwie Aleksandr Łukaszewicz na cotygodniowym briefingu odrzucił w piątek 14 grudnia 2012 r. twierdzenia, jakoby władze Federacji Rosyjskiej uwikłane były w śmierć byłego agenta KGB Aleksandra Litwinienki, otrutego w 2006 r. w Londynie radioaktywnym polonem. Łukaszewicz przyznał, że śmierć Litwinienki wciąż jest problemem w relacjach Rosji z Wielką Brytanią i dodał, że dochodzenie w tej sprawie musi być przeprowadzone "w sposób przejrzysty i bez uprzedzeń". W domyśle tak jak śledztwo smoleńskie.
==
Zarówno Ługowoj, jak i Kowtun, którzy przebywają w Rosji, przedstawiają swoją wersję, że sami padli ofiarą tego, że Litwinienko niewłaściwie obchodził się z polonem-210 w czasie nieudanej operacji przemytniczej. Nie wykluczyli też, że zatrucie mogło być elementem zakrojonego na szerszą skalę spisku mającego na celu zdyskredytowanie Rosji i Putina.
Tymczasem brytyjskie służby mają niezbite dowody, że Ługowoj i Kowtun pozostawili ślady radioaktywne na drodze powrotnej do Rosji. Niemiecka policja znalazła ślady polonu w mieszkaniu byłej żony Kowtuna w Hamburgu, w którym Rosjanin zatrzymał się w przededniu podróży do Londynu, gdzie spotkał się z Litwinienką. Ślady polonu wykryto również w samochodzie Kowtuna.
http://www.guardian.co.uk/world/2012/dec/13/alexander-litvinenko-murder-british-evidence-russia?INTCMP=SRCH
http://www.thetimes.co.uk/tto/news/uk/article3630094.ece
http://www.bbc.co.uk/news/uk-20186093
http://www.thetimes.co.uk/tto/news/uk/article3544156.ece
http://www.independent.co.uk/news/world/europe/the-assassination-of-former-kgb-agent-alexander-litvinenko-was-shrouded-in-mystery-six-years-on-his-widow-is-still-waiting-for-answers-7685291.html
http://nick.salon24.pl/473032,zatrzymani-przez-policje-za-przestepstwa-polityczne-1934-1937#
Ciekawe zestawienie:)
No i widzisz Zubereg, że te 1/3 głosujących za Komuchami po 2 WW to się nie z wilgoci wzięło.
Teraz już definitywnie spadam.
Geoś nie rozwalaj mnie, jakie poparcie miały komuchy przed wojną:)?
dzisiaj 95 rocznica powstania CzK
http://facet.wp.pl/kat,1034179,title,To-najbardziej-zbrodnicza-organizacja-wszech-czasow,wid,15197302,wiadomosc.html?ticaid=1fbcc
Tak się kończył festiwal w Opolu'81 w okresie karnawału Solidarności. Cała sala na stojąco....
http://www.youtube.com/watch?v=wNDKcLBrU30&feature=player_embedded
trochę świątecznej historii
http://niezalezna.pl/36414-pokolenia-wpisane-w-oplatek
Krzysztof Wołodźko:
[i]Kiedy poznał Pan Lecha Wałęsę? W jakich okolicznościach? Jak go Pan wówczas oceniał?[/i]
Krzysztof Wyszkowski:
[i]Przyszedł do mnie do domu na początku czerwca 1978 r. Gdy założyliśmy w Gdańsku Wolne Związki Zawodowe, milicja urządziła najście na moje mieszkanie. Został wtedy zatrzymany mój brat, Błażej, który otrzymał karę dwóch miesięcy więzienia za rzekome pobicie milicjantów. Odbyła się wówczas w Trójmieście wielka akcja ulotkowa w jego obronie. Wałęsa podobno znalazł w tramwaju taką ulotkę i zgłosił się na podany w niej adres, gdy razem z Bogdanem Borusewiczem i Piotrem Dykiem - Józef Śreniowski głodował w Łodzi - prowadziliśmy głodówkę protestacyjną.
Gdy rozległo się pukanie, w telewizji transmitowano spotkanie piłki nożnej, trwały Mistrzostwa Świata w Argentynie. Sądziłem, że to milicja chce nam przeszkodzić w oglądaniu meczu. Ale za drzwiami zobaczyłem wystraszonego, niskiego człowieczka, który zaczął stękać pod nosem, że ma ulotkę i chciałby porozmawiać. Nie chciałem tracić meczu, zaprosiłem go do środka, zapytałem, kim jest. Powiedział, że robotnikiem. Rozmowa nie kleiła się. Bogdan i Andrzej Gwiazda, który był wtedy z nami, oglądali mecz i gość może dlatego, żeby zwrócić na siebie uwagę, zaczął mówić, że głodówka jest niepotrzebnym osłabianiem siebie, a to przecież komunistów trzeba osłabiać, walczyć aktywnie. Zapytałem, co w takim razie proponuje. Doszło do zupełnego zaskoczenia - powiedział, że trzeba wysadzać w powietrze komendy milicji.
Gwiazda z Borusewiczem spojrzeli uważnie na typka i włączyli się do rozmowy. Gwiazda zrobił mu wykład na temat wyższości walki bez przemocy nad terroryzmem, ale nie widać było, żeby zrobiło to na gościu wrażenie. Zapytałem, jak to sobie wyobraża. Odpowiedział, że był w wojsku i tam go uczono posługiwania się granatami. Było to tak idiotyczne, że Bogdan i Andrzej odwrócili się z powrotem do telewizora. Powstało wrażenie, że to albo kompletny dureń, albo bardzo kiepski prowokator. Jako gospodarz, trochę z uprzejmości, a trochę z rozbawienia zacząłem go podpytywać, jak miałoby wyglądać to wysadzanie komend. On na to, że uczono go wiązać granaty w pęczki i wtedy siła rażenia radykalnie się zwiększa. Na pytanie, skąd te granaty wziąć, odpowiedział, że nietrudno je kupić albo nawet zrobić. Cała rozmowa miała charakter tak absurdalny, że już bez żenady brnąłem dalej: "Ale jeśli Pan tę komendę wysadzi, to zginie także mój brat". Wałęsa i na to miał receptę - granaty trzeba będzie wrzucać na dach! W jaki sposób? Katapultą!
Nie zamierzałem już dłużej rozmawiać. Gdy chciałem go wyprosić i pożegnalibyśmy się zapewne na zawsze, wpadły do mieszkania Magda Modzelewska, dzisiaj żona Mirosława Rybickiego, z Bożeną Rybicką, młodszą siostrą Mirka i świętej pamięci Arama Rybickiego, które uzyskały właśnie zgodę księdza Bogdanowicza, proboszcza Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, na rozpoczęcie w Kaplicy Katyńskiej codziennych modlitw w intencji uwolnienia Błażeja. Zapytały "Kto idzie z nami?" i Wałęsa cichutko do nich dołączył. Okazało się, że jest bardzo rozmodlonym katolikiem, zaczął codziennie tam przychodzić i w ten sposób, pośrednio przez zakrystię, przylgnął do tej grupy. Wyglądało na to, że zrezygnował ze swoich pomysłów z granatami, w każdym razie już nigdy o terrorze przy nas nie wspominał, za to dostał Nagrodę Nobla. Powoli się do niego przyzwyczailiśmy.
Później nasze stosunki układały się bardzo dobrze. Czułem się kimś w rodzaju jego opiekuna. Andrzej Gwiazda ze swoim ścisłym rozumem bardzo lekceważył tego niezbyt poprawnie klecącego zdania byłego stoczniowca, wówczas kombinatora, który żył z różnych "lewizn". Bogdan Borusewicz też najpierw go całkowicie zlekceważył, dopiero później uznał, że jest do czegoś przydatny. A ponieważ Wałęsa zaakceptował nasze metody działania i był bardzo posłuszny, więc powoli wszedł do grupy. [/i] [...]
Źródło: http://nowyobywatel.pl/2012/12/27/walesa-czlowiek-na-smyczy/
5 dni później
Wypożyczyłem sobie w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Gliwicach (Filia 1 na Placu Inwalidów) xiążkę Stanisława Ciesielskiego "GUŁag w radzieckim systemie represji 1930-1953". Cienka kniga dużego formatu. Interesują mnie przede wszystkim dane liczbowe dotyczące ofiar (kontynuuję nasze rozważania z innego wątq Hyde Parq). Xiążeczka ścisła, zwięzła, w sam raz na nasze potrzeby. Niestety na wnikliwsze przestudiowanie nie mam teraz czasu. Dane są takie same jak u Applebaum. Trudno mi się tak na szybko połapać w tych tabelkach, ale chyba w latach 1934-1941 liczba więźniów wzrosła od 510 kiloludzi do 1930 kiloludzi. Potem nie wiem (przypominam, że u Applebaum najwięcej więźniów było w 1950 roq 2561 kilo). Inne wielkości (skazanych, zesłanych w ramach wywózek etc) też duże, ale nie aż tak jak to się czasem mniema. Operuje się raczej setkami kilo, a nie milionami. Dane Conquesta, Sołżenicyna etc. należy włożyć między bajki. Na pewno nie siedziało na Syberii kilkanaście milionów ludzi. Wątpliwości Eberhardta co do wiarygodności danych z "Czarnej Xięgi Komunizmu" raczej się potwierdzają.
Zastanawia to, że jakoś w oficjalnych mediach się tego nie dementuje. Co jakiś dodatek kolorowy do jakiejkolwiek gazety to operuje się danymi sprzed kilkudziesięciu lat. W porównaiu z tym każde dziecko już wie, że w Auschwitz zginęło 4 razy mniej ludzi niż komuniści podawali.
Zauważyłem dysproporcję w mówieniu prawdy o Stalinie i Hitlerze. O Hitlerze się mówi prawdę, a o Stalinie nie.
PS. Kilo od greckiego chilioi = tysiąc (por. Chiliazm=millenaryzm, oczekiwanie na tysiącletnie Królestwo Boże na Ziemi)
Cześć, wygląda na to, że interesuje Cię ten temat!
Kiedy utworzysz konto, będziemy w stanie zapamiętać dokładnie to, co przeczytałeś, dzięki czemu możesz kontynuować dokładnie w miejscu, w którym skończyłeś. Otrzymasz również powiadomienia, gdy ktoś Ci odpowie. Możesz także użyć „Lubię to”, aby wyrazić swoje uznanie. Kliknij przycisk poniżej, aby utworzyć konto!
Aktualnie przeglądający (1 użytkowników)
Goście (1)