Powrót
Powrót do działu

Cracovia - Forum kibiców Cracovii

  • Regulamin
  • Zegarki Cracovia - 120-lecie klubu
    • Regulamin
    • Zegarki Cracovia - 120-lecie klubu
    • ŚMIERĆ W BIBLIOTECE albo Najbardziej Brutalni - Kibice z Księgarni!

    • Hyde Park
    • Rozpoczęto 18.05.2020 o 16:01
      Ostatnia aktywność 11.05.2022 o 21:43
      56478 wyświetleń
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 16.04.2022 o 13:47
      Post #1529995 16.04.2022 13:47
    Dougie był jednym z tych facetów, którzy śmieją się z życia i wszystko kwitują śmiechem. Jeździł na Chelsea, gdy kumple obiecywali mu, że będzie doskonała zabawa. Albo szedł na wyścigi. Albo urządzał jednodniowy wypad do Calais. Funfle i driny i Dougie nic więcej od życia nie pragnął. Mieszkał w Crowley i gdy jego ziomek, oświadczył, że ma jeden wolny bilet, na finał Pucharu Ligi, postanowił się wybrać. To był dopiero trzeci mecz w sezonie, na jaki pojechał. O dwa, lub trzy browary za dużo, Dougie'go trochę poniosło i zaangażował się w bójki po meczu. Na widok policjanta, wywlekającego z tłumu młodego fana Chelsea, nie zastanawiał się długo i wypłacił tubę funkcjonariuszowi policji. Po zatrzymaniu, postawiono mu zarzut czynnej napaści i po trzech godzinach, został zwolniony za kaucją. Miał się stawić na pisemne wezwanie. "No to jestem parę stów w plecy". Myślał Dougie o grzywnie, której spodziewał się na wadze. Dwa dni później, przez wywarzone drzwi, wbiegło do jego domu, 10 policjantów. Wytargano go z łóżka na podłogę i założono mu kajdanki. Oficer policji oświadczył , że został on uznany za criminal mastermind i to jest bezpośredni powód jego zatrzymania. "Odwal się pan. Nigdy w to nie grałem." "Nie mam cierpliwości, żeby te kolorowe grzybki wpychać do dziurek." Pokrzykiwał z poziomu dywanu Dougie. Ze swojej sypialni, wyszła jego mama, z zaspanymi oczami. "Co się dzieje? Coś ty znowu nawywijał Douglas?" Pytała poruszona. Jej syn lubił się napić. Czasem coś ukradł. Jak każdy. Wszyscy kradną. Kilka razy w roku, jeździł na wyścigi i zawsze musiał wrócić spłukany. Czy przegrywał, czy wygrywał. Ale to tyle. Agresywny bandyta? To jakaś pomyłka. Może zły adres. Gdy za Dougie'm zatrzasnęły się drzwi klatki, w policyjnym vanie, senior oficer, w centrum łączności, otrzymał meldunek, że Operation Own Goal, została zakończona pełnym sukcesem Mission accomplished. "Kurwa! Pomyliliście sobie mnie z kimś! “ Darł się Dougie w suce, ale nikt go nie słuchał. Mama Dougie'go, stała na ganku, obserwując policyjną kolumnę, zabierającą jej syna. W oknach sąsiadów, ciekawie uchylały się zasłony. Tyle policji nie widziano w Sussex, od czasów polowania na seryjnego mordercę, Bustera Edwardsa. Dwadzieścia mil stamtąd, na początku lat 70tych. Dougie jednak nie martwił się zbytnio, bo nie zrobił nic, czym by mógł sobie na to zasłużyć. Jednak Douglas Welsh, miał jakieś kontakty z Terry'm i "Welshy", pojawia się na kartach jego pamiętnika. Policja, na wszystkie realizacje, pozapraszala ekipy TV, żeby w wieczornych wiadomościach ładnie wyglądało. Dale wynajmował chatę do spóły z kumplem. Zadbany szeregowiec z trzema sypialniami, w Middlesex. Chłopaki, obaj robili w budowlance, więc zrywali się przed świtem. Gdy siły porządkowe zjawiły się u nich pod domem, Dale przyciął ich z okna swojej sypialni. Zawołał swojego kolegę, gdy stróże porządku, zajmowali wyznaczone pozycje i zamarli, w oczekiwaniu, na swojego dowódcę, który da im sygnał do ataku. Gdy przybył na miejsce głównodowodzący, podeszli pod drzwi i zastukali pojedynczo. Dale wychilił się z okna: "Czego chcecie?" "Otwieraj drzwi!!" Wrzasnął jeden z policjantów. "Spokojnie. Już schodzę i otwieram." Starszy stopniem, obrócił się do swojego kolegi, dźwigającego taran. Obaj wyglądali na bardzo niepocieszonych. "Wywarzaj!!" Wydał rozkaz starszy podchujaszczy. Dwa uderzenia i połamane w drzazgi drzwi, zwisały smętnie z zawiasów, w dwóch częściach. W Wiadomościach można było zobaczyć, jak pan dowódca, zaplątał się w dolną połówkę i klapnął na swoją policyjną dupę. (Cud, że nie naruszyli konstrukcji budynku. - dop.tłum.) W przedpokoju powalili Dale'a, który szedł im otworzyć. Fotograf the Sun, zdjął jego współlokatora w samych bokserkach. Na zdjęciu minę miał niewyraźną. Później w reportażu z zatrzymania, the Sun napisało, że Dale'a aresztowano w sypialni, gdzie spał w łóżku, ze swoim partnerem. Powoływano się na dobrze poinformowane źródła w policji. Parę lat później, też drukowali podobne kłamstwa, o kibicach Liverpoolu, rabujących ciała, swoich martwych kolegów i koleżanek, na Hillsborough. (O neofaszystach z Chelsea na Hysel, też chyba skurwySUN pisał. - dop.tłum) Nawet siedząc tam na komisariacie, gadaliśmy o Chelsea. O sobotnich derbach na West Ham. Jak my tam dojedziemy? Przecież jest weekend wielkanocny! Martwiliśmy się. Padały różne propozycje. Gadaliśmy o zbliżających się Mistrzostwach. Jakie szanse będzie miała Anglia w Meksyku. Byliśmy entuzjastycznie nastawieni, do futbolu, do życia ogólnie. Dale co chwilę się wydzierał: "To mi pasuje. Nie da się złapać Ronniego Biggsa!" Gdy ustawialiśmy się na Fulham Police Station, przed transportem do sądu, dziennikarze tłoczyli się na zewnątrz. Poskuwani byliśmy parami. Ja byłem dziewiąty, więc zparowali mnie z jakimś typem, który był oskarżony o włamanie, do własnego licznika energii elektrycznej (W Anglii są takie liczniki, gdzie trzeba wrzucić monetę, żeby popłynął prąd. Później można zrobić tam włam, jak ci zabraknie na piwerko, czy na coś. - dop.tłum) No i przykuli mnie do tego u-licznika, jak go nazywał Vince. Policjanci zapytali, czy chcemy mieć kocykami zasłonięte twarze. Wszyscy pokiwaliśmy twierdząco głowami. Ale nasz elektryk, nie chciał nawet o tym słyszeć. "Co? Jakie kamery na zewnątrz? O co kaman?" "Różne. BBC, ITV, Reuters,CNN." Wyjaśnił mu jeden z policjantów. "O nie! Nic z tego!" "Żadnego zasłaniania twarzy! Ustawcie mnie tak, żeby mnie dobrze było widać!" "Taka okazja!" Gdyby nie kajdanki, chyba zacierałby ręce. "Ale super! Wszyscy moi znajomi i rodzina, myślą, że jestem nikim. To teraz zobaczą sobie!Ja, ramię, w ramię, z największymi kryminalistami. Zobaczymy, kto jest nikim!" "Szwagier myśli, że jestem loserem. To teraz się ździwi. Biedny ździś!" Na zewnątrz, szczerzył się i kręcił na boki, niczym Jaś Fasola, odbierający Oskara. Myślałem, że się poszczam, obserwując go z pod mojego kocyka. W drodze do sądu, cały czas mi dziękował, za to, że uczyniłem go sławnym. Pod sądem jeszcze więcej kamer i fotoreporterów. Paparazzi, powyłazili nawet na drzewa. Trzask migawek, jak podczas burzy z piorunami. U-licznik szalał. "Tutaj! Hello!" Wdzięczył się przed obiektywami, przystając co parę kroków. "Dzięki chłopaki! Jestem słynny!" Gdy weszliśmy na salę West London Magistrat, w galerii dla publiczności, dostrzegliśmy trzech mieszkańców bagien, na wschód od Londynu. Typki z West Ham. Śmiali się i machali do nas. "Wankers." Zmielił w ustach Shaun. Szeptali do nas wyraźnie, tak, żebyśmy mogli odczytać z ruchu warg. "Do zo-ba-cze-nia w so-bo-tę. A mo-że i nie." Jeden z ziomków Dougie'go, przyjechał z Crowley, wraz z pokaźną sumą w gotówce, na poczet ewentualnej kaucji. Po rozprawie, tych trzech z bagien, przyczaiło się na niego i skończył w szpitalu, z przebitym płucem i kilkoma innymi rannami kłutymi. Po przesylabizowaniu "pedalskiej" historii w the Sun, na sobotnich derbach, kibice WHU, pojawili się w T-shirtach, z napisem: 'CFC ŁOWCY-POOF' (Poof-to po angielsku ciota, pedał. Org. 'CFC BEDHUNTERS' - dop.tłum.) Były tam też zdjęcia Dale'a i Terriego, z gazety i fragment przerobionej piosenki z filmu 'Ghost-busters' NIE OBAWIAJ SIĘ DUCHÓW, LECZ PEDAŁÓW ŚPIĄCYCH W PUCHU. JAKBYŚ NAZWAŁ ICH?! BEDHUNTERS!! Ale do cipne i łuszczypliwe chłopaki.Ale co się dziwić. West Ham. (Kilkanaście miesięcy później, czołówka WHU, znalazła się w identitycznej sytuacji, jak 9.z Chelsea, a na filmie 'Rise of the footsoldier', jest taka scena, jak Bill Gardner, jest pakowany do policyjnej suki, a jeden z mendziarzy, przesyła mu gorący pocałunek.Hooli-gays InterCourse Firm? - dop.tłum) W sobotę wieczorem, Bill Gardner, który był bramkarzem w Millionaire Club, odmówił wstępu kilku chłopakom z Chelsea Red Hill. "To jest normalny lokal. Klub gejowski jest na końcu ulicy." Zaraz po złożeniu naszych aplikacji o kaucję, policja sprzeciwiła się im. Jednak poszlakowy charakter całej sprawy, kazał nam wierzyć, że w końcu zostaną one nam przyznane. Peter wyskoczył już w kwietniu. Toomsy i Shaun, dostali kaucję w czerwcu. Wreszcie w lipcu wypuścili Williego. Potem, jak grom z jasnego nieba, zjawił się ojciec Dougie'go, z 20 tysiącami funtów, i sędzia przyjął za niego, zabezpieczenie finansowe. Na twarzach policji i prokuratora, malowała się zgroza. Uśmiechnięty Dougie opuścił salę sądową... , po to tylko, żeby tam wrócić, w poniedziałek w kajdankach. Po przyjeździe do Crowley, Dougie ze swoim ziomkiem odwiedzili sklep ze sprzętem fotograficznym. W trakcie wizyty tam, Dougie został aresztowany, przez oficera w cywilu, za usiłowanie napadu rabunkowego. Na dołku w Crowley, policjanci śmiali się z niego i mówili, że wieczorem będzie w domu, bo nic na niego nie mają. Wtedy zadzwonił telefon i Dougie został przewieziony do Londynu, a w poniedziałek trafił do sądu w sprawie o naruszenie warunków kaucji. Później to oskarżenia o próbę rabunku, zostało odrzucone, ale na następną kaucję, Dougie już nie miał szans. "Jaja!To są jakieś pańskie jaja!!" Skomentował całą sytuację sam zainteresowany. My też się z niego śmialiśmy. Gdybym ja dostał kaucję, na bank bym tak szybko nie wrócił. Nie było wątpliwości, że ja, Terry, Dale i Vince, interesujemy policję, dużo bardziej od pozostałych. Na koniec I tak przysięgłym, kazano wierzyć, że tylko dzięki oddaniu i poświęceniu kilku funkcjonariuszy, którzy z narażeniem zdrowia, a może i życia, ukrywając swoją tożsamość, przez wiele miesięcy podsłuchiwali grupę chuliganów i notowali ich niecne knowania, w swoich służbowych dzienniczkach, udało się powstrzymać chuligański armagedon. To właśnie te niecne knowania, owocowały potem masowymi zamieszkami na meczach. Prokuratura, nie przedstawiła żadnych rzeczowych dowodów. Żadnych zapisów video, żadnych nagranych rozmów, czy fotografii. Nie było też żadnych naocznych i postronnych świadków, poza oficerami policji, bezpośrednio zaangażowanymi, w przygotowanie aktu oskarżenia. Jedynymi świadkami, było dwóch fanów Newcastle, z meczu, na którym byliśmy, ale oni nie potrafili nas zidentyfikować i kierowca autobusu Manchester City, który twierdził, że nas poznaje. Całe oskarżenie o spisek mający na celu wywołanie zamieszek, opierał się na odręcznych zapiskach policjantów, z rzekomo podsłuchanych rozmów.
    • sterby, hank oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 16.04.2022 o 19:00
      Post #1530033 16.04.2022 19:00
    Mój prawnik, zapoznał się z wszystkimi zeznaniami policjantów. Ja, czytałem je, raz za razem. Co jest lepszego do roboty, podczas długich miesięcy na sankcji, gdy jesteś zamknięty w celi 23 godziny na dobę. Nic tak nie działa, na wytężoną pracę umysłową, jak śmierdząca szczynami cela na Wormwood Scrubs, na Brixton, czy na Pentonville (To są wszystko Z.K,na terenie Londynu. W każdym z nich znajduje się też areszt śledczy.-dop.tłum) Zacząłem nawet analizować wszystkie kwestie formalne. Nie mieściło mi się w głowie, żeby przewód sądowy , potrwał dłużej niż tydzień. Przecież tego nie można traktować serio. Dwunastu gniewnych ludzi, powinno się zagniewać jeszcze bardziej. 7.GADAJĄCE GŁOWY Będąc w areszcie, nasłuchałem się tych wszystkich okropnych horrorów, gdy psy i prorok, trzymali kogoś, przez 11 miechów na sankach, a gdy sąd uniewinnił ich z braku dowodów, śmiali się pod nosem: "I co dupku? Roczek za damski chuj odleżałeś!" W związku z tym, poczułem pewną ulge, gdy został wyznaczony ostateczny termin rozprawy. Mając wiele czasu na dokładne zapoznanie się z materiałem dowodowym, nawet dla kogoś takiego jak ja, nie posiadającego nawet szczątkowej wiedzy, z zakresu prawa procesowego i prawa ogólnie, było jasne jak słońce (Nie mylić z the Sun. - dop.tłum), że cały ten akt oskarżenia, to domek z kart. Bardzo zgranych kart, dziwnie pozaginanych na rogach. Cynkowane styrki. Więcej tam było dziur, niż w rajstopach prostytutki, więc przezwałem to-OPERACJA DRUSZLAK.Gdybym mógł napisać zakończenie scenariusza do tego dramatu, odpłynąłbym w ostatniej scenie jachtem, z piękną kobietą w ramionach na pokładzie, w stronę zachodzącego słońca. Na koniec, obróciłbym się w stronę władz i pokazał im wyprostowany środkowy palec. Najpierw jednak był bolesny proces dobierania ławy przysięgłych. Uważaliśmy to, za zwykle zawracanie dupy, ale nasi prawnicy bardzo o to dbali i uświadamiali nam, że to może mieć kolosalne znaczenie. Bardzo ważne było, jak rozłożą się ich sympatie. Oskarżenie miało własnych selekcjonerów, doradzających im, których kandydatów, powinno się odrzucić, by zapewnić sobie wyrok skazujący. Na przykład. Był na liście młody chłopak, pewnie jakiś studenciak. Gdy wszedł na salę, niemalże z uśmiechem 'SieMaLads', natychmiast został wyeliminowany przez prokuratora (Motyla noga! U mnie takich ceregieli nie było, ale miałem farta, bo prawie połowa ławy, była koło 30, lub młodsza. Uważam, że tak jak jest dolna granica wieku, dla ławników, tak samo powinna być i górna, bo starsi ludzie, mają wypatrzone poglądy na świat i to nie jest wcale ich wina, ale upływającego czasu. - dop.tłum) Nawet jak ktoś z bardzo daleka, przypominał kibica, z automatu prorok krzyczal: "Reject!" My też od czasu do czasu, wyrażaliśmy sprzeciw. Toomsy i Vince, chcieli dwie cycate blondyny. Mi tam nie uśmiechało się, być sądzonym przez jakąś bezmózgą Barbie, która się naogląda 'Pytania na śniadania', a później każdy kibic, to dla niej chuligan, którego powinno się wysłać na wojnę i najlepiej, żeby mu tam jaja urwało. Tak nas postraszyli tym doborem, że w sądzie zabrakło kandydatów. Dla mnie idealną ławą przysięgłych, byłoby dwunastu typa, którzy chodzą na mecze i tydzień w tydzień, doświadczają prześladowań i represji ze strony władz. Ze stadionów bez zadaszenia, bez punktów gastronomicznych. Z nieczynnymi toitoiami,z zamykanymi po meczu na sektorze. Takimi co w tysiaka, muszą się upchać do klatki na 500 osób. Takich, którym odwołano pociąg, ale nikt ich nie raczył poinformować. A gdy próbowali narzekać, jechali na dołek. Raz, po przedsezonowym sparingu z Arsenalem, widziałem, jak ojciec z 10, może 12 letnim synem, próbował przejść na drugą stronę Fulham Road, gdzie stał zaparkowany jego samochód. Policja zakomunikowała kibicom, że nie wolno im schodzić z chodnika, ani zatrzymywać się. Gdy tych dwóch , próbowało przejść przez ulicę, policjant złapał dzieciaka za gardło i niemal oderwał od ziemi. "Ty gnido! Gdzie leziesz! Spierdalaj na chodnik!!" Ojciec chłopaka, stał sparaliżowany. Tacy jak on, wychowałli się karmieni 'Dixonem z Zielonego Doku', gdzie potwory i zbóje, nie mogły liczyć na wyrozumiałość, ani nawet odrobinę współczucia ze strony stróżów porządku,a uczciwi ludzie, nie musieli się niczego obawiać. W jego świecie, policjant to dobry wujek. "Hello sir. Jak się Pan dziś miewa?" "Czy mógłbym się Panu okazać w czymś pomocny?" I promienisty uśmiech dla dzieciaków, urwipołci, śpieszących na stadion. Ale tutaj, Dixon patrzy na swojego synka, jak się dusi i wierzga nogami. "Ty gnido! Kto ci pozwolił zejść z chodnika?!" I zaczyna się tatuś zastanawiać 'Gdzie ja jestem?', 'W Chile? W Indonezji?'. Nie na Fulham Road. Próbuję się dostać, do mojego zaparkowanego auta, żeby wrócić do domku, z centralnym ogrzewaniem, na przedmieściach. Spróbujmy rozładować napięcie. " Panie władzo, my tylko chcieliśmy się dostać do naszego wozu. Tam stoi." Ręka na ramię policjanta wciąż trzymającego chłopaka za gardło, by podkreślić pokojowe zamiary. ATAK NA FUNKCJONARIUSZA!! Konny policjant, gwałtownie uderza kolanami, boki swojego rumaka. Zwierzę, szarpie ostro do przodu. Rozpłaszczony ojciec, leży między jego kopytami.Ból rozsadza czaszkę. "Sir, czy mógłbym w czymś Panu pomóc?" Chcielibyście. "Kurwa! Spróbuj jeszcze raz szczęścia, to pozwolę tej kobyle, przespacerować się po tobie sukinsynu!" Gdy patrzyłem, jak tam niezgrabnie gramoli się z asfaltu, nie wyglądał na szczęściarza, któremu oszczędzono stratowania pod kopytami. Takich ludzi, chciałbym mieć na ławie przysięgłych.
    • hank, sterby oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 17.04.2022 o 16:42
      Post #1530066 17.04.2022 16:42
    W końcu, po całym dniu handryczenia, jury zostało wybrane. W jego skład weszło, 7 kobiet i 5 mężczyzn. Potem nastąpiły trzy dni utarczek prawnych, o różne pierdoły. Wydawało się to trwać w nieskończoność. My chcieliśmy, żeby w końcu zaczął się ten proces i chcieliśmy to mieć już wszystko za sobą. Złożyłem dwie kolejne prośby, o przyznanie kaucji. Obie zostały odrzucone. Za pierwszym razem, podsłuchałem, jak prokurator, szepcząc do sędziego, argumentuje swój sprzeciw: "Ten człowiek jest zdeklarowanym futbolowym chuliganem. Jesteśmy przekonani, że jest on liderem, świetnie zorganizowanej siatki stadionowych bandytów. Jeśli zostanie on zwolniony za kaucją, istnieje duże prawdopodobieństwo, że popełni on, kolejne przestępstwa w warunkach wolnościowych." Zapomniał wspomnieć o ryzyku, opuszczenia przeze mnie kraju, z fałszywym paszportem i o tym, że mógłbym zastraszyć świadków. A nie. To drugie odpada. Przecież oni nie mieli żadnych świadków! Tak mnie to rozbawiło, że nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Nagle z łobuza i pijaczka, z doktoratem z chlania, stałem się prezesem kryminalnego kartelu. W naszym klubie, więcej było działalności niezgodnej z prawem, niż na trybunach naszego stadionu.Ale cóż. Oskarżony, równa się winny.. Myślałem, że sędzia zkwituje to wszystko perlistym śmiechem. Ale nie. Spojrzał na mnie bardzo poważnie i odrzucił moją aplikację. "Ty durny łbie! Jak można wierzyć w takie pierdoły." Chciało mi się krzyczeć. Potem, za zamkniętymi drzwiami, Bob Waddell, próbował jeszcze raz. Z tym samym skutkiem. W sumie, od momentu aresztowania, złożyłem sześć podań o kaucję. Wszystkie, zostały rozpatrzone negatywnie. Non! Nain! Njet! Nieważne w jakim języku byś do nich gadał, odpowiedź zawsze była przecząca. Ciężko się pogodzić z utratą wolności, gdy nie jesteś skazany prawomocnym wyrokiem. Jedynym pocieszeniem, były długie rozmowy z Bobem, o życiu i o Chelsea Football Club. Nasz proces, miał się toczyć, przed Inner London Crown Court (Tu trafiają sprawy, o cięższym charakterze, ale w skali Londynu. Najwięksi zbrodniarze w skali kraju, trafiają przed Central Criminal Court Old Bailey. - dop.tłum). Wolałbym Old Bailey, bo zawsze kojarzył mi się z największymi gangsterami, wychodzącymi na zewnątrz jako wolni ludzie, w błysku flashy fotoreporterów. Już widziałem oczami wyobraźni, jak stoję przed tym szacownym gmaszyskiem i z okrzykiem tryumfu, oświadczam zebranym pismakom: "Po tym wspaniałym zwycięstwie kibiców, teraz czas na tytuł mistrzowski dla Chelsea FC!!" 5. stycznia 1985 roku, wreszcie rozpoczął się przewód sądowy. Pomimo, że wciąż, zgodnie z literą prawa, byłem niewinnym człowiekiem, spędziłem w różnych miejscach odosobnienia, blisko rok, na koszt Jej Królewskiej Mości. W miejscach pozbawionych czasem toalet, albo prysznica, więc specjalnie się na mnie nie wykosztowała. Zamknięty pod celą, przez 23 godziny na dobę. Gdybym był psem, albo kotem, Królewskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami (Org. RSPCA. - dop.tłum), walczyłoby o moje prawa. Ale w Anglii, w 87.,przebywający w aresztach śledczych, nie mieli żadnych praw. Zwłaszcza piłkarscy chuligani. Pozbawiono mnie możliwości, oglądania występu reprezentacji Anglii na Mistrzostwach w Meksyku i nie było mi dane zobaczyć, jak zostaliśmy wyeliminowani,jedną ręką przez kanciarza. Mieliśmy tylko nadzieję, że my sami nie trafimy w ręce kanciarzy, na sali sądowej. 8.WYCIECZKA ADWOKATÓW "Nie ma nic smaczniejszego, od dobrze przyprawionej, taniej afery sądowej." Rupert Murdoch Wielkie procesy sądowe, żyją swoim własnym życiem. Niezależnym od egzystencji zwykłych, szarych obywateli. I chociaż każdy trybik machiny, zwanej wymiarem sprawiedliwości, obraca się zgodnie, w zaprojektowanym dla niego miejscu, w przypadku wielkich procesów, ząbki trybików, wydają się dłuższe i zdają się zgrzytać ciut głośniej. Nie różniło się to specjalnie, od hierarchii gangów, zgromadzonych w sobotnie popołudnie, na sektorze. Nawet z tak niewygodnej pozycji, w jakiej myśmy się znaleźli, obserwacja tego całego procesu, miała w sobie coś fascynującego. Dopiero wtedy, gdy przyjrzyś się angielskiemu prawu, stosowanemu w praktyce, z dostatecznie bliska, zobaczysz całą jego otoczkę, na którą składają się władza i pieniądze. Doradcy prawni (Młodsi adwokaci - dop.tłum), chcą za wszelką cenę, wedrzeć się w szeregi adwokatury. Biegają nerwowo wszędzie, ze swoimi wielkimi aktówkami, choć tak naprawdę, gonią tylko w kółko, bez celu, pozorując zamieszanie. Niczym te nakręcane zabawki, które kiedyś kupowało się dzieciom pod choinkę. Nagłe narady, zwoływane naprędce w korytarzach, by później przenieść się do zacisznych kancelarii i gabinetów, ze skórzanymi fotelami. Ktoś wchodzi. Ktoś wychodzi. Ludzie mijają się i pozdrawiają skinieniami głów. Ktoś macha ręką: "Malcolm! Mogę zamienić z Tobą słowo!" Znów do gabinetu. Krótka narada. W międzyczasie pojawiają się rekiny palestry w swoich perukach. Nieśpiesznie falują swoimi togami, niczym władcy czasu. Im więcej im zapłacisz, tym bardziej wysilają swoje mózgownice, by wyciągnąć cię z kłopotów. Zapłacisz im przeciętnie, potraktują cię standartowo. Nie masz kasy, dostaniesz obrońcę z urzędu, który odwali sztukę i będzie cię pocieszał, że przecież mogło być gorzej. Kasa w Anglii, równa się sprawiedliwość. Tak to wyglądało moimi oczami. Tam nie ma żadnej wrogości, czy uprzedzeń. Zwykły biznes. Jak masz kasę, to możemy popracować nad twoją sprawą. Zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie. Jako, że broniliśmy się niezależnie od siebie, wszyscy mielibyśmy własne teamy obrońców. Ja od samego początku, przykładałem do wszystkiego uwagę i chciałem się angażować w każdym aspekcie. Podobnie Terry i paru innych. Pamiętam taki tekst, z jakiegoś filmu: 'Nie ufaj swojemu prawnikowi. Nie ufaj nikomu. Nawet przyjaciołom. Polegają tylko na sobie.' Kapitanem w mojej drużynie, był mecenas Connigsby, ale większość roboty w środku pola, to znaczy, całe gadane, odwalał jego skrzydłowy, mec. Nick Price. Terry'ego, reprezentował typ, który nazywał się Derek Inman. Gdy mieliśmy akurat lepszy humor, nabijaliśmy się z Terry'ego, słowami 'Jest wolny!' Była to znana kwestia, popularnego w tamtym okresie, aktora Johna Inmana. Dougie głupol, podbił nawet razy do tego adwokata, spytać się go, czy rzeczywiście jest spokrewniony z Inmanem. Wyglądało, że wogóle nie zajarzył, o co Dougiemu chodzi. "Panie Welsh, ja nie jestem Pana obrońcą." I oddalił się pośpiesznie. Dale miał panią adwokat i wydawało mi się, że ona to odczuwa tak, że musi się podwójnie we wszystkim starać, bo jest kobietą. Vince, miał wyjebane na wszystko,jak szczerbatka zęby, a jedyne czym się martwił Toomsy, to deprawacja czasu, który powinien spędzić na pijaństwie. "Ile to jeszcze potrwa?" Wydawało mi się, że ci, których obchodzi cała sprawa, mają ciut więcej sympatii, ze strony prawników. Dougie wyglądał, jakby był przytłoczony tym wszystkim, ale wciąż nie wyzbył się nadziei, że w każdej chwili zjawi się jakiś policjant, by go przeprosić za tą horrendalną pomyłkę. "To są jaja! Całe to prawnicze gówno, to są jakieś jaja! Jak można skazać kogoś, kto nawet nie był obecny na miejscu przestępstwa." Próbował argumentować zdroworozsądkowo. Kilku jego kumpli, zostało wezwanych na przesłuchanie, po tym, jak został aresztowany. Wszyscy, z niedowierzaniem kręcili głowami. " To nie Dougie. Złapaliście niewłaściwego gościa." Ale jego nazwisko, pojawia się w zeznaniach, złożonych przez oficerów policji i został przez nich zidentyfikowany. Tyle, że żaden z nas, nigdy nie widział go na żadnym meczu Chelsea, czy na reprezentacji Anglii. Dougie wierzył, że sprawiedliwości stanie się zadość. Zgodził się na adwokata, którego mu zaproponowano i to był obrońca z urzędu. Od samego początku, Dougie tylko machał ręką i wzruszał ramionami, powtarzając, że nigdy nie spotkał na meczach Chelsea, współoskarżonych. Ja sam, postanowiłem, że na wszystkich rozprawach, stawię się elegancki i dobrze ubrany. Tak po prawdzie, tam było siedem kobiet, którym starałem się zaimponować. I modliłem się, żeby tylko, nie posadzili mnie obok Toomsy'ego, na wypadek, gdyby pierdnął, lub beknął i one wszystkie, spojrzałyby w moją stronę. Dobra prezencja, przede wszystkim. Jak cię widzą, tak cię sądzą. My cały czas, byliśmy przekonani, że za kilka dni będzie po wszystkim, chociaż nasi pracownicy, ciągle powtarzali nam, że to będzie prawdopodobnie, długa i wyczerpująca batalia. Dougie śmiał się, gdy to usłyszał pierwszy raz. "Słuchajcie, oni to będą powtarzać na okręta. Jak tylko odrzucą pozew przeciwko mnie, będę tu przyjeżdżał i Wam kibiciwał." Powtarzał i śmiał się do siebie. Tuż przed rozpoczęciem procesu, doszło do zmiany składu sędziowskiego (W Sądach Koronnych, tak naprawdę jest tylko jeden sędzia, prowadzący sprawę, no i oczywiście 12 sędziów jurorów. W Magistracie są trójki sędziowskie.-dop.tłum) Sędziego Pete'a Masona, zastąpił kolo, zwący się George Schindler. Gdy go pierwszy raz zobaczyłem, wyglądał na typa bezkompromisowego. Napis w kiblu w sieczkarniku, był jak przestroga dla nas, od naszych poprzedników: 'SROGI PETE MASON - PAJDA GWARANTOWANA' 'SZWINDLER SCHINDLER - SKÓRKA OD BANANA' Przez pierwszy miesiąc naszej sankcji, trzymali nas na Wormwood Scrubs. Mimo, że wciąż niczego nam nie udowodniono, brytyjski system penitencjarny, nie jest dostosowany, by służyć osadzonym, ani też do zasady 'Niewinny, do czasu skazania prawomocnym wyrokiem'. Gdy Terry próbował cytować klawiszowi, tą podstawową zasadę prawa, usłyszał w odpowiedzi: "Słuchaj! Ja jestem screw, a ty jesteś scum. A teraz odjebaj się, bo dostaniesz wypierdol." (W zakładach karnych Jej Królewskiej Mości, więźniowie, nazywają strażników 'screws' - zjeby. Strażnicy, nazywają osadzonych 'scums' - śmiecie, zakały. Ot taki miejscowy folklor grypserski. Kiedyś w programie Pop Idol, wystąpiła taka starsza baba. Brzydka jak Hogata, ale obdarzona anielskim głosem. Telewidzowie, przezwali ją SuBo, skracając jej imię i nazwisko - Susan Boyle. Kilka edycji później, wystąpił wielki babsztyl, dużo młodszy i przedstawiając się, powiedziała, że pracuje w służbie więziennej. Telewidzowie przezwali ją screw-bo. - dop.tłum)
    • hank, sterby, wrzo.ksc oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 17.04.2022 o 22:06
      Post #1530074 17.04.2022 22:06
    Wormwood Scrubs, to była kloaka. Chyba nigdy nie byłem w miejscu, w którym panowałby większy syf. W zasadzie to, że trzymali cię 23 godziny w celi, pomagało tam przetrwać. Godzina na spacerniaku wyglądała tak, że wszyscy czarnoskórzy więźniowie, wysypywali się na zewnątrz i z punktu zaczynali maniakalny mecz piłki nożnej. Nawet nie wiem, czy tam były jakieś drużyny. Wszyscy ogólnie biegali za piłką, starając wyładować, jak najwięcej i jak najszybciej, z pokładów skumulowanej w nich energii. Nagle, koniec ćwiczeń. Nie mogli nam pozwolić na ekstra godzinę świeżego powietrza, bo tam pracują ludzie, od przekręcania klucza. Wyglądało, jakby system penitencjarny, powstał dla dobra związków zawodowych pracowników służby więziennej. Więźniowie byli po to, by zapewnić im wysokie odprawy, ciepłe emeryturki i codziennie boczek na śniadanie. Nic poza tym się nie liczyło. Socjalizacja ze współwięźniami, świeże powietrze,łaźnia, dobre jedzenie? A na chuj to komu? Książki, telewizja, siłownia? Chyba żartujesz. Pierdolenie. "Ty scum! Do celi!" 23 godziny w pomieszczeniu, w którym szczasz i srasz do bardachy w kącie. Szare lamperie, czarny odrapany lakier klap. Metalowe peronki, spiętrzone jedna nad drugą, otaczające studnię każdego skrzydła. Pomiędzy nimi porozwieszane sieci, jakby komuś przyszła ochota polatać. Przygnębijące otoczenie. Wieczorem trzaskają kolejne drzwi. Zamykają się kolejne zamki. Ci którzy nie mogą się z tym pogodzić, zaczynają wyć. Nic tak nie nastroja, jak wrzask, kogoś tracącego zmysły na skrzydle, a potem zduszone poduszką jego jęki, gdy dostaje dawkę środków uspokajających. Później ląduje w izolatce w przyziemiu, z światłem włączonym 24h,co ma być formą jakiegoś znęcania. To, że mogli to być zupełnie niewinni ludzie, powinno martwić podwójnie. Oddziałowych zdaje się cieszyć posiadana władza. Zwłaszcza, gdy ktoś ich on coś prosi. Wtedy mogą ją wyegzekwować, mówiąc 'NIE'. Tam są reguły, które zabraniają wszystkiego. Poranne opróżnianie bomby, to był wehikuł czasu. Jakbym się przeniósł na pokład County busa. Przed oczami, mam wydziaranego typka z wąsiskami.Może to Poul Scarrotte, wylewający wiaderko szczyn, na fanów Derby, albo Celticu, których tak nienawidzi. Scarrotte był w porządku. Lubił się najebać. Typek z Nottingham, którego notorycznie, spotkałem na reprezentacji. Raz wystąpił na Central TV, w jednej z tych brytyjskich kopii Jarry Springer show (Jak wogóle można kopiować takie gówno). Prowadzący, Gary Newbon, który uwielbiał zadawać piłkarzom niewygodne pytania, zapytał go, dlaczego tak naprawdę to robi. Ale wiecie, tak naprawdę. Pierwszy raz, szczerze i otwarcie. No otwórz się przed nami Poul! Dasz radę. Scarrotte odpowiadał na to pytanie dziesiątki razy (To ten taki celebandyta, o którym wspominał bodajże autor 'Scallie'. I nawet w Tempie pamiętam, pisali o nim. - dop.tłum). Zawsze odpowiadał na nie, w ten sam prostacki sposób, choć niektórym błaznom, ciekawość nie pozwala zadawać tego samego pytania, wciąż i wciąż. Jedyne, co zawsze dostają to "Youknow, blah, blah, blah.., innit? Imean blah, blah, fun.. blah, blah, mates, innit?" Wyizolowana, oderwana klasa robotnicza. "Robię to, bo to lubię, co nie?" "Poza tym, nie zaprosilibyście mnie tu tej, jakbym nie jeździł i nie walił po pijaku ludzi po zębach, co nie?" (Jak ten u-licznik nikczemnik. - dop.tłum :) Błędna odpowiedź Mr. Scarrotte. Właśnie stał pan się drugą, najbardziej znienawidzoną osobą w tym kraju, po Arthurze Scargill'u. Teraz masz pan etykietkę 'SUPER-BANDZIOR". Od teraz ty i twoja dziewczyna, będziecie karmą dla pirani z brukowców, aż do dnia waszego pogrzebu. "Kurwa! To jest jak County buses. Tylko nie to!!" Usłyszałem krzyk, z końca korytarza. Wychyliłem się i zobaczyłem uśmiechniętą gymbe Vince'a. Na początku naszej sankcji, rozrzucili nas na różne wypoczynki. Ja z Terrym, byliśmy na Scrubs, chociaż na różnych skrzydłach. Przepływ informacji, był zpowolniony, ponieważ między każdym przesłuchaniem na sankcji, musi być siedmiodniowa przerwa.. Waga, była swego rodzaju rozrywką, bo spotykaliśmy się do kupy i dołączali ci z wolnej stopy. Po pobycie na Scrubs (Jak powszechnie znany jest to HMP), (Her Majesty Prison - dop.tłum), dostałem transfer na Brixton, w którym zawsze jest, przewaga czarnoskórych pensjonariuszy. Biedne dzieciaki. Pozbawieni swoich ciuchów i biżuterii, nie mieli, żadnych środków wyrażenia swojej osobowości. Dlatego nie zapinali pasków w swoich spodniach, kontestując w ten sposób otoczenie. Nawet za cenę spadających ciągle gaci. Taki fashion statement. Do tego domino, które w ich wykonaniu, przypominało jakiś rytualny pojedynek, którego stawką jest wewnątrzplemienna pozycja. Kostki na blacie nie były układane, ale walono nimi z całej pyty, tak,jakby to były kończący sztych w kendo. Po wielokroć, rozpierdalano całą układankę takimi przyłożeniami i zawsze wzbudzało to ogólną wesołość. Gdy przenieśli mnie i Terriego razem, spędzaliśmy wspólnie wiele czasu , chociaż jego próby, zapoznania mnie z tajnikami starożytnej gry w szachy, spełzły na niczym. Mój brak zainteresowania, grami karcianymi, wpędzał go w czarną rozpacz. Gadaliśmy o meczach, o wyjazdach. Śmialiśmy się, wspominając niektóre postacie. Jeff na przykład, szczycił się zawsze tym, że nie ma możliwości, żeby on nie znalazł jakiegoś miejsca, w którym można się nachlać. Wszędzie na tym świecie i nawet w odległej galaktyce. To teraz słuchajcie tego. Anglia grała z Rumunią na wyjeździe. Pojechaliśmy do Bukaresztu i Pan Pyszałkowaty, wrócił trzeźwiutki do hotelu, ze zrezygnowaną miną i podkulonym ogonkiem, po kilku godzinach, bezowocnych poszukiwań. "Milion mieszkańców! Ani jednej knajpy!" zawodził żałosnym głosem. "Historia rozliczy za to całą rodzinę Caucescu!" Betonowe kloce, którymi zastąpiono tam dawne budownictwo, odrzuciły Jeff'a od podróży w tamten rejon, na jakiś czas. "Ciekawe czy by mu się tutaj spodobało?" Zapytałem Terriego. "Fantastyczny przykład wiktoriańskiej architektury, zakłócony modernistycznymi, niszczycielskimi tendencjami." "No, ale na drina by się chyba zatrzymał." Obaj śmialiśmy się, aż przepony jęczały. Rumunia. Majówka w 85. To ten dzień, kiedy Ken Bailey, zrobił z siebie idiotę. Błazen, zawsze przed meczem, musiał zrobić rundkę honorową wokół boiska, w swoim garniaku, uszytym z Brytyjek. Wyglądał jak clown. Gdy przechodził, ciut za blisko ogrodzenia rumuńskich sektorów, kilku gypsy boys, capnęło go za klapy jego kretyńskiej marynary i zaczęli go tam tarmosić,dość brutalnie. Cały Oficjalny Fan Club reprezentacji Anglii, poderwał się na nogi. My obserwowaliśmy całe zamieszanie z umiarkowanym zainteresowaniem. "O Boże! Czemu nikt nie reaguje?!" Podenerwowane Janusze, rozkładały bezradnie ręce. "No ruszcie się! Zróbcie coś!!" To było już bezpośrednio w naszym kierunku. Zawsze mieli do nas żale, jak coś robimy, teraz znów pretensje, że nic nie robimy. "Sami się ruszcie! On jest od was z ekipy, nie od nas!" Poradził im ktoś rzeczowo. WESOŁYCH!
    • hank, sterby oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 18.04.2022 o 12:34
      Post #1530092 18.04.2022 12:34
    Pewnego razu, Terry kontuzjował sobie ramię i od tego momentu, zaczął narzekać na Millera, z ekipy Arsenalu. Było tak kiedyś, że Terry wybrał się z Millerem i jego ekipą, na środowy mecz Oxford-Arsenal, w Pucharze Ligi. Miller w tamtym okresie, to był Top-Gooner, a ekipa Arsenalu w latach 80tych, uchodziła za jedną z lepszych. Tamtego wieczoru, Arsenal doświadczył jednak swego rodzaju upokorzenia, z rąk miejscowych i w pewnym momencie, musieli się ewakuować przed sypiącymi się na nich ciosami. Terry skakał przez mur. Spadł z drugiej strony i złamał sobie rękę. Ponieważ, nie było tam żadnej innej rozrywki, radio stało się moim najbliższym przyjacielem. Najbardziej lubiłem wieczorne telefony od słuchaczy, zwłaszcza jak był temat stadionowej chuligananki. Jeszcze jak zadzwoniła Doris Poruszona, święcie przekonana, że wie czego potrzeba tym chuliganem, o to już była wisienka. We wrześniu '86, gdy czuć było zapach Brixton, oznaczało, że słucham radia przy otwartym oknie. Chef Inspector Hodges gościł w studio, bo temat był o zachowaniu się policji w Londynie. Ktoś zadzwonił i zapytał go o tajną operację wymierzoną przeciwko fanom Chelsea. Słuchacza interesowało, dlaczego, aż sześć lat, trwało doprowadzenie ich do sądu. Hodges nie bardzo mógł wyrazić w słowach, to co chciał przekazać. Na koniec dodał, że nie może jeszcze przekazać zbyt wiele w tej sprawie, ponieważ proces sądowy dopiero się rozpoczął. Słuchacz nie napierał dalej. Podziękował za brak wyjaśnienia i został zdjęty z anteny. Kurwa! Skoro nawet policja nie była przekonana o naszej winie, to co ja tutaj robię? Moi obrońcy od kopa się tym zainteresowali i z rozgłośni radiowej, uzyskali kopię nagrania tej rozmowy. Po opuszczeniu Scrubs, myślałem, że już nigdy nie spotkam takiej scumbegowni, ale Brixton, było nawet gorsze. Jakby je zbudowałi z jakichś odpadów, na wysypisku śmieci. Nie tylko był tam straszny syf, ale też straszne przepełnienie. Co oczywiście oznaczało, zamknięty 23 godziny pod celą. Nie było siłki, nie było biblioteki, ani telewizji. Ale w weekendy wyświetlali nam film na życzenie. Poprosiłem o 'Ucieczkę z Alcatraz', co nie spotykało się z ciepłym przyjęciem u gadów. Jedynym pozytywem tam, była możliwość, otrzymywania paczek żywnościowych z wolności. Chłopaki zrobiły ściepę i przez miesiąc mieliśmy full English (Angielskie śniadanie. - dop.tłum), z pobliskiej kawiarni. Gady zawsze czekały, aż nam wystygnie, zanim podrzucili je do nas na skrzydło, więc black pudding (Kaszana. - dop.tłum), był już niejadalny. Nie ździwiłbym się też, gdyby nam charkali, ale wcinaliśmy wszystko mlaskając, do ostatniego kęsa, żeby im popsuć zabawę. Jeff dorzucił się pięć dych, poczym poleciał sobie na Mundial, do Meksyku. Gdy cały świat podziwiał geniusz kanciarza i jego słynną rękę Boga, ja z Terrym, rozkminialiśmy przy herbatce. W każdym innym kraju, w więzieniach wybuchłaby fala buntów, gdyby ośmielili się nie pokazywać Mistrzostw Świata. Nawet w Argentynie, gdzie junta pakowala swoich przeciwników, w plastikowe worki, nie odważyliby się, nie transmitować Mistrzostw w zakładach karnych. Widzenia były po pół godziny dziennie, oprócz weekendów, które panowie strażnicy, spędzali z własnymi rodzinami. To też była jakaś forma opresji. W końcu przerzucili mnie na HMP Pentonville, które kiedyś było więzieniem dla debetorów, czyli osób, nie będących w stanie pospłacać swoich długów. Gdy wjechałem, na recepcji mówię: "Lock down 23h.Nie ma telewizji. Nie ma siłowni. W weekend film." "Ta.. To nam zaoszczędzi zbędnego gadania." Potwierdził bookujący mnie screw. Wyraz jego twarzy, wskazywał, że jest on przygnębiony otoczeniem, podobnie jak ja. Gdzieś czytałem, że klawisze mają najwyższy procent rozwodów, z pomiędzy wszystkich grup zawodowych w Wielkiej Brytanii. Wcale mnie to nie dziwiło. Czasem dzieliłem celę z Terrym, czasami nie, tak jakby przekraczało to ich możliwości logistyczne, żebyśmy cały czas byli razem. Ostatecznie trafiłem do Coldingly, w Surrey. Pomimo, że pobyt w areszcie, z założenia miły być nie może, to to miejsce było zupełnie inne,od poprzednich śledczaków. Czysta pojedyncza cela,regularnie prana pościel. Nieograniczony dostęp do prysznica. A co najważniejsze, nie limitowane świeże powietrze i niezłe porcje, znośnej szamy. Za drutem nad murami, łagodnie spływały stoki zielonych pagórków. (Normalnie, jakbym listy Dzierżyńskiego z pierdla czytał. - dop.tłum) Surrey w pełnej krasie. No, prawie w pełnej. Tylko mur z drutem kolczastym, dzielił mnie od wolności. Przez siedem i pół miesiąca, byłem przetrzymywany do sprawy. Teraz termin pierwszej wagi, został wyznaczony. Za miesiąc, pojadę do sądu i będzie po sprawie. Personel na Coldingly, to byli przeważnie rezerwiści. Codziennie oddychali świeżym powietrzem i pozwalali oddychać innym. Rozumieli, że wielu osadzonych jest na sankcji i niekoniecznie muszą mieć coś na sumieniu. Zgarniali swoją stawkę godzinową, przekręcali klucz w zamkach, ale traktowali cię jak człowieka, z pewną dozą szacunku, którą zawsze posiadają byli żołnierze, dla ludzi im powierzonych. Dla mnie ci wszyscy screws, ze śledczaków w Londynie, oni się wszyscy pogubili. Stracili szacunek do samych siebie, a przez to nie potrafią go okazać też innym. Nie wiedzą jak się komunikować z innymi ludźmi. Teraz gdy proces był już na horyzoncie,miałem długie sesje z moim doradcą prawnym, Bobem Waddell'em. Tu, na Coldingly, była jasna, przestronna sala. Przyjemna atmosfera. Natomiast Brixton, ciasna komórka bez okien, szary lakier na ścianach. Chuj wie, jaka była jego oryginalna barwa. Powietrze wypełniała zgnilizna ludzkich wartości, dwa plastikowe fotele na środku, kleiły się jak szczeniaki, brudem zbieranym przez kilkanaście lat. Prawdopodobnie, kolejne kilkanaście, trzeba by poświęcić, na jego usunięcie. Na Coldingly, spotkałem się z moim adwokatem, Nickiem Price. To był gość o bystrym spojrzeniu, któremu nic nie umykało, nawet gdy wydawało się, że nie patrzy. Świetnie żeśmy się rozumieli. On mnie akceptował, takiego jakim byłem, ale od początku dawał mi jasno do zrozumienia, że pomimo licznych ściem w śledztwie, moja teczka z wycinkami, stawia mnie w bardzo niekorzystnym świetle. Gdyby nie to, jechałbym do domku, suchy i czyściutki. Styczeń. Moje pierwsze wspomnienia o Chelsea, to była III runda FA Cup. W Nowy Rok, jest zawsze losowanie, które rozstrzyga, czy David spotka Goliata. O to chodzi w całym Pucharze. Żeby David, zmierzył się z Goliatem. Mały eliminuje wielkiego. Uznałem to za dobry omen, przed rozpoczynającym się procesem. Dowieźli nas na Inner London Crown Court i zaczęli nam wyjaśniać, jak i skąd będziemy dowożeni na kolejne rozprawy. "Daj sobie spokój. Nas tu wkrótce nie będzie." Przerwałem tłumaczącemu woźnemu, z przekonaniem w głosie. Uśmiech na jego twarzy, zdawał się mówić: 'Nie zakładałbym się o to.' Więc po każdej wadze, odwozili nas na Brixton, który był najbliższym śledczakiem. Przez cały czas, musieliśmy na coś czekać, bo stałe w systemie, zabrakło czegoś. Vanów, kierowców, ołówków, formularzy. Dosłownie wszystkiego. Jedyną rzeczą, której mieli zawsze pod dostatkiem, był czas. Nigdy im się nie kończył. Mogli czekać w nieskończoność. Z drugiej strony, dla nas, oznaczało to mniej czasu spędzonego na Brixton. Sieczkarnik (Nie wiem, czy każdy kojarzy, bo mój braciak, nie wiedział np. co to jest rakieta. Sieczkarnik to jest takie miejsce w budynku sądu, gdzie oskarżeni, doprowadzeni z aresztu, oczekują na wyprowadzenie na salę rozpraw, albo na zabranie z powrotem do pieca. - dop.tłum),na Inner London, ma coś w sobie z ponurych, średniowiecznych lochów. Zlokalizowany w podziemnych kondygnacjach, z których na górę wiodą wąskie, spiralne schody. Pomieszczenia i korytarze, kiedyś pomalowano. Kiedyś. Bardzo dawno temu. Teraz ściany, pokrywały dziesiątki napisów i niezgrabnych rysunków. Co tam komu grało, w setkach, albo raczej w tysiącach dusz, oczekujących w tych murach, na swój wyrok. Ci którzy mieli kłopoty z pisaniem, rysowali coś. Pewnie też przez to się tam znaleźli. Inni wypalali swoje ksywy, zapałkami na suficie. Wszystko przesiąknięte było dymem i stęchlizną, a wyblakła farba, miała kolor żółtej sraki. Mimo, że byliśmy oskarżonymi na procesie, miło było powitać oświetloną salę sądową, czysto ubranych ludzi, zapach polerki do mebli. No to nareszcie jesteśmy tu, gdzie chcieliśmy być, choć tak naprawdę, chcielibyśmy być, zupełnie gdzie indziej. Chłopaki z wolnej stopy, witają się z nami, pytają, jak dajemy radę. "Cudownie jest. Po prostu bomba. Najlepszy hotel, w jakim nocował Dougie." Nie mogłem sobie darować, uszczypliwej uwagi. Gdy jeździłem na walki bokserskie, zawsze podziwiałem profesjonalnych anonserów. Zawsze porywał mnie ich zapał. 'A teraz panie i panowie,!! Czas na główny event wieczoru!! W sali rozpraw nr1, Sądu Koronnego Inner London...!!' Gdy pierwszy raz wprowadzono nas na salę, w loży prasowej, było bardziej niż tłoczno. Przyszli, by naświetlić swoim czytelnikom, mroczny półświatek, chuligańskich gangów. Ludzie, którzy nigdy nie byli na żadnym meczu, będą się wypowiadać, na swoich partyjnych kolacjach, jaka to z nas patologia społeczna. Powinno się nas wyzamykać, bez żadnych procesów. To, że znaleźliśmy się na ławie oskarżonych, usprawiedliwiało ich uprzedzenia. Zresztą, gdybyśmy byli niewinni, to jakim cudem, by nas oskarżono. Gdy zasiadaliśmy za barierką, Vince, zaczął nucić 'The eye of a tiger'. Wszyscy zaczęliśmy tańczyć, jakbyśmy wkraczali na ring. Policja po bokach, po prawej media, po lewej, loża publiczności i miejsca dla świadków. Sąd na wprost. Na ławie od lewej: Terry, ja sam, Vince, Shaun, Toomsy, Dale, Wille, Dougie i Młody Peter, ostatni z prawej. Tak siedzieliśmy, na wszystkich, kolejnych rozprawach. Używając naszej stadionowej parafrazy: 'Solidna formacja lads!'. Przed nami, znajdowały się formacje naszych obrońców. Jak juz pisałem, w loży prasowej, upchnęło się dość sporo dziennikarzy (na półmetku całej sprawy, liczba ta spadnie do jednego reportera) i wpatrywali się w nas, bardzo intensywnie. Bezczelnie odwzajemnialiśmy te spojrzenia. "Wankers!" Zkwitował Shaun pogardliwie. "PROSZĘ WSTAĆ!" Szczeknął woźny. Na salę wkroczył sędzia Schindler. Powoli rozsiadł się na swoim miejscu. Wpierw spojrzał na przysięgłych, potem we wszystkie inne strony sali, by na koniec zwrócić swoje surowe spojrzenie, na nas. Miał takie malutkie okularki w drucianej oprawce, jak właściciele lombardów, którzy zsuwają je na koniec nosa, tak, że mogą obserwować przez nie, przyniesionego im fanta i jednocześnie z nad nich, ciebie samego. On miał ten trik w jednym palcu. Bezustannie opuszczał wzrok i czytał. Potem podnosił. I znowu opuszczał do czytania. Podnosił i opuszczał. Góra, dół. Góra, dół. Skakały mu te jego gały, jak w jakimś ataku epilepsji, w zwolnionym tempie. Na początku każdego dużego procesu, atmosfera jest taka, jakby coś wisiało w powietrzu. Prawnicy rozgrzewają się przed batalią sądową, podobnie jak sportowcy, przed występem. Nie walą głowami o ścianę, jak pierwsza linia, w drużynie rugby, ani nie wykręcają sobie kończyn, jak sprinterzy,ale wyłamują paluchy, gdy grzebią w swoich tomiskach akt. Ich aktówki wyglądają na jakieś przerośnięte. Z czasem, będą puchnąć jeszcze bardziej,jakby zaszły w ciążę, na rozprawie wstępnej. Pierwszy dzień procesu, to zawsze są spory proceduralne i rozstrzyganie kwestii formalnych. Powinniśmy być pewni swego (Jak zawsze powtarza SaNtO. - dop.tłum). Każdy z naszych obrońców, jeden po drugim, wskazywał na nieścisłości w akcie oskarżenia, oraz brak rzeczywych dowodów, które świadczyłyby jednoznacznie o naszej winie.
    • hank, sterby oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 19.04.2022 o 14:22
      Post #1530301 19.04.2022 14:22
    Po naszych mowach wstępnych, oczekiwałem, że sędzia zakończy tą całą szopkę słowami: "Panowie, nie znajduję tu żadnych podstaw, by stawiać Was w stan oskarżenia. Niniejszym oddałam pozew." "Gentlemen! Jesteście wolni. Mam nadzieję, że wciąż będziecie mogli oglądać Chelsea i cieszyć się pozostałą częścią sezonu." Czekałem, ale się nie doczekałem. Zamiast tego, było otwarcie pozwu, Korona (Czyli z oskarżenia publicznego - dop.tłum) przeciw pozwanym. Oskarżenie reprezentowało dwóch prokuratorów kwalifikowanych (W Sądzie Koronnym, trzeba być raczej na pewno kwalifikowanym <Że też takiego fiuta kwalifikowanego, udało mi się przegadać>W Sądzie Magistrackim, wystarczy być chujem.-dop.tłum). Alan Suckling, QC. Miał pociągłą twarz księgowego, jeszcze bardziej wyciągniętą, przez wielogodzinne studiowanie bilansów. Jakby tego było jeszcze mało, od czasu do czasu, zasysał policzki i próbował, czy da się je trochę poprzeżuwać. Stwarzał wrażenie, jakby był wrednie nastawiony do otoczenia,zwłaszcza, gdy się koncentrował. Drugi w hierarchii, wystąp! O tak. Ten się wyróżniał wyraźnie. Bojowy kogucik. Również wąski z twarzy. Włosy ciemne, krótkie, cieniowane starannie przez fryzjera, jak u policjantów. Nazywał się Brian Lett, więc zaraz mu się przykleiła ksywa 'Toilet' ( Z Terrym doszliśmy do wniosku, że Jeff, który lubi, żeby wszystko miało, choć odrobinę klasy, przezwałby go 'Eau de toilette') . Miał taką idiotyczną manierę, że po każdej celnej, w jego własnym mniemaniu uwadze, rozglądał się po sali, jakby dziękował, za owację. Był numerem dwa, ale prawdopodobnie marzył, by zostać numerem jeden. Chociaż raz. To był jego moment. "Panie i Panowie. Sędziowie przysięgli. Oto przed Wami stoją, członkowie gangu, o międzynarodowym zasięgu." "Gangu tak niebezpiecznego i tak pozbawionego wszelkich skrupułów, że nie mógł on zostać rozbity, z dnia na dzień." "Ci ludzie, stanowią tak potworne zagrożenie dla społeczeństwa, że gdyby nie odwaga i bezkompromisowość policyjnych wywiadowców, nie wahających się zaryzykować, utratą własnego zdrowia, prawdopodobnie, mielibyśmy tu do czynienia, z ofiarami w ludziach. " I teraz najlepsze. " Zgromadzony materiał dowodowy, wskazuje też, że wielce prawdopodobnym jest, że grupa ta, była ogniwem międzynarodówki ultraprawicowej. Organizacja ta, miała podpudowę ideologiczną, opartą na poglądach rasistowskich i antysemickich." Spojrzałem na sędziego Schindlera. Pochylił się i zanotował coś krótko. No, co do tego zarzutu, przysięgli nie powinni mieć wątpliwości, zwłaszcza, że Willie był czarny. Sala zamilkła kompletnie, w niemym ogłupieniu (Williamowi powinni kazać nosić taki kaptur, jak członkowie KKK, żeby nie bruździł prokuraturze. Nie chce założyć kaptura? No to już. Mataczenie. - dop.tłum) Spojrzałem na siedzących obok mnie. Rudy Terry. Pracownik kancelarii prawnej. Lubił hazard, gry karciane i szachy. Miał 167 centymetrów wzrostu. Wielkie stopy i zawsze porządnie uczesaną rudą czuprynę. Był skromny, cichy, dobrze wychowany. A jak go przedstawił prorok. Król szczurów, stojący na czele klanu nowożytnych Borgia'ów. Potem ja. Jestem z pod znaku lwa. Naturalne zdolności przywódcze. Tak mi kiedyś przynajmniej, wywróżyła cyganka w Brighton. Opisałbym siebie jako szkaradnego i jednocześnie atrakcyjnego. Jedyne zaś co mnie w życiu interesowało, to żeby mieć dość kasy na piwo i zagraniczne wakacje. Potem pozostali. Peter,który miał się za młodego Valentino. Toomsy. Gąbka zawsze mająca ochotę na najebkę. Typ, który nie odmawia, gdy się go zaprasza do pubu i dlatego wszyscy go zapraszają. Vincent. Trochę nadęty. Był malarzem-dekoratorem, ale tapetowanie wogóle mu nie szło. I rzadko się uśmiechał. No i Willie. Czarny, jak as wino i tylko jego lśniąco białe zęby, pobłyskiwały zawsze w perlistym uśmiechu. 195 centymetrów wzrostu i krępej budowy. Można się było przestraszyć. Tylko że pracował, jako kucharz-dietetyk, w jednym z londyńskich szpitali. Dale był niski i przysadzisty. Miał coś w sobie, co kazało na niego uważać. Shaun miał 175 centymetrów wzrostu i nie wyróżniał się z tłumu kompletnie niczym. Wszyscy byliśmy zagorzałymi kibicami Chelsea. Dougie był dla nas kimś obcym,ale wydawał się być zwykłym, zabawnym koleżką. Był jak ta postać z kreskówki o Scooby-Doo. Jak mu tam było? Shaggy. Podłużna gęba. Chudy i wysoki. Wszystko miał długie i szczupłe. Jedyne trzy terminy, jakimi komentował życie, to były: 'Jaja', 'Pańskie jaja' i 'Jaja jak chuj'. Tak wyglądała klika, planująca zagładę angielskiego stylu życia. Nie sądzę jednak, żeby takie nastawienie z naszej strony, było odczuwalne w sądzie. Gdybyśmy zamiast tego, znaleźli się w szkółce niedzielnej, wszystkie starsze panie, szczebiotałyby i cmokały z zachwytu, jacy chłopcy przystojni, grzeczni i uczesani. Mogliśmy występować w reklamie mydełka Fa. Tak wyglądał nasz kram. W Stanach, prawnicy zatrudniają specjalistów od prezentacji, którzy po otrzymaniu informacji zebranych o jurorach, przygotowują podsądnych, pod ich gusta. Nam doradzono, żebyśmy się trzymali elegancko i schludnie. Rozpoczęła się prezentacja materiału dowodowego. Czytałem wszystkie zeznania policjantów. Analizowałem je. Porobiłem notatki z komentarzami. Byłem przekonany, że mam wystarczająco, by obnażyć tą czystą fikcję, ubraną w połatane pozory faktów. Ale był pewien obszar, którego nie potrafiłem pokryć kamuflażem ochronnym. Moi obrońcy, żyły sobie wyprówali, próbując wykluczyć moją teczkę z wycinkami, z materiału dowodowego, ale te próby spełzły na niczym. Zbierałem wycięte z gazet artykuły o zadymach, odkąd zacząłem chodzić na Chelsea. Od początku, przyświecała temu myśl, że kiedyś napiszę o tym książkę. Nikt w tamtych czasach, jeszcze nie słyszał o hool-bookach. Myślałem, że będę pierwszy, a te wycinki, będą dla mnie bazą materiałową, w procesie pisania. Gdy słyszysz o przedstawianych dowodach, mogą ci się one wydać śmieszne. Ale jeśli świadczą przeciwko tobie, przestaje być wesoło. Gdy na samym początku, przywołany został wyjazd na Everton,chichraliśmy się wszyscy. To był środowy Milk Cup (Puchar Ligi. - dop.tłum). Grzeczni chłopcy na pucharze mleczka. Zabawne. Mnie tam nie było, więc ta część przewodu sądowego, nie dotyczyła mnie bezpośrednio. Zdawałem sobie jednak sprawę, że każda,nawet najdrobniejsza rzecz, udowodniona jednemu z nas, będzie rzutować na nas wszystkich. Zanim zaczął się proces, Terry opowiedział mi jak to tam wyglądało. Chelsea zagrała niezłe spotkanie i wygraliśmy 1:2.Chóralny aplauz z naszej strony i szydera ze strukturalnego bezrobocia, wśród mieszkańców Liverpoolu i plagi złodziejstwa, które zdają się tam wysysać z mlekiem matki. Albo z butelki, spod drzwi sąsiadów. O Liverpoolu można mówić wiele. Można też wszystko streścić w krótkim zdaniu: 'Syf nie do zamieszkania.' Nawet ludzie mieszkający już pięć mil za rogatkami, opowiadają sobie dowcipy o tym starym portowym mieście i straszą swoje niegrzeczne dzieci, że je tam wywiozą i zostawią. (No, w połowie lat 90., w centrum handlowym, w Lvp. , trzech 9 latków, porwało 5 latka i go zakatowali na torach kolejowych. Kids! Don't try this at home. - dop.tłum). Na Chelsea, wszyscy święcie są przekonani, że w żadnym innym mieście, nie ma w domach tyle zabezpieczeń antywłamaniowych, co w Liverpoolu. Po meczu, Terry i reszta, wyszli ze stadionu i udali się w drogę powrotną. Jak zwykle w takich przypadkach, na zewnątrz, czekał na nich hardcorowy element Evertonu. Zawsze tam jest gorąca atmosfera. Nieważne, zwycięstwo, porażka, czy remis. Scousersi, zawsze mają ochotę, na kawałek Cockneya. Droga na Lima Street (Dworzec kolejowy w Liverpoolu-dop.tłum), zawsze odbywa się ze zgrzytem, otwieranych noży tapicerskich Stanleya. W Scouselandzie nie ma pubów bezpiecznych , jeśli masz cockney akcent. Gdy wysypywali się przez bramy stadionu, nadbiegł jakiś psychol, ze strażackim toporem. Zamachnął się na Terriego i ostrze minęło jego głowę o cal, lub dwa. Terry był przerażony i rzucił się do ucieczki. Następni Scousersi, rzucili się do ataku, ale psiarnia była w pobliżu i Nocny Rębacz, ze swoim straszliwym orężem, zgubił się gdzieś w tłumie, w niewytłumaczalny sposób, nie raniąc nikogo. W kilkanaście sekund, interwencję podjęła, połowa sił policji Merseyside. Chłopaki ruszyli dalej w stronę Lime Street i Terry'emu jakiś zirytowany Evertończyk, rozkwasił nos po drodze, w trakcie jakiejś krótkiej szamotaniny. Tak to wyglądało. Ryzyko zawodowe dla Cockneys, przebywających na obcej ziemi. Raz dwóch kibiców Chelsea, Keith i Mark, wybrało się na wyjazd na Newcastle. Zarezerwowali sobie nocleg ze śniadaniem w motelu i po meczyku, poszli się zabawić na miasto. W klubie nocnym, wyrwali dwie miejscowe świnie. Gdy wychodzili, pod klubem czekała na nich grupa lokalsów, którzy rozpoznali ich akcent w środku. Od kopa wystartowali do Keith'a. Mark natychmiast, rzucił się obijanemu kumplowi na pomoc. Jednocześnie na miejscu, zjawiła się policja. Wypłacili po gumie Keith'owi i Markowi, a trzem Geordies kazali wypierdalać. Potem zawinęli Keitha. Za wszczynanie awantur w stanie nietrzeźwym. Gdy te miejscowe laski zaczęły protestować, jeden z policjantów, zwrócił się do nich z tymi słowami: "Słuchajcie dupeczki. Mam tylko jedną dobrą radę dla Was dzisiejszego wieczoru." "Idźcie już spać do domu i dajcie sobie spokój, z tym całym cockney-gównem." PC Alan Bell, zeznaje przed barierką dla świadków. Policjanci, w swoich wyprasowanych mundurach, białych koszulach, z notatnikami w ręku, składają zeznania, z dużą dozą pewności siebie. Zwłaszcza ze swoimi notatnikami na podorędziu. Tak samo jak my, oni też chcą wywrzeć dobre wrażenie. Solidni stróże prawa. 'Jeśli Wysoki Sąd nie ma nic przeciwko, chciałbym się posłużyć moimi notatkami.' Zawsze twarzą do przysięgłych, specjalnie intonują, niektóre słowa. Nigdy nie posługują się imieniem i nazwiskiem oskarżonych, tylko o ton głośniej, wyszczekują same nazwiska. To pomaga podbudować niechęć do podsądnych. Nie' Stephen Hickmott'. Nie 'Terry Last'. Tylko: 'To Hickmott!', 'To był Last!'. PC Bell, zeznał, że po meczu, wtopił się w tłum 2000 kibiców Chelsea. Atmosferę na meczu, opisał jako napiętą, a nastroje kibiców, jako wojownicze.Fani Chelsea, wykonywli gesty, w kierunku swoich oponentów. No więc, jeśli spojrzymy, na ławki rezerwowych, na jakimkolwiek meczu, nawet na niedzielnej lidze sieci taksówkarskich, ludzie tam pokrzykują i wykonują gesty, w kierunku innych ludzi. Gesty na meczach piłki nożnej, wykonywano od zawsze, już w XIX stuleciu. Nawet w najbardziej dżentelmeńskiej drużynie w historii tej dyscypliny, Corinthians Casuals, wykonywano gesty, bo to jest futbol. Ciężko się było domyślić, o co biega temu policjantowi, ale już wkrótce, stało się jasne, dokąd to zmierza. Pytany przyznał, że po meczu, kibice przyjezdni, byli trzymani jeszcze przez pół godziny na swoim sektorze, więc po upływie tego czasu, każdy z miejscowych fanów, wciąż znajdujący się pod stadionem, powinien zostać uznany, za osobę szukającą kłopotów. Ale nie, na obrazie PC Bella TO LAST!, został zportretowany, jako główny agresor, dążący do konfrontacji fizycznej. Bellowi i jego koledze PC Kehoe, udało się wyśledzić grupę około 30 osobową, zmierzającą w stronę dworca, w poszukiwaniu kłopotów. Ciekawe, w którym kierunku powinni zmierzać, gdyby nie szukali kłopotów, tak jak to w rzeczywistości było. W stronę lotniska? W stronę kosmodromu?
    • hank oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 19.04.2022 o 22:23
      Post #1530351 19.04.2022 22:23
    Wtedy to właśnie PC Bell, podsłuchal następującą konwersację. "Mężczyzna, znany mi jako O'Farrell (Shaun - dop.tłum), krzyknął do innych: 'Ej! Powoli! Zorganizujmy się trochę!' Wtedy Last powiedział: 'Everton zawsze czeka na nas, tam po lewej. Oni idą dookoła. Robią nawrotkę i wychodzą z tamtej bocznej uliczki.' O'Farrell: 'To co robimy?' 'Idziemy i jazda z kurwami!' Wtedy Reid (Willie-dop. tłum.) krzyknął: 'Ale jaki jest plan akcji?!' 'Co robimy? Bo jak tego nie zorganizujemy, to oni pojadą z nami!!' 'Po prostu! Chodźmy za Terrym. On wie co robi!' 'Chodźcie jedziemy z kurwami!' " Pamiętam jaką miałem bekę, jak to pierwszy raz czytałem. W sądzie, też nie mogłem się powstrzymać (bo brzmiało to jeszcze komiczniej, niż na papierze) i gruchnąłem śmiechem. Ku wielkiemu niezadowoleniu sędziego Schindlera. "Last przeszedł przez ulicę i krzyknął do swojej grupy: " Let's have this cunts! Let's run them!!' Pobiegł z zaciśniętymi pięściami, z powrotem w dół Diana Street, w kierunku około 20osobowej grupy kibiców Evertonu. Gdy dobiegł, zaczął uderzać ich obiema rękami i kopał ich. Kilku fanów Evertonu, również zadawało ciosy, kopiąc i bijąc pięściami." Chaos w czystej postaci. Tak to wyglądało na płótnie, pędzla PC Bella. Spokojny żywot mieszkańców, w sąsiedztwie stadionu Everton FC, zamieniony został tamtego wieczoru w pandemonium, przez bandę sapiących bestii, wyzutych z resztek ludzkich uczuć. Bell kontynuował: "Widziałem, jak dwa pojazdy zahamowały, co zostało wymuszone, toczącymi się na jezdni walkami. Z pierwszego, wybiegł kierowca, z drugiego, kierowca i młoda pasażerka. Wszyscy oni porzucili swe auta, by uniknąć dostania się pomiędzy walczących." "Mężczyzna z kobietą, przebiegli w panice, przez środek skrzyżowania z Walton Lane, cudem tylko unikając potrącenia." "Akurat stałem na wysepce z PC Kehoe i wyraźnie widziałem całe zajście." " 'Gdzie kurwa byłeś?!' Last wykrzyknął w stronę O'Farrella. 'Za szybko ruszyłeś!' Odpowiedział O'Farrell. 'Następnym razem musi być na cacy,chłopaki!' Krzyknął Reid." Jak w tych filmach akcji z Hollywood. Terror na ekranie. Ludzie doprowadzeni do takiego stanu, że w akcie rozpaczy, porzucają największą zdobycz ludzkiej cywilizacji, własne auta, za cenę ratowania życia. Potwory nie dbające ani o własne, ani o cudze życie, wskakują pod pędzące samochody. Ludzie uciekający w panice, cudem unikają cudzych i własnych pojazdów (Może to motoryzacja wszystkiemu winna, a nie cykliści i chuligani. - dop.tłum :) Terror i horror, wieczorową porą. Potem prokurator prowadzący, wstał i zadał kilka banalnych pytań, na które nawet Dougie, umiałby napisać odpowiedź, chociaż był niepiśmienny (To nie jest aż taka znowu rzadka przypadłość na Wyspach. - dop.tłum) PC Bell zasadniczo powtórzył to, co już do tej pory powiedział. "Dziękuję PC Bell. Nie mam więcej pytań do świadka." Powoli podniósł się obrońca Terriego. Zawsze tak robią, gdy chcą podkreślić wagę tego, o czym zaraz będzie mówione. "Dobrze więc, PC Bell." "Czy mógłby nam Pan określić swoją pozycję, w odniesieniu do miejsca, które zajmował Pan Last,który, jak Pan to określił znajdowało się na czele grupy kibiców Chelsea?" "Stałem za jego plecami." "W odległości?“ " Tak." "Za grupą około 30 osobową? Na chodniku, bo ulicą nadjeżdżały samochody?" "Tak. Stałem trochę dalej, ale na tyle blisko, by słyszeć, co mówią." Mecenas, oddalił się na drugi koniec sali. Szedł powoli, odmierzając kroki, czekał na skinie głowy policjanta, gdy odległość będzie odpowiednia. Gdy policjant dał znać, że to było mniej więcej tyle, adwokat, zwrócił się do kogoś z publiczności. Poczym wrócił wartko pod barierę i poprosił policjanta o powtórzenie tego, co przed chwilą powiedział. Oczywiście policjant nie mógł go słyszeć. "A czy te 30 osób, pomiędzy Panem, a trzema pozwanymi, rozmawiającymi, czy ci ludzie zachowywali się cicho?" "Nie." "Rozmawiali?" "Tak." "Pokrzykiwali?" "Tak." "Musi więc Pan być obdarzony wyśmienitym słuchem, że udało się Panu tak dokładnie, wyłowić konwersację tej trójki na samym przedzie?" "Wygląda.., że tak." Obrońca Terriego, obrócił się do jury z kiepsko ukrywanym wyrazem niedowierzania na twarzy. "PC Bell! To jest Sąd Jej Królewskiej Mości!" "Żarty na bok. Jest Pan Supermanem?" Mecenas teatralnie rozłożył ręce, na znak kapitulacji. Na filmach, świadkowie w takich sytuacjach, przyznają się do pomyłki. W prawdziwym życiu nigdy. Spuszczają tylko wzrok. Kto chce udawać, że nic się nie stało,odwraca głowę. Mecenas wolał tego nie drążyć, jak bokser, który po celnym ciosie na głowę, natychmiast uderza na korpus, pod podniesiony łokieć przeciwnika. Wolał się zatrzymać przy tym, że każda inna trójka innych kibiców, stojąca w obliczu agresywnych miejscowych, mogłaby w nerwach, dopuścić się podobnej wymiany zdań. Pamiętajmy, że od zakończenia meczu, minęła blisko godzina. Tam nie było przypadkowych kibiców Evertonu. "PC Bell, nie sądzi Pan, że obowiązekiem Policji, było oczyszczenie tamtego terenu, z kibiców Evertonu, ponad trzy kwadranse po zakończeniu spotkania?" "Kim oni mogli być? Godzinę po meczu, wciąż znajdując się na trasie przemarszu kibiców Chelsea, bez wyraźnej przyczyny?" "Jedynym ich powodem, co chyba jest oczywiste, była bandycka zasadzka, na mojego klienta. Przeciw podobnym postępkom, jest chyba paragraf w Kodeksie Karnym, prawda?" "Jedyną przewiną mojego klienta było to, że próbował się wydostać z wrogo nastawionego otoczenia i odjechać pociągiem do Londynu." Mecenas malował swój obraz. Scena batalistyczna. Dzielni cowboye, trzymają się razem, otoczeni przez wściekłych czerwonoskórych. Potem przyszedł czas, na zawezwanie na świadka,... John Anthony Brady! Zawsze mi się wydawało, że PC Brady, ma lekkiego zeza zbieżnego. Jego twarz, przypominała mi pyszczek mojego chomika, którego kiedyś wrzuciłem do umywalki. Gdy go wyłowiłem, wytrzeszczał tak ślepia na mnie. Jego osoba była tematem naszych licznych żartów w sieczkarniku. Były takie dni, gdzie był on naszym jedynym poprawiaczem humorów. Brady, co rusz podkreślał, że świetnie zna, nie tylko dziewięciu oskarżonych z procesu, ale też wszystkich innych i w zeznniach, sypał nazwiskami z obu rękawów, swojego służbowego munduru. Taka szeroka wiedza w temacie, czyniła z niego, niemal super-eksperta. Szczycił się, że nie tylko świadkował wszystkim incydentom, zawartym w akcie oskarżenia, ale widział nas 'ho! ho!', wieloletnie w akcji. Mówił, że jest, jak on to określał "na wyposażeniu na Stamford Bridge, od zawsze". Raz Brady stwierdził, że był naocznym świadkiem, "mocnej rozmowy". Gdy jeden z obrońców to usłyszał, zaraz coś zanotował. Gdy przyszło wziąć świadka w krzyżowy ogień pytań, był pierwszy, by pociągnąć za spust. To był początek pięknej serii, a Brady'm rzucało, jakby go ktoś pod 220 V podpiął. Sam się wystawił na cel,jak strach na wróble na rżysku. "Panie Brady, mógłby Pan, "mocną rozmowę" określić w skali metrycznej, lub imperialnej?" Brady, od samego początku w naszym mniemaniu, nie nadawał się nawet na świadka Jehowy. PC Kehoe, wstał i cudownym zbiegiem okoliczności, zapamiętał tamtą rozmowę, słowo w słowo, tak jak PC Bell. Powtórzył dokładnie cały dialog, dokładając jeszcze teatralne: "Last walczył jak opętany!" I oczywiście, 'kierowcy ewakuowali się, ogarnięci paniką!' Ale to nie koniec. Potem PC Kehoe, podał szczegół, który nawet sędziemu Schindlerowi, kazał poderwać głowę, a sędziowie przysięgli słysząc o tej potworności, aż skurczyli się na swej ławie. Sytuacja mrożąca krew, niczym z kart powieści Stephena Kinga, albo z tej o psie Baskervillów. Przed przekazaniem takich relacji, powinno się ostrzegać słuchaczy, jak nieprzyjemne w odbiorze, będą podane fakty i że mogą one zachwiać psychikę osób obdarzonych głęboką wrażliwością. Co nastąpiło? "W pewnym momencie, gdy Last, rzucił się na tłum Evertończyków, został uderzony prosto w twarz, drewnianym tłuczkiem. Pomimo tryskającej krwi, Last nie cofnął się, ale walczył nadal jak w transie." A ha. Więc Terry, 165 centymetrów wzrostu, postura 12 latka z chłopięcego chóru, który nakryłby się nogami, jak stoliczek, od uderzenia różdżką, ustal pacnięcie prosto w ryj drewnianym młotkiem? Mało tego, jeszcze mu przybyło energii. 'This monster is not human. He feels no pain! ' Co my jesteśmy kurwa, jakieś Terminatory? Ale tak to miało właśnie działać. Dehumanizacja. Te potwory nie są ludźmi.
    • sterby, hank oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 20.04.2022 o 16:14
      Post #1530440 20.04.2022 16:14
    Panie i Panowie z ławy przysięgłych. To co tu widzicie,to jednostki wykolejone na punkcie futbolu. Nie są jak zwykli kibice, bo w ich przypadku, mamy doczynienia z perwersją tego, co normalni ludzie, rozumieją przez wspieranie własnej drużyny. Piłka nożna, wywołuje zmiany w psychice tych strasznych ludzi. Trwałe zmiany. Ból fizyczny, przestaje mieć dla nich jakiekolwiek znaczenie. Liczy się tylko fizyczna likwidacja przeciwnika. Podejmują walkę zawsze i z każdym,niezależnie od okoliczności, czy przewagi liczebnej oponentów. Po ciosie narzędziem do wbijania kołków, zadanym z całą mocą prosto w twarz, po ciosie, który powaliłby nawet rosłego mężczyznę, niczym siekiera drwala, powala majestatyczny pień drzewa, oni nie tylko nie padają pod takim impetem, ale rzucają się przeciwnikom, ze zdwojoną zawziętością do gardeł. Potężny skok na spadochronie, od Mini War Games, do Special Air Services. Last, wojownik tak dzielny, że pomimo odniesionych poważnych obrażeń, był zdolny wciąż kontynuować atak. Niczym El Cyd, poprowadził swoich ludzi do walki, mimo,że poległ w bitwie już dzień wcześniej. Pamiętajcie jak wyglądał mały i niepozorny Heinrich Himmler, dowódca SS. Nie dajcie się zwieźć pozorom i subiektywnym wrażeniom. Właśnie dlatego ten niepozorny człowieczek, został tak potężnym liderem, potrafiącym pociągnąć innych do walki, nawet, w wydawałoby się w beznadziejnych sytuacjach. Nawet nie potrzebował opieki lekarza. Nagle, z żołnierzyków z Warhammera, staliśmy się bandą nocnych rębaczy z horroru. Gdyby wirus rozprzestrzenił się na innych, to byłby koniec. HG Walls, już nie mógłby przerażać ludzi swoją 'Wojną Światów'. Ton został podany. 11 styczeń. Póki co, policja nie przedstawiła żadnego żelaznego dowodu. Zgadzaliśmy się też wszyscy, że każdy z zeznających funkcjonariuszy ma jakąś idiotyczną manierę. "Jak clowny w cyrku." Podsumował Vince. Byłem pewien, że przysięgli tego nie łykną, ale mój prawnik był innego zdania. Dziś miały być pokazane zapisy video. "Pamiętacie 'poranki' w kinach?" Prychnął Dougie, któremu ciężko się było skoncentrować, na dłużej niż 30 sekund. Pozostali skupieni byli jak soczewki, chcąc zapamiętać każdy szczegół, by później przeanalizować go ze swoją obroną. Dougie nigdy nie był w żadnym z pokazywanych miejsc, więc nie wykazywał żadnego zainteresowania. 12 styczeń. Przysięgłym pokazano nagrania z kamer CCTV, z trzech meczy Chelsea. West Brom na wyjeździe, z sierpnia 1985. Liverpool na wyjeździe, z listopada 1985. Everton na wyjeździe, z grudnia 1985. Było nas tam widać, jak oglądamy mecze, rozmawiamy, machamy rękoma. Pokrzykujemy na sędziego, albo: 'Chelsea'. Nagle na ekranie, w oderwaniu od meczu, pokazano Terriego, jak gra w karty z Toomsym i z innymi. Wszystko to trwało może z 30 minut. Cała ta projekcja. Pamiętam raz, jak jedna taka wyedukowana, zabrała mnie do galerii sztuki współczesnej, w Brighton. Zachwycała się tymi wszystkimi obrazami, na których nie było nic, poza przypadkowymi chlapnięciami farby z pędzla. "Podoba mi się klimat tego obrazu.' Wciąż wygadywała tego typu idiotyzmy, zatrzymując się przy kolejnych arcydziełach.Gdy wybuchałem na to śmiechem, tłumaczyła mi cierpliwie: " Posłuchaj Stephan. Musisz spojrzeć na to głębiej. Wtedy dostrzeżesz tam ukryty przekaz." Piszę o tym dlatego, że przysięgli, musieliby chyba się położyć, żeby sięgnąć dostatecznie głęboko i dostrzec ukryty przekaz w tych nagraniach. Kamerowali nas przez sześć miesięcy i nie nagrali ani jednego agresywnego gestu, czy jakiejś zaczepki. Terry wygrał 50£ od Tooms'ego, którego postura i brzuchol, robiły szokujące wrażenie na ekranie,podczas gdy Chelsea, przegrywała, lub remisowała swoje mecze. Na koniec wreszcie, znalazł się urywek, na którym widać, jak się podnoszę i zaczynam machać rękami. "Oto jest Mr. Hickmott, zachęcający tłum do przemocy." Ławnicy pewnie widzieli bardziej agresywne gesty, na boisku pod swoją podstawówką. Nawet sędzia wyglądał nieswojo. Niektóre fragmenty video, wykraczały poza ramy czasowe aktu oskarżenia i wszyscy ryczeliśmy ze śmiechu, gdy pokazali Shauna, jak w pojedynkę, obiema pięściami, wymiata fanów Crystal Palace z ich sektora. "Pamiętasz to Shaun? 75.Możesz być pewien, że ode mnie krata browara, zostanie dostarczona na Twoje skrzydło." Wyszeptałem do Shauna, którego twarz, zrobiła się buraczkowa, od podziwiania swoich umiejętności pięściarskich z przed dziesięciu lat. Niegrzeczny chłopczyk. Naprawdę gruba sprawa, toczyła się w sądzie, na końcu ulicy (Prawdopodobnie chodzi o Central Criminal Court Old Bailey. - dop.tłum). Winston Silcotta i innych,oskarżonych o zamordowanie PC Keitha Blakelock'a (Chodzi o zamieszki na odludnym osiedlu Broadwater Farm, na północnym Tottenhamie. Czarni mieszkańcy, awanturowali się tam przez kilka dni, mając dość opresji, ze strony tamtejszej policji. Jednego wieczoru, podpalili jakieś budynki. Gdy przyjechała straż, pogonili ich z brechami. Strażacy, wezwali na pomoc policjantów. PC Blakelock, dał się wciągnąć w zasadzkę i został zaciukany maczetami. - dop.tłum). To raczej ten proces, zaprzątał głównie uwagę mediów, jako rażący przykład załamania się porządku społecznego i prawnego. Pisano o rewolucji na Broadwater Farm. W rzeczywistości, chodziło o wlepienie komuś dożywotki, za zamordowanie policjanta na służbie. Czytając relacje prasowe z tamtego procesu, można było natrafić czasami na różne ciekawostki. Weźmy coś takiego. Po zamieszkach na Broadwater Farm, gdzie PC Blakelock, został pozbawiony życia kilkunastoma ciosami maczety, (albo 'poćwiartowany nieludzko przez tłuszcze' - jeśli czytaliście Daily Mail), dwa mecze na Tottenhamie, zostały odwołane przez policję,z obawy, że fani z White Hart Lane, mogą połączyć swoje siły ze zdeprawowaną kolorową młodzieżą, z pobliskiego osiedla. (Dekadę później, podczas Euro '96,trzem kibicom Derby, zachciało się oglądać meczyk, w pubie, w pobliżu WHL, odwiedzanym raczej przez fanów Lilly-whites, czyli THFC.Też zostali poćwiartowani maczetami, z tym, że im, w przeciwieństwie do PC Blakelocka, udało się miraculously przeżyć. Czołgali się ponad milę, a High Road, wyglądała jak Kanał Sueski, przy ujściu do Morza Czerwonego. Po angielsku, to się nazywało Bloody Mile trial. - dop.tłum) W naszym odczuciu, to, że oba procesy toczyły się jednocześnie, wcale nie pomagało. Zawsze na początek dnia w sieczkarniku, próbowaliśmy rozruszać atmosferę jakimś żartem. Patrząc na nas, jak tam siedzimy, śmiejemy się i żartujemy, ciężko się było domyślić, że jesteśmy do sprawy, z poważnymi zarzutami. Raz nawet zwrócono nam uwagę, że zachowujemy się za głośno. "Słuchaj koleżko. Po latach oglądania Chelsea, męczącej się na różnych stadionikach, to jest jak pobyt w pięcio gwiazdkowym hotelu." Prychnął Shaun, a reszta zawtórowała mu tubalnym śmiechem. Potem drzwi się otwierały i byliśmy kolejno wzywani. Kazano nam się uciszyć, gdy wspinaliśmy się na górę, po spiralnych schodach. Dougie nigdzie się nie ruszał, bez kopii swojego Viz (To był chyba jakiś taki magazyn satyryczno-komiksowy. Do sprawdzenia w Google. Nie chcę, podobnie jak A. Sapkowski, pozbawiać czytelnika, tej niewątpliwej przyjemności, szperania po słownikach, encyklopediach, Googlach. - dop.tłum :). Całymi dniami, relacjonował nam 'Przygody Jaśka Pierdzigacia' , albo 'Żywot Cockneya Koniobijcy'. "Coś mi się zdaje, że ci wszyscy policjanci, to są Pierdzigacie." Wysunął hipotezę Dougie. Tak po prawdzie,to prawie każda z osób na sali sądowej, mogłaby trafić na karty Viz. Naszym murowanym kandydatem, był oczywiście PC Brady. W swoich zeznaniach, w części z danymi personalnymi, w rubryce data urodzenia, wpisał 'ukończone 21'. Terry zażartował, że mu się z ilorazem inteligencji pokićkało. Jeden z naszych prawników, podkręcił nam, że na takich długich procesach, zwykle objawia się, przynajmniej jeden policjant, lub policjantka, rasowy wypierdek (Terry przetłumaczył nam to na język normalnych ludzi, jako 'nadęty, jak balon bufon'.) I że czasami, tylko dzięki temu, sędziowie nie zasypiają, z głową przytuloną do akt sprawy. Dzień po projekcji kinowej,otrzymaliśmy kolejną porcję rewelacji, dzięki uprzejmości PC Bella i PC Kehoe. To ci dwaj, z słuchem czułym jak zające. Bell wziął teraz Dale'a na widelec. "W sobotę, 14 grudnia 1985 roku Chelsea miała grać z Sheffield Wednesdays. Wszedłem, wraz z PC Kehoe, do zatłoczonego pubu Swan. Gdy stałem przy barze, obok mnie, zatrzymało się trzech młodych ludzi. Wśród nich, znajdował się Dale Green. 'Nie ma tu ani jednego skurwiela.' Oświadczył Green, rozglądając się po lokalu. 'Daj im jeszcze parę minut. Zostało jeszcze prawie pół godziny do meczu.' Zauważył jeden z jego kolegów. 'Zaraz tędy będą jechać autokary z Wednesdays i nie ma tu nikogo, żeby ich przywitać. Jak się zatrzymają na światłach, może być okazja, na małe piąstkowanie.' Stwierdził Dale." Chłopaki dopiły drinki i wyszli na zewnątrz, z dwójką policyjnych wywiadowców, ciągnących się za nimi. PC Kehoe, odnotował, że widział jak Green, naciąga kapelusik wędkarski na głowę, co miało być elementem przemyślanego kamuflażu,mającego na celu utrudnić jego identyfikację. Poparł swoją tezę cytatem. "Dale zwrócił się do swojego kolegi: 'Co sądzisz pizdo?' 'Nie chcę zostać rozpoznany, jak wyjebe okno w autobusie. Jeden pies mnie wytargał podczas takiej bójki, parę tygodni temu. Niewiadomo. Dzisiaj też tu może być.'" Potem PC Kehoe kontynuował: "Dodatkowo Green, obwiązał sobie twarz szalikiem i gdy przejeżdżały tamtędy autobusy, z fanami Sheffield Wednesdays, pokazał im palce złożone w literę V i krzyknął: ' Jebani obsrańcy!' Ja wtedy powróciłem do pubu, by zanotować wszystko, na programie meczowym." Na koniec dnia, wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że przedstawione przeciw nam dowody, to jakaś pantomima. Więc w sieczkarniku, wystawialiśmy takowe, parodiując PC Kehoe. Mogło się wydawać, że lekceważymy to sobie wszystko, ale jak można poważnie podchodzić do zeznań, w których jesteśmy portretowani, jako przeklinający w koło Macieju troglodyci, zwracający się do siebie per pizdo.
    • hank oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 21.04.2022 o 00:01
      Post #1530488 21.04.2022 00:01
    • Edytowany
    Ku memu ździwieniu, PC Peter Kehoe, zapamiętał wszystko, dokładnie tak samo. Od siebie dodał tylko, że słyszał, jak Dale mówi: "Musimy im (fanom Wednesdays) pokazać nasz sztandar (rozwalić im autobusy). Nie będzie starcia." Jeden z naszych obrońców wyskoczył z fotela, niczym sprinter z bloków. "PC Kehoe, twierdzi Pan, że tuż po wydarzeniach, które nam Pan tu przedstawił, dokonał jakichś notatek, tak? Gdzie Pan to zrobil? W pubie? Przy barze?" "Nie. Pracowałem 'pod przykrywką'. Zrobiłem to w toaletach." "Przy pisuarach?" "Nie. W kabinie." "Ile to Panu zajęło?" "Około 15 minut." "Hmm.. Siedział Pan przez kwadrans w kabinie i notował. Był duży ruch w pubie?" "Tak. Było dość tłoczno." "A w toaletach?" "Również." "Sporo Pan ryzykował. Jak Pan to ocenia?" "To było bardzo ważne, żeby sporządzić zapis rozmowy, którą słyszałem." "Na czym Pan pisał?" "Na programie meczowym." "Tak, ale co było pod nim? Pisał Pan na kolanie?" "Nie oparłem go o ścianę." "Czym Pan pisał?" "Piórem." "Wiecznym?" "Nie. Zwykłym. Kulkowym." Wtedy podszedł do niego z piórem i złożonym zeszytem i poprosił, by PC Kehoe, zademonstrował, opierając zeszyt o ścianę, jak to wyglądało. Pióro trzymane poziomo, niespecjalnie pisało po pionowo ustawionym papierze. Tusz nie chciał spływać, słabo dociśnięta kulka, ślizgała się po miękkich stronach zeszytu. "Tak. Więc twierdzi Pan, że udało się to Panu wszystko spisać w 15 minut, w toalecie, w pubie, tłumnie odwiedzanej przez klientów.Tak.. " "Zgadza się." Wtedy mecenas okazał zdjęcie toalety w Swanie, o 14.45,przed sobotnią kolejką, gdy Chelsea grała u siebie. Uwierzcie!To nie był przyjemny widok. Jedna z sędzin przysięgłych, nabrała lekko pistacjowego odcieniu, na poblakłej twarzy. Nawet moim żołądkiem lekko szarpnęło. Jedynie Toomsy siedział nieporuszony. Wtedy woźny wezwał landlorda z Łabędzia.. Wezwał jeszcze raz. Okazało się, że typa nie ma w budynku sądu. Schindlarowi prawie kłęby dymu uszami poszły. Woźny pochyla się ku niemu. Sędzia instruuje go poirytowanym głosem. Landlord ostatecznie się pojawił. Przed barierką dla świadków, zeznał, że w żadnej z kabin w Swanie, nie ma zamków od dłuższego czasu, gdyż notorycznie drzwi były wykopywane, przez ludzi próbujących się dostać do środka i w miejscu gdzie powinny być przykręcone, nie ma już po prostu do czego wwiercić wkrętów. "Tak więc PC Kehoe, utrzymuje Pan, iż nie tylko pisał Pan przez 15 minut w zatłoczonej, brudnej toalecie, na kredowym papierze, opartym o ścianę, ale jeszcze przez cały ten czas, przytrzymywał Pan jedną nogą drzwi? Ja zaś twierdzę, że Pan tych notatek nie sporządził w tej toalecie, bo Pan tam nigdy nie był." Banany na naszych gębach, a zestrzelony policyjny bombowiec, wali się w płomieniach na glebę. Mayday! Mayday! Landlord ze Swana, mial już wcześniej powiedziane, że ma się następnego dnia, zgłosić do sądu i wyjaśnić swoje spóźnienie, ale Schindler postanowił sam wziąć go w obroty. "Dlaczego się Pan spóźnił?" "Jeden z moich dostawców, przyjechał później niż zwykle. Musiałem czekać, żeby odebrać dostawę." "Czy Pan zdaje sobie sprawę, ile kosztuje jedna godzina tego procesu?" "Pan zmarnował czas Sądu. Zostanie Pan teraz odprowadzony do celi i pozostanie Pan tam tak długo, aż ja zdecyduję. Zobaczymy, czy Panu się spodoba czekanie w Sądzie. Dodatkowo, nakładam na Pana grzywnę w wysokości 250£ (Jprd. 'Skoro nie potrafi Pan przyjść do Sądu na wyznaczoną godzinę, skazuję Pana na obcięcie obu nóg! Skoro nie umie Pan z nich korzystać, nie są Panu potrzebne. Na wózku będzie się Pan poruszał znacznie szybciej!' I tak miał chłop farta. Mogło się skończyć i tak. - dop.tłum :) Za jakiś czas, ten landlord wystąpił o przedłużenie koncesji. Dostał odpowiedź odmowną. Tego samego dnia, tyle że w innym sądzie, za uderzenie głową policjanta, skazano kibica Arsenalu, Iana Lowe. Dostał 30 dni aresztu i 100£ grzywny, lub dodatkowe dwa tygodnie odsiadki. To tylko pogłębiło depresję Dougie'go, którego jedyną winą, był pojedynczy strzał, wypłacony policjantowi. 9.WYCIECZKA SCENARZYSTÓW Proces toczył się i toczył, powoli popadając w rutynę. Jeden dzień przynosił ekscytację. Następny zionął nudą, zwłaszcza gdy obrona z oskarżeniem, zaczynali grać w te swoje prawnicze okręty, które miały bardzo powikłane zasady i zdawały się nie mieć końca. Tylko sędzia Schindler, ożywiał się przy nich wyraźnie, bo mógł się na tym polu (Warszawiacy, 'na tym dworze' - dop. tłum.) dobitnie wykazać. Terry siedział na swoim obrońcy non stop. Kazał mu pilnować wszystkich kwestii formalnych. Przypominał o wszystkich słabych punktach, które trzeba przycisnąć. Domagał się od Inmana, by ten tak łatwo nie odpuszczał. Zwoje mózgowe Terriego, zawsze pracowały na podwyższonych obrotach. Jeśli nie rozwiązywał krzyżówki w Telegraph, to łamał sobie głowę, nad zagadnieniami szachowymi. Czas, który na początku procesu, wydawał się mieć priorytetowe znaczenie, teraz odpłynął gdzieś na dalszy plan. Znów złożyłem prośbę o kaucję. Znów rozpatrzoną negatywnie. Myślę, że oskarżeniu udało się wpleść antysemickie podteksty, które nastawiły wrogo sędziego do mnie. Czasami oglądaliśmy sceny, przypominające raczej komedie z Laurel'em i Hardy'm (Filipem i Flapem-dop. tłum.), wypłacającymi sobie liście, niż kryminalny proces sądowy. Podczas rewizji, towarzyszących zatrzymaniom, u Williego, znaleziono naszywkę 'Red hand of Ulster'.Policja ubzdurała sobie, że zrobi z tego dowód, że William jest aktywnym członkiem National Front. Willie patrzył na prokuratora Toaletę, jakby tamtemu, co najmniej dwie głowy nagle wyrosły. "Ale,.. ja jestem czarny." Wybąkał Willie, nie bardzo wiedząc jak się tłumaczyć. "Ciekawy paradoks, nieprawdaż Mr. Reid? “ Prorok uznał to za ciekawostkę, ale jak najbardziej realną, w jego chorym umyśle. " Jestem czarny." Powtórzył Willie. " Dlatego jestem przeciwny wszelkim organizacjom, które ze względu na kolor mojej skóry, odmawiają mi prawa, do życia w kraju, w którym się urodziłem i które chcą mnie odesłać statkiem, do nie wiem gdzie." "Dlaczego więc nosił Pan na kurtce naszywkę 'Red hand of Ulster', która reprezentuje organizację skrajnie prawicową i nacjonalistyczną?" "Nosiłem tą naszywkę, bo mi się podobała. Zestawienie kolorów i w ogóle. Uważam, że dobrze wyglądała na mojej czarnej kurtce. To wszystko." Śmialiśmy się, jak to trzeba trendy w modzie, tłumaczyć prorokowi. "Sam się zagonił do narożnika." Wyszeptał Terry. Toaleta nie czynna! Zapchała się. Gdy później, mimo wszystko, prokuratura próbowała drążyć ten temat, obrońca Williego oświadczył, że jego klient nie tylko jest oponentem takich organizacji jak National Front, ale wraz z Herriet Harman, która później została ministrem w rządzie Partii Pracy, zaangażował się w dystrybucję antyrasistowskiej literatury i materiałów. Harman nawet zaoferowała się przybyć do sądu, by zaświadczyć o antyrasistowskiej działalności Williego. Gdy na sali odczytano jej list i pokazano go przysięgłym,wszyscy, jedno po drugim, kiwali głową i z szacunkiem patrzyli na Williama. Od tego momentu Willie, już mógł być spokojny. Wtedy zapadł już wyrok w jego sprawie. Niewinny. (Najlepsze, że sama prokuratora to wyciągnęła. Najlepiej ich zostawić, niech się sami kopią. - dop.tłum) Oskarżenie próbowało wmówić przysięgłym, że jesteśmy ciasnogłowymi bigotami, i że częścią naszej działalności, są ataki na Żydów i czarnych. Powywlekali jakieś dziwne niby-powiązania, z grupami paramilitarnymi w Irlandii, we Francji i w Belgii. Tylko skoro byliśmy rasistami, to dlaczego kumplowaliśmy się z Williem? To był kiepski dzień w biurze dla prokuratury. Jednego oskarżonego udało im się już uniewinnić. Większość dni, Dougie spędzał na porannej drzemce. Na samym początku procesu, robił miny do prokuratorów, gdy któryś ośmielił się spojrzeć w naszą stronę. Notorycznie też puszczał oko, do co atrakcyjniejszych kobiet, pośród jury. Schindler obserwował go kiedyś, jak to robił. Dougie dostrzegł kątem oka, że sędzia patrzy na niego i wyprostował się, jak na sprężynie. Schindler sapnął. Do szału doprowadzało go, że za każdym razem, gdy któryś z policjantów zeznawał, że Dougie gdzieś był obecny, ten natychmiast zaczynał gwałtownie zaprzeczać, kręcąc głową na boki. Za każdym razem, gdy Dougie kręcił łepetyną, Schindler marszczył się gniewnie. Ja z Terrym, słuchaliśmy wszystkiego uważnie i od czasu do czasu, nachylaliśmy się w stronę naszych adwokatów, by zwrócić im na coś uwagę,lub przekazać komentarz, do zeznań policjantów. Nazwozili ludzi z zewsząd. Popołudniami Dougie czytywał swojego Viza. Raz wybuchnął śmiechem, zaczytując się w kolejnym odcinku 'Tłustych rur'. Sędziemu głowa, natychmiast odskoczyła, z grymasem oburzenia. Gestem przerwał wypowiedź prokuratora. Na sali zapadła cisza. Schindler przekrzywił głowę w stronę Dougie'go. "Mr. Welsh. Może teraz jest jeszcze Panu do śmiechu,ale mogę Pana zapewnić, że jeśli Pan zostanie uznany winnym w tym Sądzie, ukarzę Pana z całą surowością, na jaką będzie mi zezwalała litera prawa." Dougie nie wytrzymał. "Mnie tu wogóle nie powinno być!" "Nawet nie znam nikogo z tych ludzi!!" "Nigdy ich wcześniej nie widziałem, zanim nie wytargano mnie z domu i nie zawieziono na komisariat! Nikt nie wie czemu tu jestem. Cały ten proces, to są kurwa jakieś jaja i policja dobrze o tym wie!!" "Milczeć! Natychmiast w moim Sądzie!!" Wydarł się Schindler. "Dobra. Nie zamierzam tu siedzieć, bo to mnie wogóle nie dotyczy." Wstał i zszedł na dół. Schindler, wydawało się, eksploduje za chwilę. Przerwał rozprawę i wezwał do siebie pełnomocnika Dougie'go. "Pójdzie Pan na dół i poinformuje swojego klienta, że albo mnie przeprosi, albo odpowie za obrazę Sądu." Adwokat zszedł na dół, by powrócić po chwili z Dougie'm. Adwokat przeprosił w imieniu swojego klienta. Proces potoczył się dalej, choć atmosfera pozostała napięta. Potem Dougie opowiedział nam jak to było. " Papug złazi za mną i mi gada, że mam iść przeprosić sędziego. Powiedziałem: 'Taki chuj! Co mi zrobi? Zamknie mnie?" "Chcesz, to idź go sam przeproś.' I poszedł." Przez następny miesiąc, Dougie odmawiał wychodzienia z sieczkarnika. Siedział tam na dole i czytał wszystko, co mu w ręce wpadło. Najlepiej Sidney Sheldon, albo Harolda Robinsa. Takie rzeczy naprawdę pozwalają się oderwać. Każdego dnia Schindler patrzył na ławę i widział tylko ośmiu z nas. Nie wyglądał na zachwyconego.
    • hank, sterby oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 21.04.2022 o 18:01
      Post #1530588 21.04.2022 18:01
    Pamiętam jak zmieniła się twarz Młodego Petera, gdy wreszcie dostał kaucję. Jak znów nabrała kolorów. Pamiętam jak mu zazdrościłem. Też próbowałem. Po raz trzeci nieskutecznie. Po jakimś miesiącu trwania procesu, wszystkie kaucje, z jakichś tajemniczych przyczyn, zostały cofnięte. Znów musieli nas transportować, wszystkich dziewięciu, tam i z powrotem. To było ponad ich skąpe możliwości. Połączyli dwie cele na London Inner Court, wstawili tam piętrowe łóżka i pozostawaliśmy na terenie sądu 24/7. Wkrótce powstał tam MWG Social Club. Zwłaszcza po tym, gdy zdaliśmy sobie sprawę, że okna naszych cel, wychodzą bezpośrednio na miejski park. To były nasze okna na świat. Czarni ziomale Williego,którzy mieszkali tam po sąsiedzku, zwykle przeskakiwali przez betonowy murek i podrzucali nam puszki z piwem, butelki z wódką i woreczki z ziołem. Dni się może dłużyły, za to noce stały się krótsze. Raz Dougie nad ranem, prawie zwalając się z fikoła, stwierdził, że to była najlepsza wtorkowa noc w jego życiu. Willie potrafił się najebać do nieprzytomności. Pewnego razu Shaun zaczął robić mu wyrzuty: "Ogarnij fazę Willie, albo nas wszystkich pozamykają!" Na wszelki wypadek, gdyby Willie wziął to zbyt do siebie, dodał ugodowo: "No dobra, ty stary draniu. Dawaj kilka pysznych puszeczek!" Dupeczka Młodego, przynosiła nam McDonalda i przepychała go przez kraty, a później pół nocy, gruchała ze swym Romeo. Wyglądało, że gady nic nie podejrzewają, choć stos pustych puszek, butelek i innych odpadków rósł regularnie pod oknem. Może myśleli, że to ludzie z parku tak śmiecą. Nikomu nie działa się żadna krzywda i myślę, że zaskarbiliśmy sobie u nich krzynę sympatii, bo zawsze byliśmy wesołą gromadką. Było szkiełko (TV. - dop.tłum.) i dyskusje o piłce. Na bekę, bez spiny. Jednego ranka Vince zagadnął kilku oddziałowych, z śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy: "Nasi chłopcy nieźle spisali się w weekend." "Poważnie?" "Taaak... " "35 aresztowanych!" I jeszcze większa beka. Obrona uwielbia się nad kimś poznęcać intelektualnie. Wystawić kogoś na strzał. Jak w szachach. Gdy pozycja na szachownicy nie jest najlepsza, przeciwnik rusza do ataku. Terry podsumował to pewnego ranka. "Zawsze w życiu, jest ktoś taki. Niezależnie co robi i jak się ubiera. Przez wszystkie lata edukacji, od pierwszego dnia w zerówce i przez całą karierę zawodową, są pośmiewiskiem, ponieważ są skończonymi gamoniami." "Mieliśmy takiego kiedyś w kancelarii. Chodził w garniakach w prążki i nosił czerwone szelki. Uważał się za wielce atrakcyjnego i latem lubił się poocierać o sekretarki, z naleśnikami od potu pod pachami. Nawet typów odrzucało od niego." Przerzucaliśmy się nazwiskami osób, które typowaliśmy, na 'głupka tygodnia', a potem śmialiśmy się ze swoich propozycji. Jednego dnia PC Brady, został zaorany przez mojego adwokata, jak ugorek tego chłopa, co mu się lejce popsuły. Jestem pewien, że o tym przesłuchaniu świadka, opowiadano sobie na niejednej prawniczej kolacji, w charakterze zabawnej anegdoty. "Panie Brady, w swoich zeznaniach wielokrotnie Pan podkreślał, że zna Pan osobiście oskarżonych. Że wielokrotnie spotykał ich Pan też na meczach wyjazdowych i zna ich wszystkich, nawet pierwsze imiona. Czy podtrzymuje Pan to oświadczenie Panie Brady?" "Yes Sir." "Więc chyba zgodzi się Pan również, że i Pana twarz jest im dość dobrze znana, jako że jest Pan postacią rozpoznawalną na Shed End (termin 'Shed End', został wyjaśniony przysięgłym) i słynącą, zwłaszcza z wyrzucania ludzi ze stadionu?" "O tak." Brady uśmiechnął się szeroko nie zauważając, że papug tylko podkarmia go przynętą, i że za chwilę, rozlegnie się grzechot kołowrotka, nawijającego żyłkę. "W takim razie, jak to możliwe, Mr Brady, że pracował Pan 'undercover', jako policyjny wywiadowca?" "Kupiłem brązowy anorak." "Nabył Pan anorak?Brązowy?" Słowo 'brązowy' , papug wypowiedział, wypychając lekko językiem policzek, jakby mówił 'Czapka-niewidka! Rozumię!' Po czym zaprezentował dwie fotografie, na których Brady, wyglądał jak swój własny brat bliźniak. Jedną w mundurze. Jedną w brązowym anoraku. Uniósł je do góry, tak żeby wszyscy mogli zobaczyć. Sam przelotnie przyjrzał się obu i skwitował, kiwajac głową z politowaniem. "No rzeczywiście. W życiu bym nie poznał." Salą wstrząsnęła salwa śmiechu. Nie tylko od strony publiki. "Mr. Brady, bądźmy poważni. Nie dostrzegam żadnej różnicy, a mimo to, twierdzi Pan, że był Pan w stanie, podejść na tyle blisko do mojego klienta, by podsłuchać, o czym on mówi i jednocześnie, nie zostać rozpoznanym. Nie uważa Pan, że to wszystko trochę dziwne?" "Nie, Sir." Potem papug, wziął na tapetę, mecz z Millwall, u nas, o którym mu opowiadaliśmy. "Police Constable Brady, prawdopodobne przez wrodzoną skromność, nie chce Nam się tu przechwalać, jak wielką popularnością cieszy się wśród kibiców Chelsea, ja jednak postaram się to uzmysłowić Sędziom Przysięgłym dość wyraźnie, gdyż wydaje mi się to zasadniczą kwestią, przy rozstrzyganiu wyroku, a zwłaszcza, przy ocenie wiarygodności zeznań świadka." "Mr. Brady, wydaję mi się, że Pańska twarz, jest nie tylko dobrze znana mojemu klientowi, podobnie jak setkom fanów Chelsea, ale podczas meczu przeciw Millwall FC, tłum zgromadzony na trybunie Shed End, śpiewał o Panu pieśń. Pamięta Pan?“ Brady patrzył na niego lekko zaniepokojony. Zaczęliśmy się podśmiechiwać, bo podejrzewaliśmy, jaką niespodziankę, szykuje mecenas policjantowi. "Może mógłby Pan nam ją tu zaśpiewać, albo chociaż wyrecytować tekst?" "Nie." "Nie? To znaczy nie pamięta Pan tej, sytuacji? Czy tylko tekstu piosenki? Czy może wstydzi się Pan śpiewać?" "Nie ma się czego wstydzić. Ja też nie mam głosu, ale mam tekst tej piosenki, który pozwolę sobie zacytować." "Wcześniej jednak, PC Brady, może pamięta Pan chociaż, jakie przezwisko nadałi Panu kibice na Shed End? ".a'.. ace" Wymamrotał pod nosem podenerwowany Brady. "Słucham?! Proszę zwracać się do Sądu, tak, żeby Sędziowie mogli Pana słyszeć!" ", at.. ce" "Widzę, że ma Pan dziś kłopoty z artykulacją, więc wyręczę Pana, posiłkując się tekstem wspomnianej pieśni. Zaraz wszystko się wyjaśni." "Tak to szło: RATFACE BRADY! RATFACE BRADY!! MORDĘ MA JAK SZCZUR!! WYCHUŚTAMY SZCZURZĄ MORDĘ! TYLKO DAJCIE JAKIŚ SZNUR!!" No rzeczywiście Mr. Brady! Z takim przezwiskiem i w brązowym anoraku, był Pan niedorozpoznania. Nie mam więcej pytań. Dziękuję!“ Przysięgam Wam. Nawet Schindler zaczął brechtać, chociaż zasłaniał sobie usta dłonią.
    • hank, MakuKSC oraz sterby lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 21.04.2022 o 21:40
      Post #1530602 21.04.2022 21:40
    • Edytowany
    Prawie żeśmy się tam tarzali ze śmiechu. Publiczność to samo. Jestem pewien, że mój barrister, rozkoszował się kieliszkiem Chardonnay, tamtego wieczoru. Ale nie zawsze mieliśmy tak z górki. Umysł prawniczy, może cię zadziwić w każdym momencie. Gdy Terry stanął za barierką dla świadków, siedli na niego dość konkretnie. Terry nie pije alkoholu. Popularny przesąd, mówi, że to właśnie alkohol, wywołuje agresję. Wydawałoby się więc, że fakt, iż Terry nie pije wogóle, a jeśli już, to w bardzo małych ilościach, powinien nie być po ich myśli. "Czy Pan pije Panie Last?" "Nie. Tylko sok pomarańczowy." "To oczywiste. Chce Pan zachować trzeźwy umysł, by móc kierować swoim prawdziwym biznesem. Organizowaniem walk i walczących. Nie chce Pan, mącić sobie świadomości alkoholem." Zdeklarowali się. Kto nie pije, ten chuligan. Takie są zasady. Próbowaliśmy wyprzedzić prokuraturę o jeden krok. Następny był Toomsy. Gdy zadano mu to samo pytanie, przyznał ochoczo: "Czy piję? Ja chlam! 12-15 paintów, no problemos." To oczywiste Panie Toombs. Po spożyciu takiej ilości, może Pan walczyć jak szalony. Taka dawka alkoholu, potrafi prawdopodobnie znieczulić każdy cios przeciwnika. Można się poczuć Supermanem. Przemyśleliśmy sprawę jeszcze raz. Umiarkowane spożycie. To samo pytanie: "Wyłącznie towarzysko. Maksymalnie dwa painty." Tak. Dokładnie tyle, by się podkręcić do walki i nie stracić trzeźwości oceny i refleksu. Zanim przyszła moja kolej, dokonałem gorączkowych obliczeń w pamięci i wydawało mi się że uzyskałem optymalny wynik. "Tak. Cztery, pięć piw na wieczór." "Czyli dokładnie tyle, by móc rozkwasić kilka nosów,zanim alkohol odbiorze Panu zdolność do walki, Mr. Hickmott?" Można się było załamać. Ilość alkoholu nie miała dla nich znaczenia. Zawsze potrafili znaleźć prostą zależność, pomiędzy poziomem spożywanego alkoholu i wysokim poziomem naszej agresji. Gdybyśmy oświadczyli że przed meczem czytamy Biblię, okazałoby się, że pewnie czytamy fragmenty batalistyczne, by nastroić się odpowiednio do walki i dodatkowo nadać jej charakter wojny religijnej. Terry miał świra, na punkcie gromadzenia wszystkiego. Włącznie ze swoimi wspomnieniami. Dlatego prowadził pamiętnik. Dla prokuratury to był gwóźdź programu. Dla Terriego i dla nas wszystkich, raczej gwóźdź do trumny. Oskarżenie chciało nam udowodnić konspirację. Konspiracja, musi mieć organizację, a ta z kolei, potrzebuje lidera. Terry, ze swoją ciepłą posadką i smykałką do szachów, był dla proroka, idealnym kandydatem. W rzeczywistości Terry był inteligentnym samotnikiem. Swoje życie zawodowe, prywatne i futbol, trzymał odseparowane. Pochłaniała go ornitologia. Nieraz jeździł samotnie, aż do Norfolk Broads, by obserwować rzadkie gatunki ptaków, na tamtejszych łąkach. Trochę to było nie w smak prokuraturze, ale zaraz ustalili pseudo logiczny związek. To taki wyjątkowy przypadek schizofrenii, gdy osoba w życiu prywatnym i zawodowym, jest spokojnym miłośnikiem ptaków, na meczach zaś, zamienia się w demonicznego Mr. Hyde'a, potwornego chuligana, owładniętego żądzą przemocy. Terry nabył kiedyś, serię fotografii, typa znanego jako 'Plasticine'. Kolo fotografował chłopaków na trybunach. Intencją Terriego, było stworzenie kolekcji, która zostanie kiedyś wydana w firmie foto-albumu. Myślał także, że notatki z jego dziennika, mogą stać się kanwą, do napisania książki o kibicach, bo zawsze uważał subkulturę kibolską, za społeczny fenomen. Raz podczas przepytywania Terriego, prorok wyciągnął asa z rękawa. Oświadczył przysięgłym, że podczas rewizji w domu Terriego, znaleziono książkę szyfrów. Szyfrów tak skomplikowanych, że nawet policji, nie udało się ich złamać. Gdy dowód rzeczowy, został okazany w sądzie, Terry spokojnie wyjaśnił: "To są zapisy partii szachowych, co może poświadczyć każdy, kto choć półprofesjonalnie zajmuje się szachami. Należę do Kółka szachowego i zapisuje w ten sposób swoje partie, prowadząc, coś w rodzaju dziennika szachowego. To samo robi wielu innych szachistów." Tłumaczył powoli, jakby mówił do osoby niedorozwiniętej. Prokurator Lett, nie dał się zbić z tropu: " Widzicie więc drodzy Państwo. Mr. Last, to miniaturowy Napoleon. Geniusz strategiczny, który plany rozrób na meczach, ukrywa pod pretekstem zapisu partii szachów. Prawdziwy geniusz zła. Nie znajduję innego określenia. Przesuwa pod stadionami swoje jednostki, niczym figury na szachownicy."
    • MakuKSC, hank oraz sterby lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 22.04.2022 o 13:57
      Post #1530639 22.04.2022 13:57
    Terry wyróżniał się wyraźnie, na ławie oskarżonych. Straszny mieliśmy polew z jego mani kolekcjonerskiej, wszystkiego co związane z Chelsea. Raz woźny sądowy, dołączył do materiału dowodowego, dowód rzeczowy: 'Chelsea aftershave' i dowód rzeczowy: płytę z finału FA Cup '70. ' Blue is the Colour'.Obie pozycje, zostały dołączone do listy dowodów, co wywołało u nas spazmy śmiechu. Zwłaszcza Willie miał zastrzeżenia, twierdząc, że to popsuje atmosferę. "Skąd on wziął wogóle 'Chelsea aftershave'? Jak to pachnie?" 'Splash it all over! Splash it all over!' Parodiowaliśmy popularną reklamę BRUTa. Ja nie mogłem się przestać śmiać, aż Schindler był zmuszony grzmotnąć młotkiem w stół. "Silence!!" Gdyby ktoś w pubie przyznał się do używania klubowej wody kolońskiej, nie miałby życia. Ale Schindlerowi, nie wydalo się to zabawne. Terry ciskał w nas sztyletami, wzrokiem. Przez siedem dni, zręcznie odparowywał zarzuty i trudno było uwierzyć, że chłopak stojący przed barierką dla świadków, to ta sama osoba, o której ciągle gadał prokurator. W swoim pamiętniku Terry opisywał walki z innymi fanami, ale on tam opisywał wszystko, co wydarzyło się w jego życiu. Był odkręcony na punkcie zbierania pamiątek. Banderole z biletów meczowych. Bilety tramwajowe z Bukaresztu. Dosłownie wszystko. Prorokowi ciężko było zarzucić Terry'emu, że myli daty, albo czegoś nie pamięta. Terry gasił go momentalnie: "Mam to wszystko zapisane w moim dzienniku. Mogę podać nawet nazwiska osób, które tam ze mną były." Z niektórych fragmentów wyrwanych z kontekstu, prokuratura, próbowała kręcić aferę na miarę Watergate, ale przeważnie, to Terry był przy piłce. Jeśli chodzi o zarzuty, to próbowali wszystkiego i gdyby im Schindler pozwolił, rzuciliby w niego jego własną lodówką. Raz przytachali do sądu, jego kolekcję wypchanych Czyżyków, Sikorek czubatek i innych Krzyżodziobów. "Proszę Nam wyjaśnić Panie Last, po co to Panu?" Jak gdyby to były, spreparowane płody ludzkie. Terry popatrzył na niego, jakby chciał się go spytać: 'Kobietę masz?' "Po co? A po co są wypchane zwierzęta? Uprzedzając Pańskie pytanie, ja ich nie zabiłem. Jestem ornitologiem. Nabyłem je okazyjnie w sklepie z antykami." "Texodermia nie jest chyba ścigana prawem." Próbowali wszystkiego, by zrobić z niego czuba, oddającego się orgiom przemocy na meczach piłkarskich. Świrniętego półkownika z 'Czasu apokalipsy', serfującego, pośrodku bitewnej zawieruchy. Twierdzili, że podczas wielu godzin, spędzonych na obserwacji ptaków, Terry w samotności, planował wywoływanie zamieszek na meczach. Wypchane zwierzęta, miały być dowodem, na jego obsesyjne zainteresowanie śmiercią. Zapisy awantur spod pióra Terriego, bardzo szczegółowo oddawały, jak dobrze się na nich bawiliśmy. 'Pogoniliśmy 200 Derby, w 35 osób. Fachowa robótka.' Tak naprawdę, nic się tam nikomu nie stało. Nikogo nie dorwaliśmy. Potem prorok, zapytał o tekst piosenki, o Auschwitz i o Spurs. Lett poprosił Terriego, by zaśpiewał ją przy barierce. Schindler przychylił się do tej prośby, więc Terry śpiewał, a myśmy mieli polew na ławie. Spurs are on their way to Auschwitz. Hitler's gonna gas'em again. You can't stop'em, boys from Tott'am. The boys from White Hart Lane! Śmialiśmy się do łez, więc praktycznie efekt, jaki występ wokalny Terriego,wywarł na Schindlerze, umknął nam zupełnie. Nie przyszło nam do głowy, że tego rodzaju humor, nie spotka się z pozytywnym odbiorem, u sędziego z żydowskimi korzeniami. Policja szperała wszędzie, żeby tylko znaleźć coś na Terriego. Przywlekli nawet jakąś babę, która na powrocie z wyjazdu do Turcji, na pokładzie samolotu,miała nieco ostrzejszą wymianę zdań z Terry'm, bo nie chciała mu odsprzedać swojego programu. Nic tam tak naprawdę się nie wydarzyło, ale psy zrobiły z Terriego, jakiegoś seryjnego mordercę kobiet.
    • hank oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 22.04.2022 o 20:10
      Post #1530732 22.04.2022 20:10
    Ha! Ha! Już widzę oczami wyobraźni, Hanka, stojącego przed Trybunałem(może być Piotrkowski), w procesie 9 z FKC (w procesie Łowców Postów) Hank: -Ale to są tylko modele. Prokurator: -Jak Państwo widzą, mamy tu modelowy przykład, fascynacji śmiercionośną bronią, która później, na trybunach, przeradza się w zachowania agresywne i czyny chuligańskie. Potem przedstawili jego książeczki czekowe. Tak, jak dziedziny swojego życia, Terry trzymał oddzielnie, tak samo odseparowane były finanse z nimi związane. Być może niektóre transakcje, przeprowadzone na jego kontach, były nie do końca zgodne z prawem, ale nie o to był przecież oskarżony. Gdy Vince, zobaczył, jak obeszli się z Terry'm, skorzystał z prawa do nieodpowiednia na pytania prokuratora. Humor Dougie'go był zaraźliwy, więc często podkręcaliśmy mu różne historie na początek dnia, albo podczas przerwy na lunch. Zwłaszcza podczas tego miesiąca, gdy Dougie nie wychodził z sieczkarnika. Czasami nas tam nie było na dole. Byliśmy gdzieś w Anglii, albo w Europie. Jeździliśmy za Chelsea. Chelsea grała na Leyton Orient. (O pppa! Azja i Europa!!! - dop.tłum ;) Czwarta runda Pucharu Anglii. 79.rok.Ktoś rzucił hasło:Bal przebierańców. (Popularna rozrywka, wśród angielskich kibiców w l. 70/80.-dop.tłum) Mojemu braciakowi, często waliło w dekiel i na ten mecz podrzucił mi kostium King-Konga. Zarośnięty od stóp, po czubek mojej małpiej głowy. "Nie pytaj mnie skąd to mam?" No to nie pytałem. Dzisiaj przebieranki na meczach, są czymś normalnym, ale w latach 70tych, to była zupełna nowość. Wyszedłem ze stacji na Leyton, bujając łapami, jak podkurwiony silverback, z pomarszczonym pyskiem, nisko w potężnych barach, z poduszkami z gąbki. Chociaż jakiegoś wielkiego upału nie było, w środku lało się ze mnie. Przez bramki przeszedłem normalnie z resztą kibiców Chelsea. Przed oniemiałym stewardem, wyprostowałem się na nogach i grzmotnąłem kilka razy pięściami w klatę, posapując jak parowóz, bo myślałem, że się tam uduszę. Wszyscy wokół mnie, wydawali odgłosy, jak przybrana rodzina lorda Greystoke. Gdy Chelsea strzeliła bramkę, zacząłem skakać jak goryl po ogrodzeniu. Policja siadła na mnie z automatu i zostałem wyprowadzony ze stadionu,.. za zakłócanie porządku. Na trybunach stadionu! Po golu! Czujecie? Trzeba mieć poczucie humoru. Zdjęcia King-Konga, wyprowadzanego przez naburmuszonych Bobies, ukazały się we wszystkich niedzielnych wydaniach. Gdy mnie wyprowadzili na zewnątrz, było tam kilku fanów Chelsea, na których siadła dość ostro, niewielka firma z West Ham. Widok podkurwionego silverbacka, szarżującego na nich Leyton High Street, rozszarpała im nerwy i wzięli dupy w troki. Na ścianie miałem oprawione zdjęcie z gazety, jak dwóch policjantów, trzyma za ręce gorille-Hickiego,a pod zdjęciem dziennikarz zapytywał: 'Kto tu jest małpą?' Policja w czasie rewizji, oczywiście zwróciła uwagę na ten obrazek i dopytywali się, co znaczy ten podpis pod zdjęciem, ale nie użyli go jako dowodu w sądzie. Terry był na wyjeździe w Grecji, w 1982. To były kwalifikacje do Mistrzostw Europy. "To była zajebista wycieczka. Wyjazd do piekła. Wykupiliśmy sobie, tak ze dwudziestu, taką wycieczkę czterodniową, z biura podróży, po taniości. Ateny słyną ze swojej gościności (Taaa..? To chyba za czasów Republiki. - dop.tłum) i nie zawiedliśmy się tam. Taverna na każdym rogu.W tej, w której mieliśmy imprezowali właściciel miał wszystko dla nas, włącznie z wdziękami swoich córek. Nie byliśmy zainteresowani, ale jestem przekonany, że gdybyśmy wyrazili takowe życzenie, czułby się zaszczycony. Spotkanie miało zostać rozegrane w środę, w Salonikach i wyjazd autokarowy, w dzień meczu, był w programie wycieczki. Jako, że we wtorek wieczorem, wciąż byliśmy w Atenach, postanowiliśmy uderzyć na mecz młodzieżówki. W poniedziałek, miejscowi rozbrajali nas swoją gościnnością. We wtorek rano, kilka spojrzeń na ulicach, naprawdę było kosych. W godzinach popołudniowych atmosfera wyraźnie się zagęściła. Gdy szliśmy w stronę stadionu, otworzyły się bramy piekieł. Cegły, butelki, kamienie (:.. - dop.tłum) bombardowały nas dywanowo. Po obu stronach ulicy stały setki psychopatów. Wszyscy toczyli pianę, jakby tam była jakaś epidemia wściekliźny. 'Poznajecie ich? Piliśmy z nimi wczoraj!' Bylem pewien, że rozpoznaje kilka twarzy w tłumie. Cofnęliśmy się, gdy zastąpili nam drogę, ale później, ruszyliśmy na nich z szarżą, bo w zasadzie, nie mieliśmy innej drogi. Grecy rzucali w nas wszystkim co znajdowało się w granicach Grecji. W pewnym momencie, w świetle zachodzącego słońca, w powietrzu zawirował zlew kuchenny. Z chodnika, kamieniami obrzucał naszą grupę, nasz "amigo", właściciel taverny. Patrząc w jego oczy, zdałem sobie sprawę, że jest w takim stanie, że nas wogóle nie rozpoznaje. Czysty obłęd, jak u katatoników. Jednemu, co szedł na mnie z wrzaskiem, wyjebałem frontkicka na klatę. Poleciał w tył i jak naleśnik, rozpłaszczył się na murze. Stał tak, nie mogąc złapać powietrza. Myślałem, że ma game over, ale nie. Napompował się od nowa, odkleił się od ściany i znowu wykrzywiając mordę w okrzyku, ruszył na mnie. Stopper lewym prostym i prawy podbródkowy, na miarę. Głowa mu fiknęła tylko w tył, zmiękł w kolanach, a ja rozmasowywałem sobie śródręcze. Patrzę się, Aten jebany zombi, z łbem opuszczonym na klatę, na sztywnych nogach, lezie z wyciągniętymi witami i charczy coś po grecku, pod mocno przekrzywionym nosem. Padł dopiero po fatality, ale nawet na glebie, wraz z bulgocąca krwią, wylewały się z niego niewyraźne 'kurwy', pod moim adresem.
    • hank, sterby oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 23.04.2022 o 17:41
      Post #1530890 23.04.2022 17:41
    Ostatecznie udało nam się jakoś dotrzeć do wejścia na nasz sektor. Na stadionie, atmosfera jeszcze bardziej przypominała tą, z filmu 'Sygnał ostrzegawczy'. Byliśmy atakowani z trzech stron, przez ludzi zainfekowanych jakimś morderczym wirusem, który uszkadzał im mózg i kazał atakować, wszystkich niezarażonych. Jedyna możliwość, żeby powstrzymać Greków, od bombardowania nas, wszelakiej maści pociskami, było odepchnięcie ich na taką odległość, żeby nie mogli dorzucić. Nie było to łatwe, ale po kilku próbach, z pomocą prewencji, chociaż częściowo nam się to udało. W półdystansie, miejscowi juz nie wykazywali takiego animuszu. Gdy między nami, a nimi wytworzył się pas trybun niczyich, zjawił się prezes Angielskiej Federacji, Ted Crocker. Z hasłem:'Za mną chłopaki! Na krzesełka! Tam będziecie bezpieczni!'? Nie no, co wy?! Przyszedł żeby nam nawrzucać. Że zasłużyliśmy, to nam się dostało, bo mieliśmy powiedziane, żeby nie jeździć na Anglię. "Nie chcemy was tutaj! I nie chcemy, żebyście nosili koszulki reprezentacji Anglii !!" "Wejź spierdalaj! Wystawiłeś nas im!" Krzyknął ktoś z tłumu, kto dobrze oberwał od Greków. Jeff dodał: "Dzięki za wsparcie Ted, dobry człowieku. A teraz wynocha!" Gdy Crocker próbował wrócić do swojej loży, nagle otoczyło go kilku Greków i zaczęli go napierdalać. Obrócił się w naszą stronę i spanikowanym wzrokiem, błagał nas o pomoc. "Odjebaj się ty stary chuju! Dostajesz to, na co zasłużyłeś." Wszyscy się zaczęli śmiać, pomiędzy kolejnymi unikami, przed wciąż nadlatującymi pociskami. Potem już zapanował totalny rozpiździej, bo policja zaczęła, strzelać granatami z gazem łzawiącym i pałować wszystkich równo, którzy uciekali. W odpowiedzi tłum, jeszcze bardziej zintensyfikował bombardowanie policji i nas przy okazji, kamieniami, choć już wcześniej, mieliśmy porządną kamionkę i gradobicie. Nie wiem, czy właśnie w ten sposób starożytni Grecy zbudowali swoje imperium, ale jeśli tak było, to całą epokę kamienia łupanego, musieli gromadzić amonicję, z myślą o przyszłych podbojach. Po meczu, przez godzinę jeszcze byliśmy trzymani na stadionie. Potem przetransportowali nas opancerzonym autobusem do Pireusu. Gdy tylko wysiedliśmy, setki, uzbrojane w kije, kamienie i butelki, rzuciły się znowu na nas. A prezesa naszej Federacji, jak zwykle nie było, kiedy był potrzebny. Na drugi dzień, pojechaliśmy do Salonik, na mecz pierwszych reprezentacji. Atmosfera była podobna jak dzień wcześniej w Atenach. Weszliśmy na stadion, ale nasze pozycje były nie do obrony. Musieliśmy się wycofać na zewnątrz i tam, na takim wzgórzu, założyliśmy obóz warowny, oblegany ze wszystkich stron przez Greków. W tłum atakujących, ztaczaliśmy nawet potężne głazy. Gdy pod ich impetem załamywały się szeregi atakujących, wznosiliśmy gromkie okrzyki tryumfu. Wtedy Grecy ruszali do ataku, z jeszcze większą zaciętością. Na stadionie, West Ham zebrał wszystkich wokół siebie i kierował tam dramatyczną obroną Troi. Grecy atakowali jak szaleni ze wszystkich stron. Chłopaki nie miały innego wyjścia, jak przedzierać się wszyscy razem do wyjścia. West Ham prowadził ich w prawdziwym stylu ludzi z bagien. Ostatecznie jednak, policja otoczyła ich i przeprowadziła wokół murawy do tunelu. Błyskały flesze fotoreporterów. Na drugi dzień w gazetach, można było przeczytać, jak to 'awanturujący się angielscy kibice, znów okryli hańbą swój kraj' . W porównaniu z Atenami, tłum był większy, a policja, bardziej zdeterminowana, by spałować wszystkich obecnych na stadionie. Tak,że możecie sobie wyobrazić. Skala przemocy, też była proporcjonalnie większa. Dla miejscowych psów, nieważne było, czy atakowałeś, czy tylko próbowałeś się bronić. Wszyscy obrywali równo. Dwóch chłopaków z Oldham, wyłapało po 9 miechów, bo cofając się przed Grekami, wywrócili zaparkowany policyjny motocykl. Po meczu znów grad kamieni i butelek. Typowa grecka gościnność, jak to określił Jeff. W czwartek wróciliśmy do Aten, a na ulicach, wszyscy byli uśmiechnięci i pogodni. Gdy weszliśmy do naszej ulubionej taverny, właściciel powitał nas radośnie: 'Hello crazy English!!' 'Greek football not as good as England, eh?' Wykrzyczał. 'Have an ouzo!' Polewał nam drina za drinem. Wszyscy przyglądali mu się ukradkiem. 'To przecież on.' Szeptano. 'To na bank jest ten, co rzucał kamieniami.' Ludzie przychodzili, stawiali nam drinki i gratulowali. Dokładnie ci sami, którzy próbowali nas poćwiartować 24h wcześniej, teraz klepali nas po plecach i zapraszali, by zatrzymać się u nich, gdy następny raz Anglia będzie grała z Grecją. Nie mogliśmy uwierzyć, że to się wszystko działało naprawdę." Mimo, że wszystkie zeznania policjantów, były nam dobrze znane i z grubsza, wiedzieliśmy, czego się po nich spodziewać, to dopiero słysząc te wszystkie kłamstwa wypowiadane przed Sądem, zdaliśmy sobię sprawę, w jakim tkwimy rzadkim głównie. Zeznaje PC Michael McAree, który akurat był po cywilnemu w pubie King's Head. Chłopaki rozgrywali tam przed meczami legendarne partie. Raz dwie tygodniówki i karnet, zostały wygrane w ciemno, z parą waletów, z trzema kartami wciąż nie odsłoniętymi na stole. "Green (Dale-dop.tłum.), wszedł do lokalu i zaczął sprawdzać poszczególne loże. Potem przeniósł się na drugą stronę pubu, która była słabo oświetlona. Wyglądało, jakby kogoś szukał. Zasiadł w loży na przeciwko wejścia, zamawiając sobie uprzednio drinka i coś do jedzenia. O 17.45,mężczyzna, znany mi jako Terence Last, zjawił się w public house. Udał się bezpośrednio do loży, w której siedział Dale Green. Uścisnęli sobie dłonie. Last otrzymał coś, co wyglądało na painte piwa. O 17.50,O'Farrell, razem z Gerardem Kelly i Michaelem Thomasem Greenawayem, zjawili się w lokalu i przysiedli się do Greena i Lasta." "Zigger Zagger! Zigger Zagger! Oi! Oi! Oi!" Vince ze śmiechem wykrzyczal po cichu do Shauna. "Było tam jeszcze dwóch innych mężczyzn w tej grupie." Póki co, dla nas to było zwykle spotkanie kumpli na drina przed meczem. Ale nie spodziewaliśmy się, jaki scenariusz, został dalej rozpisany. Za chwilę, w tle za naszymi plecami, powinna popłynąć muzyczka z 'Ojca chrzestnego'. " Last siedział na samej górze, w głębi loży. Udzielał głosu, siedzącym wokół stołu, wskazując palcem, kto ma mówić." Terry nachylił się nad moim ramieniem: "Graliśmy w pontona. Trzymałem bank i musiałem chłopakom pokazywać, kto kiedy licytuje, bo wiesz jak jest przed meczem. Myślą i gadają o wszystkim, tylko nie o tym, co powinni. O kartach." McAree kontynuował: "Last wyglądał, jak prezes jakiegoś zarządu." "O godzinie 18.30,wszystkie wymienione przeze mnie wcześniej osoby, wstały od stolika i przeniosły się na drugą stronę ulicy, do Swana. Gerard Kelly, zabrał tam ze sobą szklankę z piwem." "Gdy wszedłem do Swana,zauważyłem, że wszystkie osoby, wymienione wcześniej przeze mnie, zajmują miejsca wokół stolika na podniesieniu, tuż obok sceny. Ponownie Last, sprawiał wrażenie, kierującego całą naradą, udzielając głosu poszczególnym jej uczestnikom. "Przenieśliśmy naszą szkółkę karcianą do Łabędzia, bo landlord z King's Head płakał, że policja go maltretuje o nielegalny hazard w lokalu." Wyszeptał Terry. "O godzinie 18.55,zjawił się mężczyzna znany mi jako Douglas Welsh. Został powitamy przez członków grupy. Dosiadł się do nich i zebranie, którym nadal kierował Last, kontynuowano. Wkrótce potem, udałem się za tą grupą, zmierzającą w stronę Stamford Bridge. Po drodze połączyła się ona z inną grupą, która wydawała się wcześniej, patrolować okolicę stacji Fulham Broadway. Kelly, który wcześniej obserwował przez około 40 minut, ulicę z kebaba po drugiej stronie, dołączył do grupy. Na stadionie, przebywaliśmy na Shed'zie. Mecz był pomiędzy Chelsea i Oxford United. "Ja byłem wtedy na krzesełkach, na Zachodniej." Terry znowu sprostował szeptem. "Ja i PC Packard, staliśmy w grupie, wokół Greena. On stał cały czas, twarzą do nas. Tyłem do boiska." To miało być podbudową tego mitu, że chuligani nie przychodzą na stadion oglądać mecz. Że przez cały czas stoją tyłem do boiska, albo obserwują sektor kibiców gości. Potem PC McAree, złożył całą serię oświadczeń, dzięki którym, na scenę wkroczyli pozostali oskarżeni. "'Toomsy załatwi nam grupową wizę do Rosji.' Powiedziała nieznana mi bliżej osoba. 'Nie bądź pizdą! Jedziemy do Rosji, a nie na jednodniowy wypad do Francji.'Odpowiedział Green." Ja byłem akurat kilkanaście minut wcześniej na spotkaniu z prezesem. Wielu chłopaków, nie miało ochoty jechać do Rosji, ale wielu napaliło się na wyjazd do Meksyku, gdzie nie trzeba było mieć wizy. A Toomsy uchodził za eksperta. "Zawierzyć Tooms'iemu jakieś fundusze? Daj mu dychę, to pójdzie ją podwoić, do szkółki karcianej." Szyderczo zaśmiał się Vince. Ale to nie wszystko, co wpadło w gumowe ucho PC McAree'ego. "'Szkoda, że Cię nie było na Sunderland. It was fucking magic!' 'Była tam taka jedna pizda z Sunderlandu. Przekopałem go tam dobrze. Patrzę, a ta pizda, przyłazi cały w bandażach na mecz! Żal mi się go trochę zrobiło.' 'Mówił, że mu założyli 17 szwów. Nie miałem już serca, znów go jebać.' Powiedział Green. 'O tak! To był piękny wieczór. Jechaliśmy z kurwami do spodu! Dobra robota. Dobrze ich wtedy wystawiłeś.' Powiedział do Greena nieznany mi kolorowy nieletni. 'Szykuj się na sobotę.' Odparł Green. 'Spox! Będzie dobrze. Ten człowiek to geniusz!' Powiedział ten nieletni, wskazując na Greena. Gdy to wszystko było czytane, po prostu dławiliśmy się niekontrolowanym śmiechem. Schindler nie był pod wrażeniem. Nawet niektórzy z jurorów, się podśmiechiwali. "Proszę się kontrolować w moim Sądzie!" Nie zdołał jednak ukryć pod surowym tonem, prychnięcia, które oznaczało, że jego też rozbawiły setnie, te wszystkie pierdoły i tak sobię myślę, że gdyby nie ten wątek antysemicki, sprytnie wpleciony przez policję, mielibyśmy, jego sympatię po naszej stronie. A Willy nachylił się w moją stronę i parodiując Lenny'ego Henry, odezwał się w te słowa: "Yeah! Kim on jest? Kim jest ten podejrzany geniusz? Szemrany Mr. Big?"
    • hank, sterby oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 24.04.2022 o 12:22
      Post #1530946 24.04.2022 12:22
    "Green nadal stał plecami do murawy i twarzą do nas. W przerwie, zszedł do tea-baru. 'Szkoda, że nie widziałeś tego wąsa na Finsbury Park. Niezły wypierdol tam wyłapał.' 'A co z tą pizdą, z gaśnicą?' Zapytał ktoś inny. Green wybuchnął śmiechem. 'Pojechałem z pizdą. Podpaliłem go, a później przyjebałem mu gaśnicą w łeb!' I śmiejąc się nadal, dodal: 'Pizd na tym świecie nie brakuje.' Tuż przed końcem meczu, ktoś zapytał Greena, czy coś się szykuje na wieczór. Green spytal: 'A ile ich przyjechalo? Dwóch?' Ktoś inny dodal: 'Szkoda. Miałem ochotę na nadupcankę dziś wieczorem.' 'Oni wszyscy przyjechali raczej samochodami. Nie ma sensu uderzać na stację. Nie ma autokarów.' 'Posłałem Johna, żeby sprawdził, czy przyjechały jakieś autobusy, ale nie było żadnych.' Oświadczył Green. 'No, ale zawsze jest jeszcze sobota.' Dodał jego kolega. 'Coś już szykujemy.' Dodał na koniec meczu Green. Po zakończeniu spotkania, udałem się za Green'em do Swana, gdzie siedzieliśmy w pobliżu jego i jego towarzystwa. 'Szykujcie się na sobotę chłopaki.' Powiedział Green przed wyjściem i opuścił pub pięć minut po północy." PC Packard słyszał te same słowa. " PC McAree, mówił Pan, że staliście na Shed End.Czy mógłby Pan zaznaczyć na tym szkicu, w którym dokładnie miejscu trybuny, znajdował się Pan i obserwowani przez Pana oskarżeni, których rozmowy Pan podsłuchał?" McAree podszedł i zaznaczył miejsce dokładnie na przeciwko wejścia do Tea-baru. 'Na Chelsea, mówią na Bovril Entrance, zgadza się?' 'Tak. Tak się mówi na ten sektor.' Ten sektor, to była końcówka trybuny, której nie przykrywał już dach. Potem padło jeszcze kilka uszczegóławiających pytań, żeby nie było żadnych wątpliwości, co do lokalizacji wspomnianych w zeznaniach osób. Adwokat kroczył swobodnie tyłem, w stronę swojego biurka, jakby chciał podkreślić, swoją pewność siebie. Na biurku, miał gazety, z dnia następnego po omawianym. Wszystkie relacjonowaly rzęsiste opady, jakie miały miejsce, tamtego sobotniego popołudnia i wieczoru. Sędziowie zostali poinformowani, że zwykłą praktyką, w takich przypadkach, było to, że wszyscy na Shed'zie, chronili się pod dachem. Po dłuższej pauzie, mecenas zapytał McAree, jak to możliwe, że w tych okolicznościach, udało mu się podsłuchać, wspomniane rozmowy. Nie wydawało się, żeby spodziewał się usłyszeć odpowiedź. McAree wzruszył ramionami i wymamrotał zwykłe 'Nie wiem.' "Nie mam więcej pytań do świadka." Może i na koniec wyszli na głupków, ale zrobili swoje. Przedstawili swój scenariusz, w którym banda rzucających wulgaryzmami, młodych łobuzów, cieszy się i naśmiewa, z podpalonych ludzi i ze skopanych ofiar i ich siedemnastu szwów. Tak jakby Dale nie był człowiekiem. Zanim ja się pojawiłem, w mętnych zeznaniach o konspiracji, trochę upłynęło, ale za to wejście na scenę, sami przyznacie miałem dramatyczne. Czasami fakty przerastają fikcję, ale nie w zeznaniach, policjantów z Fulham Police Station. Na wyjeździe na Birmingham, rozpracowali każdy aspekt, naszych chuligańskich zachowań. Przebiegłych, przemyślanych i pełnych przemocy. A ja byłem jak Makbet, pojawiający się w drugim akcie, na zdominowanej przez wiedźmy scenie. Na meczu na St. Andrews, PC Bell, w przerwie udał się do bufetu. "Napotkałem tam Hickmotta z Douglas'em Welsh'em i był tam również Vincent Drake." "Fajny meczyk, co Dougie?" Wyszeptałem. "St. Andrews, to jest tam, gdzie to słynne pole golfowe? (Dougie'mu chodzi o St. Andrews w Szkocji. Tam jest rozgrywany jakiś prestiżowy turniej golfowy i chyba jest uniwersytet, w którym kształcili się wszyscy Windsorowie w lini męskiej. William tam poznał Kaśkę. - dop.tłum) Chłopaku! Jak jeździsz na mecze, to nieraz przychodzi Ci wybierać, między wstrętnym, a paskudnym. Niejadalny hamburger, albo nic do jedzenia. Keczup spływający, razem z grudkami, z przed dwóch tygodni. Mętna, letnia herbata, w plastikowych kubkach. Zwierzęcy tłuszcz, smażony na tłuszczu, niewiadomego pochodzenia. Kuchnia stadionowa - kulinarna doskonałość. To na bank nie jest to samo. Co się nie sprzeda w tej kolejce, na pewno zejdzie za dwa tygodnie. Z tego co pamiętam, bufet na Birmingham, był wtedy nieczynny cały dzień, ale co tam. PC Bell, swoim super czułym uchem, wychwycił naszą przebiegłą i niecną strategię. '"Wychodzimy ze stadionu wcześniej. Będzie dwie stówy dobrych chłopaków z czoła, więc nie powinno być problemów.' Oświadczył Hickmott. 'Gdzie będzie Birmingham?' Zapytał Drake. 'Spotkamy się gdzieś z nimi, na głównej drodze, w stronę centrum.' 'Musimy wyjść, zanim Old Bill się połapie. Powiedzcie wszystkim, że spotykamy się za piętnaście piąta.' Powiedział Hickmott. Około 16.25,pod bramami, zebrało się około 150 młodych ludzi. Bramy już wtedy były otwarte." " Hickmott, Drake i inni, weszli w sam środek tej grupy i zaczęli rozmawiać. Wyszli ze stadionu, ale napotkali kilku konnych policjantów, którzy kazali im zawrócić. Wtedy Hickmott, Drake i inni, wdali się w burzliwą dyskusję. Po meczu, dołączyłem, wraz z PC Kehoe, do grupy około pięćdziesięcioosobowej, która nie chciała zostać odtransportowana podstawionymi autobusami, na dworzec New Street. Gdy ta grupa została powstrzymana, Hickmott i Drake, przedarli się przez policyjny kordon i dołączyli do grupy. Gdy tam czekali, Hickmott i Drake prowadzili rozmowę, ogólnie o futbolu, z inną grupą. 'Ci kolesie wiedzą o meczu na QPR?' Zapytał Drake. 'Ustawiamy się na Ladbroke Grove, o 10.rano, w sobotę. Oni stamtąd, będą wszyscy jechać na mecz do nas.' " Kahoe najwyraźniej potrafił też zobaczyć, co się dzieje za rogiem, zapamiętał dokładnie liczby i potrafił podejść do nas tak niepostrzeżenie, że wychwycił każde słowo z mojej rozmowy z Vince' m. Jeszcze uznano mnie, za zdolnego przedrzeć się przez policyjny kordon, niczym jakiś Obi-Wan Hickobi. Potem była wersja funkcjonariusza w cywilu, Donnegan'a. Według jego relacji, wogóle nie byłem zainteresowany grą, ale przez cały czas 'wyciągałem informacje, od nieletnich, pytających mnie, co robimy po meczu'. "'Spotkamy się za trybuną.' Odpowiadał Hickmott." Dalej w swoich zeznaniach, Donnegan, wprowadził na scenę Terriego i Shaun'a, oraz wskazał na powiązania, pomiędzy planowanym wyjazdem na World Cup do Meksyku i agresywną działalnością chuligańskich gangów. Nie omieszkał też wspomnieć o bandzie miejscowych - Zulu Warriors. "Rozmawiali o różnych sposobach dotarcia do Meksyku i dyskutowali jaka opcja byłaby najtańsza. Nieznany mi młody mężczyzna, dołączył do grupy Last'a. 'Tel, jedziemy z Zulusami, czy nie? Co robimy?' 'Proste, że tak! Gdzie byłeś wcześniej, jak była jazda?' 'Szukałem Cię, ale nie mogłem Was znaleźć.' 'Gdy będziemy już blisko New Street, zgubimy się Staremu Billowi i spróbujemy ich znaleźć. Oni tak, czy siak będą tam na nas gdzieś czekać.' Powiedział Last. 'Ilu jest z Tobą Tel?' 'Ja, jestem z Peterem i z Shaunem. Hickey będzie miał kilku chłopaków z czoła. Na Zulusów spokojnie wystarczy.' 'Peter, idź poszukać Hickey'go i niedaleko New Street, spróbujemy coś wykręcić.' Wtedy Peter wyszedł z grupy i pobiegł na jej początek." "Jezusie! To są jakieś baśnie i klechdy. Jak mogłem gdziekolwiek pobiec, jak byliśmy tam dociśnięci pod ścianą, przez policję konną i połowę komendy miejskiej w Birmingham!" Narzekał Młody, kręcąc niedowierzająco głową i żaląc się Terry'emu. "Mech i paprocie." Skwitował Shaun. "'Shaun! Hold on! Trzymajmy się razem i pojedziemy z nimi przed New Street!' Krzyknął Last. 'Zwolnijcie i zbierzemy firmę do kupy.' Zbliżaliśmy się do dworca i gdy przechodziliśmy nad przejściem podziemnym, na dole pojawiła się spora grupa młodych ludzi, skandujących: 'Zulu! Zulu! Zulu!' 'Jedziemy z tymi pizdami!' Krzyknął Last i wskoczył na murek, za którym, znajdowała się grupa miejscowych. Około sześciu osób, poszło w jego ślady. Konny policjant zawrócił ich i nakazał powrót do grupy. Znów znalazłem się obok Lasta, do którego dołączył O'Farrell. ' Jebana szkapa! Gdyby nie on, mogło być starcie! No nic. Spróbujemy się jeszcze zerwać na dworcu.' Potem policja odprowadziła kibiców Chelsea do pociągu." Moim głównym zmartwieniem tamtego dnia, było to, że nasz autobus, nie czekał na nas tam, gdzie powinien na nas czekać. Robin pojechał na przedświąteczne zakupy i utknął w korkach, w centrum. Nie dotarł na czas na umówione randez vous. Wszyscy przez cały mecz, przychodzili do mnie i pytali się, gdzie jest miejsce zbiórki. Kazałem im się zebrać po meczu za trybuną. Birmingham grało taką padakę wtedy, że jak wyrównali, to każdy chciał już jechać do domu. Ale gdy Chelsea ukłuła w końcówce, wszystkim humor natychmiast się poprawił. Kiedy 20 minut po meczu, policja wypuściła nas z sektora, zezwolono mi i jeszcze jednej osobie, iść poszukać naszego autokaru. Gdy wróciliśmy z niczym, doradzono nam, żebyśmy szli razem ze wszystkimi na New Street, bo nie chcą, żebyśmy się sami szwendali pod stadionem, czekając na autobus. W międzyczasie, mieli spróbować, zlokalizować nasz zagubiony środek lokomocji, kontaktując się z innymi patrolami przez radio. Z jakichś, nieznanych mi bliżej przyczyn, policja zmobilizowała się prężnie tamtego dnia i gdyby to rzeczywiście, był spisek, szykowany przez Makbeta, to z pewnością w garnku,mieszałoby dużo więcej wiedźm, a nie tylko trzy. Przy barierce dla świadków, PC Hobbs, powtarzał, że widok Vince'a, który nie ogląda meczu, nie był niczym nadzwyczajnym. Ździwilby się zasadniczo, gdyby było odwrotnie. Hobbs nie tylko, był surowym ramieniem sprawiedliwości, ale posiadał też język giętki, niczym dobrotliwy wójcio. "Pamiętajcie lads! My też jesteśmy z Londynu i znamy was wszystkich dobrze. Będziemy się rozumieć, będzie dobrze. Nie będziemy się rozumieć.. Aj!" "Jak będziecie rozrabiać, to się was wszystkich powinie!" "Zrozumiano?! Dobrze wiem, że kazaliście swojemu kierowcy, przyjechać na New Street, bo chcieliście robić rozróby, po drodze na dworzec Co może nie?!" W porządku był z niego Bill. Surowy, ale zawsze fair. Taką robotę policyjną, byliśmy w stanie zaakceptować. Do tego stopnia, że twierdził on nawet, że w pewnym momencie, podszedłem do niego i zapytałem: " Wraca Pan dziś z nami autobusem? Mamy nowe, niemieckie filmy przygodowe? Juicy." Twierdził też, że w odpowiedzi zacytował mi fragment ustawy o zamieszkach (Org. Riot Act. - dop.tłum): "Zgodnie z Ustawą, autokar po wyruszeniu, nie ma prawa się zatrzymać,aż do momentu opuszczenia granic administracyjnych miasta Birmingham." "Czy to jasne Hickey?" 'Jak Jasna Góra Panie sierżancie." Tak się wtedy porobiło, że po zapakowaniu się na pokład naszego wehikułu, ujechaliśmy może z 50 jardów i kamionowanie cegłą. Trzech chłopaków od nas zamielili, bo ośmielił się narzekać, że nie mieliśmy eskorty. Nick Price, próbował wszystkiego, by unaocznić przed sądem, bezpodstawność tych wszystkich zarzutów. "Czy zgodzi się Pan, że osoba organizująca transport, może być podczas wycieczki, zasypywana pytaniami o miejsce postaju autokaru, o porę zbiórki i inne szczegóły? Czy zgodzi się Pan też, że z pańskich zeznań, trudno wywnioskować coś na temat kryminalnych intencji mojego klienta i że jedynym zagrożeniem, nie tylko dla porządku publicznego, ale także dla mojego klienta osobiście, oraz osób z nim podróżujących, były agresywne grupy miejscowych, określające się mianem Zulusów, posiadających 20 krotną przewagę liczebną, nad grupą mojego klienta?" Jeden po drugim, wszyscy policjanci, przyznawali mu rację. Ale to nie zmienia faktu, że na początku Makbet był normalnym kolesiem. Dopiero później stał się złym draniem. Tak się rozkręca sztuka, a wraz z nią, demony owładniają umysłem bohatera. Problemem było to, czy przysięgli raczą zapamiętać, co było na początku. Niewielu pamięta, jaką śliczną dziewczynką, była na początku książki, bohaterka 'Egzorcysty'. Mecenas Derek Inman, postanowił się włączyć do akcji, jako że część złożonych zeznań, dotyczyła Terriego. "Więc twierdzi Pan, że reakcją mojego klienta na widok agresywnej grupy skandującej: 'Zulu! Zulu! Let's all do Chelsea!!', był skok na murek, za którym znajdowała się owa grupa, czy tak?" "Tak" "Za murkiem, było przejście podziemne. Jak wysoko, tam było? 30?40 stóp?" "Chce Pan Nam wmówić, że mój klient, poważnie rozważał skok z takiej wysokości, by zaatakować tamtą grupę?" "No może.. Nie wiem, nie chciał skoczyć.. tylko zaatakować ich, jakoś.. W inny sposób." "Jak?Spuszczając się na linie? Ostrzeliwując ich z parasolki? A może, wylewając na nich gotującą się smołę z kapelusza?" To było najlepsze. Gdy obrona znalazła, kompletny jakiś bzdet w ich zeznaniach i nagle całą tą ich teorię spiskową, szlag trafiał, jak babki z sypkiego piasku. Obrońcy, zawsze kierowałi wtedy wzrok, w stronę ławy przysięgłych, z jedną brwią, zadartą wysoko do góry . "Nie? Ja mam na to lepsze wyjaśnienie. Mój klient próbował się dostać na dworzec, na New Street. Po drodze miał do czynienia z bandami zwącymi się 'Zulu Warriors', nie kryjącymi swoich intencji, względem mojego klienta i grupy mu towarzyszącej. Czy pośród tej nerwowowej atmosfery,mój klient, mógł wskoczyć na murek, próbując na przykład, uniknąć szarżującego, policyjnego konia? Oczywiście, że tak. Gdy nakazano mu zejść z tego murku, wykonał polecenie natychmiast. Sam Pan to przyznał. Odpowiedzi policjantów, tylko mnożyły kolejne pytanie, zamiast cokolwiek wyjaśniać. Przynajmniej, nareszcie ktoś wspomniał o Dougie'm. Przez ostatnie dwa miesiące, siedział on w sądzie, kompletnie bez sensu. Nieźle, jak na osobę, która od sześciu lat była zaangażowana, w chuligańską konspirację. Ktoś trącił łokciem i obudził jego adwokata . "Dzień dobry. Pewnie Państwo zastanawiają się kim jestem." Oświadczył jego papug, z jowialnym uśmieszkiem. "Well.. Otóż reprezentuję w tym Sądzie, interesy Pana Welsh'a. Panie Welsh, proszę wstać na chwilę. Sędziowie Przysięgli nie mieli chyba jeszcze okazji Pana poznać." Zasadniczo, linia obrony Dougie'go była taka, że nie był on obecny w przywoływanych sytuacjach. Wobec tego, jego adwokat zapytał współoskarżonych, czy go znają, czemu oni wszyscy zaprzeczyli. Dougie uśmiechał się tylko i kiwał głową. Tak samo jak my. Ale co jeszcze mógł zrobić jego adwokat? Dougie twierdził, że o ile go pamięć nie zawodzi, to w ten weekend, co to niby był na wyjeździe w Birmingham, siedział na dołku za próbę kradzieży w Horsham. Ale obrona nie mogła się powołać na te wspomnienia Dougie'go, bo ani w policyjnych kartotekach, nie było o tym zmianki, ani w sklepie, którego Dougie'mu nie udało się okraść, nie mieli żadnego zapisu video i nikt Dougie'go, ani na policji, ani w sklepie nie pamiętał. Jako, że było nas tam dziewięciu, krzyżowy ogień pytań, był czasochłonną procedurą, a sędzia naciskał na naszą obronę, by przyspieszyć cały proces. Bez odpowiedzi pozostały pytania, co się wydarzyło, w następną sobotę na Ladbroke Grove, przed meczem z QPR. Skoro policja miała wiedzę, że planujemy tam awanturę, dlaczego nie wykorzystali tej wiedzy? Dlaczego nikogo z nas tam nie aresztowano podczas zamieszek, czy nawet jeszcze przed awanti. Nikogo nie aresztowano, bo żadnej awantury tam nie było. Tak samo, jak oni nigdy nie podsłuchali takiej rozmowy. Hmm.. Ktoś się chyba kiedyś domagał, żebym się wziął za tłumaczenie 'Makbeta', Williama Shakespeara. No to proszę, mości Książe. Slowa, słowa, słowa.
    • hank, sterby oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 25.04.2022 o 15:59
      Post #1531094 25.04.2022 15:59
    Jedziemy dalej z tym przedstawieniem. Przysięgłi się zaraz przekonają, jacy z nich stróże prawa, jak tylko nasza obrona, zacznie ich szarpać zębami. Już leżą na linach. Już jest po nich. Chef Inspektor Hodges, staje przed barierką. Pozapinany na wszystkie guziki i odprasowany. To ten funkcjonariusz wyższego szczebla, który był gościem audycji radiowej i odpowiadał na pytania słuchaczy. Pisałem Wam o tym wcześniej. Słuchałem tego kilka miechów wstecz, jak leżałem na sankach, na Brixton. Trochę go wtedy sfrustrował, ten niezdyscyplinowany sluchacz, ze swoim niewygodnym pytanim. Teraz wzięty w krzyżowy ogień, zaczął coś bredzić, że ten słuchacz, był członkiem National Front. W sądzie zjawia się ten słuchacz. Nie ma żadnych powiązań z National Front. Mówią na niego Ślepy Jerry. Chodził na mecze w latach 70tych i na początku 80tych, ze swoim psem, ale ostatnio stracił wzrok kompletnie, ze względu na przewlekłą cukrzycę. Prokurator Alan Suckling, próbował zdyskredytować Jerry'ego, bo tego pierdolenia Hodges'a, bronić się nie dało. Nagle z Jerry'ego, zrobiono oskarżonego. Jak śmiał zadać takie niewygodne pytanie policjantowi. Zbrodnia i zdrada. "Czy Pan jeździł na mecze wyjazdowe, autobusami organizowanymi przez Hickmott'a?" "Tak." "Jak Pan stracił wzrok?" "Choruję na cukrzycę." "Czy brał Pan kiedykolwiek udział, w atakach na trybunę przeciwników?" "Jak mógłbym brać udział w czymś takim? Od kilku lat jestem już praktycznie niewidomy." Mimo, że Jerry dał sobie nieźle radę. Hodges zdążył ochłonąć, po tym zamiataniu jedną miotłą, wszystkich kibiców, przez proroka. Szkoda, bo dobrze by nam zrobił, taki następny, sfrustrowany własną głupotą mendziarz. Każda konspiracja chuligaństka, poruszająca się po kraju autokarem, potrzebuje zaangażowania w swoje szeregi kierowcy. Robin był świetnym ziomalem, nawet gdy czasem, jego podstarzaly tabor, nawalał gdzieś na M1. Straciłem rachubę, ile razy musieliśmy drałować wzdłuż autostrady, w stronę najbliższej stacji kolejowej,zostawiając Robina, na rozłożonej derce, leżącego pod rozkraczonym busem. Mamy tu w Anglii, taką cudowną rzecz. Natychmiastową potrzebę naprawiania wszelkich problemów. W czasach Imperium, gdy wybuchały niepokoje w koloniach, parlament, zwykł wysyłać kilka okrętów, które ostrzeliwały buntowników, przerabiając ich na krwawe pulpety. Reszta zaraz pokorniala i w ten sposób, przywracano spokój. W przypadku stadionowej chuliganki, próbowano zastosować sprawdzoną metodę. Problemy w pociągach? Zabronić alkoholu. Prohibicja dwie mile od stadionu. Na stadionie, żadnego piwa. Też mi rozwiązanie. Sklepy i puby, znajdujące się dwie mile i jeden jard od stadionu, przeżywały oblężenie. Ludzie ledwo stali w kolejkach, bo woleli się najebać na zapas. Potem każdy szedł, zataczając się, obładowany puchami w stronę stadionu. Wreszcie posiadanie alkoholu, w środkach transportujących kibiców na mecz stało się nielegalne. Robin powiedział stop. Od tej pory nie było chlania w autobusie. Koniec z wyjazdem 1000 puszek na Wolverhampton. Sieczkarnik, tam na dole, był jak mini sala sądowa. Wiele różnych charakterów przewijało się przez niego. To było jak opera mydlana, w której graliśmy główne role. Różne postacie, zjawiały się na jeden odcinek, czasami na kilka. Na wolności, ludzie należeli do różnych klik, różnych towarzystw, ale tam w podziemnych katakumbach Inner London Crown Court, wszyscy byli równi. I każdy rozmawiał z nami, w sposób, na który pewnie nie zdobyłby się na wolności. Pogoda i inne sprawy, nie miały tu nic do rzeczy. Ludzie potrzebowali się przed kimś wygadać. Nie, że opowiadali ci historie życia. Skrótowo. Za co beczą? Na co liczą? Nawet to im pomagało. Różni ludzie mieli różne nadzieję.Byli tacy, którzy wyglądali na pokonanych, zanim stanęli do walki. Tak jak ci kibice, co dwa w plecy, uważają za niezły rezultat. Zależy z kim grasz. Niektóre opowieści były, jak z pod pióra Stephana Kinga. Początek przejebany. Środek jeszcze gorszy. Nie wiedziałeś, jak się to wszystko skończy i nie chciałeś wiedzieć. Z ludzkich dusz wyłaziły tam najgłębsze strachy,zwłaszcza, że wiele osób tam, była nie po raz pierwszy i z pewnością nie po raz ostatni. Chodzili nerwowo, od ściany do ściany. Rozciągali palce, by za chwilę zacisnąć je w pięści. Ćwiczyli swoje mowy zwycięstwa, których nigdy nie wygłoszą. Jeśli byli wzywani przed nami na swoje wagi, Terry patrzył za nimi ponuro i smutno obwieszczal: "Zero szans." Każdemu życzyliśmy uniewinniającego wyroku. Niestety, wielu osobom, życie rozdało bardzo kiepskie karty. Obserwowanie innych, stało się zabawą, która nie sprawiała frajdy. Nasz proces, wlókł się tak długo, że sieczkarnik, stał się naszym domem, a wszyscy inni, byli tu gośćmi. Przychodzili wyubierani w garnitury, które kompletnie na nich nie leżały. Koszule, zwykle mieli kupione w latach, gdy cieszyli się jeszcze szczupłą sylwetkę. Niedopięte kołnierzyki. Grubo zawiązane krawaty, nieudolnie maskujące dziarę na szyi. Czasami wpadali kolesie, w takich gangach powycinanych i pachnących jeszcze igłą i nitką, że można się było skaleczyć. Tak przynajmniej twierdził Terry. Na przysięgłych na pewno robili wrażenie. Każdy chciał z nami chwilę pogadać, bo byliśmy jedynymi pod ręką, którzy tremę mieli już za sobą. Byliśmy aktorami z tego spektaklu, który wystawiają na West Endzie od kilkunastu sezonów. Nic nas nie wzruszało. Wszystkim byliśmy zblazowani. Wezwano Robina na świadka. Robin w wolnym czasie, prowadził klub młodzieżowy w Tunbridge Wells i rzeźbił, miniaturowe figurki. Swoją skromnością, ten gość, zawstydziłby Mr. Copperfielda, z powieści Dickensa. Prorok Toilet, próbował go zantagonizować, ale Robin miał to sobie za nic. Toaleta spuścił uszka, podkulił ogonek. "Tak więc Panie Grounds, kieruje Pan firmą County Coaches i transportuje Pan tych ludzi po kraju. Pewnie napatrzył się Pan na bijatyki dosyć?" "Absolutnie nie. Wożąc fanów Chelsea, nie widziałem żadnych." "Żadnych?! Nigdy?!" Lett pokrzykiwał niedowierzająco, wykrzywiając się niemiłosiernie w stronę ławników, by zaprezentować im, swoją maskę ekstremalnego sceptycyzmu. Robin zaprzeczył ruchem głowy. "Absolutnie nigdy." "Pan się ich obawia?" "Nie proszę Pana. To dobrzy chłopcy. Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że są najlepszą grupą pasażerów, jakich miałem szczęście przewozić. Powiedziałbym, że więcej incydentów, spotkało mnie podczas wycieczek do Margate, Klubu Młodzieżowego, który prowadzę. Wycieczki z fanami Chelsea, są o wiele przyjemniejsze." " No ale Bogheada, Viscounta i Clifforda to raczej nie dotyczy." Szepnąłem Terry'emu. Tu powinni sobie dać spokój, bo Robin prowadził z opanowaniem, dokładnie tak, jakby siedział za kółkiem. Elastyczna praca skrzynią. Lett spuścił wodę i sobie usiadł.Patrzył wyczekująco na swojego nr1,jakby się pytał 'Po co my żeśmy go wogóle powołali na świadka. Gościa będącego symbolem stabilnej Anglii. Pana odpowiedzialnego. Mr. Daily Mail?' Zeznania Robina i zawarta w nich opinia na nasz temat, kompletnie odbiegały od naszego portretu, malowanego przez policję. Miało to wyraźny efekt na ławę przysięgłych. Jeszcze dwóch takich świadków jak Robin i może nie na Święta, ale w połowie lutego, powinienem być w domu. Akurat na piątą rundę Pucharu. Jednego ranka Willie dostał bardzo złe wieści z domu. Wystąpił o przywrócenie mu kaucji. Schindler bez zmróżenia oka oddalił jego prośbę, jako bezzasadną. Willie złapał korbę. "Nie oddalaj mojej rodziny! Od, tak sobie! Ty..! Ty bezzasadny parchu!" "Proszę się uspokoić i natychmiast mnie przeprosić!! Albo odpowie Pan za obrazę Sądu!" Schindler kazał go odprowadzić na dół. Za obrazę, miał usłyszeć wyrok, po zakończeniu procesu. Następny, który potrzebował karty 'Wychodzisz wolny z więzienia'. Czasami oskarżenie, podrzucało na scenę jakąś nową twarz, tak, jak znani aktorzy, pojawiają się gościnnie w serialach, by podreperować ich oglądalność. Na przykład jakiś nowy, młody funkcjonariusz, który również świadkował chuligańskim wybrykom w naszym wykonaniu. Przywieźli PC Stephena Page'a i PC Morrison'a, którzy mieli opowiedzieć, o tym co widzieli na własne oczy i co słyszeli na własne uszy, podczas meczu z Tottenhamem, 28 grudnia 1985 roku. Obaj wypatrzyli Shauna w tłumie i przez jakiś czas, włóczyli się za nim po ulicach. Opowiadali, jak to robili zmyłki i uniki, ale co najważniejsze, w ich zeznaniach zaczęło się przewijać słowo 'Yid' (To jest odpowiednik polskiego 'parcha'. Nie jest to termin, którym określają się sami Żydzi.Tak jak ktoś, kto nie jest Żydem, nie mówi o sobie 'goj'. - dop.tłum.) " 'Gdzie są ci yiddos?! Ani jednego yida, w zasięgu wzroku!' " Także PC Bell, pełnił obowiązki podczas tamtego meczu. "Całą służbę, spędziłem z PC Kehoe, od około 12.30. Nasza praca polegała ogólnie, na obserwacji kibiców Chelsea. Gdy kibice Tottenhamu, pojawili się na stacji Fulham Broadway, zauważyłem Stephena Hickmotta i Vincenta Drake. Przeszedłem przez ulicę i wraz z PC Kehoe, dołączyliśmy do grupy. 'Musimy ruszyć na parchów! Tam ich nie zrobimy.' Powiedział Drake, wskazując na budynek stacji. 'Tam jest za dużo Old Billa!' 'Nie możemy pozwolić, żeby te jebane pizdy nam spierdoliły!' Oświadczył Hickmott. 'Jeśli pójdziemy w tamtym kierunku, wiem na bank, że paru będzie tam wysiadać z autobusów!' Powiedział Hickmott, wskazując w stronę Marwood Road. Obaj zakończyli swoje stejtmenty, słowami, że tylko dzięki przemyślnej taktyce policji, udało się zapobiec naszemu atakowi na parchów. Nie na fanów Spurs. Na yids! Za każdym razem, gdy na sali rozlegało się to słowo, sędzia patrzył na nas, z nad swoich drucianych okularów, a jego oczy, były jak dwa sople lodu. Nic do tej pory, nie poruszyło nim bardziej, niż użycie tego terminu. To wszystko miało na celu, budowę antysemickiej otoczki wokół nas. Nawet sposób, w jaki za każdym razem wymawiali to słowo 'Yid', lub 'Yiddos'. Chyba ćwiczyli to z jakimś logopedą, który pokazał im, jak zawrzeć w wymowie, maksymalną ilość pogardy. Nie poznałbym Żyda, nawet jakby mi siedział na kolanach. Wydaje mi się, że chyba nawet Dougie mógłby być Żydem. Po prawdzie to szkoda, że żaden z nas nie był. To by wytrąciło im oręż z ręki, tak jak kolor skóry, rozprawił się z oskarżeniami o rasizm w przypadku Williego. Terry się tego uczepił i naciskał na Price'a (Myślałem, że papugiem Terriego, był ten Inman. - dop.tłum), żeby wytłumaczył, że nazwa 'Yids', ma tyle samo wspólnego z prawdziwymi Żydami, co Birmingham Zulu Warriors, z wojowniczym plemieniem z Afryki Południowej. To tylko nazwa, jak Gooners, czy ICF. Ten termin może i odnosił się do korzeni klubu (Co chyba nie jest faktem i Tott'am, podobnie jak Chelsea, Millwall, West Ham wpadł w ręce żydowskiego kapitału, dopiero całkiem niedawno. Myślę, że raczej zdecydowało, tak jak w przypadku Ajaxu, położenie stadionu. - dop.tłum), ale kibice Spurs, zamiast czuć się tym obrażeni, obrali go sobie jako nazwę i powód do dumy, psując zabawę swoim wrogom. Sędzia oddalił to sprostowanie. Myślę, że dla niego ten termin zawsze będzie się kojarzył się z czymś obraźliwym. PS. Dlatego zarząd TH FC, walczy ze swoimi kibicami, a za przyśpiewki o 'Yiddos', można wyłapać bana.
    • hank, sterby oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 26.04.2022 o 01:04
      Post #1531359 26.04.2022 01:04
    26 marca 1987.policja przeprowadziła serię nalotów na prywatne mieszkania i aresztowano, kilkunastu prominentnych członków InterCity Firm West Ham United. Ludzie z bagien, mieli nawet swoje wizytówki. Pod logo, z dwoma skrzyżowanymi młotami, widniał napis: 'GRATULACJE! Właśnie zostałeś trafiony przez słynną ICF'. Zapalnikiem dla policyjnej akcji, była awantura na promie, płynącym przez Kanał, gdzie niewielka grupa West Ham, stoczyła zacięty bój z przeważającymi siłami Manchesteru United. Gdy ciekawski dziennikarz, zapytał mieszkańca bagien, schodzącego na ląd, co sądzi o tych gorszących wypadkach, jakie miały miejsce na pokładzie, usłyszal: 'Od nas 10 osób, od nich cztery dychy i my ustalamy rezultat. Tak to wyglądało mejt.' Kibice West Ham, mieli odpowiadać, na te same zarzuty co my. Konspiracja z zamiarem wywołania zamieszek. Wychodziło na to, że władze zaczęły wdrażać metodę, polegająca na zatrzymywaniu fanów i zamykaniu ich w areszcie. Prasa znów rozpisywała się, o brawurowych akcjach, gdzie oficerowie policji, pracując undercover, śledzili i podsłuchiwali ICF lads. Nie żebym darzył jakąś sympatią, tych chłopaków z West Ham, ale nie życzę policyjnego nalotu o świcie, największemu wrogowi. Mam tylko nadzieję, że kilku Chelsea lads, wybrało się na ich pierwszą wagę i pomachało im na do widzenia, gdy odprowadzano ich na śledczaki. Rankiem 28.stycznia, policja zjawiła się w korytarzu sądu, z całą kupą średniowiecznych, stalowych narzędzi tortur. Mieliśmy zagwozdkę. Do sieczkarnika zajrzała kobitka, w średnim wieku, lekko przy kości, z promiennym uśmiechem na twarzy. Była jak ciepły, wiosenny powiew wiatru. Nazywała się Cynthia Payne. 'Hello boys! Dobrze Was tu traktują?" "Mam nadzieję!" Przypominała tą ciocię, którą uwielbia cała rodzina, która na Święta wpycha w ciebie te wszystkie frykasy i poi cię sherry, a potem brzuch cię boli od śmiechu, po jej sprośnych opowiastkach, o twoich rodzicach. Poprawiła nam gruntownie humory i pozwoliła spojrzeć z innej perspektywy, na to wszystko, co działo się u góry. "O nic się nie martwcie. U mnie w sąsiedztwie, jest pełno takich zadartych nosów." Nie bardzo mogliśmy zakumać ocb, dopóki nie zaczęliśmy sobie przypominać, co czytaliśmy ostatnio w gazetach. Nie od razu skojarzyliśmy ją, z jedną panią, która prowadziła dom, w którym roiło się od prostytutek. Kiedyś zapytaliśmy ją, po co są te wszystkie narzędzia tortur. Powiedziała nam, że są to pomoce, służące do procedur korekcyjnych, dla niegrzecznych chłopców. "Coś, co im zostało z ich prywatnych szkółek i co muszą kontynuować w swoim dorosłym życiu." Prasa opisywała to, jako proces kuponowy, bo wielu klientów, płaciło za usługi, firmowymi voucherami, na darmowe posiłki w restauracjach. Nie dziwiło nas, że przybytek ten, cieszył się popularnością, bo w jej towarzystwie każdy od razu czuł się swobodnie i komfortowo. "Wiesz co Cynthia? Myślę, że kiedy się to wszystko skończy,wpadnę na filiżankę kawy i pączusia, do tego Twojego lokalu, na Ambleside, Stretham. Brzmi bardzo zachęcająco." Stwierdził raz Dougie. "Wpadnij Laaav!" Odrzekła Cynthia z zalotnym uśmieszkiem. Ale tak naprawdę, to Terry wpadł jej w oko. "A ty Terry? Odwiedzisz nas kiedyś?" "Obawiam się, że nie skorzystam. Z tego co mówisz, w korytarzu mógłbym się natknąć ,na niejednego znajomego prokuratura, a to by popsuło całą radochę, z wizyty u Ciebie." Cynthia pojawiła się u nas, a potem zniknęła, gdy uznano ją za niewinną. Ale przyniosła ze sobą coś, czego nie spodziewaliśmy się tam znaleźć. La joie de vivre. Radość życia, której nam tak brakowało. W Hamlecie, jest taki przydługi monolog, gdy duński książe, przemawia do ducha. Pamiętam, bo mój nauczyciel od Angielskiego, zawsze do tego wracał, tak jakby ta rozmowa Hamleta z czaszką, była jakąś pierwotną osią, ludzkiej cywilizacji. Gdy PC McAree, wstał i złożył zeznanie,w którym zawarł dramatyczny monolog, przywołaując osoby Terriego i chłopaków, zdało mi się, że znów siedzę w ławce w gimnazjum. 4 a, Tunbridge Wells. "W sobotę, 18.stycznia,1986., widziałem mężczyznę, znanego mi jako Terrence Last, w pobliżu stacji Rolfe Street, na Smethwick. Policja tam, nadzorowała rozchodzący się tłum, po meczu, który dopiero, co się zakończył. Last zjawił się przy głównym wejściu i nalegał, że chce złapać pociąg, w kierunku dworca Paddington, a nie na Euston. Próbował się wykłócać, ale jemu i towarzyszącym mu osobom, nie zezwolono na wejście do pociągu, do którego zamierzali." Potem McAree, przeszedł do szczegółów konwersacji, które jasno pokazywały, że motywem podróży na dworzec Paddington, miała być wycieczka do Birmingham, gdzie na dworcu New Street, Terry zamierzał urządzić awanturę z Zulus. Terry miał rozmawiać z nieznanym McAree'emu mężczyzną. "'Jakieś plany Tel?' 'Tak. Ale w pięciu nie damy rady.' 'Piętnastu, to już by była inna śpiewka.' 'Przekopka jak chuj, jebanych czarnuchów. Mówię Ci Tel, chłopaku!' 'Anyway. Gdzie Hickey?' 'Hickey już się w to nie bawi. Jedyne co go interesuje, to młócka i skosić parę groszy na autobusie. W którym połowa, to i tak są jakieś łby.' "Czemu sami czegoś nie wykręcicie. Jak będzie awanti to Hicky się zjawi.' Dodał Last. ' Coś się wymyśli. Jak nie Earl's Court, czy Victoria, to nawet South Ken. (Kensington).'" Cały ten dialog, ciągnął się i ciągnął. Setki słów. Dziesiątki linijek. Ja i Terry, jawiliśmy się w nich, jako General i Szef połączonych sztabów,opracowujących strategiczne plany operacji wojennych. Zaznaczono też, zjawisko, zacieśniającej się współpracy pomiędzy wrogimi gangami, w związku z Mistrzostwami w Meksyku. Wyciągnięto tu powiązania ze Scottym, z West Ham. "Kto to jest ten cały 'Scotty'?" Wymamrotał Vince. "Nigdy o kimś takim nie słyszałem!" "To wywołało poruszenie w grupie Last'a. 'Kumplować się z West Ham?' 'Bardzo rozważnie przed Meksykiem. Zajebisty pomysł Tel. Zajebisty chłopaku!'" Terry nachylił się w moją stronę: "To samo powiedział Arthur Daley do Terriego McCann'a, w 'Minderze' (Chodzi chyba o jakiś cytat z filmu. Nie wiem, nie oglądałem 'The Minder'. - dop.tłum.) ?" "Chryste! Zaraz tu będziemy mieli nadupcankę z policyjną Pirat TV, o niehonorowanie praw autorskich!" Wycedził mi zniesmaczony do ucha. "'Nieźle żeśmy zrobili West Ham na Arsenalu.Dobre to było. Myślałem, że będą na Victorii,ale i tak ich zrobiliśmy. Ale na razie spokój chłopaki.' Powiedział Terry (Wkurwia mnie to, że na początku Hickey pisał, że psy zawsze używają, zeznając przed Sądem, tylko nazwisk oskarżonych. Wczoraj zaś były imiona i nazwiska, a teraz to już wogóle po imieniu jadą. Trochę konsekwencji by nie zawadziło. Ja nie będę poprawiał po autorze. - dop.tłum.) 'Kiedy w końcu zbierzemy całą Firmę Tel? Już nie pamiętam, kiedy mieliśmy starcie ekipa na ekipę!' 'No cóż, miałem bogate plany na dzisiaj, ale zrujnował mi je Old Bill.' Powiedział Terry."' I tak na okręta. McAree, nawijał przysięgłym makaron na uszy, opowiadając o tych wszystkich złowrogich knowaniach, odkrywanych w kolejnych aktach tej sztuki. Knowaniach, które później miały zostać przekute, w niecne awantury i podłe draki, urządzane przez szubrawców, zasiadających w tym Sądzie, na ławie oskarżonych. Podejść tak blisko, by wyraźnie usłyszeć każde słowo i jednocześnie, zapamiętać je niczym dyktafon Telefunkena, by w dowolnej chwili, odtworzyć je ze stu procentową precyzją. W głowie się nie mieści. Mieści? Mi nie. Może i McAree był reinkarnacją Hamleta (Na to jest chyba jakiś inny termin, ale ani ja, ani autor najwidoczniej go nie znamy. - dop.tłum.), ale sztuka, którą wystawiał przed Sądem, to była adaptacja 'Juliusza Cezara' Williama Szekspira. Posłaniec: Szykujcie się generałowie! Wróg zbliża się pod sztandarami. Ich krwawy znak, nad ich głowami. Szykujcie się, bo krucho z nami. (Przekład własny. - dop.tłum.) Sierżant Hobbs, przyklepał to wszystko, zeznając, że osobiście zawrócił Terriego Lasta, próbującego złapać pociąg na Paddington. To, że Hobbs, nie potwierdził niczego, co miałoby jakiekolwiek znaczenie, tak naprawdę się nie liczyło. Ważne, że potwierdzał zeznania PC McAree'go. Teraz już mieliśmy całą siatkę gangów, splecionych różnymi niejasnymi powiązaniami. Łączyła je wspólnota interesów, czyli organizowanie awantur i bijatyk. Prasa często opisywała, jak handlarze narkotyków, łączą się w większe kartele, by zdominować rynek. W filmie 'Ojciec chrzestny', rodziny mafijne, organizują spotkania, na których dokonują podziału stref wpływów i planują krwawe jatki. Po raz pierwszy mecenas Inman, wyglądał na pokonanego, a prokurator Lett tryumfował. Na filmach, zawsze nadchodzi ten moment, gdy jedna ze stron, zaczyna przedstawiać się coraz gorzej. To się stało właśnie dzisiaj. Jak można przekonać ludzi, że nie było żadnej konspiracji, kiedy oni wierzą, że "coś w tym musi być"?Terry porównał to do operacji 'Overlord' w czasie drugiej wojny światowej. Hitler był do tego stopnia przekonany, że aliancki desant nastąpi w Pais de Calais, że właściwe lądowanie w Normandii, wziął za zasłonę dymną, mającą na celu odwrócić uwagę Niemców, od miejsca rzeczywistej operacji. Następnego ranka, Dougie zaczął się wypytywać o miłosno-nienawistną relację pomiędzy Chelsea i West Ham i jak to tam było z tym, na reprezentacji. Terry miał na to ciekawą teorię. "Mieszkańcy hrabstwa Essex, wywodzą się w prostej lini od plemion bagiennych, zamieszkujących tamte tereny i zasadniczo wszystkie ich problemy, wywodzą się stąd, że reszta Anglii, od zawsze patrzyła na nich trochę z góry. Kolejną rzeczą, której się wstydzą, jest fakt, że przed wiekami, wybrali na swoją przywódczynię, kobietę o imieniu Baudicca. Było to w czasach, gdy za pomysł, że kobieta mogłaby być premierem, ludzi zabijano śmiechem. Te ich historyczne powikłania, sprawiają, że dla nich mecze reprezentacji, to jedyna okazja, na ugruntowane ich zachwianego poczucia męskości. Bagnida, to ponoć bardzo popularne imię, zarówno dla chłopców, jak i dla dziewczynek, w odseparowanych siołach i sadybach prowincjonalnego Essex." Świat według Terriego. Pokręcony, ale zabawny. Dla nas, na Chelsea, repra była fantastyczną rozrywką, bo nie mieliśmy zbyt wiele okazji, pojeździć sobie po Europie. Dlatego zawsze stawialiśmy się tam w dobrych liczbach. West Ham zawsze miał ochotę na zastraszanie ludzi i prowokował starcia. Chłopaki z Północy, zaczęli łączyć siły, by móc się przeciwstawić ICF. "Pamiętacie Rumunię? Jak Taffy z West Ham i paru innych, przypucowało się do nas, żeby wspólnie zrobić Leeds?" Zapytał Terry. Miałem to dobrze w pamięci i na samo wspomnienie, zacząłem się śmiać. Połowa całego angielskiego kontyngentu, to były chłopaki z Chelsea. Oprócz tego razem z nami był Jeff. Człowiek o wysublimowanym guście i obdarzony nieprzeciętną inteligencją. 'Jezdeście z nami na Leeds , czy mamy to wrzystko zrobić sami?' 'Nazywacie się Lońdynczykami?! Jezteście hańbą dla tego miasta!' Pokrzykiwał rozeźlony Taffy. 'Upraszam wybaczenia, ale chyba mamy tu do czynienia z pewną niekonsekwencją. Czy Ty właśnie próbujesz nam nawrzucać z walijskim akcentem (Taffys, to popularna na Wyspach, zwyczajowa nazwa dla mieszkańców Walii. Tak jak Paddies, to Ajrisze. - dop.tłum.)?' Dopytywał się Jeff. 'My nie jezdeśmy niekonsekwencja, ani żadna inteligencja, tylko InterCity Firm. Ale widzę chłopoki, że was na to nie stać!' 'Słuchaj, Bukareszt był kiedyś określany Paryżem Wschodu, a ty chcesz takie kulturalne doświadczenie, zamienić w prostacką młóckę z Leeds? Strasznie to słabe i kompletnie bez klasy.' Pouczał go Jeff, podśmiechując się pod nosem. Taffy miał tego dosyć i odbił. Jeff natomiast przez resztę wyjazdu, nie mówił o nich inaczej, tylko IceCream Firm, podczas gdy oni, marszczyli się coraz bardziej, za każdym razem, gdy spotykały się nasze drogi. Jeff stąpał po cienkim lodzie, bo Taffy to był naprawdę kawał nieprzyjemnego skurwiela, który tylko czekał na ćwierć okazji, żeby komuś zrobić krzywdę. Raz w Luxembourgu, pociął Charley Farley'a, chłopaka od nas z Tunbridge Wells. Czterocalowa blizna na ryju do końca życia. Cal do góry i straciłby oko. Według Terriego, niechęć West Hamu do nas, brała się stąd, że mieliśmy lepszą opinię, u kibiców z innych stron Anglii, którzy doceniali nas, zwłaszcza za bitwę w Budapeszcie w 1981 i za to, co pisano o nas w gazetach, po sławetnej wyprawie do Ameryki Południowej, w 1984. Grupa kibiców Chelsea, zdecydowała się jechać na tournee za reprezentacją Anglii. Mecze w Rio de Janeiro, w Santiago de Chile i w Montevideo, w Urugwaju. Po taniości, to to nie było. Normalnie federacja powinna wspomagać takie wysiłki, albo przynajmniej im przyklasnąć, ale oczywiście było zupełnie odwrotnie. Byliśmy 'My' i 'Oni', i oczywiście syndrom 'Po co przyjechaliście? Nie chcemy was tutaj.'
    • hank, sterby oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 26.04.2022 o 16:38
      Post #1531472 26.04.2022 16:38
    • Edytowany
    Mecz z Brazylią, to był przekocór i Anglia wygrała 2:0.Kłopoty zaczęły się dopiero, w Rio de Janeiro na lotnisku, gdy okazało się, że jeden z naszych reprezentantów, John Barnes, posługuje się jamajskim paszportem, bo stamtąd pochodził. Tak się przynajmniej tłumaczyli działacze, chłopakom. Lads weszli jako pierwsi do samolotu, a obsługa wzięła ich za piłkarzy i działaczy. Ameryka Południowa. Tam niekompetencja, śpi z korupcją, pod jedną pierzyną. "Jesteście z reprezentacji Anglii?" "Ależ oczywiście." Beczka śmiechu i wesela. Podostawali karty pokładowe '1st.class-priorytet', patrzą, a za chwilę piłkarze, pytają się ich grzecznie, czy to miejsce obok jest wolne. Ktoś dosyć głośno, wyraził swoją opinię o aferze paszportowej Barnes'a i atmosfera zagęściła się z automatu. Dziennikarze chełpili się później, że twardo stanęli po stronie Barnes'a i nawet próbowali wystartować do typa, który to skomentował. Co za gówno! Jedyne co pismaki wtedy miały, to straszny żal, bo kibice rozsiedli się w pierwszej klasie, a oni musieli się gnieść w economy. Załoga Brazylijskich Lini Lotniczych, nie miała problemu, z takim rozlokowaniem pasażerów. "Moglibyście dać nam spokój i pozwolić nam się rozkoszować kieliszkiem tego wyśmienitego szampana?" "Ale to są nasze miejsca!" "Nieprawda. Posiadanie, to jedenasta dziesiąta prawa. Po za tym, gdyby Barnes, był dumny, z tego, że jest Brytyjczykiem, to by podróżował z brytyjskim paszportem." Anyway, jeden typek tam, który naprawdę nie lubił kolorowych, stwierdził: "Gole czarnuchów się nie liczą, więc Anglia wygrała tylko 1:0." To czy inni się z tym zgadzali, nie miało znaczenia, bo chłopaki i tak zamierzały się trzymać razem, cokolwiek by ich spotkało. A prasa po powrocie, opisała prawdę tak, jak to oni widzieli. Nie ma lepszego miejsca, na oglądanie futbolu, niż wschodnia część Europy. Nawet w czasach, gdy rządzili tam komuniści, nie potrafili oni zdusić w tamtejszych ludziach, szalonej pasji do piłki nożnej. Tego nie da się opisać. Oznaczało to, że w dzień meczu, każdy Anglik, mógł się stać celem ataku dla cegły,metalowego pręta, czy też pięści miejscowych. Tak było właśnie, na przykład w Budapeszcie w 1981. Zarówno Węgry, jak i Anglia, potrzebowały zwycięstwa, by wciąż mieć nadzieję, na wyjazd na Mistrzostwa. Wtedy to, nad pięknym, modrym Dunajem, na stadionie Nep, widziałem chyba najcudowniejszą bramkę w moim życiu. Trevor Brooking, uderzył piłkę z taką furią, że nieomal rozerwała sietkę i utkwiła między stalowymi wspornikami bramki. Widok wgniecionej piłki, był dla węgierskich fanów, sygnałem do wykopywania betonowych fragmentów z ich stadionu i rozpoczęcia ostrzału naszego sektora, czymkolwiek tylko się dało. Sytuacja taka trwała non stop i kiedy próbowaliśmy wyjść ze stadionu, drogę zagrodził nam potężny tłum, oczywiście rzucający kamienie. Gdy dotarliśmy do metra, wszyscy mieli gęsią skórkę. Miejscowa prewencja, nie mogła przeboleć odpadnięcia ich reprezentacji z kwalifikacji i zaczęli psikać gazem, przez otwarte okna w pociągu. Wszyscy nagle chcieli się stamtąd wydostać, choćby z drzwiami i oknami. Nawet normalni ludzie, wpadali tam w kompletny amok. Nie mając innej drogi ucieczki, angielscy fani postanowili się ewakuować, choćby po trupach węgierskich policjantów. Ci jednak nie byli gotowi, na takie ostateczne rozwiązania i wycofali się stamtąd. Wtedy pojawił się tłum węgierskich fanów. Nie wiem, jak przerażający musiał być widok, płaczących i wyjących z bólu, angielskich zombies, ale dla Madziarów był on wystarczająco straszny, by zrezygnować z ataku na straceńców i oddalić się poza zasięg, na ślepo zadawanych przez nich ciosów. W połowie drogi, tłum Węgrów, zderzył się ze spieszącą na pomoc swoim krajanom, węgierską policją. W całym tym kurewskim zamieszaniu, policjanci wzięli swoich rodaków, za atakujące hordy Anglików i ich gumowe pały, ze świstem, zaczęły gęsto przecinać powietrze. To był ten moment, gdy Chelsea lads, objęli komendę. Nasza ekipa, ustawiła się z czoła i z hasłem na ustach: 'Anglia i święty Jerzy!!', ruszyliśmy na dwumilowy spacer, ulicami Budapesztu, w stronę hotelu. Wystartowaliśmy zwartym szeregiem, spychając miejscowych. Ktoś krzyknął: "Stać! Przegrupujmy się i jazda z nimi!!“ Ekipa West Ham, stała tylko z boku i jak to oni mają w zwyczaju, groźnie się marszczyli (Zabawne, bo angielskie słowo 'marshes', oznacza właśnie 'bagna'. Taki śmieszny zbieg okoliczności. - dop.tłum.) Jeff miał z nich bekę, że gdyby im pozakładać obroże, to byłaby z nich niezła sfora, psów chojraków. Brakowało im tylko, Stefana Motyki. Ja nie miałem czasu, na tego typu żałosne pantomimy. Zebrałem doborowe komando i wbiliśmy w boczną uliczkę, oskrzydlając linię frontu. Po chwili, znów wróciliśmy na główną ulicę, atakując Węgrów perfidnie z bocura, co miało dla nich, katastrofalny efekt. Miejscowi rozbiegli się w popłochu, zasypywani lawiną ciosów, teraz już z kilku stron. Najbardziej przerażała ich chyba myśl, że nasza znajomość topografii, sprawiła, że to oni nagle znaleźli się w jakimś obcym mieście. (No też mi znajomość. W każdym chyba większym mieście, są drogi równoległe do głównych arterii i wszędzie da się poprowadzić jakiś objazd. - dop.tłum.) W pociągu do Paryża, wszystkie chłopaki śmiały się i gratulowali sobie nawzajem, najlepszego manewru oskrzydlającego w historii pola walki. (E tam. My też żeśmy się chyba parę razy pokwapili, z karną ekspedycją do Rakus. Ale i Siedmiogrodzianie nam raz potężnie dupy sprali, z tego co pamiętam. - dop.tłum.) Organizowałem raz autobus do Southport, gdzie razem z moim bratem, Samem, mieliśmy zarezerwowany nocleg w B&B. W niedzielę, graliśmy na Evertonie i po raz kolejny Brytyjskie Koleje, wykazały się wspaniałe, nie podstawiając żadnych pociągów. Dostanie się tam środkami publicznego transportu, to był jeden wielki ból dupy. Prawdziwy MWG weekend, dla kmwtw. Pub, klub nocny. Jakieś relacje nawiązane z dupeczkami ze Stockport, albo nawet z jakimiś scouse-świniami. Minimum dobrej zabawy, gwarantowane. W sobotę rano, chłopaki jak zwykle, wskakiwali do autobusu na różnych przystankach z centralną zbiórką, oczywiście pod Łabędziem. Pod Swanem chętnych było tyle, że nie tylko do żadnego autobusu, ale nawet do pociągu specjalnego, trudno byłoby im się upchać. Dosłownie parę koła. Pod pubem leżała góra toreb sportowych, wielkości masywu Mount Blanc. Nie mogłem zabrać na pokład, ani jednej głowy więcej, niż przewidziane ustawowo, bo policja siedziała już na nas dość dobrze i na każdym wyjeździe, mieliśmy przynajmniej dwie, trzy kontrole drogowe panów czepialskich. Nawet jak wszystkie sprawy techniczne były tip top, ogromną radość, sprawiało im wyciąganie na pobocze wszystkich pasażerów, nie posiadających miejscówek. Widok smutnych twarzy, kumpli zostawianych na parkingu, dla nikogo nie jest miłym doświadczeniem. Zwłaszcza dla osoby tak przedsiębiorczej, jak ja sam. Niestety, takie rzeczy, czasem się zdarzają w życiu. PC Kehoe wyskoczył do raportu pierwszy: "W sobotę 15.marca, byłem na służbie po cywilnemu i wraz z kilkoma oficerami Metropolitan Police, zajmowałem się obserwacją kibiców Chelsea, w Southport, na Merseyside. Około 10.30, dostrzegłem grupę młodych ludzi." Potem wymienił Terriego, Tooms'ego i Młodego Petera, jako osoby, które rozpoznał w tej grupie. Terriego opisał dokładnie, że miał na sobie biały sweterek i jeansy. *Grupa przemieszczała się szerokim chodnikiem, w naszą stronę. My staliśmy na lewo od nich, po drugiej stronie ulicy. W odległości jakichś 30 jardów. Grupa liczyła około 30 osób. Zachowywali się arogancko i ze względu na swoją liczbę, zajmowali całą szerokość chodnika. Last, Toombs i Peter, znajdowali się na samym przedzie grupy. 'Come on!' Krzyknął Last i wzniósł rękę do góry, jakby był jakimś wodzem. Wtedy zobaczyłem trzech młodych mężczyzn, zbliżających się z przeciwnej strony. Gdy zbliżyli się, Last uderzył pięścią, jednego z tej trójki. Tamten mężczyzna, próbował odsunąć się na bok, zasłaniając się prawym ramieniem,lewą ręką, wyprowadzając cios na korpus. Gdy schylił się próbując zasłaniać twarz, został kopnięty w brzuch. Inni z grupy, przyłączyli się do ataku. Cała ta trójka otrzymała po kilkanaście ciosów, po czym grupa, ruszyła dalej. Kilkanaście jardów dalej, na chodniku pojawiły się dwie kobiety, w średnim wieku i zbliżały się w kierunku grupy. Z grupy posypały się niewybredne komentarze, na temat wyglądu tych pań. Jednej z kobiet, ktoś zdarł nawet nakrycie głowy. 'Obrzydliwy masz ten kapelusz, ty tłusta krowo!!' Ktoś wtedy krzyknął. Kapelusz został wyrzucony na środek ulicy. Kobiety objęły się nawzajem i zaczęły szlochać, będąc wyraźnie podenerwowane. Grupa, której wciąż przewodził Last, skręciła w boczną alejkę. Po chwili z tej alei, dobiegły krzyki i brzęk tłuczonego szkła. 'Jednego Scousersa mniej!' Krzyknął Last. Wtedy grupa z Lastem na przedzie, przebiegła na drugą stronę ulicy, wstrzymując ruch na drodze. Tam się zatrzymali. 'Uważajcie na Old Billa lads!' 'Będzie ich tu pełno, jak znajdą tego fiuta i wszystkie jego brakujące części!!' 'Co teraz robimy Tel?!' Krzyknął ktoś inny. 'Rozjebiemy całą tą zasraną dziurę!' 'Dawać! Wszyscy!!' Cała ta grupa, przemieszczała się później poboczem ulicy, wywołując przerażenie przechodniów i zachowując się nieprzystojnie." Zgodnie z zeznaniem policji, grupa prezentowała całą gamę patologicznych zachowań. Od agresji ukierunkowanej w stronę innych, agresywnych młodych ludzi, po terroryzowanie kobiet, dzieci i zwykłych przechodniów. Zwłaszcza prześladowanie bezbronnych kobiet, miało bardzo negatywny efekt w odbiorze jury. Siedmiu z pośród dwunastu ławników, to były kobiety. Każda część składowa jakiegoś wydarzenia, jest następstwem czegoś, co wydarzyło się wcześniej. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeśli skupisz się dostatecznie, na wydarzeniach toczących się wokół ciebie, zawsze możesz wywrzeć na nie jakiś wpływ. Mistrzowie Chi, twierdzą, że są w stanie otoczyć opieką istnienie ludzkie, tylko potęgą własnej woli. Lekkoatleci utrzymują, że potrafią wygrać wyścig, zanim on się wogóle rozpocznie. Muszą go tylko wcześniej, wygrać w swoim umyśle. Wybór przysięgłych, okazał się kwestią kluczową. Ja niestety, dopiero miałem się o tym przekonać. To nie było tak, że młodsze chłopaki z Chelsea, nie potrafiły machać scyzorykami. Potrafili leczyć Scousersów i innych, ich własnym lekarstwem. Najczęściej, były to rozsuwane noże Stanleya. Jednego sobotniego wieczoru, paru chłopaków wysiadło na Kings Crossie, na powrocie z wyjazdu i uderzyli na bronka, w dół Euston Road. Był tam taki pub, w którym nieraz drynili. Był wczesny wieczór, ale to był już grudzień, więc na polu zapadł już zmierzch. W pewnym momencie, zdążając z przeciwka, po drugiej stronie ulicy, pojawiła się inna grupa fanów. Chłopaki długo się nie zastanawiały. "Przechodzimy na drugą stronę ulicy. To są Scousersi." Nagle oni ruszyli w stronę naszych. "You cockney bastards!" Nie wiedzieli, że mają doczynienia z Chelsea. Choć to i tak pewnie było im obojętne. Wszystkich Londyńczyków, nienawidzili równo. Jeden z fanów Chelsea, wyłapał cios cegłą, z partyzanta na głowę. Ciemność,widzę ciemność i chicken dance, na miękkich nogach. Za chwilę nieprzytomny, zwalił się na glebę. Reszta chłopaków z Chelsea dała długą. Scousersi pogonili ich z dwieście jardów, po czym dali sobie spokój. Wrócili do tego nieszczęśnika, odesłanego na spanie. Przekopali go trochę, a potem ktoś krzyknął: "Jedziesz mu Stacha!" Zgrzytnął otwierany Stanley. Wycięli mu potężnego X, na całe plecy. 200 szwów. To samo później spotkało z ich rąk, kolesia z West Ham United, pod koniec sezonu. To że typ z Evertonu, wyłapał później za to sześć lat, wcale nie łagodziło gniewu, jaki wybuchł po takiej manianie. Chelsea była dobrze znana z tego, że załatwialiśmy się tylko z tymi, którzy tego naprawdę chcieli. Nie atakowaliśmy zwykłych fanów. Ale jeden z policjantów miał podsłuchane, jak obgadujemy wydarzenia ze Southport, co miało tylko wzmocnić akt oskarżenia. Na salę rozpraw dostarczono tego Scousersa, który, nie zdołał się odbić od witryny sklepowej i wdarł się wraz z nią do środka, w fontannie odłamków szkła, niczym jakiś opętany wyprzedażami zakupowicz. Jednak ani on, ani żaden z jego ziomali, nie potrafili rozpoznać nikogo z oskarżonych. Ostatnim z ich świadków był młody policjant, na przyuczeniu, który rozpoznał mnie, jako tego, który stał na przedzie naszego autobusu. Opis naszej podróży do Stockport i wyjazdu na Everton, prezentował nas w coraz gorszym świetle. Mimo, że adwokaci bezlitośnie grillowali Kehoe, negatywne wrażenie na jurorach pozostało. Zwłaszcza obraz bezbronnych, płaczących i ochraniających się nawzajem kobiet, zrobił dla oskarżenia kawał roboty. Hickmott organizował autobusy, pełne najgorszej hołoty na Chelsea. Aroganckiej, wulgarnej bandzie, zaczepiającej spokojnych ludzi, przewodził Last. Wszyscy oni gonili po ulicach, a dopadnięte ofiary, okaleczali do końca życia. Za sznurki pociągali Hickmott i Last. Wyglądało to wszystko coraz gorzej.
    • hank, sterby oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 27.04.2022 o 00:16
      Post #1531536 27.04.2022 00:16
    • Edytowany
    To, że w sobotę w Southport, podczas naszej wizyty, doszło do kilku incydentów na ulicach, było niezaprzeczalnym faktem, ale jak udowodnili nasi obrońcy, podpierając się policyjnymi statystykami, w każdy sobotni wieczór w Southport, po zamknięciu pubów, mają miejsce jakieś ekscesy. Oprócz tego, zwrócono uwagę przysięgłych, że o ile zeznania policjantów są prawdziwe, to podczas tych zajść oficerowie policji z Londynu, zachowywali bierną postawę, co dyskredytuje ich, jako stróżów prawa. Dodatkowo brak było jakichkolwiek obiektywnych świadków, którzy zidentyfikowaliby oskarżonych. Pamiętam, że Terry przyszedł rano, do tego motelu gdzie nocowałem, po dwóch swoich ziomków i odbili do jakiegoś innego pubu, niż cała reszta. Terry pół nocy grał w karty. I znów poszli gdzieś grać. Nigdy nie miałem radochy z kart. Przynajmniej nie takiej jak Terry. 2£ minimum za wejście. Autobus miał wyruszyć z pod dworca w Southport, w niedzielę przedpołudniem. Wszyscy wtłoczyli się na pokład, śmiejąc się i wspominając ubiegły wieczór. Dwie, czy trzy osoby, przechwalały się numerami telefonów, od wyrwanych towarów. MWG weekend jak z obrazka. Juz mieliśmy odjeżdżać, a tu wpada policja do środka. Na drodze stanął im Viscount Lindley. Gość, który odżywiał się psią karmą. Pedigree Chum na lunch. To była jego dieta. Nikt się do niego nie zbliżał, bo oddech miał prawdziwie psi. Nie muszę dodawać, że Viscount'owi podryw w Southport nie pyknął. Pomimo widoku typa wcinającego drobiową wątróbkę, z puchy z uśmiechniętym retrieverem, funkcjonariusze zarządzili rewizje osobiste, wszystkich pasażerów. Dwie osoby wyciągnięto, za posiadanie niebezpiecznych przedmiotów. "Czemu jego nie zamielicie, za niebezpieczne nawyki żywieniowe?" Krzyknął ktoś w stronę policjantów. Gdy byłem trzepany, padło pytanie o problemy z poprzedniego wieczoru. Rozejrzałem się ździwiony i wzruszyłem ramionami. "Ja nie miałem żadnych." Nie miałem też wcześniej żadnej wiedzy, że coś się wogóle wydarzyło. Gdyby ktoś od nas z autobusu, wpakował się w cokolwiek, wszyscy by o tym wiedzieli. Pewnego poniedziałkowego poranka papug Dougie'go, wtoczył się na salę sądową, cały w opatrunkach gipsowych. Sędzia przyglądał mu się dłuższą chwilę z nad swoich okularów. "Co Pan zrobił? Chyba nie był Pan w sobotę na Chelsea?" Sędzia pozwolił sobie na szydercze parsknięcie,w stronę przysięgłych. "Nie my lord. Wypadek na nartach." Naprawdę mnie to podkurwiło. Byliśmy oskarżeni o poważne przestępstwa, a ten sobie podśmiechujki urządza, sugerując, że wszyscy ludzie chodzący na mecze, ryzykują poważne uszkodzenie ciała. Trzy mecze zostały wymienione w akcie oskarżenia. Ostatnim był finał Full Members Cup, na Wembley, 23 marca 1986 roku. Umówiłem się z moim ziomalem i mieliśmy się spotkać z moim bracholem, pod bramkami, na bilety z kas. To były czasy, gdzie bilet można było jeszcze kupić w dniu meczu. Zabawne było to, że gdyby rzeczywiście była jakaś konspiracja organizująca zamieszki, ten mecz, to powinny być dla nich sianokosy. W tamtym okresie, na Man. City, biegała ekipa, która nazywała się Young Governors. Członek zespołu Oasis, Liam Gallagher, powoływał się nawet kiedyś, że był ich członkiem. Jedna z ich głównych twarzy Mickey Francis i 17 innych członków tego gangu, odsiadywali kilkuletnie wyroki,za bójki i awantury. Francis ma dożywotniego bana, na wszystkie stadiony w kraju. YG byli chętni się sprawdzić tego dnia. Nie ma wątpliwości co do tego. Parę sezonów wcześniej, Chelsea odwiedziła Maine Road, w Manchesterze, w jeden piątkowy wieczór i miejscowe chłopaki, zostały zredukowane do drżących galaretek, próbujących się kitrać, jeden za drugiego. Jak pisałem, wyruszyłem na mecz z Tunbridge Wells, z jednym moim koleżką. Razem z Martinem, próbowaliśmy zlokalizować mojego brata na bramkach. Gdy miałem już wchodzić, w tłumie wybuchł fajcik. Kompletny spontan między Chelsea i kilkoma Young Gov'nors. Z mojego miejsca na widowni w bramkach, Chelsea wyjaśniła tam City szybciutko. Do barierki dla świadków, podbija Kehoe, który tamtego dnia patrolował Wembley po cywilnemu,razem z Bellem. Kurtyna w górę. Przedstawienie od nowa. Na afiszu - Henryk IV. In thy faint slumbers I by thee have watche'd And heard thee marmur tales of iron wars. Do tego czasu zapewne, ława przysięgłych, zdążyła zapomnieć o tym, co działo się w Stockport, bo tamte zeznania, były składane ponad miesiąc temu. Ale znowu, gdy tylko padało w zeznaniach policjantów jakieś przekleństwo, wspomniano o jakichś brutalnych zajściach, ich wspomnienia odżywały. Kehoe opisywał mecz, podczas którego na trybunach wybuchło niewielkie starcie, a także jakieś mini awanti, miało miejsce w okolicach bufetu. Kehoe kontynuował: "Po meczu staliśmy pomiędzy Twin Towers, na tarasie niedaleko wiaduktu, nad Olympic Way. Obserwowaliśmy kibiców Chelsea, opuszczających stadion. Spostrzegłem trzech mężczyzn. Jednego z nich, zidentyfikowałem, jako Vincenta Drake. Tożsamości pozostałych dwóch, były mi nieznane." Potem Kehoe opisał tych dwóch młodych ludzi. Ich długie włosy i jak byli poubierani. "Zauważyłem, że podąża za nami około 30 osobowa grupa, która wkrótce, zwiększyła liczebność, do około 50. Dołączył do mnie PC McAree i udało nam się podejść bezpośrednio za plecy Deake'a. 'Zobaczymy, co się dzieje na stacji.' Powiedział Drake, rozglądając się po wszystkich. 'Powinniśmy tam trafić jakieś City. Dostaną dobry oklep. Mamy tu więcej niż na nich potrzeba.' Jakieś 100 jardów dalej, grupa zatrzymała się przy Olympic Way i zaczęli się rozglądać. 'Gdzie oni sa?!' 'Tracimy tu tylko czas. Dawajcie za mną!' " Grupa miała się już zwiększyć w tamtym momencie, do jakiejś setki. Z Vincem, jako "przywódcą",według didaskali Kehoe. Spojrzałem na Vinca i nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Śmiał się z tego wszystkiego w żywe oczy. Ktoś z boku, mógłby powiedzieć, że lekceważymy sobie to wszystko, ale jak można to poważnie traktować?Vince kierujący 100 osobowym oddziałem? On sobie rano nie potrafi czystej bielizny zorganizować. Kehoe ciągnął dalej: "Drake znów zatrzymał grupę i zwrócił się do wszystkich: 'Idziemy zrobić autokary City! Idziecie z nami?' Powiedział Drake. 'Dobra. Tylko, że nas jest tylko trzy dychy.' Odparł O'Farrell. 'Hickey, OK?' Zapytał Drake. 'Tak. Poczekajcie.' Odrzekł Hickmott i zaczął się oddalać, z trzema młodymi ludźmi. Ja, PC Bell i PC McAree, ruszyliśmy pośpiesznie za nim. 'Stop! Stop!!' Krzyczał Drake. 'Nie pchajcie się tam. Tam jest za dużo psów!' 'Dobra moje śliczne! Podejdziemy tylko kawałek. Niedaleko. Zaraz będzie papu.' Powiedział O'Farrell.
    • sterby, hank oraz MakuKSC lubią to.
    • the Painter

      5.8K
      7.3K
    • 27.04.2022 o 12:43
      Post #1531595 27.04.2022 12:43
    • Edytowany
    Potem dołączyła do nich grupa,około 30 osobowa, prowadzona przez Douglasa Welsh'a, który przejął dowodzenie i informował wszystkich, gdzie stoją zaparkowane autokary i gdzie znajduje się Old Bill. " Dla nas to wszystko, brzmiało kuriozalnie. Dougie'go poznaliśmy już na tyle, że mieliśmy poważne wątpliwości, czy poradziłby sobie z prowadzeniem taczek. A oni chcą wszystkim wmówić, że prowadził grupę 30 osobową i przejął dowodzenie. A Kehoe swoje: " 'Dobra chłopaki! Są autobusy! Jedziemy!' Pokrzykiwał Drake. Grupa, w której byliśmy, liczyła około 250 osób i zaczęła się przemieszczać, w kierunku parkingu dla autokarów. Na samym przodzie, szli Drake, O'Farrell i Welsh. Wszyscy wydawali rytmiczne odgłosy, przypominające szczekanie, lub warczenie. Zobaczyłem, że ktoś rzucił cegłą, która uderzyła w przednią szybę zaparkowanego mini-busa. Szyba pękła, ale nie rozbiła się. 'Kurwy się obsrały!! Jedziemy z nimi! Jedziemy!' Wykrzykiwał Drake. 'Jedziemy z nimi! Jedziemy!' Wtórował mu O'Farrell. Kibice Chelsea zaczęli wtedy rozbijać okna, w kolejnych autokarach z Manchesteru. Widziałem Welsh'a, biegnącego z zaciśniętymi pięściami i krzyczącego: 'Kill the Bill! Kill the Bill!' Widziałem jak grupa otoczyła funkcjonariusza mundurowego, który dokonywał właśnie zatrzymania. Welsh znajdował się w tej grupie. Ja wtedy, pobiegłem na sam początek grupy, która zaczęła się przemieszczać, z powrotem w stronę Olympic Way. Gdy byliśmy na stacji i czekaliśmy na peronie na pociąg, słyszałem, jak Drake powiedział: 'Zrobimy ich jeszcze raz na Euston. Chłopaki spotykają się w North London Tavern. Tam ich zrobimy jeszcze raz.'" Nadszedł jeden z kierowców. Do jego autobusu, wrzucono świecę z gazem łzawiącym i granat hukowy, którego eksplozja wypchnęła szyby z okien pojazdu. Kierowca zapytany, co by zrobił, gdyby dorwał sprawców dokonanych zniszczeń, odparł bez zastanowienia: " Ustawiłbym przed nimi karabin maszynowy i prółbym do skurwysynów." Salwy śmiechu, było słychać, aż w Manchesterze. Jeden po drugim, nasi obrońcy, przechodzili, do kwestionowania złożonych zeznań. "Tak więc PC Kehoe, był Pan na meczu z Sheffield Wednesdays i stało Pan na tyle blisko mojego klienta, że słyszał Pan o czym on mówi?" "Yes, Sir." "I z tego co pamiętam, użył Pan w swoich homeryckich opisach, frazy 'Zapamiętajcie grubasa', oraz 'Uważajcie na Old Billa'. Czy to się zgadza?" "Tak. Wydaję mi się, że tak." "Z tego co pamiętam, wspominał Pan też, że maszerował w tłumie, z powrotem na dworzec New Street, w Birmingham, i że był Pan obecny na meczu ze Spurs? Był Pan też jak mi się wydaje, obecny na ulicach Southport, przez jakiś czas, gdzie znalazł się Pan na tyle blisko, rozgrywających się tam wypadków, że mógł Pan śmiało dokonać identyfikacji osób w nich uczestniczących i dokładnie słyszeć, o czym te osoby rozmawiały?" Adwokat zaczął tą tyradę łagodnie i spokojnie, z czasem jednak rozkręcał się i w końcówce było już słychać w jego głosie gniew. " I teraz twierdzi Pan przed Sądem, że Pan i pański kolega PC Bell, podążaliście za grupą, zatrzymywaliście się pośród nich, jednocześnie pozostając na tyle blisko, by podsłuchać ich rozmowy, ale ani razu nie zostaliście przez nikogo rozpoznani? Nie dziwi to Pana? Bo mnie to zastanawia dość mocno." " Nie bardzo." Mecenas zajrzał w swoje papiery, ale to tylko tak na pokaz. Dobrze wiedział, co za chwilę powie. Przeszedł do pytań o to jak rozmawiają, ze sobą kibice, a jak zwracają się do policji i czy funkcjonariuszy undercover, potrafią przemawiać tak samo, na wypadek, gdyby przyszło im rozmawiać z fanami, pracując incognito. Adwokat prezentował swoje wypowiedzi z akcentem jak królowa, by nagle przejść do slangowego charkotu i miętosić w ustach coś o 'ołganizowany młócka'. Chciał uświadomić ławnikom, że nie jest to łatwa sprawa i jednocześnie, podkopać trochę pewność siebie Kehoe. I tak to szło. Jeden za drugim, policjanci byli wzywanie na świadków, i jeden za drugim, robili tam przy barierce kake. Każdy jeden został zestrzelony. Jak na strzelnicy w Wesołym Miasteczku . Pop! Klank! Kładzie się blaszka w kształcie kaczuszki. Trzask łamanej wiatrówki. Pop! Klank! Następna kaczuszka, zwaliła się płasko. Pull! Pop! Klank! Trzask. Pop! Klank! Tak to wyglądało z mojej ambony. (Jak na Kozłówku! I pinball Azteca? Williamsa, chyba jeszcze z pierwszej poł. I. 70.-dop.tłum.) Na koniec pan ze strzelnicy dawał ci kupon na nagrodę. Ja poproszę kartę 'Wychodzisz wolny z więzienia'. Nasi obrońcy, trafiali non stop w cel, ale czy dostaniemy wolność w nagrodę od ławy przysięgłych? Policja jak do tej pory, nie uściśliła , na czym miał polegać mój udział w tej mitycznej konspiracji. Jedyny co na razie ustalili, to że byłem na kilku wymienionych meczach, czemu nigdy nie zaprzeczałem. Niektóre ich zeznania, wydawały mi się sprzeczne ze sobą. Życie tak naprawdę, było o wiele zabawniejsze. Mój kumpel Martin, został zawrócony na bramkach, jako, że próbował, wbić się bez płacenia. Tłum był taki, że przegapiłem go, jak wychodzi ze stacji Wembley Park. Ten sam tłum, w którym Kehoe i Bell, zdołali wypatrzeć Vince'a i Shaun'a. Gdy zbliżałem się do bramek, z biletami z kas, na śliskim zboczu wybuchło starcie. Kiedy chciałem się temu przyjrzeć, podeszły do mnie jakieś psy. "Co tutaj robisz?" Spytał jeden. "To jest trybuna Manchesteru City." "No sorki Panowie. Zgubiłem gdzieś mojego ziomka Martina i mojego brata. Myślałem, że tu kupię bilet, a potem jakoś ich złapię na stadionie (Yhymm. Na 80tysięczniku,gdzie praktycznie nie ma przejść z sektora na sektor. Oj! Hickey. Noughty boy. - dop.tłum.) "Wypad na drugi koniec, albo jedziesz na dołek." "Sorry."
    • sterby, hank oraz MakuKSC lubią to.

    Cześć, wygląda na to, że interesuje Cię ten temat!

    Kiedy utworzysz konto, będziemy w stanie zapamiętać dokładnie to, co przeczytałeś, dzięki czemu możesz kontynuować dokładnie w miejscu, w którym skończyłeś. Otrzymasz również powiadomienia, gdy ktoś Ci odpowie. Możesz także użyć „Lubię to”, aby wyrazić swoje uznanie. Kliknij przycisk poniżej, aby utworzyć konto!

    Napisz odpowiedź...

    Aktualnie przeglądający (1 użytkowników)

    Goście (1)
    • Główna
    • Działy i kategorie