Niech mi ktoś na chłopski rozum wyjaśni jak fizyka kwantowa ma się do fizyki, której uczyłem się w szkole. Wydaje mi się, że rozwiązanie zagadki jest jednocześnie obaleniem solipsyzmu http://pl.wikipedia.org/wiki/Solipsyzm bo skoro obserwacja wpływa na obiekty to gdyby był tylko jeden obserwator wtedy cały świat by mu podlegał i nie byłoby zdarzeń niezależnych od jego podświadomości.
-
-
Fizyka kwantowa
Nie znam się, fizyczny jestem.
Miszczu2007 Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Niech mi ktoś na chłopski rozum wyjaśni jak
> fizyka kwantowa ma się do fizyki, której
> uczyłem się w szkole. Wydaje mi się, że
> rozwiązanie zagadki jest jednocześnie obaleniem
> solipsyzmu http://pl.wikipedia.org/wiki/Solipsyzm
> bo skoro obserwacja wpływa na obiekty to gdyby
> był tylko jeden obserwator wtedy cały świat by
> mu podlegał i nie byłoby zdarzeń niezależnych
> od jego podświadomości.
Hmm, nie jestem specjalistą, ale na chłopski rozum wydaje mi się, że mozna powiedzieć, iż fizyka klasyczna obejmuje tylko niektóre przypadki, czyli sprawdza się tylko w określonych warunkach (np. oddziaływań między dużymi obiektami). Fizyka kwantowa opisuje przypadki, z którymi fizyka klasyczna sobie nie radzi, w szczególności oddziaływania między bardzo małymi cząsteczkami. Różnica jest taka, że na poziomie mikro pewne kwestie można określić tylko w przybliżeniu, "skwantować" je do najbardziej prawdopodobnych wartości.
Tym niemniej fizyka kwantowa w obecnej postaci nie jest w żadnym razie "fizyką ostateczną", każda teoria opisuje tylko część świata, nie powstała żadna teoria uniwersalna sprawdzająca się w każdej sytuacji. Ostatnie teorie, np. teoria strun, to jak dotąd tylko hipotezy.
Nie widzę jednakże związku fizyki akurat z solipsyzmem - czy to, że pewne elementy świata możemy zaobserwowac tylko "w przybliżeniu" udowadnia, że są niezależne od obserwatora? Czy też wynika to tylko z niedoskonałości obserwatora bedącego w stanie ogarnąć jedynie cztery wymiary rzeczywistości, podczas gdy jest ich o wiele więcej?
Mógłbym pewnie to wyjaśnić, bo nawet swojego czasu napisałem o tym doktorat, ale po napisaniu wiem mniej ni z wcześniej, więc generalnie nie będę pomocny. Generalnie solipsyzm nie ma wiele wspólnego z fizyką kwantową, solipsyzm to radykalny "subiektywny metafizyczny monizm", a fizyka k. to cos w okolicach relatywistycznego pluralizmu tyle że nie radykalnie subiektywistycznego, a obiektywnego, tyle że nie istniejącego absolutnie obiektywnie, bywającego obiektywnym w superpozycji. Choć to wszystko zależy, jak kto co traktuje. ITD,ITP,ETC...............
Poza tym lepiej w to nie brnąć bo można żle skończyć. Mozna stracić kontakt z rzeczywistością (:P)
P.S. poza tem ten artykuł na wiki to jest nie wiadomo co i lepiej nie wyciagac na jego podstawie jakiś głebszych wniosków.
Było trzech empirystów brytyjskich Locke-Berkeley-Hume. Weźmy trzy rodzaje bytów, które nazwijmy dla uproszczenia: materia, dusza i strumień świadomości. Dla Locka istniały wszystkie trzy, dla solipsysty Berkeleya tylko dwa ostatnie, ale najdalej poszedł Hume: istnieje tylko strumień świadomości. Nic mu na zewnątrz nie odpowiada, ale też nie opiera się na niczym, bo duszy substancjalnej nie ma. I to się nazywa monizm immanentny. Skrajnie reduqjąc: istnieje tylko MÓJ strumień świadomości.
Berkeley jest monistą (konkretnie spirytualistą): wierzy tylko w istnienie dusz. Więc jak mi się wydaje dla konsekwentnego solipsysty żadna fizyka nie istnieje, bo nie ma jej przedmiotu - materii.
Dobrze mówię?????????.
A liczba obserwatorów w jakiś sposób wpływa na obiekt? Bo tak by mi z tego wynikało i tym możnaby wytłumaczyć różne zjawiska, które ludzie określają mianem duchowym czyli proroctwa, objawienia itd. Łączy się też to jakoś z duszą i tym co zwą prawem przyciągania :D
Hmm solipsysta twierdzi, że jest jedynym obserwatorem a z fizyki kwantowej wynika, że to obserwator kreuje obiekt więc wynikałoby z tego, że to się wyklucza :P Ale widzę, że nie jestem w stanie tego pojąć po prostu :P
Z fizyki kwantowej chyba wynika, że nie można z taką samą dokładnością zmierzyć dwóch parametrów, np. położenia i pędu.
Kwantowo to się sprzedaje cukier. Musisz qpić kilogram, nie masz innego wyjścia. Za to za Komuny na wsi w GS-ie mogłeś qpić cukier w sposób ciągły. Kobieta miała duży 50-kilowy worek z którego ci mogła nasypać ile chciałeś, łyżkę i wagę. Na przykład mogłeś sobie zażyczyć 59 deko, albo 97 deko, albo 184 deko.
Inne przykłady komplementarności w przyrodzie:
- Nie można wytrenować długodystansowca z finiszem sprintera, bo trenowanie cech sprintera wpływa negatywnie na cechy długodystansowca i vice versa;
- V. Frankl, "Homo patiens": Im bardziej człowiek chce przyjemności sexualnej tym jej nie doznaje, a jeżeli jest ona nie celem samym w sobie, tylko pochodną miłości, jest największa. Frankl porównuje to z neurotykiem, który chce zasnąć a nie może. Im bardziej chce tym bardziej nie może. A jak nie chce, to zaśnie.
Tak w ogóle to tylu owoców i ogórqw nigdy nie miałem. Ale za to sałatę zeżrały mi ślimaki, bo tylu ich już dawno nie widziałem.
Idę spać, bo im bardziej mi się chce spać, tym mniejszą mam ochotę.... No, u mnie jest taka komplementarność... Im bardziej chce mi się spać, tym bardziej, no ten tego.... nie mogę
Dobranoc!
Geopijatyk-Fan Oderki Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Z fizyki kwantowej chyba wynika, że nie można z
> taką samą dokładnością zmierzyć dwóch
> parametrów, np. położenia i pędu.
>
o tym mówi zasada nieoznaczoności Heisenberga :)
Czyli zasada miej wyjebane a będzie ci dane jest potwierdzona zasadami fizyki kwantowej :D Czyli pozytywne myślenie rzeczywiście może się przekładać na lepszą rzeczywistość :)
9 dni później
Geopijatyk-Fan Oderki Napisał(a):
-------------------------------------------------------
- Nie można wytrenować długodystansowca z
> finiszem sprintera, bo trenowanie cech sprintera
> wpływa negatywnie na cechy długodystansowca i
> vice versa;
A gow no prawda!
Jak pije karniaki, to moge wciagnac ich mnostwo, dlugodystansowe picie mamy wtedy.
A jak po dluzszym czasie puszcze pawia, to wtedy heftam mega szybko i gwatlownie. Jak sprinter!
Tak wlasnie mam i sa na to dowody i swiadkowie w historii mojego krotkiego zycia (np. mikrocykl licealny znad Jeziora Oravskiego :)
Temat wart pod3mania, podobnie jak ciekawy temat Inżynieria Extremalna. Nie musi tu koniecznie chodzić o mechanikę kwantową sensu stricto, ale o fizykę jako taką, a nawet metafizykę.
Co do picia. Kiedyś poszedłem na badanie krwi o 7.00 i lekarz się chwycił za głowę, bo tyle triglicerydów jeszcze w życiu nie widział. Uspokoił się, gdy mu powiedziałem, że piłem do 3.00 duże ilości piwa (kilkanaście qfli) w knajpach na Pszczyńskiej w Gliwicach. Wytłumaczył mi, że do badania krwi przystępuje się na czczo i na trzeźwo. Powiedział wtedy mądre słowa: "Jako lekarz mówię panu: W ogóle pan nie powinien pić. Ale jako Człowiek [napisałem z dużej litery nieprzypadkowo]: Jak już pan musi pić, to pij pan słaby alkohol w dłuższym czasie, na przykład sącz pan powoli piwko czy drinki. Najgorszy jest bowiem stężony alkohol (w óda, bimber, spiryt) pity w dużych ilościach w krótkim czasie". Czyli zdrowiej jest obalić cztery piwa w dwie godziny, niż halba na dwóch w kwadrans. Staram się do tej maxymy stosować.
Wracając do mechaniki kwantowej uważam, że kota Schrodingera nic nie obali.
A sam kot nie jest też nieświadomie obserwatorem? Kot mógł przecież wypaczyć wynik badania :)
Geopijatyk-Fan Oderki Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Berkeley jest monistą (konkretnie
> spirytualistą): wierzy tylko w istnienie dusz.
> Więc jak mi się wydaje dla konsekwentnego
> solipsysty żadna fizyka nie istnieje, bo nie ma
> jej przedmiotu - materii.
>
> Dobrze mówię?????????.
Foton ma masę spoczynkową zero:)
Materia jest kategorią obiektywnej rzeczywistości, powiedział Lenin. Ale wtedy spirytualiści i wyznawcy spoczywających fotonów, choć nie moniści immanentni, stają się materialistami. Choć co do fotonu, skoro musi zapierniczać, to jaki jest sens go unieruchamiać, nawet w myślach.
Sens w tym taki że wtedy łatwiej sobie uświadomić że jego jest masa w zasadzie "teoretyczna". Zatem podpieranie fotonem twierdzenia że istnieć może tylko coś co ma masę nie spowoduje że będzie to twierdzenie mniej nieprawdziwe.
Ponadto można by odnieść wrażenie, że mechanika kwantowa zajmuje się czymś co w zasadzie jakby "mało istnieje".
A dla mnie ten dział fizyki otwiera i otworzy nas na zupełnie nowe obszary. Nowe również w sensie myślenia o nich. Tutaj niestety obecne ludzkie "zmysłowe" pojmowanie świata prowadzi na manowce. Innymi słowy wyniki badań nie są intuicyjne, tu rządzi matematyka i jeżeli rzeczywistość ,w naszym postrzeganiu,jest z jej wynikami niezgodna to niestety tym gorzej dla "rzeczywistości".
Poniekąd sprawdzają się słowa Platona o tym że idee istnieją przed rzeczami a także proste słowa z innego źródła o tym że na początku było słowo.
Niestety dla (tfu) W.I. Uljanowa materia jest wtórna co nam uświadamia również mechanika kwantowa.
Miszczu ,pytasz jak się ma mechanika kwantowa do tego czego Cię uczono w szkole. Zakładam, że mniej więcej ten sam program przerabialiśmy lub mogłeś mieć nawet tego więcej bo ja jestem human :) Zatem generalnie ma się moim zdaniem nijak. Coś tam mówili o atomach,falach siłach ale nie na tym poziomie. Tutaj podstawą jest matematyka, a na swoim przykładzie wiem że to co miałem w szkole pod tą nazwą to były kwalifikacje do repasaży w kategorii U-1 wiedzy matematycznej :)
Co do Twojego stwierdzenia,iż "obserwacja wpływa na obiekty" to jeżeli napisałeś tak bo czytałeś o tzw. spinach to też nad tym myślałem. Ale doszedłem do wniosku że nie chodzi tu o obserwację tylko o pomiar. Myślę że na razie nie umiemy pewnych rzeczy zbadać "nieingerencyjnie" ale to kwestia czasu.
Na koniec powiem Ci że dla mnie mechanika kwantowa póki co raczkuje ale jest to właściwy kierunek jeżeli chcemy poznać istotę świata. Uważam tak dlatego że badając świat na poziomie molekularnym nagle poznajemy prawa które rządzą również światem na poziomie galaktyk.
Jest to na pewno fascynujące lecz nie łapiemy tymi kwantami Boga za nogi tylko raczej jak niemowlak otwieramy powoli oczy.
PS. To co napisałem wyżej to moje widzenie tego tematu bez wystarczającej wiedzy fizycznej a przede wszystkim matematycznej. Więc jak jacyś "ściśli" mają po tym co napisałem obawy że zejdą ze śmiechu to mówię na zdrowie tylko z umiarem:)
78 dni później
Postanowiłem to nędzne streszczenie rozbudować do sporego artyqłu i dlatego muszę zniknąć z forum na pewien czas:
STATUS ONTOLOGICZNY PRZESTRZENI GEOGRAFICZNEJ A PROBLEM DETERMINIZMU GEOGRAFICZNEGO
Artykuł próbuje odpowiedzieć na dwa pytania: Czym jest przestrzeń geograficzna? Czym jest determinizm geograficzny? A także na pytanie w jakich te dwa pojęcia pozostają związkach.
Determinizm to pogląd głoszący, że każde zdarzenie jest jednoznacznie wyznaczone przez określone przyczyny.
Czy istnieje wszechdeterminizm (jeden determinizm), w domyśle fizyczny, czy też każda warstwa bytu (lub jakaś ?gałąź rzeczywistości?) posiada ?swój? determinizm. Nasuwa to możliwość istnienia swoistej ?hierarchii? determinizmów.
W naukach społecznych (zwłaszcza w socjologii) pojęcie determinizmu kojarzone jest z pojęciem ?teorii jednego czynnika?. Tak też bywa rozumiany tak zwany ?determinizm geograficzny?. Powstaje pytanie, czy jest on teorią socjologiczną. Już nawet z samej historii determinizmu geograficznego wynika, że często był związany z innymi naukami (medycyna, politologia, historia, filozofia).
Czym jest przestrzeń geograficzna? Nieistotną z ontologicznego punktu widzenia częścią Kosmosu, czy też bytem, mogącym stać się przedmiotem rozważań filozoficznych? Będę starał się udowodnić, że właściwe jest podejście drugie.
Typowymi elementami tej przestrzeni są życie organiczne i nadbudowana na nim warstwa antropologiczna. Jeżeli nie byłoby życia, nie byłoby przestrzeni geograficznej. Trudno bowiem znaleźć powód, dla którego pozbawiona życia powierzchnia Ziemi tworzyłaby jakąś ?przestrzeń geograficzną? i różniłaby się w sposób istotny na przykład od powierzchni Marsa, Wenus, czy Księżyca. Już te racje wskazują na często nieuświadomiony fakt, że przestrzeń geograficzna jest zasadniczo odmienna od innych części Kosmosu.
Samo nietypowe w skali kosmicznej nagromadzenie warstw niefizycznych bytu nasuwa potrzebę potraktowania przestrzeni geograficznej poważnie, wręcz jako najważniejszego ontologicznie miejsca w Kosmosie. Istotne jest to, że taki status przysługuje właśnie przestrzeni geograficznej, a nie Ziemi jako planecie, która jest typowym ?twardym? (zbudowanym głównie z pierwiastków cięższych niż wodór i hel) ciałem niebieskim, a więc bytem fizycznym. Należy przezwyciężyć pewien stereotyp, jakim jest trudno usuwalne odium banalności przypisywane tej przestrzeni. Pochodzi ono w znacznej mierze z samego określenia jej jako geograficznej. Geografia kojarzy się bowiem z opisem przestrzeni, a więc z idiografizmem, z badaniami pożytecznymi, ale bez większych konsekwencji filozoficznych.
Pojęcie przestrzeni geograficznej odnosi się więc do warstwy życia biologicznego i związanej z nią warstwy antropologicznej, być może pośrednio również do niefizycznych warstw bytowych, które same nie mają charakteru przestrzennego (psychicznej i duchowej). Prowadzi to do utożsamienia jej z ?miejscem w którym rozwija się życie?, przywołując pojęcia wprowadzone przez E. Suessa i P. Teilharda de Chardin - z biosferą i noosferą. Jak się jednak okaże, utożsamienie to nie jest do końca adekwatne.
Życie biologiczne co do swojej istoty jest związane z przestrzenią geograficzną, jest jednak, przy stworzeniu odpowiednich warunków fizycznych, możliwe również poza jej granicami. Nie można więc powiedzieć, że pojedyncze organizmy nie mogą poza nią istnieć. Rodzi się podstawowe pytanie: czy powstanie życia i rozwój biosfery, a następnie ukształtowanie się noosfery są możliwe bez założenia istnienia prawidłowości, które konstytuują przestrzeń geograficzną. Założyłem, że te typowe dla niej zjawiska, które nazwałem swoiście geograficznymi, cechuje niemożliwość zachodzenia poza jej obrębem.
Wiele klasycznych zachowań organizmów żywych z człowiekiem włącznie nie wykazuje cech zjawisk swoiście geograficznych. Na przykład dystanse personalne w proksemice E. Halla są takie same gdziekolwiek, również poza przestrzenią geograficzną. Uważam jednak, że istnieją takie zachowania, które są ściślej związane z przestrzenią geograficzną niż same zachowujące się organizmy. Zachodzą one w swoistych strukturach przestrzennych, zwłaszcza paleolitycznych ogniskach w których kształtowały się rasy, języki, etnosy. Podobny charakter, na gruncie teorii ewolucji, mają allopatryczne mechanizmy specjacji.
Jeżeli poza tymi zjawiskami nie ma przestrzeni geograficznej, a równocześnie poza tą przestrzenią nie ma tych zjawisk, postanowiłem je z przestrzenią geograficzną utożsamić. Przestrzeń geograficzna okazuje się więc być sekwencją kolejnych zachowań swoiście geograficznych. Tak rozumiana przestrzeń przestaje mieć charakter statyczny, nie można jej utożsamiać z geometrycznie rozumianą powierzchnią Ziemi, ale staje się procesem.
Na gruncie koncepcji takiej przestrzeni postanowiłem zrewidować tradycyjne rozumienie determinizmu geograficznego. Determinizm geograficzny ma historię sięgającą starożytności. Jest poglądem głoszącym, że środowisko geograficzne w sposób decydujący kształtuje różne aspekty egzystencji człowieka. Występował w wielu wersjach, związany był nie tylko z socjologią, ale także medycyną (Hipokrates), naukami politycznymi (Monteskiusz), filozofią (Hegel), historią (Taine, Buckle).
Podstawowym błędem tradycyjnego determinizmu geograficznego było nieprecyzyjne pojęcie czynników geograficznych. Uznawano za nie wszystko to, co znajdowało się w obrębie tradycyjnie rozumianej przestrzeni geograficznej. W rezultacie determinizm geograficzny w takiej postaci był nie do odróżnienia od determinizmu mechanicznego (lub szerzej fizycznego) i behawioryzmu. Nie sposób jednak prawidłowo rozpoznać czynniki geograficzne bez przyjęcia przestrzeni geograficznej jako sekwencji zachowań swoiście geograficznych.
Założenie istnienia rzeczywistości swoiście geograficznej zmienia perspektywę determinizmu geograficznego z kauzalnej na nomologiczną. Geograficznie determinują człowieka jedynie czynniki swoiście geograficzne (inne nie mają charakteru geograficznego), a to oznacza, że człowiek bytuje w obrębie ładu geograficznego i w zasadzie poza nim nie może istnieć. Kształtowanie się globalnej wioski jest jakby końcowym etapem geograficznej ewolucji człowieka, czyli ewolucji przestrzeni geograficznej, współczesnym odpowiednikiem paleolitycznych ognisk genetycznych, w których powstawały rasy, etnosy i języki.
Konsekwencją tak rozumianej ewolucji ludzkości jest przyjęcie historiozofii powrotu (rozpięcie dziejów między ogniskami genetycznymi a globalną wioską) i swoisty geocentryzm (niemożliwość budowania cywilizacji poza Ziemią, gdzie zachowania swoiście geograficzne są niemożliwe).
Wraz z postmodernistycznymi zmianami społeczeństwa następuje ?zagęszczenie? problemów społecznych i środowiskowych, wzrasta gradient postępu, a zarazem i poziom chaosu. Sprawia to, że przyszłość staje się coraz mniej rozpoznawalna. Pośrednio wiąże się to z powstaniem globalnej wioski, jako odspołecznionej struktury, w której przestrzeń staje się miejscem.
Zauwazylem tutaj rozdzwiek pomiedzy matematycznym rozwinieciem teorii a jej interpretacja w formie filozoficznej. W naszym odbieralnym odczuwanym swiecie, ktory jest szczegolnym wyjatkowym uproszczonym modelem rzeczywistosci, nie jestesmy w stanie dotknac zrozumiec tej teorii. Propablistyka miesza sie z teoria strun i nikt na razie nie wie jak jest naprawde - jesli w ogole jest. Osobiscie marzylem ze kiedys uda mi sie znalezc jedyny wzor opisujacy swiat. Ale czy to cos zmieni. Wole zeby jutro przegral Belchatow :)
7 dni później
@Fan
Rozumiem że jest ten Twój tekst jakąś formą zabawy? Bo jeżeli poważnie to napisałeś to jak dla mnie tam się roi od że tak powiem nieścisłości tak formalnych jak i że tak powiem, merytorycznych:)
Ale jako tekst w kategorii napisać coś co nie ma w zasadzie konkluzji tak żeby wyglądało super hiper łał to rzeczywiście wymiata:)
@koldrax
Taki wzór jest,tylko jak na razie nie posiada dowodu formalnego. Kilka osób się tematem zajmuje zapewne ale to jest że tak powiem śliska sprawa bo póki co to dowodu nie ma nadal ale za to były samobójstwa czy utraty zmysłów.
18 dni później
Pamiętam swój pierwszy zbiór zadań z fizyki w liceum - Waldemara Zillingera, pomarańczowy w twardej oprawie. Były tam takie durnowate zadania na bilanse cieplne. Jak się coś ogrzewało lub oziębiało bez zmiany stanu sqpienia, to trzeba było mu dać lub odebrać ciepło m*c* delta t, przy czym to c to było ciepło właściwe. A jak coś zmieniało stan sqpienia to m*q, przy czym q to było ciepło topnienia, wrzenia etc. Z takich wzorów trzeba było ułożyć bilans.
Jak pewnego dnia odkryłem, że 100 m/sek to nie jest to samo co 100 km/godz, to poczułem się już prawdziwym fizykiem.
Czasami zimą zastanawiam się dlaczego choć mróz jest siarczysty, np - 20 stopni C ze zwisających z dachu sopli kapie woda. Kapie przechłodzona woda. Dlaczego?
Geopijatyk-Fan Oderki Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Czasami zimą zastanawiam się dlaczego choć
> mróz jest siarczysty, np - 20 stopni C ze
> zwisających z dachu sopli kapie woda. Kapie
> przechłodzona woda. Dlaczego?
W sumie też nie wiem dlaczego się nad tym zastanawiasz ;)
Cześć, wygląda na to, że interesuje Cię ten temat!
Kiedy utworzysz konto, będziemy w stanie zapamiętać dokładnie to, co przeczytałeś, dzięki czemu możesz kontynuować dokładnie w miejscu, w którym skończyłeś. Otrzymasz również powiadomienia, gdy ktoś Ci odpowie. Możesz także użyć „Lubię to”, aby wyrazić swoje uznanie. Kliknij przycisk poniżej, aby utworzyć konto!
Aktualnie przeglądający (1 użytkowników)
Goście (1)