Ta porażka z Tłokami (pierwsze zwycięstwo Tłoków w tej rundzie) to straszna KOMPROMITACJA. Jakiś cud jednak sprawił, że nie ma ona wielkiego znaczenia. Może nie do końca, bo w przypadku wygranej juz baraże mielibyśmy pewne. Skoro jednak chcemy powalczyć w tych barażach to niech to będzie takie przetarcie przed nimi, bo co by nie mówić, jezeli nie wygramy ze Szczakowianką, która juz nie ma o co walczyć (trudno załozyć, że Bełchatów nie wygra u siebie z Aluminium) to tym bardziej nie ma co szukać w barażach. Mimo tej potwornej kompromitacji jak wszyscy podchodzę do sprawy spokojnie bo jak to ktoś powiedział...mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu i wyniki ułozyły się niesamowicie korzystnie. Powiem nawet, że dobry był to zarówno dla nas kibiców jak i piłkarzy - ZIMNY PRYSZNIC. Dla nas dobry w tym sensie, że oswajamy się z myślą, że to co zaplanowane może sie nie udać (odpukać) i nie będzie wielkiego rozczarowania. Jesli się uda to będzie z kolei ogromna euforia. Przynajmniej ja to tak odbieram... Niestety na razie nam dalej niż bliżej do ekstraklasy, ale cóż - pozostaje się cieszyć, że emocje jeszcze się nie skończyły...
-
-
Ten zimny prysznic się przyda...
mnie to troche przypomnia zeszloroczny Hutnik.. 5:2...
mam nadzieje ze teraz bedzie jak z Motorem
Niestety odbija się czkawką i to dużą brak wzmocnień na pozycji napastnika .Nie ma kto wykończyć akcji.Zamiast napastnika i prawego obrońcy ściągaliśmy pomocników na potęgę i kilku wcale niezłych na tej pozycji zawodników musi siedzieć na ławce .JESTEM PEWIEN ŻE JEŚLI BYŚMY MIELI PELNOWARTOSCIOWEGO NAPASTNIKA TO NIE TYLKO Z TŁOKO ALE Z LUBINA PRZYWIEZLIBYŚMY KOMPLETY PUNKTÓW I TO MY BYŚMY SIĘ DZIŚ CIESZYLI Z AWANSU.A tak mamy zapeniony horror w piatek -oby z po naszej myśli.Jeśli wygramy to bedziemy mieli 2 mecze na ,,noże''oby nie z gnidą dworską.
Ten mecz mógł człowieka maksymalnie wkurzyć. Od początku te łomoty policji kompletnie popsuły atmosferę. A jak nasi wychodzili na boisko to już było widać że będą problemy. No i od początku ich impotencja strzelecka była rzeczywiście koszmarna. Przed przerwą Przytuła na 5-ce niedobrze dostawił nogę po ostrym podaniu wzdłuż bramki Bojarskiego. Potem Drumlak pięknie wyszedł do prostopadłego podania Bojarskiego i strzelił obok wybiegającego bramkarza (bramkarz mu skrócił kąt i piłka otarła się o słupek), potem Szczota 2 razy miał dobre pozycje (główka i strzał niemal musnął poprzeczkę). Po przerwie Baniowy miał jedną świetną okazję, ale schrzanił. Nie liczę zepsutych wolnych i strzałów z 16-tki Bojarskiego czy Drumlaka. Pod koniec meczu nasi atakowali coraz bardziej chaotycznie, jakoś czułem że nic z tego nie będzie. No i na koniec ta bramka.
Ale nic. Póki są szanse na baraże trzeba walczyć.
Noooooooo....
Zajebiscie sie ciesze,ze emocje sie jeszcze nie skonczyly....
ech.............
dyżurni malkontenci w jednym wątku haha no ładnie... a tak poważnie to zostawcie sobie te gadki na piatek wieczorem, jeśli wygramy to niestety nie będziecie mogli narzekać.
jedynie bedzie mozna narzekac na swe skolatane miedzy niedziela a piatkiem serce.
ale co tam.....
A co do napastników,to dziwię się trochę ,że Stawowy mimo wszystko daje tak mało pograć Wróblowi.
Wiem ,że we wcześniejszych meczach , w których grał trochę zawodził ale jest to napastnik z I ligowym doświadczeniem i myślę ,że w konću podobnie jak P. Bania by się przełamał, a napewno więcej byłoby z niego pożytku niż z bardzo słabego Dudzińskiego.
to nie zimny prysznic ale gradobicie..........co prawda pisalem ,ze tak byc moze i niestety ale tak sie stalo.Po takim meczu nastepny czyli ze Szczakowianka powinien byc wygrana tylko co dalej ?????????
uszanuj glupote brata swego ,pamietaj on nad nie myslal.
tak jak podbeskidzie w 2 połowie otrzeźwieliśmy
[img]http://www.v-lo.krakow.pl/~calissto/MLODAEKIPA.jpg[/img]
Już kilka zimnych pryszniców było w tym sezonie. Wszystko wskazuje na to, że te prysznice nie są przypadkowe i wynikają z "wady systemowej". Ale to nie jest sprawa na dziś, teraz trzeba się przygotować do ostatniego meczu w lidze i ewentualnych "meczów finałowych".
piterr post poleciał za wulgaryzm żeby nie bylo wątpliwości
a zimny prysznic się przyda tak przy okazji, może niektórzy trzeźwiej spojrzą na tę drużyne - szkoda że akurat w ten sposób bo nie dość że porażka to jeszcze z Tłokami Gorzyce które do tuzów nie należą, a i styl nienajlepszy...
Nie wiem czy to coś da. Z Arką 0 :1, z Miedziowymi 0 : 1, z Tłokami 0 : 1! I zawsze ten sam scenariusz! Przygniatająca przewaga Pasów, a tylko jedna akcja przeciwnika i ........... klapa! Żenada! Przyczyny takiego stanu rzeczy muszą tkwić gdzieś głęboko. Tu retusze nic nie pomogą.
Ale zauwaz ze po meczu w Lubinie przeganym przez naszych 0:1 przyszedl ten niesamowity mecz z Podbeskidziem.
Oby ten scenariusz sie powtorzyl!
Oby.
Wojciech Stawowy przyznaje: Straciłem nerwy
Zapomnieć o Gorzycach, myśleć o Szczakowiance
To była niesamowita kolejka w II lidze. Spodziewano się wszystkiego tylko nie porażki Cracovii w Gorzycach, straty dwóch punktów przez Szczakowiankę. Dramatyczne chwile przeżywał zespół Cracovii, po zakończeniu meczu w Gorzycach zawodnicy myśleli, że przegrali wszystko, nawet baraż. Po kilku minutach, po remisowych meczach w Szczecinie i Jaworznie, nastroje "pasów" zmieniły się diametralnie. Nadal ekstraklasa jest w ich zasięgu!
- Po meczu byłem zdruzgotany - mówi trener Cracovii Wojciech Stawowy. - Siedziałem na stadionie i najczarniejsze myśli przebiegały mi przez głowę. To już koniec walki o ekstraklasę. Zawodnicy siedzieli na boisku z nisko opuszczonymi głowami.
- A jednak najczarniejszy scenariusz nie sprawdził się...
- Kiedy zakończył się mecz w Szczecinie wynikiem 2-2, wszyscy odżyliśmy, baraż jest nadal w naszych nogach! Nie stoimy na straconej pozycji, gramy przecież u siebie ze Szczakowianką i - jeśli wygramy - trzecie miejsce jest nasze.
- Porażka w Gorzycach jest jednak bardzo bolesna także dla kibiców...
- Dla mnie też. Mieliśmy przewagę, wypracowaliśmy wiele pozycji bramkowych, ale nic nie chciało wpaść do siatki. Ta porażka to moja wina!
- Przecież Pan nie będzie strzelał za zawodników z paru metrów od bramki.
- Trenera rozlicza się za wynik. A ja przegrałem w Gorzycach. Dokonałem zmian, które odbiły się niekorzystnie na naszej grze. Ściągnąłem z boiska Arka Barana. Ale musiałem tak zrobić, bo ten uderzony w głowę przez jednego z rywali poczuł się źle, sam prosił o zmianę. Ale od tego momentu nasza gra stała się bardzo nerwowa. Myślę, że nie wszyscy zawodnicy wiedzieli, dlaczego Arek schodzi z boiska i dziwili się mojej decyzji. Potem w ostatnich 15 minutach zagrałem va banque, zacząłem grać na trzech obrońców, Baster przeszedł do pomocy, a Makuch grał jako czwarty napastnik. I w 88 min nadzialiśmy się na kontrę. Ja ustawiłem tak drużynę. Zastanawiam się dzisiaj, czy nie zadziałałem zbyt nerwowo, może należało grać dalej konsekwentnie, z zimną krwią swój futbol i kto wie, czy nie przyniosłoby to lepszego efektu? A tak ułatwiłem zadanie rywalom. Choć teraz z perspektywy widać, że i tak remis nas nie urządzał.
- Czy po tym meczu piłkarze Cracovii nie są załamani?
- Byli po spotkaniu bardzo rozgoryczeni, źli, ale to chyba normalne, ludzkie. Ale sądzę, że chłopcy dzisiaj inaczej patrzą - jest nadal szansa na baraż, na I ligę. Zawsze mówiłem, jeszcze przed sezonem, że zakwalifikowanie się do baraży będzie naszym sukcesem, awans do I ligi sukcesem ogromnym. To nadal jest realne. W to wszyscy musimy wierzyć!
- Czy jednak drużyna wytrzyma ciśnienie psychiczne meczu ze Szczakowianką?
- Musimy myśleć optymistycznie! Cieszę się, że zagramy teraz ze Szczakowianką. To silny, wymagający rywal, a z takim nasi piłkarze grają znacznie lepiej niż z teoretycznymi słabeuszami. Jeśli uda się nam pokonać Szczakowiankę, to czekają nas w barażach kolejne dwa bardzo atrakcyjne mecze też z mocnym rywalem. Jestem przekonany, że na te trzy mecze nie trzeba będzie mobilizować piłkarzy. Oni mają świadomość, o co grają. Ja też czuję na sobie brzemię wielkiej odpowiedzialności. Po porażce w Gorzycach miałem przed oczami tysiące zawiedzionych kibiców Cracovii, byłem smutny, że sprawiliśmy im zawód. Teraz możemy im to zrekompensować, dostarczyć dużo radości. W sporcie bywa często tak, że kto urwie się ze stryczka, potem święci sukcesy.
- Czy w piątek będzie miał Pan do dyspozycji wszystkich piłkarzy?
- Na szczęście nie ma żadnych kontuzji, nikt nie pauzuje za kartki. Piotr Bania nie odczuwa już kontuzji mięśni brzucha. Mam kilka zagadek personalnych, ale przed sobą trzy dni treningów, w czwartek podejmę decyzję o nominacjach personalnych.
Rozmawiał: Andrzej Stanowski - Dziennik Polski
[i]z takim nasi piłkarze grają znacznie lepiej niż z teoretycznymi słabeuszami[/i]
niestety nie ma reguł w grze Cracovii, przegrywa i wygrywa zarówno z dobrymi jak i słabymi drużynami
na dobrych i złych murawach, przy swietle dziennym i jupiterach
jedyna reguła: gra w kratke
a ja pamietam gadki przed sezonem ze bedziemy walczyli o mocny srodek tabeli i dopiero w nastepnym sezonie o awans jest swietnie gramy do konca o ekstraklase mam nadzieje ze wejdziemy do barazy i tam tez bedziemy gora
Cześć, wygląda na to, że interesuje Cię ten temat!
Kiedy utworzysz konto, będziemy w stanie zapamiętać dokładnie to, co przeczytałeś, dzięki czemu możesz kontynuować dokładnie w miejscu, w którym skończyłeś. Otrzymasz również powiadomienia, gdy ktoś Ci odpowie. Możesz także użyć „Lubię to”, aby wyrazić swoje uznanie. Kliknij przycisk poniżej, aby utworzyć konto!
Aktualnie przeglądający (1 użytkowników)
Goście (1)