Knur - zgadzam się, że przejęcie kontroli nad Ukrainą przez Rosję jest dla nas bardzo niekorzystne, ale mam wrażenie, że zbyt dogmatycznie rozumiesz interes Polski jako szkodzenie Rosji na wszelkie możliwe sposoby i robienie tego w sposób oficjalny. Uważam, że trzeba pokazać Putinowi, iż odłączanie części innego suwerennego państwa i wspieranie wojny na jego terenie jest nieopłacalne, stąd potrzebne są sankcje. Jednak popieranie każdej możliwej formy szkodzenia Rosji oraz zgłaszanie pomysłów lub udzielanie pomocy Ukrainie w formach, których nie poprą mocarstwa zachodnie, czyni z nas czołowego wroga Rosji, a i tak nie pomoże Ukrainie. Co za tym idzie, w przypadku osłabienia państw zachodnich w przyszłości lub zmiany u nich ekip rządzących na gotowe oddać Polskę Rosji bez jednego wystrzału, staniemy się oczywistym celem najazdu rosyjskiego, a przy braku złych stosunków z Rosją raczej tylko celem jakiejś formy luźnej zależności np. podporządkowania się w polityce zagranicznej lub przystąpienia do projektowanej Unii Euroazjatyckiej.
Trzeba rozważać także takie aspekty. Historia, na którą się tak często powołujesz, uczy też, że wroga postawa wobec Rosji w czasach pokoju nigdy się nie opłacała (przykład: pierwszy rozbiór - inicjatorem były Prusy, Rosja chciała tylko luźnej formy zwierzchności nad Polską, ale w okresie gdy toczyła wojnę z Turcją, część sił rosyjskich musiała walczyć z konfederatami barskimi, którzy liczyli na sukcesy "szabli tureckiej" tak jak mam wrażenie Ty liczysz na sukcesy "szabli ukraińskiej"). Przed II rozbiorem Polska zawarła sojusz militarny z Prusami przeciwko Rosji, potem doszło do wojny polsko - rosyjskiej, a Prusy olały nas i zostawiły sam na sam w konflikcie z Rosją.
Co do ekspansjonizmu, to dokładnie taki sam przejawiała Polska, gdy była silniejsza od Rosji (wyprawa na Moskwę w czasie Wielkiej Smuty nie była bynajmniej pokojową interwencją celem poprawy losu tamtejszej ludności ;) ) Ukraina i Białoruś, a nawet część obecnej Rosji, nie należały do Rzeczypospolitej z powodu takiego pragnienia tamtejszej ludności, lecz podbojów militarnych (głównie Litwy w XIV wieku) i obrony stanu posiadania powstałego w wyniku tych podbojów (ludność Białorusi i Ukrainy jako blisko spokrewniona z rosyjską i nie mająca jeszcze wówczas złych doświadczeń z Rosją ciążyła ku carom i traktowała Polaków jak okupantów). To też była forma ekspansjonizmu, podobnie jak ekspansjonizm szwedzki czy turecki w tej części Europy, a zwyciężyło państwo najsilniejsze w tym regionie - Rosja. Główną przyczyną upadku Polski był system polityczny - demokracja szlachecka i oligarchia magnacka w dobie XVIII - wiecznych armii zawodowych formowanych z poboru gwarantowała nam armię na poziomie ok. 20 000 zł, gdy Rosja, Austria i Prusy miały ok. 10 razy więcej żołnierzy.
Kolejna kwestia jest taka, że banderyzm Ukraińców wyklucza trwałe, wielopokoleniowe pojednanie między nimi i narodem polskim. Nie tylko dlatego, że my pamiętamy UPA, ale także dlatego, że Ukraińcy w postępowaniu swoich przodków nie widzą nic złego, albo nie na tyle złego, aby nie czcić ich jako bohaterów. Kryzys rosyjsko - ukraiński kiedyś przeminie, a wtedy ta Ukraina wzmocniona przez nas i instytucje międzynarodowe może stać się silniejsza od nas i zwrócić się przeciwko nam. Chwilowy sojusz, związany z zagrożeniem rosyjskim, nie będzie trwał wiecznie, ujawnią się rozbieżne interesy między Polską i Ukrainą. Gdyby przyjąć Ukrainę do NATO, to pozostali członkowie NATO nie będą wtedy wtrącać się w wewnętrzny konflikt militarny dwóch państw- członków, zwłaszcza jeśli dojdą do przekonania, że wolą Ukrainę niż Polskę.
Pomagając Ukrainie "na własną rękę" bez uzgodnienia z zachodem, przy ich sposobie traktowania nas (nie tylko UPA, ale także chociażby uchwalenie ustawy jej wybielającej w dniu wizyty Komorowskiego czy ostatnia odpowiedź Poroszenki na propozycję prezydenta Dudy) tylko się ośmieszamy i obniżamy swoją pozycję, a i tak nie jesteśmy sami nic w stanie pomóc.
Moim zdaniem trzeba pomagać Ukraińcom, ale w nie większym zakresie niż chcą to czynić USA i kraje UE, nie wychylać się przed szereg, oraz nie tworzyć żadnego sojuszu z Ukrainą. Nigdy nie przyjmować jej do NATO (także dlatego że Rosja nigdy nie zaakceptuje większego rozszerzenia granic NATO u swoich granic, doszliśmy do nieprzekraczalnej granicy w tym zakresie, i prędzej dokonana oficjalnego najazdu na Ukrainę przed przystąpieniem do NATO niz pozwoli na to wstąpienie). Należy traktować pomoc dla Ukraińców jako jednookresowe działanie, które będzie trwać tylko do czasu uspokojenia się sytuacji.
-
-
Ukraina 2014
Temat coś podupadł..
http://prostozmostu.net/kraj/nie-bylo-pieniedzy-na-pileckiego-znalazly-sie-na-ukrainki-nowy-serial-tvp
hrobry82 Napisał(a):
> a wracajac do tego co napisal AWB, ciezko mi
> zebrac mysli i napisac tak zeby to bylo
> zrozumiale, ale jak mozna rodakow traktowac jak
> liczby? jakie to ma znaczenie czy zamordowali 300
> czy 60 tys? wymordowali w bestialski sposob od
> groma moich rodakow, i a ja mam im odpuscic bo
> tylko 60 a nie 300?
Jak można? Normalnie. W jakąś egzaltację wpadasz. Liczby są bardzo istotne bo pokazują skalę działania.
PS. W trakcie śpiewania hymnu omijasz zwrotkę o Czarnieckim czy nie?
A.W.B. Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> PS. W trakcie śpiewania hymnu omijasz zwrotkę o
> Czarneckim czy nie?
A to Rysiu Czarnecki aż tak się zasłużył, że za życia do hymnu trafił? Fiu, fiu
literówka
Za dużo czytasz żydowskich gazet AWB
Gdyby tam napisali ze zabito 10 Polaków to byś to powtarzał wszędzie.. Jak mlody pelikan
Czeski prezydent ( i ruski agent oczywiście ) Miłosz Zeman: http://www.nawolyniu.pl/artykuly/zeman.htm
zubereg Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Tam są nasze ziemie, musimy tam ciągle
> działać.
Działać musimy, ale bardzo ostrożnie. Każda nasza działalność propolska na terenie kresów daje Niemcom alibi do analogicznej działalności na terenie tzw. "ziem odzyskanych". A na to sobie nie możemy pozwolić. W każdym bilansie geopolitycznym czy gospodarczym dzisiejsze granice są daleko bardziej korzystne niż te sprzed IIWŚ. I bardzo bym sobie życzył, by środowiska patriotyczne i prawicowe zaczęły je sobie szanować...
gentlemen
[i]Każda nasza działalność propolska na terenie kresów daje Niemcom alibi do analogicznej działalności na terenie tzw. "ziem odzyskanych".[/i]
Trzeba robić tak by ludność miejscowa widziała w naszym kraju przyszłość. Niemcy na ziemiach odzyskanych nie mają widoku na powrót, ich tam nie ma..
Obecne środki masowego przekazu, jak i dostępne technologie sprawiły, że wojna stała się tematem bliskim jak nigdy dotąd, ?na wyciągnięcie ręki?. Nie wychodząc z domu, możemy obejrzeć relację z walk oddalonych o setki kilometrów, czując się niemal bezpośrednim ich uczestnikiem. Nie należy jednak zapominać, dzięki czyjemu poświęceniu możemy sobie pozwolić na taki komfort.
Istotnym (jeżeli nie równorzędnym) elementem wojny na Ukrainie stała się sfera informacyjna. Dziennikarze obu stron konfliktu, jak i państw trzecich relacjonują sytuację z różnych perspektyw, dając unikalną okazję do zapoznania się odmiennymi spojrzeniami na te same wydarzenia.
Szczególną kategorię stanowią korespondenci wojenni, którzy z narażeniem życia, uzbrojeni jedynie w aparat, starają się ukazać koszmar wojny i przybliżyć go przeciętnemu człowiekowi. Towarzyszą żołnierzom podczas ich codziennych obowiązków, przebywają wraz z nimi na pierwszej linii i relacjonują starcia z pierwszej ręki. Niestety, czasem zdarza im się za to zapłacić najwyższą cenę.
O swoim pobycie na Ukrainie, spostrzeżeniach, motywacji, jak i odczuciach związanych z konfliktem w Donbasie, specjalnie dla Wschodnik.pl opowiada Pan Marcin Ogdowski.
[b]Jest Pan doświadczonym korespondentem wojennym, który towarzyszył i opisywał życie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku i Afganistanie, niejednokrotnie z narażeniem życia będąc na pierwszej linii frontu. Po tych epizodach zdecydował się Pan pojechać na wschodnią Ukrainę. Co Pana zmotywowało do tego, by znów znaleźć się w strefie wojny? Dlaczego akurat tam?[/b]
Wojna stała się istotnym elementem mojego życiowego i zawodowego doświadczenia. Przesiąkłem nią do tego stopnia, że mimo świadomości kosztów ? jakie ponoszę i jakie pewnie jeszcze przyjdzie mi ponieść ? nie jestem w stanie powiedzieć sobie ?dość?.
[b]A dlaczego Ukraina? Ten konflikt toczy się ?za progiem?, jest ? w jakiejś mierze ? również naszą wojną, od niej bowiem zależy skala rosyjskich wpływów na porządek panujący w Europie. Byłoby zatem dziwne, gdybym ? będąc polskim dziennikarzem o takiej specjalności ? nie zjawił się w takim miejscu.[/b]
Jak wspomina Pan swoje pierwsze dni na miejscu? Chciałbym także zapytać o porównanie doświadczeń z Bliskiego Wschodu i Ukrainy, mimo, że to dość odległe pod wieloma względami rejony. Czy pomimo tego, są jakieś punkty wspólne, czy to zupełnie nowe przeżycie?
Wcześniej nie interesowałem się Ukrainą, nie miałem też okazji jej odwiedzić. Żyłem więc w przekonaniu, że w wymiarze materialnym to kraj mocno do naszego podobny, choć uboższy. Tymczasem to, co zobaczyłem na wschodzie, strasznie mnie zaskoczyło. Skala destrukcji, zaniedbania i bylejakości w sferze architektonicznej i infrastrukturalnej jest tam ogromna i pozostaje bez związku z wojną. Poczucie szarzyzny, brudu i beznadziei było tym większe, że ów pierwszy raz wydarzył się zimą. To wtedy stało się dla mnie oczywiste, dlaczego ? jeszcze przed wybuchem wojny ? miliony Ukraińców wyemigrowało za granicę.
Mógłbym godzinami wskazywać różnice, ale zasadnicza wynika z faktu, że w Afganistanie czy Iraku mieliśmy do czynienia z wojną (kontr)partyzancką, w Donbasie zaś toczy się regularny, klasyczny konflikt zbrojny. Po obu stronach stoją armie o podobnym wyposażeniu i podobnym poziomie wyszkolenia, stosujące podobne taktyki i strategie działania. Da się wyznaczyć linię frontu, a w czasie nasilenia walk poziom ich intensywności jest nieporównywalnie większy ? obie strony używają bowiem ciężkiej artylerii i czołgów. Mówiąc wprost, zginąć tam dużo prościej, co można zilustrować prostym przykładem. W Afganistanie atak rakietowy na dowolną natowską bazę zmuszał setki, a nieraz tysiące ludzi do pośpiesznej ewakuacji do schronów. Czyniła to jedna, czasem dwie odpalane na oślep rakiety. W Donbasie na pozycje pojedynczej kompani w tej samej chwili leci kilkadziesiąt rakiet ? i tak kilka razy dziennie.
Ale z drugiej strony ? przemieszczając się wzdłuż linii frontu na wschodzie Ukrainy nie muszę obawiać się, że zostanę zaatakowany jako dziennikarz. W tym konflikcie reporterzy nie są łowną zwierzyną, jak to było na Bliskim Wschodzie, czy w Azji. No i nie towarzyszy mi permanentny lęk związany z zagrożeniem minowym. Zatem, nieco paradoksalnie, z perspektywy obciążeń psychicznych jest to dla mnie bardziej znośny konflikt.
[b]Co obecnie się dzieje w Donbasie?[/b]
W sierpniu obserwowaliśmy wzrost aktywności bojowej po obu stronach, ale bez jakichś zasadniczych rozstrzygnięć. Wrzesień ? w efekcie kolejnych porozumień ? ma przynieść kolejne zawieszenie broni. Szczerze mówiąc, nie wierzę, by potrwało ono dłużej niż kilka tygodni.
[b]Proszę opowiedzieć nam co nieco o żołnierzach, którym Pan towarzyszy. Kim oni są, jaka jest ich motywacja, jakie oddziały miał Pan okazję odwiedzić?[/b]
Regularne wojsko to w znacznej mierze ludzie z przymusowej mobilizacji ? a w Ukraińcach wypalił się już ?pomajdanowy entuzjazm?. To widać w postawach żołnierzy, którzy najchętniej rzuciliby w diabły karabiny i wrócili do domów.
W formacjach ochotniczych ? w Gwardii i batalionach ? morale jest znacznie wyższe ? ludzie chcą walczyć i frustruje ich zachowawcza postawa polityków i dowódców.
[b]Swego czasu sporo się mówiło o fatalnej kondycji ukraińskiej armii. Czy po upływie półtora roku od rozpoczęcia konfliktu sytuacja się polepszyła?[/b]
Żołnierze są lepiej wyekwipowani, sprzęt wyremontowany i ma na czym jeździć i czym strzelać. Wojskowi, którzy spędzili na tzw. linii demarkacyjnej wiele miesięcy, są już obyci z sytuacją zagrożenia, co zasadniczo podnosi ich wartość. Ale armia ukraińska wciąż jest fatalnie dowodzona, wciąż, w skali niewyobrażalnej dla nas, infiltrowana przez rosyjskie spec-służby. A jej dyspozycyjność ciągle zależy od polityków, którzy nie zamierzają wykorzystywać jej liczebnego i sprzętowego potencjału do rozstrzygających operacji bojowych.
[b]Miał też Pan okazję poznać drugą stronę konfliktu, podczas pobytu na terenie ?Noworosji?. Jak wygląda życie po tamtej stronie? Jakie są ich racje? Czy faktycznie można zauważyć zaangażowanie Rosji w konflikt?[/b]
Po drugiej stronie toczy się w miarę normalne życie ? oczywiście, poza miejscami, w których stykają się walczące ze sobą wojska. Jest trudniej, bo rząd w Kijowie postanowił obłożyć obie separatystyczne republiki blokadą ekonomiczną ? w efekcie wzrosły ceny (niektóre nawet 3-krotnie) i brakuje wielu podstawowych produktów. Ale głodu czy humanitarnej katastrofy nie ma, kwitnie bowiem przemyt, no i przede wszystkim ? otwarte pozostają granice z Rosją.
Przejawów buntu wobec nowych władz nie ma ? i niekoniecznie chodzi o groźbę brutalnej pacyfikacji. Proszę zwrócić uwagę, że region opuściło 1,3 mln ludzi ? głównie młodych i w średnim wieku. Zostali najstarsi, którzy zwykle nie przejawiają postaw nonkonformistycznych, no i najmłodsi, którzy dali się zwieść hasłom nowej rewolucji. Doniecka Republika do dziś nie wprowadziła przymusowego poboru ? nie musi, bo nie brakuje jej ochotników.
A skoro o nich mowa ? jedną piątą wszystkich żołnierzy separatystycznych armii stanowią Rosjanie. Rzeczywiście widać ich na każdym kroku. Widać też sprzęt przekazywany przez Rosję, widać doradców i oficerów dowodzących rebelianckimi formacjami. Nie widać tylko tych słynnych bojowych grup batalionowych, które włączają się w konflikt w rozstrzygających momentach. Ale one zwykle stacjonują u siebie, tuż przy granicy.
[b]Chciałbym także nawiązać do żywych w Polsce obaw na temat odradzania się ukraińskiego nacjonalizmu. Ostatnio spore kontrowersje wywołał Pana wpis na blogu dotyczący wizyty w pułku ?Azow?, gdzie obraz, który Pan przedstawił, zdecydowanie się różni od przekazów medialnych. Jaka jest Pana opinia na ten temat? Czy to rzeczywiście groźne zjawisko, czy też nieistotne, marginalne zdarzenie?[/b]
Nie boję się ukraińskiego nacjonalizmu. Po pierwsze, wbrew naszym histeriom, on nie jest antypolski. Po drugie, ów nacjonalizm idzie w parze z chęcią integracji z zachodnimi strukturami ? a tego nie da się ?ożenić? z antypolonizmem. Po trzecie, nawet jeśli władze na Ukrainie przejmą formacje roszczące sobie jakieś pretensje do Polski, poziom organizacyjnej wydolności tego państwa jest tak niski, a różnica potencjałów tak duża, że nikt o zdrowych zmysłach nie zdecydowałby się na jakieś ruchy w kierunku Polski. Polski będącej częścią NATO ? warto zaznaczyć.
?Azow? jest jedną z wielu formacji ochotniczych. I jak część z nich ma skrajnie prawicowy charakter. To oczywiście nie jest dobre zjawisko, ale bardziej niepokoi mnie inny fakt ? co stanie się z tymi uzbrojonymi, nawykłymi do wojaczki ludźmi, gdy skończy się wojna na wschodzie? Niektórzy wrócą do domów, inni oddadzą się najemnictwu, ale zapewne wielu zasili szeregi organizacji przestępczych i terrorystycznych, co może się okazać nie tylko ukraińskim problemem.
[b]Ryzyko to integralny element Pańskiej pracy. Porusza się Pan po obu stronach konfliktu, gdzie po stronie separatystów zachodni dziennikarze są z miejsca podejrzani. Czy przypomina Pan sobie najgroźniejszą sytuację na Ukrainie, w której Pan się znalazł?[/b]
Ale ?po tamtej stronie? wcale nie było bardziej niebezpiecznie. Mam wrażenie, że w środowisku dziennikarskim pielęgnuje się mit o czyhających na nas Rosjanach i ?separach?. A tymczasem to bzdura. Oczywiście, dano mi kilka razy do zrozumienia, że pochodzę z kraju nieprzychylnie nastawionego do idei Noworosji, ale nie skutkowało to żadnym przykrym doświadczeniem. A pijane żołdactwo, łakomie spoglądające na aparat czy kamerę, można spotkać wszędzie. Choć ? powiem tu coś mocno niepopularnego ? z większym prawdopodobieństwem będą to Ukraińcy. ?Po tamtej stronie? ? za sprawą rosyjskich doradców i ochotników ? poziom dyscypliny jest dużo wyższy niż wśród żołnierzy armii ukraińskiej.
[b]Czy po 8 miesiącach ?epizodu ukraińskiego? utkwiła Panu w głowie jakaś szczególna sytuacja, obraz z tej wojny?[/b]
Tak. Byłem, hmm, beneficjentem sytuacji, w której po obu stronach linii frontu znaleźli się dawni szkolni koledzy. I jedni ostrzegli drugich przed mającą nastąpić artyleryjską nawałą. Podając dokładnie, co do minuty, termin jej rozpoczęcia. Wojna w czasach komórek i portali społecznościowych nabiera kolejnych fascynujących cech. A skoro o jej naturze mowa ? właśnie to zdarzenie wprost dowodzi, że mimo oczywistych zewnętrznych ingerencji, wschodnioukraiński konflikt jest przede wszystkim wojną domową.
[b]Podpytując teraz o prywatną opinię ? co sądzi Pan o tej całej wojnie? Jaki los czeka Donbas i Ukrainę w przyszłości?[/b]
I dla Kijowa i dla Moskwy częściowe zamrożenie konfliktu jest rozwiązaniem jak najbardziej pożądanym. Poturbowana sankcjami i spadkiem cen ropy Rosja nie jest w stanie doprowadzić do innych rozstrzygnięć. Proszę zauważyć, że nikt już nie mówi o ?przenoszeniu płomienia rewolucji? poza Donbas. Jedocześnie nie może tak po prostu się wycofać, bo byłoby to przyznaniem się do porażki ? zwłaszcza, że pozbawione moskiewskiego wsparcia separatystyczne republiki upadłyby w ciągu kilku tygodni. Z kolei Kijów potrzebuje konfliktu, by zakonserwować oligarchiczny układ. By móc dalej argumentować: ?nie przeprowadzimy gruntownych reform póki trwa wojna?. Otwartym pozostaje pytanie, ile jeszcze zniosą zwykli Ukraińcy? I jak ich gniew wykorzysta Moskwa?
[b]Na zakończenie ? czy możemy spodziewać się wydania książkowego Pana bloga z Ukrainy, tak jak w przypadku relacji z Afganistanu?[/b]
Nie. Nie zamierzam już powielać tego schematu. Ale przygotowuję właśnie powieść osadzoną w realiach konfliktu na wschodzie Ukrainy. Z wstępnych ustaleń z wydawcą wynika, że ?Uwikłani? ukażą się na rynku w styczniu 2016 roku.
Dziękuję za rozmowę.
Marcin Ogdowski ? dziennikarz portalu interia.pl, korespondent i bloger wojenny. Relacjonował działalność PKW w Afganistanie, autor wielokrotnie nagradzanego bloga ?Z Afganistanu.pl?, a także jego książkowego wydania ?Z Afganistanu.pl. Alfabet polskiej misji? i fabularyzowanych książek ?(Nie)potrzebni? i ?Ostatni świadek?. Obecnie relacjonuje konflikt na Ukrainie, prowadząc bloga ?Bez kamuflażu?.
Rozmawiał: Michał Radecki
źródło: wschodnik.pl
[i]Nie boję się ukraińskiego nacjonalizmu. Po pierwsze, wbrew naszym histeriom, on nie jest antypolski. Po drugie, ów nacjonalizm idzie w parze z chęcią integracji z zachodnimi strukturami ? a tego nie da się ?ożenić? z antypolonizmem. Po trzecie, nawet jeśli władze na Ukrainie przejmą formacje roszczące sobie jakieś pretensje do Polski, poziom organizacyjnej wydolności tego państwa jest tak niski, a różnica potencjałów tak duża, że nikt o zdrowych zmysłach nie zdecydowałby się na jakieś ruchy w kierunku Polski. Polski będącej częścią NATO ?[/i]
Latem 1943 Ukraińcy nie mieli najmniejszych szans na własną państwowość, a mimo tego zdecydowali się w imię całkowitej fikcji dokonać ludobójstwa na kompletnie niezagrażających im Polakach.
Ten naród nigdy nie grzeszył racjonalizmem. Kto zagwarantuje, że teraz nie jest podobnie.
wymordowali Polaków żeby Polska nie mogła zgłaszać pretensji do tych terenów p owojnie
28 dni później
[url]http://fakty.interia.pl/raporty/raport-zamieszki-na-ukrainie/aktualnosci/news-agencja-tass-dezercja-ukrainskich-zolnierzy,nId,1898596[/url]
Nie mają świadomości narodowej, dezerterują. Jeśli znaczna część tamtejszego społeczeństwa tak "kocha" swoje państwo, to kto im obroni niepodległość, GPC?
A słyszeli, że z Armii Andresa zdezerterowało 3,5 tysiąca ludzi?
Wiecie w jakich okolicznościach?
W Palestynie?
sterby Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> http://fakty.interia.pl/raporty/raport-zamieszki-n
> a-ukrainie/aktualnosci/news-agencja-tass-dezercja-
> ukrainskich-zolnierzy,nId,1898596
>
> Nie mają świadomości narodowej, dezerterują.
> Jeśli znaczna część tamtejszego
> społeczeństwa tak "kocha" swoje państwo, to kto
> im obroni niepodległość, GPC?
>
> A słyszeli, że z Armii Andresa zdezerterowało
> 3,5 tysiąca ludzi?
> Wiecie w jakich okolicznościach?
A to znana sprawa , wspominał o tym nawet Wańkowicz w swoim "Monte Casino".
Większość Żydów zdezerterowała z armii Andersa , za co w wszystkich armiach świata
ściga się i rozstrzeliwuje/wiesza. Generał Anders, człowiek honoru, podobno odmówił ścigania dezerterujących Żydów.
Wiadomo było ,że Armia Polska była dla nich tylko "drogą do Jerozolimy".
Problemem z tego co pamiętam było też to ,że większość dezerterów zwiewała z skradzioną bronią, własnością
Polskiej Armii a za to już sąd się bezwzględnie należał.
W ten sposób zdezerterował pobno późniejszy premier Izraela M.Begin i wielu innych partyzantów/żołnierzy w wojnach z Brytyjczykami i Arabami.
ps: niby dlaczego Rosjanie albo zrusyfikowani Ukraincy czy mieszańcy tych narodów mieliby chcieć walczyć w Donbaskiej rzeźni po stronie rządowej?
z Armi Andersa zdezerterowalo 4k zydów którzy potem poszlo na Palestyne
Ciekawy wpis
[i]Wcześniej, po chwilowym osłabieniu Jaceniuka, gdy [b]Poroszenko w Berlinie uzyskał umorzenie części ukraińskich długów w zamian za blokowanie dołączenia USA i Polski do grona zajmującego się Donbasem[/b] i napuszczaniu na Jaceniuka Saakaszwilego forsowanego przez zaplecze Poroszenki na premiera po planowanym obaleniu aktualnego... Korzystając z konieczności skupienia się zarówno Merkel jak i Putina na Syrii i Syryjczykach, [b]w połowie września Jaceniuk mocno publicznie forsował tzw. "format genewski" (do rozmów dołączają przedstawiciele UE, USA i UK) oraz maksymalny możliwy udział Polski.[/b] Jest to opcja popularniejsza na Ukrainie, niż "format normandzki"[/i]
http://foxx.salon24.pl/672594,czy-hybrydowo-powstaje-trzeci-majdan
Wczoraj późnym wieczorem w budynku Konsulatu Generalnego RP we Lwowie wybuchła bomba. Nikt nie doznał obrażeń, Ukraińskie służby wszczęły postępowanie w tej sprawie.
dzis ukraina stala sie niewyplacalna, czyli kolokwialnie mowiac stala sie bankrutem, nie ma o tym wzmianki w zadnym serwisie informacyjnym, bo dzisiejsi dziennikarze nie maja pojecia co pisza
moze ta informacja wyplynie jutro lub za kilka dni, w kazdym razie juz wczoraj przestali spacac swoj dlug
The ISDA EMEA Determinations Committee (DC) has resolved that a Failure to Pay Credit Event in relation to the Republic of
Ukraine has occurred: INDEX CREDIT EVENT SETTLEMENT: CDX.EM SERIES 14-24
oznacza to nie mniej nie wiecej, ze te wszystkie rzekome badz prawdziewe umozenia, tanie linie kretdytowe :D MFW o ktorych tu ktos wspominal i inne zapomogi zostaly: przejedzone, przepite, rozkradzione, zmarnotrawione lub okazaly sie niewystarczajace* niepotrzebne skreslic
teraz fundusze sepie, ktore masowo skupowaly obligacje ukrainy beda walczyc zeby oddzyskac kase co do centa badz szekli, zeby nie bylo watpliwosci jakiej narodowosci sa ich menedzerowie ;) czyli zas tlumaczac na ludzki jezyk, spekulacyjne fundusze amerykanskie beda chcialy prywatyzacji majatku ukrainskiego za ulamek rzeczywistej wartosci celem splaty "preferncyjnej" lini kredytowej,
jak dla mnie to ukraina zmeni sie w panstwo upadle w niedlugiej przyszlosci, cos na ksztalt libii czy jemenu
[i]jak dla mnie to ukraina zmeni sie w panstwo upadle w niedlugiej przyszlosci, cos na ksztalt libii czy jemenu[/i]
Jemen nie jest państwem upadłym. Co do reszty to napiszę tylko-OBY;)
zubereg Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Jemen nie jest państwem upadłym.
nie wiem Zuberku co jeszcze musialoby tam sie dziac, ale w mojej definicji panstwa upadlego czesc kraju opanowana przez zwolennikow obalonego przydenta , ktory uciekl za granice, inna czesc przez zbuntowanych szyitow huti, a jeszcze inna przez alkaide, ciagle walki, bombardowanie ze strony panstw arabskich, tysiace ofiar i cicha pomoc iranu w zupelnosci wystarczaja
Cześć, wygląda na to, że interesuje Cię ten temat!
Kiedy utworzysz konto, będziemy w stanie zapamiętać dokładnie to, co przeczytałeś, dzięki czemu możesz kontynuować dokładnie w miejscu, w którym skończyłeś. Otrzymasz również powiadomienia, gdy ktoś Ci odpowie. Możesz także użyć „Lubię to”, aby wyrazić swoje uznanie. Kliknij przycisk poniżej, aby utworzyć konto!
Aktualnie przeglądający (1 użytkowników)
Goście (1)