Wygląda na to, że domęczyliśmy rywala przez dwie tercje raczej tylko się broniąc, aby w trzeciej docisnąć wyzbytych sił Tyszan. Brawo Pasy. Czwarte zwycięstwo z rzędu na lodowisku mistrza Polski smakuje wybornie.
-
-
9. GKS Tychy - Cracovia, piątek 9 październik 2026, 18.00 Stadion Zimowy Tychy
O wow!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Przypomniało mi się,jak Kapi powiedział "my zawsze lubimy grać z Tychami" - tak wtedy pomyślałem, że miał tu myśli "sportowy aspekt", a nie "sympatyczny i przyjacielski" 😀
Zanim napiszę następne - [b]WIEM, ŻE TĘ WYGRANĄ MUSIELIŚMY SAMI WYWALCZYĆ I W NAJMNIEJSZYM NAWET STOPNIU NIE SUGERUJĘ, ŻE KTOŚ NAM TEN MECZ WYGRAŁ ZA NAS[/b] - ale taki mały aspekcik mi przez czajnik przemknął, że jeden jedyny raz w życiu niemiaszki coś dla nas zrobili dobrze i w czymś nam się przysłużyli 😂 (Adlera Mannheim mam na myśli).
[b]BRAWO DRUŻYNA![/b]
Za to komentator tragedia,
Brawo
Panowie, czwarte zwycięstwo z rzędu!!! Ja tu przypomnę tylko nieskromnie, że wierzyłem, że to nastąpi. Wtórował mi tutaj ktoś z szanownych forumowiczów, nie wiem czy nie ŻK, że szalony początek sezonu, brak lodu i dajcie chłopakom jeszcze chwilę. Nasz mental poszedł do góry, nie będziemy chłopcami do bicia, napsujemy krwi rywalom, mocno w to wierzę. Namawiajcie znajomych, nawracajcie zagubionych co zapomnieli drogi na S7. Jedziemy z tym sezonem!
Żółta kaczka powołuje się na przepowiednie Kapiego, a wczoraj o 14:54 co przekazałem nie chwaląc się. Proszę mi przypomnieć, trzeba posłuchać starszego i będzie święto.
Jutro nie spoczniemy i wygramy z Lubinem.
Może w końcu Airo i White odpala na maxa, dziś super podania, Airo nawijał Tyskich aż miło. No i super Borys Dawid pewnie i przytomnie!!
Szkoda mi meczu z JKH ale może zrewanżujemy się im w Karwinie.
Szkoda to umierać 😉
To już zależy komu.
O żesz ku leśny, kiedy ostatnio wygraliśmy w Tychach
W zeszłym sezonie
[quote]#post1749741 O żesz ku leśny, kiedy ostatnio wygraliśmy w Tychach[/quote]
W listopadzie 2025 po dogrywce.
Właśnie wróciliśmy ze Stadionu Lodowego w Tychach. Super atmosfera, to jest naprawdę zaprzyjaźniony klub. Nasi wywalczyli zwycięstwo w pełni zasłużenie, walka była jak trzeba, obrona mądra i co najważniejsze skuteczna, Horavski w bramce moim zdaniem niczym nie ustępował Santeriemu, no i nasi przydepnęli Tyszan w trzeciej tercji i do końca nawet w osłabieniu w końcówce meczu prowadzenia nie oddali. Brawo, brawo i jeszcze raz brawo. Nie żałuję mojego zdartego gardła i pewnie jutrzejszej chrypki. W niedzielę powtórka z rozrywki.😀😀😀
Łyzka dziegciu, niech się Mocarski zastanowi....
Ach, hokej na Cracovii, bajkowe czasy. Hala zawsze pękała w szwach choć... zawsze graliśmy o nic. Na deser MPK strajkowało. Po meczu z buta legalnie wracaliśmy na Prokocim. A jak MPK nie strajkowało to - z fantazją - na dyszlu tramwaju jechaliśmy. Nawet po trzy osoby. Najtrudniejszy do przeżycia na dyszlu był odcinek od "Starej Pętli" do Szpitala. Największe szybkości...
Dzisiaj hala wyblakła. Brakuje mnóstwa tamtych wędrowców zranionych utratą azymutu. Nie chcą przynosić dziś okruchów samych siebie i tego dawnego czegoś. Czego? Młodości szalonej pewnie. Młodość szalona odeszła. Poszła przeklęta.
Zgubiła się więc także atmosfera hali, ten schron krzyku "Cracovia, Cracovia, Cracovia!"
A każdy z nich taszczył wówczas swój własny taboret. Mały, domowy ołtarz, rzucony na trybuny, na którym stawał i czuł się jak... jak... W każdym bądź razie lepiej niż dyktator, który wydawał rozkazy ma cały świat. Stał wysoko, ponad pasiastymi barwami, by uciec na chwilę przed szarością świata, przed żoną, przed dniem kolejnym. By dotknąć tej jednej, jedynej, czystej struny.
I szło wówczas - pamiętacie? - szklane echo po stopniach z betonu. Zielone i brązowe butelki toczyły się w dół, do lodu, jakby chciały oziębić płyn chociaż już były puste. Jak urwane latawce, jak nieme świadectwa, że ktoś tu przed chwilą swe serce - i gardło przede wszystkim - na rozcież otworzył.
Małolaci rwali je z w locie. Chwytali te kruche, brzęczące relikwie, gdy nagle z tysiąca gardeł polanych i dumnych wytryskała pieśń co nie ujdzie na rety, ni na chwile: „Pasy! Pasy!” - szło z trzewi, z głębiny istnienia. Ten krzyk rozrywał architekturę nocy. Dach się podnosił, odsłaniał dno nieba,
I człowiek stawał się nagle pełen boskiej mocy.
Dziś są lub ich raczej nie ma. Bez taboretów. Bezradni i cisi. Zgubili zaklęcie i ślad. Lecz w ich skroniach wciąż tętni tamten kosmos. Pasiasty, głęboki, sprzed tylu, tylu, tylu już lat.
"Piękna" opowieść kogoś, kto zgubił azymut.
Brawo Panowie. Czy piłkarze to widzą????
Strzały: 32-14
Tak więc, podstawą zawsze jest dobry bramkarz.
Niestety po jednej z akcji, straciliśmy Valtolę ehh.
Cześć, wygląda na to, że interesuje Cię ten temat!
Kiedy utworzysz konto, będziemy w stanie zapamiętać dokładnie to, co przeczytałeś, dzięki czemu możesz kontynuować dokładnie w miejscu, w którym skończyłeś. Otrzymasz również powiadomienia, gdy ktoś Ci odpowie. Możesz także użyć „Lubię to”, aby wyrazić swoje uznanie. Kliknij przycisk poniżej, aby utworzyć konto!
Aktualnie przeglądający (4 użytkowników)
Goście (4)