- Edytowany
[quote]#post1737914 [img]https://cracovia.krakow.pl/uploads/media/2026-08/1786096070-662.jpg[/img]
Widok kościoła PW Św. Wojciecha na Rynku Głównym w czasie okupacji niemieckiej. Ciekawe źródło ikonograficzne. Widać m.in. że w kamienicy za kościołem trwał wówczas remont elewacji.
[/quote]
Bardzo ciekawe i znane miejsce na mapie Krakowa. Kościół jest nie tylko "pod wezwaniem św. Wojciecha", ale z samym św.Wojciechem był związany. Powstał w tym miejscu dlatego, że dokładnie tam św.Wojciech głosił kazania w czasie swojego pobytu w Krakowie około 996 roku (+/- 1 rok) - i jest to dość pewna informacja historyczna, która nie budzi w zasadzie większych kontrowersji.
Piszę "głosił kazania" a nie "prowadził misję chrystianizacyjną", bo po 1sze on tu nie prowadził żadnej regularnej działalności, Kraków był dla niego "przystankiem w drodze", a po 2gie - formalnie ziemie te były już schrystianizowane. W czasach św. Wojciecha Kraków i ogólnie pojęta dzisiejsza Małopolska były częścią Państwa Piastów (upraszczając powiedzmy, że Polski), czyli "obejmował je chrzest piastowski 966". Przy czym ziemie te do Państwa Piastów zostały włączone +/- 980-990, czyli już po chrzcie 966 i to sporo po, ale chrzest Małopolski to nie było "automatyczne chrystianizowanie po włączeniu do chrześcijańskiego Państwa Piastów" - Małopolska, jako Państwo Wiślan z chrześcijaństwem zetknęła się co najmniej 100 lat wcześniej niż Wielkopolska, a może nawet i 150 lat wcześniej. Pierwsze misje chrystianizacyjne datuje się (w skrajnych wersjach) nawet na końcówkę 8go wieku (najsatrsze wersje mówią nawet o ok 790 roku!). Formalna schrystianizacja i chrzest nastąpiły co najmniej 60, a możliwe że i 90 lat wcześniej niż Mieszko I w 966 przyjął "swój chrzest". Chrzest Krakowa i Małopolski nastąpił w efekcie podboju Wiślan, przez Państwo Wielkomorawskie lub co najmniej "wejścia w orbitę wpływów jako lenno Wielkomorawskie", co miało miejsce w 2giej połowie lat 70tych 9go wieku (876-879). Dokładnej daty chrztu Krakowa nie znamy, z całą pewnością nastąpił on w okresie 874-906 (raczej bliżej początku niż końca tego okresu).
Gdy św.Wojciech jechał przez Kraków i się w nim zatrzymał - chrześcijaństwo było dominującą lub co najmniej uprzywilejowaną religią tutaj z cała pewnością od co najmniej 90, a prawdopodobnie i 120 lat, natomiast "istniało jako znane zjawisko" od może i ponad 200 lat. Napisałem "dominującą lub co najmniej uprzywilejowaną", bo formalnie religią władcy było chrześcijaństwo, religią poprzednich (przedpiastowskich) władców (od 955 do wejścia w skład Państwa Piastów Kraków i Małopolska były częścią Czech) także było chrześcijaństwo. Religią poprzedniej władzy już co prawda nie (Węgrów, Kraków i Małopolska od ok 906 do 955 był albo częścią państwa Węgrów, albo im podlegały i były od nich zależne) ale Węgrzy na religię mieli wywalone i pozwalali jej istnieć. A jeszcze poprzednia władza (zarówno "lokalna" dynastia Wyszewiców, jak też "panująca w Państwie Wielkomorawskim" dynastia Mojmirowiców) to były te które chrześcijaństwo jako religię formalnie państwową tutaj wprowadziły. Chrześcijaństwo zatem tu istniało, było albo dominujące, albo co najmniej uprzywilejowane, ale nie było religią jedyną. Potocznie nazwijmy to "pogaństwo" wciąż istniało, nie wiemy zbyt wiele o wierzeniach wczesnosłowiańskich, ani o wierzeniach w Państwie Wiślan przed przyjęciem chrześcijaństwa, prawdopodobnie mówimy tu o różnych "świętych gajach" itp. Tak, to wszystko wciąż istniało i licząc "ilością wiernych wśród pospólstwa" - to może nawet i było wciąż najliczniejsze (a może już nie), ale "uprzywilejowane państwowo" zdecydowanie NIE było. Wiarą która miała "wsparcie władzy" było chrześcijaństwo. Tzn. porządkując na osi czasu to będzie tak:
- do 790 na pewno tylko pogaństwo - czasy Państwa Wiślan (jakaś lokalna dynastia, możliwe że już Wyszewiców).
- od 790 do chrztu (gdzieś w okresie 874-906) - nadal czasy Państwa Wiślan, albo cały czas dynastia Wyszewiców, albo gdzieś w tym okresie się ona pojawia. To była władza pogańska. Niemniej chrześcijaństwo na 100% się pojawiło, ale bez wsparcia władzy, a nawet wbrew władzy. W tamtym okresie chrześcijaństwo tutaj było zwalczane i to radykalnie, na ostro. Według Legendy Panońskiej "książę silny bardzo urągał wielce chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał". No ale skoro im (chrześcijanom) urągał i czynił im krzywdę to niezbicie dowodzi że jacyś chrześcijanie istnieć tu już musieli. Jakby ich nie było to nic by im robić nie mógł.
- od chrztu (gdzieś w okresie 874-906) do 906 - albo władza Wyszewiców podbitych / podporządkowanych sobie przez Mojmirowiców i Państwo Wielkomorawskie (bardziej prawdopodobna opcja), albo bezpośrednia władza dynastii Mojmirowiców i Państwa Wielkomorawskiego (mniej prawdopodobna opcja) - tak czy siak chrześcijaństwo stało się formalnie religią władzy, zatem wskoczyło na pozycję uprzywilejowaną (ale na pewno jeszcze nie dominującą). Przy czym było to chrześcijaństwo w obrządku słowiańskim, a nie łacińskim!
- od 906 do 955 - zwierzchnictwo przejmują koczownicy z Węgier (rozbili Państwo Wielkomorawskie, Wiślanie albo stali się ich lennikami, albo ostali się jako ostatnia dzielnica Wielkich Moraw, ale pod wpływem Węgrów), tak czy siak "Węgrzy mogą zrobić co chcą, a jak czegoś nie robią, to tylko dlatego że nie chcą, albo mają ważniejsze rzeczy na głowie". Węgrzy nie są chrześcijanami, więc chrześcijaństwo nie jest uprzywilejowane, ale oni się religią nie przejmują, nie zwalczają, zatem jest bez problemów tolerowane, czyli "naturalnie sobie rośnie". Mówimy wciąż raczej o obrządku słowiańskim, ale wtedy kwestia obrządku nie powodowała jeszcze schizm.
- od 955 - Węgrzy przegrywają w bitwie nad rzeką Lech z Frankami (jeszcze nie Cesarstwem, ale to jest to samo), których sojusznikami są Czesi i Czesi obejmują władzę nad Małopolską - Obecna Małopolska znów trafia pod władzę chrześcijańską, zatem chrześcijaństwo od tego momentu stało się już nieprzerwanie religią dominującą i religią władzy, zaczęło także iść w kierunku religii dominującej. W tym okresie mówimy już o chrześcijaństwie w obrządku łacińskim. To wtedy ten obrządek się tutaj pojawił jako "numer 1".
Reasumując - św.Wojciech w 996 mógł tu sobie spokojnie głosić kazania, owszem, także nawracać tych co chrześcijanami jeszcze nie byli, ale dla Wojciecha nie było to w żaden sposób niebezpieczne, miał ochronę władzy i żadnego "ryzyka zagrożenia życia" nie musiał się obawiać. Mówiąc kolokwialnie - przejeżdżając przez najważniejsze miasto regionu po prostu przeprowadził tu bardziej "doraźne rekolekcje" niż "misję chrystianizacyjno-nawracającą".
Istnieją wersje, że na miejscu obecnego kościoła istniał prasłowiański święty gaj i rósł święty dąb, a św. Wojciech go osobiście wykarczował, ale to są raczej takie romantyczne bajeczki, teren archeologicznie jest przebadany baaaardzo dokładnie i żadnych śladów świętego gaju tam nie znaleziono. Po prostu - przy głównym trakcie zbito dla Wojciecha drewnianą platformę, albo postawiono prowizoryczną drewnianą kaplicę.
Skąd Wojciech się tu w ogóle znalazł? Był przejazdem - z Rzymu jechał do Gniezna. Owszem, nie jest to "najkrótsza droga", ale idzie o to, że choć formalnie był biskupem Pragi, to w Pradze się akurat pokazać nie mógł, Powiedzmy, że nieporozumienia takie lokalne i jako członek swojego rodu nie był tam zbyt mile widziany, gdyby się zjawił to spotkałoby go to samo co spotka go za kilka lat u Prusów. Jechał do Gniezna, do Chrobrego, skąd miał wyruszyć z misją chrystianizacyjną do Prus.
Potem było to co każdy chyba wie, tzn. misja w Prusach "napotkała opór miejscowych", skończyło się tak jak się skończyło to znaczy "biskup Wojciech" został "świętym Wojciechem, męczennikiem za wiarę". Dla Piastów była to okazja polityczna, którą wykorzystali (zjazd w Gnieźnie, biskupstwa itp), a Kraków był częścią Państwa Piastów, zatem skoro było tu miejsce związane z "akurat politycznie poprawnym idolem" no to należało je wykorzystać. Kościół św. Wojciecha w Krakowie (wówczas jeszcze nie na Rynku, bo Rynek Główny nie istnieje, pojawi się dopiero za ok 250 lat) został postawiony mniej więcej tak samo jak większość pomników Jana Pawła II w Polsce na początku 21go wieku - ot bo była okazja, było miejsce związane z męczennikiem, wypadało i generalnie temat był mocno na fali. Sorry, no ale taka prawda.
Istniała ta "pierwotna" świątynia, ta "z czasów św. Wojciecha", zapewne mała drewniana kaplica. Zburzono ją, a może po prostu sama się już zaczęła rozpadać? Proszę pamiętać, że w 996 dla kazań Wojciecha stawiano tymczasową prowizorkę, a nie budowlę mającą trwać przez wieki. To było "na tymczasowe rekolekcje" planowane a nie na wiekopomny monument. W 996 nikt jeszcze nie wiedział, że chłop za chwilę z pozycji "wygnanego biskupa na uchodźctwie" awansuje na "świętego męczennika" i będzie dumą dynastii Piastów. Zatem wyburzono, lub rozebrano to co się ostało i postawiono nową świątynię, bardziej okazałą, ale wciąż drewnianą. Obie te wersje "drewniane" są na 100% potwierdzone przez archeologię.
To co widzimy dziś (nie wszystko) powstało dopiero na w drugiej połowie 11go i na początku 12go wieku. Tak, w dwóch fazach (a możliwe, że nawet w trzech). Drugi drewniany kościół rozebrano albo za późnego Chrobrego (mniej prawdopodobne, ale możliwe, że już wtedy rozpoczęto budowę murowanej, romańskiej świątyni, ale jeśli tak, to na pewno nie skończono), albo dopiero za panowania Bolesława Śmiałego (albo podjął kontynuacji, bo Chrobry tylko rozpoczął i zostawił rozgrzebane, albo co bardziej prawdopodobne dopiero Śmiały się za kościół św.Wojciecha zabrał). Śmiały to był ten król co rozkazał poćwiartować biskupa Stanisława. Swoją szosą to jest ładna ironia losu, że gość co Polskę de facto zdradził na rzecz Czechów lub Niemców (czyli biskup Stanisław, a czy na rzecz Czechów, czy Niemców to jest dyskusyjne, ale oni i tak byli wtedy powiązani, więc na jedno wychodzi) stał się "patronem Polski" i do dziś jest co roku czczony procesją, a ten co właśnie w polskim interesie szkodnika zdeletował (czyli król) został przegnany i przez historię wyklęty - no ale to temat na osobną opowieść. Wróćmy do głównego wątku - Bolesław zlecił postawić świątynię murowaną. Wtedy budowano romańskie, zatem kościół św. Wojciecha w swoim głównym założeniu jest romański. I do wysokości +/- tam gdzie sięgają nieotynkowane kamienie i do wysokości tych okrągłych okienek to widać. Skąd taka rozpiętość czasowa czyli Bolesław budowy nie zakończył, bo przydarzyła się "ta sprawa z biskupem" i król musiał się ewakuować. Zatem budowę rozpoczęto na pewno przed 1079 rokiem, potem w 1079 "się wszystko zatrzymało" i przez jakiś czas stał zapewne nieukończony kościół w fazie budowy. Drugą fazę, czyli "zakończenie budowy" podjął dopiero albo Władysław Herman albo Bolesław Krzywousty (nie jestem pewien który), ale na pewno było to już w wieku 12tym (rok tysiąc sto ileś). Wciąż panował styl romański i dokończono budowlę jako romańską.
Szybkie repetytorium ze stylów myślę, że się przyda - co cechuje architekturę romańską? 2 podstawowe rzeczy to:
- addytywność brył - wtedy nie znali poważnej inżynierii, nie umieli liczyć naprężeń, obciążeń, wytrzymałości itp, ale wiedzieli, że kostka, graniastosłup o określonych proporcjach (np. typu długość to 2x szerokość i 2x wysokość) albo walec się nie zapadną i trzymają, zatem tak stawiano. A przestrzeń zyskiwano przez "łączenie tych brył". Zatem jak widzicie coś romańskiego to zawsze będzie wyglądać jakbyście sobie z kartonu zrobili takie proste kostki, graniastosłupy i walce i je posklejali bokami. To się nazywa "addytywność brył", czyli dodawanie do siebie różnych brył i zlepianie ich razem, to widać od zewnątrz
- separatyzm wnętrz - to z kolei widać było w środku (było bo wnętrza romańskie w zasadzie się nie ostały). Chodzi o to, że wtedy nie było "jednolitego wystroju wnętrz", po prostu każde pomieszczenie wykorzystywano osobno i w każdym po prostu "punktowo" dostosowywano przedmioty. Zrobiono piękny stół - no to był stół. Szafa obok nie musiała być z nim związana itp.
Inne cechy:
- multifunkcjonalność - murowanych budowli było mało, zatem jak już stawiano to zarazem mogło pełnić kilka różnych funkcji, obronną, świątynną, skarbca, mieszkalną, archiwum, jakiś urząd rezyduje w jednym pomieszczeniu, itp
- zawsze uwzględniano funkcję obronną - to było "przy okazji", to znaczy nawet jakby jej nie planowano to wychodziła "sama z siebie przy okazji". Inżynieria była w powijakach, więc żeby się nie zawaliło to były te zwarte bryły (o tym już pisałem), a przy tym - grube mury i mało otworów (okien i drzwi), wszystko z kamienia, więc niepalne, wejść trudno, wstrzelić strzałę trudno, podchodzić i dźgać dzidami czy mieczami to trzeba "gęsiego, a nie hordą", a tym broniącym ostrzeliwać się i zabijać szturmujących łatwo, nawet przy dużej dysproporcji liczebnej (bo i tak realnie atakować może tylko kilku na raz, więc nawet jak ich są tysiące to te tysiące stoją w kolejce do bycia zabitymi, a na bieżąco wystarczy kasować pierwszego żywego z przodu)
- materiałem był kamień, bo cegły jeszcze nie używano
- nie nazbyt imponująca wysokość, a jeśli wysokość jest znacząca to w przypadku budowli dużych także w pozostałych wymiarach
- jeśli łuki - to tylko kuliste, ostrołuk nie był jeszcze znany, więc to był powód że aby pociągnąć wysokość do góry trzeba było zwiększać też długość i szerokość. Umiejętność "pociągnięcia budowli w górę", czyli wynalezienie zastosowania łuku ostrego to było tym co definitywnie skończyło epokę romańską i zapoczątkowało gotyk
- kopuły - dało się, kuliste rzecz jasna, ale rzadko. Bo drogie. Zatem dachy to raczej dwuspadowe, lub stożek i to drewniane a nie z kamienia
- biforia i triforia - czyli dwa albo trzy wąskie okna obok siebie, przedzielone filarkiem - funkcja obronna, też, ale przede wszystkim chodziło o stabilność budowli. Duże okno zwiększało ryzyko katastrofy budowlanej. Zatem robiono wąskie, a żeby "poszerzyć" to "kilka wąskich w rzędzie" a nie "jedno szerokie"
Napisałem, że ten kościół jest romański do pewnej wysokości. Ale w przypadku kościoła św. Wojciecha o wiele ciekawsze jest "od jakiej wysokości". Bo wcale nie od powierzchni gruntu, a przynajmniej nie od obecnej wysokości gruntu. Poziom gruntu się podniósł, w średniowieczu Rynek nie był wybrukowany, zatem "podnosił się" śmieci, ziemia itp, do tego dochodzi "mierzwa" - co jakiś czas na to wszystko co się uzbierało dokładano słomy, żeby wsiąkało w nią, żeby wyrównać powierzchnię itp. To wszystko - ta słoma, śmieci, odchody, odpadki i wszystko tworzyło "mierzwę" i w ten sposób grunt się podnosił. Posadzka tego "romańskiego" (nie pierwotnego, bo przed nim były 2 drewniane - przypominam) jest obecnie ze 2 albo 2,5 metra poniżej poziomu Rynku, fundamenty sięgają chyba 4 metrów. Pierwotne wejście do tego romańskiego to nie jest to wejście co dziś, bo ten fragment ściany był prawie przy suficie, pierwotne wejście to jest to do którego się schodzi schodami w dół. Stojąc obok tego kościoła właśnie mamy bardzo ładnie pokazane "gdzie była powierzchnia gruntu 1000 lat temu". Jeśli idzie o wysokość - ten romański kończył się tam gdzie sięgają nieotynkowane fragmenty obecnie. Tam się zaczynał dach. I co ważne - dach romańskiego kościoła św. Wojciecha nie przypominał dzisiejszego - był drewniany i był dwuspadowy (taki klasyczny "namiocik").
W 13tym wieku Kraków padł łupem najazdów tatarskich. Trzech, przy czym do miasta weszły dwa - ten najgorszy w 1241 i ten kolejny w 1260. Kościoła prawdopodobnie nie zdobyły, przydała się tu ta funkcja obronna. Przy czym kościół św. Wojciecha jako malutki zbyt wielu ludzi schronić nie mógł, ale prawdopodobnie komuś życie uratował. Możecie znać legendy, że kościół św. Andrzeja był wtedy taką "fortecą" - i tak i nie. To znaczy tak, to prawda, ale głównym schronieniem był Wawel - zamek i katedra. Czy Tatarzy daliby radę wejść do św.Wojciecha i św.Andrzeja? Jakby chcieli to zapewne tak, ale ponieśliby przy tym straty, nawet na Wawelu rycerzy i wojów zdolnych do walki ostało się pewnie kilkunastu, góra kilkudziesięciu, wiec nawet Wawel Tatarzy mogliby szturmować i prawdopodobnie byłby to szturm zakończony powodzeniem, ale wybrali opcję "niedogadanego pokoju" - kto się schronił za murami zamku albo świątyń - tego nie ruszali, w zamian za co zabarykadowani za murami nie ostrzeliwali najeźdźców i nie próbowali przeszkadzać plądrującym miasto hordom.
Po 1szym najeździe mieliśmy Wielką Lokację Krakowa (wyróżniamy, że Wielką, bo prawdopodobnie nie była to pierwsza, choć o tej wcześniejszej / wcześniejszych nie wiemy zbyt wiele, to jednak fakt że była jest raczej akceptowany powszechnie). Drugi najazd nastąpił zaledwie 3 lata (realnie to 2,5 roku) po lokacji - większości kamienic jeszcze nie było, zatem jej nie zniszczył, tylko jak sobie poszli to rozbudowę miasta normalnie kontynuowano. Lokacja 1257 roku polegała na "symetrycznym wytyczeniu ulic, kwartałów do zabudowy i placów, całkiem od zera", ale nie ruszono najbardziej znaczących miejsc. Stąd na Rynku mamy asymetrie - Kościół Mariacki, św.Wojciecha, a także wylot Grodzkiej. Ta Grodzka ostała się asymetryczna wobec Rynku, bo ta ulica łączyła "nowy Kraków" z osobnym miastem Okół (obecnie - Grodzka od Placu Wszystkich Świętych do Wawelu, Kanonicza, Poselska, Senacka i te rejony), które nie podlegało prawom lokacji i żeby połączenie było funkcjonalne to zostawiono Grodzką taką jak była.
Na przestrzeni kolejnych wieków kościół stał się własnością Akademii Krakowskiej. Zaczął znacząco podupadać, zarówno w przenośni, jak i dosłownie. Grunt się podniósł i kościół wystawał niewiele ponad powierzchnię Rynku. Pojawiła się reformacja, a za nią kontrreformacja. Kościół miał potencjał - był historycznie ważny, miał patrona z ekstraklasy kanonizowanych osobistości i patrona Polski, ulokowany na Rynku, początki budowy doglądane przez drugiego w kolejności "ważnych patronów w Polsce" (skoro budowa za Śmiałego przed 1079, to był w nią zaangażowany i musiał jej osobiście doglądać biskup-zdrajca-Stanisław), świątynia miała zaliczone przetrwanie najazdów tatarskich, no generalnie "pasowało żeby była ładna". Początkiem 17go wieku (rok tysiąc sześćset ileś) rektor Akademii, profesor Fontana (imienia nie pamiętam) chciał stawić "coś nowoczesnego", a nowoczesny był barok. Cechą charakterystyczną baroku były kopuły, rektor miał pasję matematyczno-architektoniczną, - no mówiąc krótko gość chciał strzelić jakąś kopułkę w mieście, która przetrwa wieki i będzie śladem po nim i pomnikiem jego pamięci dla potomnych. Z tym, że Akademia nie miała zbyt wiele kasy na takie fanaberie. Kościół św.Wojciecha stoi solo na Rynku, a przy tym jest dość mały - nadawał się znakomicie. Barokową kopułę zaprojektował podobno sam rektor Fontana. Kościół pociągnięto w górę, w stylu barokowym, stąd te okienka i kopuła, sprawiono, że znów wyrasta na godną wysokość, zrobiono nowe wejście na poziomie ówczesnego poziomu gruntu oraz dokonano barokizacji wnętrza (wiele kościołów tak ma, nawet ta arcy-perła romańska, czyli kościół św.Andrzeja - jak wejdziecie do środka to zobaczycie 100% barokowe wnętrze i to naprawdę takie top barok of the top).
Obecnie łatwo rozróżnić "część romańską" i "część barokową" - bo to co się ostało romańskie to specjalnie ma odsłonięte kamienne mury. Generalnie - dolna połowa kościoła jest romańska, a górna połowa barokowa. W podziemiach kościoła jest muzeum, warto zajrzeć, nie będę omawiał wszystkiego, ale to właśnie tam jest chyba najbardziej znany "świadek historii" w Krakowie. Tytułem wytłumaczenia - "świadek historii" to taki odsłonięty przekrój przez warstwy ziemi, najczęściej zablokowany szybą, taki "przekrój czasu". Oprócz tego można zobaczyć oryginalną posadzkę, jest wystawa tego co się ostało albo co wykopano, jakieś dachówki, kawałek kolumny, jakieś plany, makiety, zdjęcia itp. Oprócz tego są tam jakieś artefakty niezwiązane z samym kościołem, ale "wykopane przy okazji".
Foto jest z czasów okupacji hitlerowskiej - ale o tym fragmencie historii kościoła nie piszę, nie z powodu braku wiedzy, tylko zwyczajnie za wiele nie ma o czym wiedzieć, ani pisać. Po prostu hitlerowcy się do niego jakoś nie przyczepili o nic i w czasie IIWŚ nic szczególnie ciekawego, ani dramatycznego z kościołem się nie działo. Po "wyzwoleniu" ruscy też się nim nie zajmowali, ani "na celownik" go nie wzięli, zatem - przez najtrudniejsze lata 20go wieku kościół przeszedł o dziwo w nudzie i spokoju.
Obecnie kościół jest bardziej "zabytkiem" niż "świątynią", owszem, odbywają się nabożeństwa, są tam nawet jakieś msze po łacinie (to podobno religijnie śliski temat, ale nie znam się na tym), służy jakimś studenckim organizacjom katolickim, wciąż podlega rektorowi (teraz już UJ), ale nie ma "swojej klasycznej parafii, jak zwykły kościół", odbywają się w nim jakieś koncerty, generalnie - wizytujący kościół to pewnie pół są "wierni" a drugie pół "nie z powodów religijnych". I taka jest historia jednego z najstarszych i chyba najgodniej ulokowanego spośród kościołów w Krakowie, Czy ktoś jest "pro-religijny" czy raczej "anty", albo nawet "neutralny" - warto znać i warto tam zajrzeć, bo bez wątpienia jest to jedna z takich budowli, która splata w sobie prawie całą historię tego miasta.