Powrót
Powrót do działu

Cracovia - Forum kibiców Cracovii

  • Regulamin
  • Zegarki Cracovia - 120-lecie klubu
    • Regulamin
    • Zegarki Cracovia - 120-lecie klubu
    • Obyczaje

    • Hyde Park
    • Rozpoczęto 27.10.2005 o 22:05
      Ostatnia aktywność 22.06.2011 o 07:13
      10706 wyświetleń
    • Geopijatyk-Fan Oderki

      8.9K
      556
    • 27.10.2005 o 22:05
      Post #259658 27.10.2005 22:05
    Chciałbym zainicjować nowy wątek, którego treścią byłyby panujące obyczaje, ich ocena, krytyka lub akceptacja, coś w rodzaju "savoir vivre'u", zarówno stadionowego jak i pozasportowego. Chciałbym rozpocząć od miażdżącej krytyki panującej w niektórych środowiskach mody na wesela bezalkoholowe. Od dłuższego czasu niektórzy przedstawiciele kleru propagują coś, co moim zdaniem jest bez sensu, co wręcz w naszym kręgu kulturowym brzmi jak oksymoron, a mianowicie wesela bezalkoholowe. W niektórych środowiskach, tak miejskich jak i wiejskich, przedstawiciele kleru namawiają, a czasami wręcz niedwuznacznie zmuszają młode pary do pobierania się bez udziału alkoholu na uczcie weselnej. Moim skromnym zdaniem podejście to niszczy wielowiekową polską tradycję i czyni wesele nudnym i bezpłciowym. Mamy tu do czynienia z przykładem pewnego zjawiska, które nazywa się potocznie przegięciem pały. Wyrażenie "przegięcie pały" wzięło się ponoć z terminologii lotniczej. W helikopterze była zamocowana rączka sterownicza zwana w lotniczym slangu pałą, której zbyt drastyczne użycie, czyli po prostu przegięcie, powodowało wywrócenie się helikoptera do dołu śmigłem i katastrofę. Nie chce mi się wierzyć w tą bajeczkę, choćby z tego powodu, że jak przypuszczam, przy takiej pale musiałby być jakiś wyłącznik krańcowy (w końcu pilot mógłby ją przypadkowo przegiąć), mniejsza jednak o genezę pojęcia. Ważne jest to, że "przegięcie pały" oznacza mniej więcej tyle, co pójście dobrą drogą, tyle że za daleko. Wszyscy wiemy jakim problemem jest w naszym społeczeństwie alkoholizm. Dramaty, rodzinne tragedie, czasami wręcz zbrodnie, są często indukowane przez nadmierne spożycie alkoholu etylowego przez osoby nie mające do tego fizycznych i psychicznych predyspozycji. Czy jednak jest to powód do tego, żeby podczas wesela nie używać alkoholu? Ja w pełni rozumiem problem alkoholizmu i nie twierdzę, że na czas wesela zawieszone zostają przykazania dotyczące alkoholizmu, że się trzeba schlać i leżeć pod stołem. Ale zakaz podawania alkoholu w ogóle podczas wesela wydaje mi się przesadny. Rozmawiałem z wieloma ludźmi, ktorzy uczestniczyli w weselach bezalkoholowych. Dla większosći z nich imprezy te były jałowe, pozbawione wyrazu, cholernie nudne. W ten sposób oceniali je nie jacyś alkoholicy, ale zwykli ludzie, którzy nie są uzależnieni od alkoholu. Człowiek wierzący powinien wiedzieć, że wszystko ma swój czas. "Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem", jak mawia Kohelet w rozdziale 3 swojej księgi. Nie rozumie tego dewota przesiadujący godzinami w Kościele zaniedbując obowiązki dnia codziennego i babcia klepiąca podczas Mszy Różaniec. Różaniec trzeba odmawiać, ale Msza nie jest to czas i miejsce na odmawianie Różańca. Jest czas abstynencji i czas picia alkoholu. Wesele nie jest jednak czasem prohibicji i abstynencji. Od tego są inne okoliczności. Pokazał to choćby Jezus, czyniąc cud w Kanie Galilejskiej (2 rozdział Ew Jana). Cud ten miał oczywiście wymiar metafizyczny, teologiczny, ale oprócz tego miał też wymiar zupełnie ziemski. Niekonwencjonalnymi środkami Jezus uczynił to, co dziś zrobiłby poproszony przez gospodarza kierowca samochodu, ktory gdy zabrakło wódki na weselu skoczył do sklepu nocnego po skrzynkę. Nie dajmy się więc ogłupić. Idea wesela bezalkoholowego jest pretensjonalna, czy wręcz głupia. Nie wydaje mi się, żeby była wynikiem głębokiej wiary, ale raczej pretensjonalnego i kazuistycznego rozumienia chrześcijańskiej moralności. W końcu chrześcijaństwo to nie islam. Nie upijajmy się na weselu na umór, bo to nie jest po chrześcijańsku, ale idea wesela bezalkoholowego na za bardzo chrześcijańską też nie wygląda. Pomijam już zupełnie problem gości z zewnątrz, którzy jej kompletnie nie zrozumieją i zapewne do końca życia będą się czuli obrażeni. Zwłaszcza jeżeli pochodzą z Podhala. Jeżeli więc jakiś nadgorliwy klecha zaproponuje wam wesele bezalkoholowe każcie mu postukać się w główkę. Geopijatyk
    • knur

      8.9K
      182
    • 27.10.2005 o 23:13
      Post #259671 27.10.2005 23:13
    bardzo mądrze. tylko że u nas uczestnicy wesel i innych zabaw hucznych nie zawsze charakteryzują się tzw. 'kulturą picia', co sprawia, że często pała jest przegięta w drugą stronę. moim zdaniem to trochę wina tego, że jesteśmy w strefie Europy piwno-wódczanej, ale nie jest to wyjaśnienie zupełne, bo winem też mozna się doprowadzić do poziomu. zwłaszcza tanim. pozostając w temacie przekleję artykuł z Przekroju, o znamiennym tytule "Chlej Brytanio". akurat tu przebywam, i stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że artykuł jest bardzo prawdziwy. [url]http://wiadomosci.onet.pl/1253408,2678,1,1,kioskart.html[/url] Chlej Brytanio! Buy one, get one free Co weekend Anglicy oddają się ogólnonarodowej orgii pijaństwa. Rząd Blaira uznał, że lekarstwem na to szaleństwo będzie, uwaga! wydłużenie godzin otwarcia pubów. Pierwszy rzyg, jak na zamówienie, leci na bruk tuż przed 19. Dziewczę kołysze się na miękkich nogach, ale uśmiech ma pewny i wesoło pozdrawia wiwatujących gapiów. W końcu może się to przydarzyć każdemu. Jest sobotni wieczór i ludzie wylegli na manchesterską Canal Street nie po to, by pospacerować. Przyszli tu, żeby się upić jak świnie. Trwa weekendowe binge drinking - cotygodniowe zawody w opilstwie, nowym narodowym sporcie Brytyjczyków. W piątkowe i sobotnie noce centra angielskich miast spływają szczyną i wymiocinami, dochodzi do gwałtów, rozbojów, aktów wandalizmu. Policja przyznaje się do coraz większej bezradności, służba zdrowia - do coraz większych kosztów ponoszonych na ratowanie pijanych. Ubiegłoroczne wyjazdy do ofiar pijaństwa i pijackich burd w samym tylko Londynie kosztowały pogotowie aż 20 milionów funtów. Według rządowych statystyk liczba osób umierających z przepicia skoczyła w ciągu czterech lat o 18 procent, do 6500 osób rocznie (w Polsce w 2002 roku śmiertelnie zatruło się alkoholem 1281 osób, a 1230 zmarło z powodu wywołanych alkoholem chorób wątroby). Łącznie aż 22 tysiące osób zmarło z przyczyn związanych ze spożyciem alkoholu - wliczając w to wypadki samochodowe po pijanemu, pobicia ze skutkiem śmiertelnym, samobójstwa. Dane brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych za 2004 rok mówią o 70-procentowym wzroście przestępczości ulicznej w niektórych regionach kraju. Spada ogólna liczba przestępstw, zwłaszcza kradzieży i zabójstw. Za to coraz łatwiej dostać na ulicy w twarz wieczorową porą. Za kilka tygodni w Anglii ma się zmienić odwieczne prawo koncesyjne. Puby nie będą już musiały zamykać podwoi punktualnie o 23. Rząd Tony'ego Blaira święcie wierzy, że za zdziczenie wyskokowych obyczajów Anglików odpowiadają właśnie zbyt krótkie godziny otwarcia sklepów z alkoholem i pubów. Lekarze, policja, wymiar sprawiedliwości i opinia publiczna są w większości zdziwieni tą logiką. Wszystko, co możesz wypić Mam przed sobą dwa duże piwa w plastikowych kubkach. W barze poprosiłem o jedno, za 3,50 funta. Barman podał mi dwa razy więcej, niż zamówiłem. - Sorry, zapłaciłem tylko za jedno - wrzeszczę do zaganianego chłopaka. - Buy one, get one free - przekrzykuje głośną muzykę. Aha, więc to drugie jest w prezencie od firmy. Na murku przed barem siedzi tłum młodych Anglików. Każdy z dwoma piwami. Co tu zrobić z dwoma plastikowymi kubkami? Jedna ręka potrzebna jest do trzymania papierosa, wysyłania SMS-ów, witania się ze znajomymi, a kubek postawiony na nierównym bruku zabytkowej ulicy może się łatwo przewrócić. Z nadmiarem piwa trzeba się więc szybko uporać. Widać, że wszystkim nieźle z tym idzie. Po trzech kwadransach można już wrócić do baru po następne. Chciałoby się jedno, bezpieczne, trzecie piwo. Z czwartym może być przecież gorzej. Wypić tyle w półtorej godziny to już sporo. Ale buy one, get one free. Na iście zabójczą promocję natrafił wiosną tego roku niejaki Mark Shields w barze Falcon Inn na przedmieściach Newcastle. Swoje 18. urodziny uczcił wypiciem trzech dużych piw, pięciu podwójnych whisky i trzech podwójnych "strzałów" cynamonowej nalewki o wdzięcznej nazwie Aftershock, która w opinii angielskiej młodzieży zwala z nóg jak żaden inny alkohol. Ze wszystkim Mark uporał się - podobno - w 40 minut. Po czym zmarł. Po jego śmierci Brytyjskie Stowarzyszenie Piwa i Pubów (BBPA) zrzeszające 32 tysiące pubów ogłosiło dobrowolne odstąpienie od wszelkich promocji cenowych na alkohol. Rzecznik prasowy BBPA Mark Hastings chwalił inicjatywę jako dowód społecznej odpowiedzialności branży. I apelował do niezrzeszonych pubów, barów, a nawet supermarketów, by również zrezygnowały z promocji ułatwiających picie na umór. Ale, jak widać na Canal Street, nie wszyscy chętnie rezygnują z zarobku. Tańszy alkohol przed godziną 20, darmowe drinki dla pań, dwa piwa za cenę jednego, "pij, ile możesz, za 10 funtów", aż po zawody w piciu na czas - co weekend na Brytyjczyków czekają najrozmaitsze "wesołe godziny". Kto by się temu oparł? Binge i bzyk Problemem Wielkiej Brytanii nie jest statystyka. Według danych OECD każdy poddany Jej Królewskiej Mości, który skończył 15 lat, wypija rocznie 11,2 litra czystego alkoholu. To mniej niż Francuzi, Portugalczycy, Węgrzy, Czesi i Duńczycy. Tyle samo, ile Anglicy, piją Hiszpanie. Polacy dużo mniej, bo tylko 8,1 litra. Problemem jest sposób upijania się. Weekendowy binge to w Wielkiej Brytanii pospolite ruszenie. Determinacja, by jak najszybciej i jak najbardziej malowniczo upodlić się alkoholem, jest wielka i bardzo widoczna. Wodzirejami w pijaństwie są wszechobecni uczestnicy stag i hen parties - wieczorów kawalerskich i panieńskich. Trudno powiedzieć, skąd ich się tyle bierze, ale są ich tysiące. Grupy nasączonych jak gąbka kawalerów żywiołowo poszukują kompanii obcych dziewcząt. Panny z panieńskich wieczorów to najbardziej widoczne zjawisko angielskich pijanych nocy. Im bliżej północy, tym więcej zombie z pogubionymi szpilkami i wypadającymi z dekoltu piersiami brodzi po zaśmieconych ulicach w poszukiwaniu ochotników na szybki zabieg z zakresu seksu oralnego. Pijane Angielki to osobny temat, szeroko dyskutowany przez brytyjskie media. Jak pisze Zoe Williams, miejscowa Kazia Szczuka, masowe potępianie pijaństwa kobiet ma zdecydowanie seksistowski charakter. Bo niby w czym ma być gorsza napruta dziewczyna od nawalonego chłopaka? "Picie nie jest zbyt kobiece, ogólnie jest lepiej, kiedy panie pozostają trzeźwe, bo lepiej wyglądają i mogą odwozić swoich panów do domu" - tak Williams wyśmiewa powszechny przesąd. Ma oczywiście rację. Ale opublikowane pod koniec września dane sugerują, że angielskie dziewczyny powinny jednak pić co drugiego drinka. Badanie przeprowadzone wśród przyznających się do weekendowego opilstwa wykazało, że 36 procent młodych kobiet padło ofiarą napaści seksualnej, gdy były pijane (podobnego pecha miało tylko dwa procent mężczyzn), a 34 procent kobiet przyznało się do niechcianego seksu (wobec 24 procent mężczyzn). Aż 59 procent kobiet wdało się w awanturę (45 procent mężczyzn), 19 procent odniosło obrażenia (14 procent mężczyzn), 17 procent trafiło na pogotowie (13 procent mężczyzn). Panie rwały się do bójki częściej niż panowie (11 wobec 9 procent) i chętniej wchodziły w zatargi z policją (27 procent wobec 16!). SMS od Blaira Według rządzącej Partii Pracy całe to nieszczęście bierze się z pośpiechu. Zgodnie z obowiązującym prawem puby w Anglii zamykane są o 23 i wieczorami trwa w nich wielki wyścig z czasem. Nocne kluby mają koncesję na handel alkoholem tylko do 1, wyjątkowo do 2 w nocy. Okrzyk barmana: Last orders! ("Ostatnie zamówienia!"), brzmi w Anglii jak wyrok skazujący na nieudaną zabawę. Udaną zabawę zapowiadał SMS wysłany do młodych Anglików przed wyborami w 2001 roku: "Cldnt gve a xxxx 4 lst ordrs? Vte LBR on Thrsd 4 xtra time" ("Nie mogłeś złożyć czterech pie...onych ostatnich zamówień? Głosuj w czwartek na Partię Pracy, by mieć więcej czasu"). To nie była kiełbasa wyborcza. Rząd Blaira w 2003 roku doprowadził do uchwalenia nowej ustawy o koncesji na sprzedaż alkoholu. Teraz wchodzi w życie. Tessa Jowell, minister kultury, mediów i sportu, nadzorująca koncesjonowanie, uzasadniała nowe prawo tym, że "ludzie wychodzący z opery nie mają gdzie pójść na lampkę wina o 23.30". Tymczasem Stowarzyszenie Dowódców Policji (ACPO) ostrzegło w sierpniu, że wydłużenie czasu sprzedaży alkoholu zmieni angielskie miasta w Faliraki, ulubione przez Anglików miejsce wakacyjnych orgii pijackich na greckiej wyspie Rodos. - Wystarczy spojrzeć na popularne kurorty, by zobaczyć, co nieograniczony dostęp do alkoholu robi z brytyjską młodzieżą - mówił komendant Chris Allen na konferencji prasowej. Wcześniej przedstawiciele rządu zapewniali, że deregulacja prawa koncesyjnego ma pełne poparcie policji. Koronnym argumentem za zniesieniem świętej godziny 23 był problem z opanowaniem tłumu pijanych ludzi masowo opuszczających puby. Rząd upierał się, że policja nie jest w stanie zapewnić porządku wśród tysięcy niedopitych balangowiczów, i umożliwienie im zakończenia konsumpcji zgodnie z indywidualnymi potrzebami to warunek większego bezpieczeństwa na ulicach. Suchej nitki na takim rozumowaniu nie zostawiła Rada Sędziów Okręgowych Jej Królewskiej Mości, którzy na co dzień sądzą sprawy o rozboje, gwałty i pobicia dokonywane po pijanemu. Szef Rady, sędzia Charles Harris, oświadczył przed kilkoma tygodniami, że nowe prawo sprawi, iż młodzież zdziczeje do reszty i całkowicie zawładnie centrami miast. Wyśmiał także rządowy postulat, że dłuższe godziny otwarcia mają nauczyć Brytyjczyków bardziej południowego podejścia do alkoholu. - Kontynentalny styl picia nadaje się dla ludzi w kontynentalnym stylu. Ludzi, którzy spokojnie gawędzą przy kawiarnianych stolikach. Podczas gdy Brytyjczycy piją na stojąco, wrzeszczą na siebie w zatłoczonych barach, próbując obalić galon piwa naraz - drwił Harris. Nie palisz, to choć pij Ale picie na stojaka i wrzask to nie wynik złego wychowania. W ostatnich latach powstało mnóstwo nowych lokali, wielkich świątyń pijaństwa, gdzie muzyka ryczy i nie ma na czym usiąść. Ławki znikają także z wielu tradycyjnych pubów, za to przybywa w nich decybeli. To polityka właścicieli lokali. Klient, który siedzi i gawędzi nad szklanką piwa, pije wolniej. Po prostu. O tym, że Anglicy nie staną się dzięki nowemu prawu sączącymi wino Włochami, przekonuje także Królewskie Kolegium Lekarskie (RCP). W wydanym we wrześniu oświadczeniu RCP pisze, że szansa na zmianę zachowań istnieje, ale tylko w długim okresie. Tymczasem "wprowadzanie zmian, w chwili gdy kraj jest u szczytu epidemii problemów alkoholowych, wydaje się niewłaściwe". Rząd odpowiada, że nowa ustawa to nie tylko koncesje na dłuższą sprzedaż alkoholu, ale także wiele narzędzi ułatwiających walkę z opilstwem i wywołaną nim przemocą. Mają zostać wytyczone "strefy alkoholowego nieporządku" (ADZ), w których posiadacze koncesji będą musieli współfinansować działania policji. Wprowadzone zostaną okresy karencji, podczas których ukaranym za zakłócanie porządku nie wolno będzie kupować alkoholu (do dwóch lat). Lokale sprzedające alkohol pijanym mogą zostać zamknięte na 48 godzin i grozi im utrata koncesji. Podobnie jest ze sprzedażą alkoholu nieletnim. Wprowadzony zostanie system ostrzeżeń i nagan dla notowanych za pijaństwo. I cała masa innych regulacji, których policja i tak nie będzie w stanie egzekwować. Nowe światło na intencje rządu rzuca artykuł we wrześniowym numerze naukowego czasopisma "British Medical Journal". Profesor Wayne Hall, ekspert od polityki społecznej, sugeruje, że deregulacja prawa koncesyjnego to sposób na zadośćuczynienie branży piwowarskiej i spirytusowej za straty, jakie z pewnością poczyni zakaz palenia w knajpach. Obroty barów, kawiarni i restauracji spadły w każdym kraju europejskim, gdzie wprowadzono zakaz palenia. Zakaz jest jednym z praw zalecanych przez Unię Europejską i akurat to brytyjski rząd zamierza wprowadzić - prawdopodobnie w 2008 roku. Hall podkreśla także, że rząd, zamiast zwalczać szerzący się alkoholizm (jeden z najwyższych wskaźników w Europie - 7,5 procent mężczyzn i 2,1 procent kobiet jest uzależnionych od alkoholu), skupia uwagę na binge drinking. W rządowych dokumentach dotyczących tego problemu stale pojawia się zwrot "nierespektująca prawa mniejszość" jako określenie rzekomych sprawców burd, bijatyk i wszelkiego pijackiego zła. Identycznej frazeologii używa Portman Group - organizacja zrzeszająca największych brytyjskich producentów napojów alkoholowych. Jean Coussins, prezes Portman Group, tak definiuje cele powstałej w 1989 roku organizacji: "Większość ludzi korzysta z alkoholu bez szkodzenia sobie i innym. Portman Group stara się ograniczyć złe skutki nadużywania alkoholu przez mniejszość poprzez strategię współpracy z instytucjami lokalnymi i ogólnokrajowymi". Zarówno rząd, jak i Portman Group podkreślają, że nowe prawo koncesyjne daje ludziom więcej wolności i wymaga od nich więcej odpowiedzialności. Na tym, bądź co bądź, polega demokracja. Kapitalizm zaś polega na tym, by zwiększać zyski. O przedłużenie godzin sprzedaży alkoholu w ramach nowej ustawy wystąpiło 130 tysięcy sklepów, pubów i restauracji. Szkoda by im było zachodu i dodatkowych kosztów (pensje pracowników, ochrona, elektryczność), gdyby podczas tych kilku dodatkowych godzin mieli tylko sprzedawać wino bywalcom oper.
    • tacy dwaj

      10.5K
      1
    • 27.10.2005 o 23:22
      Post #259672 27.10.2005 23:22
    Jarek.. kiedy to wesele Twoje? :):):) a ad vocem o obyczajach stadionowych, to ja mam jedno pytanie (np. do szanowanych przeze mnie Opravców) jaki sens mają racowiska, pokazy piro.. które są czasmi "sztuką dla sztuki" ja widzę, doceniam, szanuję gdy to jest wkomponowane w całość Oprawy.. ale czasem odnoszę wrażenie, że chodzi tylko o "ilość i jakość" odpalonych rac i innych fajerwerków... być może w Szczecinie wygraliśmy tylko i wyłącznie "dzięki popisowi paprykarzy"... być może czasem to przeszkodzić mogło i naszym kopaczom...
    • Ferencvaros

      2K
      103
    • 27.10.2005 o 23:25
      Post #259674 27.10.2005 23:25
    Na Manchesterskiej Canal Street to ja kilka fajnych imprez zaliczyłem :)
    • tacy dwaj

      10.5K
      1
    • 27.10.2005 o 23:37
      Post #259677 27.10.2005 23:37
    Ferenc.. ty się chcesz spowiadać czy chwalić?):):):) qumatość zero:):)
    • Ferencvaros

      2K
      103
    • 28.10.2005 o 00:20
      Post #259680 28.10.2005 00:20
    Powiem tak- obserwowałem angielską "kulturę picia i zabawy" z perspektywy barmana. Najebani kolesie i laski na ulicach to chleb powszedni. Zadne zboczenie seksualne nie jest tematem tabu, wszyscy się obnoszą ze swoimi skrzywieniami. Na Canal Street możesz zobaczyc wszystko. Mnie najbardziej zszokował koleś, który miał z 240 cm wzrostu, a ważył z całą pewnością mniej ode mnie ;) Bardzo częsty widok- grupa ok pięciu młodych ludzi mieszanych płci pomaga się pozbierać bełtającemu na chodnik towarzyszowi. W barze w którym pracowałem nigdy nie doszło do bójki, ale to też podobno typowe dla niektórych angielskich lokali. Generalnie artykuł jest jak najbardziej prawdziwy i w żadnym miejscu nie przesadzony. Anglicy nie potrafią pić, piją takie gówna jak chandee (piwo z lemoniadą pół na pół) i ogólnie kijowi z nich imprezowicze ;) TD- ale agresywność też zero :)
    • dev

      4.9K
      359
    • 28.10.2005 o 02:27
      Post #259688 28.10.2005 02:27
    Ferenc zapomniałes jeszcze dodac ze dla tych mniej zamoznych jest taki trunek o nazwie Cider :D
    • Geopijatyk-Fan Oderki

      8.9K
      556
    • 28.10.2005 o 08:37
      Post #259699 28.10.2005 08:37
    Kilka uwag: *Takich doświadczeń jak wy w Anglii nie miałem. Raczej piło się kulturalnie, ale też wysiadywałem prawie wyłącznie w Irish pubie na Gloucester Street w Londonie. *Wydaje mi się, że nie ma reguł ogólnych co do kulturalnego picia. Może istnieje tylko jakiś ogólny imperatyw, żeby sparafrazować Kanta: "Używaj alkoholu tylko jako środka do celu, a nie celu samego w sobie". Inaczej: "Alkoholem powinieneś rządzć ty, a nie alkohol tobą". Należy odradzać alkohol w trzech przypadkach: 1. jeżeli się nie ma głowy do picia i się głupnie i rozrabia po kilku kileliszkach; 2. jeżeli alkoholizm odbywa się kosztem utrzymania rodziny; 3. jeżeli alkohol zagraża zdrowiu. Weekendowe popijawy nie są czymś złym, jeżeli rozładowują całotygodniowy stress i powodują to, że nie pije się za często w tygodniu. *Rekord piwny pobiłem z Edkiem Macurą w barze "Pod Lasem" w Gorzyczkach i "Zefir" w Gorzycach. Wypiliśmy wtedy 21 piw w 10 godzin. I o żadnej pomyłce nie mogło być mowy, bo każdą kolejką skreślaliśmy krzyżykiem na kartce. I o dziwo: Wcale nie byliśmy pijani. *Jeżeli chodzi o centra rozrywkowe w najbliższej okolicy polecam ulicę Stodolni w Ostravie (mają stronę internetową). Jest to taki Montrmartre czy barcelońska Ramblaw mikroskali. Niezła muzyczka, irlandzkie knajpy, laski tańczą na stole, niezłe piwko. Kumple mnie wyciągnęli, początkowo się obawiałem, że to dzielnica burdeli i będą nudy, ale jak się okazało całkiem niezła i kulturalna rozrywka. Polecam weekend w Ostravie na Stodolni po drodze z Krakowa do Wiednia lub Pragi.
    • Adam Akustyk

      3.5K
      9
    • 28.10.2005 o 09:07
      Post #259701 28.10.2005 09:07
    Ciderek to rewelka, polecam "Stonehouse". Stanowczo zas odradzam cidera z "Tesco value" Irlandycy chleja jeszcze bardziej niz w UK. No i bic sie nie umieja :D:D
    • ian thorpe

      17.8K
      14.2K
    • 28.10.2005 o 10:11
      Post #259712 28.10.2005 10:11
    Geopijatyk-Fanie Oderki....jeżeli zalożysz temat pt."Alkohol w zyciu"....to wyzywam Ciebie na pojedynek :-) (slowny) w którym ja będe bronił tezy że alkoholizm jest to choroba ŚMIERTELNA a ludzie nie zdaja sobie sprawy(nieświadomie) że na nią chorują....... W tym temacie opiszę MOJ punkt patrzenia na picie alkoholu np. na weselach..... Nie chcę osobiście zakladać tego tematu bo.....picie alkoholu jest sprawa indywidualną kazdego człowieka,każdy odpowiada za swoje zdrowie czyny itp. Ja alkohol piłem teraz go nie spożywam.....a więc? Temat "Obyczaje" jest za duży by mieszać w nim "gorzałę".......
    • ian thorpe

      17.8K
      14.2K
    • 28.10.2005 o 10:34
      Post #259713 28.10.2005 10:34
    "Jak postanowiłeś rok nie pić alkoholu to se walnij parę setek, a w zamian nie pij jeden dzień w przyszłym roku. Na jedno wychodzi. Ale to chyba nie rok kalendarzowy, musiałeś coś przeskrobać 148 dni temu? Zresztą co mnie to obchodzi, nie moja sprawa. Mineralkę odgazować, winko odalkoholizować: NIE! Kraków odwiślić: TAK!".......pamiętasz??? Ja w takim temacie spróbuje udowodnic czym się różni picie kontrolowane od niekontrolowanego.....dla mnie na weselu alkohol może byc.....
    • Geopijatyk-Fan Oderki

      8.9K
      556
    • 28.10.2005 o 11:55
      Post #259719 28.10.2005 11:55
    ian thorpe, nie do końca kumam o co chodzi, ale podzielę się kilkoma refleksjami, które może jakoś sie tykają tego o czym mówisz: Ja w pełni doceniam ludzi, którzy z jakiś powodów nie piją w ogóle. Jest to ich święte prawo i jak każdy człowiek, który potrafi zapanować nad jakąś formą swojego, nazwijmy to poetycko "pożądania", ludzie ci budzą we mnie szacunek. Nigdy nikogo nie zmuszałem do wypicia choćby kropli alkoholu, nawet jeżeli był to toast na moich urodzinach czy w Nowy Rok. Mam kolegę, który pił jak wariat, był już na skraju wykończenia, rodzina go przywiązywała do kaloryfera, spijał wody kolońskie i inne świństwa, w jego domu wyprawiały się różne cuda, tym bardziej, ż żona też chlała. Ale kiedy żona mu umarła na raka postanowił przestać pić. I dokonał tego sam, bez jakiegoś odwyku czy AA. Powiedział sobie: "Nawet jak wszyscy na mnie położyli krechę, to jest jeszcze Bóg". Przez kilka miesięcy zwijał się w konwulsjach, ale w końcu pokonał nałóg. Teraz w ogóle nie pije, bo mówi, że nawet drobna wypijka, pół szkalneczki piwa czy łyżeczka wódki, mogłaby go z powrotem zaprowadzić na złą drogę. Wywalił wszystkie wody kolońskie i inne kosmetyki, które miałyby choć odrobinę alkoholu, jak idzie z kumplem to, gdy ten się chce napić piwa, siedzi pod barem i nie wchodzi do środka i pije oranżadę, jak jest rodzinna uroczystość i krewni piją choćby winko, wychodzi na spacer. Nie pije już chyba 10 lat. Mam wielki szacunek dla tego człowieka i tych ludzi, którzy np chodzą do AA i tam się wyleczyli z nałogu, ale.... Słyszałem pewną opinię którą wygłosił członek AA: albo przestaniesz w ogóle pić, albo zostaniesz alkoholikiem. On swoją sytuację uogólniał na wszystkich ludzi. Ja nie wiem kto to jest alkoholik, kto to jest pijak, kto to jest abstynent. Jaka jest granica między pijaczkiem a alkoholikiem. To zależy od definicji. Ja wypiłem alkohoolu morze w swoim życiu, wiem co to jest np tygodniówka (wolałbym już do tego nigdy nie wracać). Tym niemniej, jeżeli się przyjmie jako definicję alkoholika, że jest to ktoś, kto nie może się obejść bez alkoholu, to alkoholikiem nie jestem, i chyba już nigdy się nie stanę, bo widocznie nie mam do tego predyspozycji (i chwała Niebiosom za to). Nie mam żadnego pociągu biologicznego do alkoholu, przestać pić np miesiąc to dla mnie nie problem, praktykuję takie przerwy np podczas Wielkiego Postu. Nigdy nie piję wódy do lustra (nie zdarzyło mi się w życiu, żebym kieliszka wódki wypił sam, przynajmniej nie pamiętam). Piwko to co innego, przemieszczam się: to Rybnik, to Gliwice, to Katowice, to Wodzio, to Grod Kraka, lubię sobie wypić kufla, ale i to, wolę w towarzystwie, nie sam. Lubię oglądać z kumplami mecz, gadać o dupie Maryny i pić piwo. Wysiadujemy w knajpach Ziemi Wodzisławskiej i Północnych Moraw: ja, Edo, Azor, Pitol, Biały Jasiu, Misiaczek i inne takie elementy. Podobne towarzycho wysiaduje w Gliwicach w Adrii na Rybnickiej (połowa to zakamuflowani doktorzy z polibudy). Podobnie bardzo fajnie mi się pije w Whisky Barze po meczu. Jak bardzo kocham Cracovię, tak bardzo lubię tam wysiadywać po meczu z Pasożydem i innymi takimi i pić. Zawsze kochałem sielską atmosferkę: Kopiec Kościuszki, Lasek Wolski, Salvator, Błonia, a z pewną germanistką w tym takim drewnianym barze koło Jubilata nad Wisłą wypiłem morze piwa. Nie będę już pisał w nieskończoność, bo może się to już znudzić, tylko spiontuję: Ian Thorpe: Nie ma jednej reguły dla wszystkich ludzi. Jeżeli wiesz, ze alkohol cię wykończy, a nie masz silnej woli lub predyspozycji, żeby się ograniczać, przestań pić w ogóle. Jeżeli nie, to możesz pić, ale tak by alkohol nie zapanowal nad tobą. Mi np alkohol jest potrzebny: rozładowuje stres, pozawala zapomnieć na chwilę o kłopotach, zadzierżgnąć znajomości, pogadać na luzie. (Z tymi kilkoma setkami o których wyżej napisałem, to był oczywiście zart) Geopijatyk
    • dev

      4.9K
      359
    • 28.10.2005 o 12:15
      Post #259720 28.10.2005 12:15
    Adam Akustyk Napisał(a): ------------------------------------------------------- > Ciderek to rewelka, polecam "Stonehouse". > Stanowczo zas odradzam cidera z "Tesco value" > Irlandycy chleja jeszcze bardziej niz w UK. No i > bic sie nie umieja czy ja wiem czy taka rewelka? jak kiedys z typem obalilismy całego na dwóch to ledwo co sie obudziłem i głowa mnie tak nap...ła jak nigdy w zyciu ale co pamietam z Cidera to ogromna plastikowa butelek i typów pracujacych ze mna pijacych to swinstwo w dzien w dzien
    • ian thorpe

      17.8K
      14.2K
    • 28.10.2005 o 16:39
      Post #259757 28.10.2005 16:39
    Geopijatyk...ja chcialem po prostu podyskutowac na temat alkoholu w życiu, w osobnym wątku...tylko że nie wiem czy miałbym z kim o tym rozmawiać(tzn.zainteresowanie)..... Pozwolisz ze wyraże swoje zdanie...(nie biorę Ciebie pod uwage tylko Twoje teorie) -człowiek któremu alkohol jest niepotrzebny,nie robi sobie przerw z okazji swiąt,imienin gdzie nie wypada np.u cioci,w pracy bo może wyleciec itp.Wiesz dlaczego on tego nie robi?- BO ALKOHOL MU JEST TAK OBOJETNY ,ŻE TAKOWYCH POSTANOWIEŃ NIE CZYNI-wynika to z myślenia człowieka na ten temat.... Śmieszą mnie te wszystkie przerwy postne w piciu po których zazwyczaj wypija sie dwa razy więcej alkoholu.....umysł człowieka NIESWIADOMIE uspakaja wtenczas pijacego, że ma jeszcze kontrole nad piciem.....nazywa się to fachowo iluzja zaprzeczania..... Nooo... ale ten temat jest o obyczajach...jeżeli jestes zainteresowany to zakladamy nowy temat i dyskutujemy..
    • Geopijatyk-Fan Oderki

      8.9K
      556
    • 28.10.2005 o 17:25
      Post #259766 28.10.2005 17:25
    Ian thorpe możemy zakładać nowy temat. Jak chcesz to załóż, tylko że ja naprawdę nie mam za dużo na ten temat do powiedzenia (wbrew sugestii jaką może wywoływać mój nick), ale jak będę miał co do powiedzenia to się odezwę. Alkohol jest jedną z kilku ważnych spraw w moim życiu, ale podejrzewam, że nie najważniejszą. Co do "odreagowywania" niepicia w postaci picia zwiększonych dawek po niepiciu, to nigdy tego nie praktykowałem. Jeżeli np nie piję 2 miesiące w roku, to piję w ciągu roku 10/12 tego co bym pił gdybym nie robił przerw i nic więcej. Każde niepicie to dla mnie efektywna przerwa w piciu: oszczędzam kasę, zdrowie, ćwiczę wolę i zawsze uważam, że to mi rzeczywiście coś dało, a nie było jakąś świadomą czy nieświadomą mistyfikacją. Ja po prostu chyba nie jestem alkoholikiem. Natomiast zdaję sobie sprawę, że dla niektórych alkoholików przerwy w piciu to mistyfikacja, samousprawiedliwienie, samooszukiwanie się, przygotowanie do jeszcze większego picia. Ja ci Ian Thorpe mówię, że każde przypadki są indywidualne, więc to co ja mówię o sobie na pewno nie pasuje do ciebie i tego nie stosuj. Poznaj samego siebie, a jeżeli sam nie jesteś w stanie siebie poznać to polecam jakąś dobrą terapię grupową. Ja za czasów studenckich miałem nerwicę lękową, bałem się osób wyżej postawionych, np nauczycieli. Przeszkadzało mi to na ćwiczeniach bo bałem się zabrać głos. Udałem się na terapię grupową do Kliniki Psychiatrycznej Akademii Medycznej (zawsze jako urodzony szpaner dumny byłem z tego, że się leczyłem u czubków i powszechnie się z tym obnosiłem) i mi pomogło. Po dawnych lękach nie zostało śladu. Oczywiście całego wyleczenia nie mogę przypisac tej psychoterapii, ale znaczną jego część tak. Po prostu terapia grupowa ma ci jak w pigułce pokazać jak funkcjonujesz wśród ludzi i jak funkcjonują ludzie dla ciebie. To co w życiu zauważysz w ciągu roku, na terapii grupowej w jeden lub dwa dni. Taką terapią jest też AA, co nie znaczy że każdemu AA pomoże. Są ludzie którzy się do terapii grupowej nie nadają, i np chodząc na AA mogą zacząć jeszcze bardziej pić. Natomiast obawy, ze jak chodzisz do psychologa czy na terapię to jesteś świrem włóż między bajki. Na Zachodzie to normalka. 2/3 jeżeli nie więcej ludzi przydałoby się od czasu do czasu coś takiego. Czy jestem alkoholikiem? Mówię szczerze: NIE. Takie jest przynajmniej moje osobiste odczucie. Gdybym chodził do AA musiałbym kłamać, bo przecież oni się określają, że są alkoholikami. Nawet wtedy gdy ostatni raz pili alkohol 20 lat temu.
    • ian thorpe

      17.8K
      14.2K
    • 28.10.2005 o 23:04
      Post #259830 28.10.2005 23:04
    Geopijatyk....dlaczego tak duzo piszesz o sobie-ja pisze o alkoholu i pewnych rzeczach takich jak uzależnienie od niego... Piszesz AA..jako ludzie...otóż -W roku 1935 spotkało sie w Akron,Ohio (USA) dwóch mężczyzn.Obydwaj byli uznani wowczas za alkoholików w beznadziejnym stanie,skompromitowani.Jeden z nich był maklerem na gieldzie nowojorskiej,drugi znanym chirurgiem.Obydwaj byli w stanie wykończenia,Obydwaj próbowali ówczesnych kuracji,szpitali itp.Nic nie pomagało-nie było ratunku.Przypadek sprawił że się poznali i zaczęli rozmawiac o swoim problemie-stwierdzili ze trzymajac się wspolnie ,rozmawiajac utrzymuja trzezwośc.Wkrótce dołaczył do nich prawnik-facet delira,przykuty do łózka.Postanowili sie wspierac by odzyskac trzezwośc-by odzyskac zdrowie.Kontynuując to zajęcie dla wlasnego dobra,nieznana z nazwisk garstka uswiadomila sobie nagle że 1937r az dwudziestu z następnych poznanych alkoholików utrzymuje trzeżwosc.Spisali swoje doswiadczenia w ksiązce "Anonimowi Alkoholicy" Powstał film o tej historii pt"Bill i Bob" Ksiązka,idea ich zdrowienia doprowadzila do tego że dzis ruch AA występuje w ok.150 krajach na całym świecie.A w Polsce w/g danych nieoficjalnych tych grup jest ok 1400!!! Tyle tak w skrócie historii AA....ludzie często się śmieją z tych grup,ale te grupy uratowały życie tysiacom ludzi-bez ingerencji lekarzy. Co do korzystania z psychologów,psychiatrow itp.mam takie samo zdanie jak Ty....w dzisiejszym świecie by nie zwariować jest silna potrzeba by sie zwracac do specjalistów o pomoc.... Był taki film z Gajosem w roli głównej "Żółty szalik" opisujacy historię smiertelnej choroby jaka jest alkoholizm.Historia człowieka,dyrektora firmy który nie dał sobie rady....
    • ian thorpe

      17.8K
      14.2K
    • 28.10.2005 o 23:33
      Post #259836 28.10.2005 23:33
    Znalazlem w mądrych ksiazkach pare rzeczy jakie stosuje alkoholik by zaprzeczyc że jest chory-robi to nieświadomie-tak dziala jego mózg.... MECHANIZM ILUZJI I ZAPRZECZANIA -proste zaprzeczanie-przekonywanie siebie i innych że czegoś nie ma,mimo tego że cos jest -minimalizowanie,to przyznawanie sie że ma sie problem z piciem,ale jednocześnie pomniejszanie ich -obwinianie,ucieczka od odpowiedzialnosci za swoje picie i obciążenie kogoś innego -racjonalizowanie czyli tłumaczenie i podawanie rozmaitych powodów,dla których sie pije,oczywiscie powodów innych niz uzaleznienie,takich powodow jest cała masa -intelektualizowanie,to wymy slanie "mądrych"uzasadnionych pożyteczności,bądż konieczności picia.Czeste jest tutaj powoływanie sie na autorytety naukowe itp. -odwaracanie uwagi,zmienianie tematu rozmowy aby uciec przed poruszeniem problemu picia lub zachowania związanego z piciem -fantazjowanie-iluzje to budowanie wyobrażeń na temat siebie i swoich zachowań po wypiciu -koloryzowanie wspomnień,takie zniekształcenie i upiekszanie wspomnień,że pamięta się tylko te chwile przyjemne zwiazane z piciem a odsuwa się na bok te przykre(czesto człowiek robi coś takiego, że za nic na świecie nie zrobiłby tego po trzezwemu-mimo to powie, że było super) -marzeniowe planowanie czyli snucie nierealnych planów na przyszłośc i poprzestawaniu na przeżywaniu przyjemności płynącej z tych marzen ----------------------------------------------------------------- Żeby była jasnośc....nikogo nie pouczam,nikomu nie daje rad....opisuje cos, co wystepuje na swiecie.....każdy człowiek postępuje w/g własnych reguł i każdy też indywidualnie ponosi konsekwencje swoich zachowań życiowych......
    • docent

      8.8K
      3.4K
    • 28.10.2005 o 23:49
      Post #259839 28.10.2005 23:49
    Watek sie zrobil ponury, bo wszyscy przyjeli, ze granica miedzy alkoholem a patologia jest z tektury, albo z kartonu, i nie wiem, czy wypada powiedziec co innego. Jednakze, wracajac do poczatku watku, chcialbym zwrócic uwage, ze wesele bezalkoholowe to generalnie nie jest teologia chrzescijanska, to jest jakis smutny zakret w dziejach. Przypomne... wesele w Kanie Galilejskiej. Wino zrobili na spólke Pan Jezus i Matka Boska. Poniewaz bylo dobre, przypuszczam, ze ktos mógl sie nim upic (ale zakladam teologiczne gwarancje, ze nikogo nie bolala potem glowa i ze nikt nikogo ciezko nie pobil). Ponad wszelka watpliwosc alkohol jako taki nie jest zly (choc ten cidr o którym mówi dev budzi watpliwosci). Ponad wszelka watpliwosc równiez alkohol w pewnych okolicznosciach JESt zly: kiedys uwazalem, ze mam bardzo mocno glowe i moge po alkoholu prowadzic auto. Dzisiaj nie robie tego z zasady, choc sam nie spowodowalem zadnego wypadku. Picie na umór co sobota? To przeciez swiadome proszenie sie o uzaleznienie, zdumiewajace. Ale to jest oznaka jakichs nierozwiazanych problemów, a niestety terapia u psychologa jest drozsza. Nie, alkohol jest cudownym wynalazkiem, pod warunkiem ze pije sie go w wlasciwym towarzystwie i w wlasciwych ilosciach. Tylko tyle, az tyle.
    • Geopijatyk-Fan Oderki

      8.9K
      556
    • 28.10.2005 o 23:53
      Post #259840 28.10.2005 23:53
    Dlaczego mówię o sobie? Przecież problemu alkoholowego nie znam z innego doświadczenia tak dobrze jak z autopsji. Jeżeli chodzi o AA, to myślę, że jest to jedna z możliwych terapii grupowych jakie sobie ludzie sami mogą sami zorganizować. Tylko człowiek musi sobie odpowiedzieć najpierw na pytanie czy się do takiej terapii nadaje i czego od niej oczekuje. Przykład mojego wyżej wymienionego kolegi dowodzi, że z alkoholizmu może człowiek wyjść sam, choć dla kogoś innego terapia grupowa byłaby niezbędna. Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji. Tamci Amerykanie, którzy założyli AA nie odkryli niczego nadzwyczajnego. Podejrzewam, że w blokowiskach brakuje wspólnoty i ludziom brakuje terapii grupowej. Stąd wielu ludzi ucieka do sekt czy innych tego typu patologicznych małych grup. Stadionowi chuligani są jedną z nich. Człowiek szuka drugiego człowieka. A czym innym jest nasze tu gadanie na tym forum jak nie terapią grupową, jeżeli nawet ktoś sobie tego nie uświadamia? Osobiście patrzę na świat przez pryzmat eschatologii. Uważam, że ten świat już jest stracony. Ludzie totalnie odeszli od Boga. Najgorszą rzeczą nie jest to, że grzeszą, bo w końcu zawsze grzeszyli, ale to, że sobie tego nie uświadamiają, że kompletnie zaciera się granica między grzechem a nie grzechem. Upadł faszyzm, upadł komunizm, upadnie w końcu i ten pieprzony kapitalizm. Niech nikt co do tego nie ma złudzeń. Ten wyrok jest zapisany w Apokalipsie. Ludzie w różne bajeczki wierzyli i wierzą nadal: w komunizm, państwo narodowe, faszyzm, nazizm, a teraz jak tu wyczytuję w wolny rynek i JKM. Wszystko to ułuda. Ja nie chcę być obłudny i siebie przedstaiać jako jakiegoś świętoszka, który mówi o innych źle. Ja jestem jednym z wielu. Wszystkie znaki na niebie i na Ziemi dowodzą, że żyjemy w czasach ostatecznych. Jest jeszcze jedna terapia o której nie należy zapominać: modlitwa. Mojemu wyżej wymienionemu koledze pomogła.
    • docent

      8.8K
      3.4K
    • 28.10.2005 o 23:57
      Post #259843 28.10.2005 23:57
    Geopijatyk: smutno, ale w zasadzie tak. Na razie jednak ide sobie zrobic drinka:)

    Cześć, wygląda na to, że interesuje Cię ten temat!

    Kiedy utworzysz konto, będziemy w stanie zapamiętać dokładnie to, co przeczytałeś, dzięki czemu możesz kontynuować dokładnie w miejscu, w którym skończyłeś. Otrzymasz również powiadomienia, gdy ktoś Ci odpowie. Możesz także użyć „Lubię to”, aby wyrazić swoje uznanie. Kliknij przycisk poniżej, aby utworzyć konto!

    Napisz odpowiedź...

    Aktualnie przeglądający (1 użytkowników)

    Goście (1)
    • Główna
    • Działy i kategorie