Powrót
Powrót do działu

Cracovia - Forum kibiców Cracovii

  • Regulamin
    • Regulamin
    • Co u naszych rywali?

    • Forum sympatyków i k
    • Rozpoczęto 07.12.2003 o 21:20
      Ostatnia aktywność 07.04.2004 o 22:32
      302 wyświetleń
    • Go Cha

      2.1K
      132
    • 25.03.2004 o 21:04
      Post #54031 25.03.2004 21:04
    Poniżej o tym jak Pogoń rozpracowuje Tłoki Gorzyce. === Pogoń Szczecin w sobotę o 14-tej zagra w Gorzycach z Tłokami. W ramach przygotowań do meczu drugi trener portowców Sławomir Rafałowicz obserwował ostatni występ Tłoków (w Bełchatowie 0:1). Jakub Lisowski: Czy Tłoki Gorzyce mogą czymś zaskoczyć Pogoń? Sławomir Rafałowicz: Po to pojechałem na spotkanie Bełchatów - Tłoki Gorzyce, aby niespodzianek nie było. Z gazet wiedzieliśmy o ich zimowych wzmocnieniach i nie były to nazwiska mało znane. Ale chcieliśmy zobaczyć ich w meczu ligowym. Jeden wniosek - jest to niewygodny przeciwnik. W środę przed treningiem była poświęcona Tłokom odprawa taktyczna naszego zespołu. Dlaczego to nieprzyjemny rywal? Są ustawieni w systemie 3-5-2, z trójką doświadczonych, zgranych i wysokich zawodników w linii obrony. Zgodnie z naszym systemem Artur Bugaj będzie walczył z nimi w pojedynkę, choć wspomagać go będą na pewno Sergio Batata i Olgierd Moskalewicz. Tłoki są zgranym zespołem, który ładnie przemieszcza się po boisku. Zawodnicy nie grają na tzw. aferę, potrafią przytrzymać piłkę na środku boiska. W składzie jest kilku ogranych w drugoligowych bojach: Paweł Szafran - centralna postać zespołu, w bramce Krzysztof Pyskaty, w przodzie znany z I ligi Dariusz Solnica. Ciekawy jest również wybiegany zawodnik na prawej stronie - Marcin Dziewulski. Może on nam napsuć trochę krwi. Podsumowując: na pewno są w naszym zasięgu, na pewno są lepsi niż Aluminium Konin i mają specyficzny, wąski stadion, który jest niewygodny dla przeciwników. W Bełchatowie, gdzie zmierzyli się z silnym zespołem, nie grali przysłowiowej obrony Częstochowy. Nie będzie to dla nas łatwe zadanie. Tłoki wiosnę rozpoczęły od dwóch porażek i znalazły się w strefie zagrożonej spadkiem. Z nami zagrają z nożem na gardle. - To drugi fakt, który potwierdza, że nie będzie nam łatwo. Ale w II lidze każdy mecz wyjazdowy należy do trudnych. Nie zdarza się, byśmy my, trenerzy, kogoś nie doceniali, do każdego podchodzimy z szacunkiem. W Pogoni jest optymizm. Zawodnicy będą poinformowani o dobrych i słabych atutach Tłoków, a zapowiada się, że oni będą szczególnie groźni przy wyniku 0:0. Tak było w Bełchatowie. Gdy GKS uzyskał prowadzenie, gorzyczanie nieśmiało dążyli do remisu. Nam, kiedy otworzymy wynik, będzie łatwiej wywieźć zwycięstwo. Brakuje Tłokom atutów w ataku? - Sam Solnica to już atut, ale gdy musieli się odkryć w Bełchatowie, gospodarze mieli kilka szans na podwyższenie prowadzenia. Groźniejsi byli przy wyniku remisowym. Skomasowani, ale nie jak ŁKS Łódź - sześcioma w linii obrony - tylko dobrze zorganizowaną grą trójki obrońców i wspomagającymi pomocnikami. Bełchatowianie mieli problemy z przebiciem się przez ich defensywę. Tłoki, aby nie pogorszyć swojej sytuacji w tabeli, muszą ograć Pogoń. Nastawicie się na to, że zaatakują od pierwszej minuty? - Można różnie na to patrzeć. Zdajemy sobie sprawę, że po dwóch porażkach będą szukać trzech punktów w meczu z nami. Grają z liderem, więc muszą mieć jakiś szacunek. Ciężko powiedzieć, czy zagrają va banque, czy też zadowoleni będą z remisu 0:0, a może coś skontrują. Jeszcze raz powtórzę: groźniejsi są przy bezbramkowym remisie, natomiast tracą wiele argumentów, gdy przegrywają. W Szczecinie Pogoń długo męczyła się z Tłokami. Czy teraz to lepszy zespół niż jesienią? - Jesienią wiedzieliśmy, że będziemy się z nimi męczyć, ale nie spodziewaliśmy się, że będzie to trwało aż tak długo. Grają podobnie jak wtedy. Różnica jest taka, że teraz to my będziemy gośćmi, choć nastawimy zespół identycznie - musimy wygrać. W składzie Pogoni zabraknie Grzegorza Matlaka, którego pewnie zastąpi Rodrigo. Dylemat jest też z prawym pomocnikiem: Łukasz Trałka lub Piotr Gajewski. - Personalne decyzje będzie podejmował trener Baniak. W sztabie szkoleniowym rozmawiamy nad różnymi wariantami ustawienia. Kto kogo zastąpi, rozstrzygnie się na przedmeczowej odprawie. Najważniejsze, że mamy jakieś pole manewru. Od lidera każdy będzie wymagał zwycięstwa. - Pogoń już się do tego przyzwyczaiła. Za każdym razem nastawiamy zespół na walkę o trzy punkty. Do Gorzyc nie jedziemy bronić remisu, ale wykorzystać okazje bramkowe i wygrać. Żródło:
    • Go Cha

      2.1K
      132
    • 26.03.2004 o 18:12
      Post #54268 26.03.2004 18:12
    Mecz w Lubinie właśnie zaczął się. === Zagłębie Lubin - Jagiellonia Białystok. Gra pod presją - DO TRENERA Drażena Beszka nadal mamy zaufanie... i to nawet bezgraniczne. Zresztą, nie tylko do niego, ale do całego pionu szkoleniowego - jasno deklaruje Jerzy Fiutowski, który od blisko trzech tygodni pełni rolę nowego członka dwuosobowego zarządu Zagłębia Lubin i jest obecnie najważniejszą osobą w tym klubie. To ważne słowa, bo gra walczącego o powrót do ekstraklasy Zagłębia wciąż pozostawia sporo do życzenia. Po szczęśliwym zwycięstwie nad Arką Gdynia na inaugurację wiosny, lubinianie w ostatniej kolejce zaledwie zremisowali na wyjeździe z zamykającym ligową tabelę Aluminium Konin. Nic zatem dziwnego, że druźyna z miedziowego zagłębia gra dziś pod presją wyniku, bo w Lubinie nikt nawet nie myśli o innym rezultacie jak zwycięstwo. W meczu z Jagiellonią trener Beszek będzie już miał większe pole manewru w drugiej linii. Od poniedziałku treningi z pierwszym zespołem wznowił Ireneusz Kowalski, który na początku lutego w spotkaniu sparingowym z Lechem Poznań doznał kontuzji. Po kuracji jest już w pełni sił i aż pali się do gry. Nie wiadomo tylko, czy trener Beszek wystawi go do składu już od pierwszej minuty meczu. - Wiem, że wszyscy na mnie liczą i bardzo chcę pomóc kolegom - twierdzi pomocnik Zagłębia, którego w przyszłym tygodniu czekają poważne rozmowy z szefami klubu. Kowalski ma bowiem umowę tylko do czerwca tego roku. Czy zostanie ona przedłużona? - Najpierw chcemy poznać jego plany na przyszłość, a dopiero później będziemy mu mogli coś zaproponować. Takie rozmowy przeprowadzimy ze wszystkimi zawodnikami - przyznaje Fiutowski. Natomiast największym zmartwieniem szkoleniowca Jagiellonii, Witolda Mroziewskiego, są w dalszym ciągu kontuzje. Na urazy narzekają - kapitan białostoczan, Krzysztof Zalewski, który nie zagrał ostatnio z Arką oraz Przemysław Kulig, czyli podstawowi obrońcy zespołu. O tym, czy wystąpi Zalewski zadecyduje przedmeczowa rozgrzewka. Na szczęście do gry powrócili po pauzie spowodowanej kartkami Jacek Chańko i Dariusz Łatka. Jagiellończycy mają już tylko cztery punkty przewagi nad strefą barażową i każda zdobycz w Lubinie będzie dla nich dużym sukcesem. - Do Lubina jedziemy z pozytywnym nastawieniem - mówi trener Mroziewski, zdając jednak sobie sprawę, że to Zagłębie będzie faworytem dzisiejszego meczu. Źródło: RUSO, KLIM, Przegląd Sportowy, Tempo
    • Go Cha

      2.1K
      132
    • 26.03.2004 o 18:19
      Post #54274 26.03.2004 18:19
    Kilka słów o "furtkach" i prezesie Ruchu Chorzów [b]Krystianie Rogali[/b]. == [b]PZPN zamyka niektórym klubom drzwi. I co z tego? Wchodzą oknem.[/b] Na to, jak ominąć przepis, wpadli działacze trzecioligowego obecnie Śląska Wrocław. Mimo zakazu i w dodatku zamkniętego okna transferowego, zatrudnili utalentowanego piłkarza, który nie miał miejsca w Zagłębiu Lubin. Jak to możliwe? - Wystarczy, że piłkarz przyjdzie z ulicy - mówią tajemniczo działacze. Czy wobec tego zakaz pozyskiwania nowych zawodników w Polsce jest czystą fikcją? Czy Widzew Łódź, GKS Katowice, Ruch Chorzów, które od dawna heroicznie odsuwają od siebie widmo takiego zakazu, mogą spać spokojnie? - Słyszałem o jakimś chytrym sposobie obchodzenia przepisów. Jeżeli to będzie sensowa furtka, pewnie z niej skorzystamy - twierdzi Krystian Rogala, prezes Ruchu Chorzów. Ten chytry sposób jest bardzo prosty. Chodzi o pozyskanie przez Śląsk Krzysztofa Ulatowskiego. To najbardziej utalentowany dolnośląski napastnik. Ulatowski miał kontrakt z Zagłębiem Lubin do 2008 roku, ale nie miał miejsca w zespole. Chciał go Śląsk, na którym ciążył jednak zakaz transferowy. Co wymyślili działacze? Lubinianie "na papierze" rozwiązali z Ulatowskim kontrakt (zobowiązał się wrócić do Lubina w przyszłości). Formalnie wolnego zawodnika przygarnął Śląsk. - Zakaz dotyczy tylko piłkarzy przekazywanych z klubu do klubu, a w tym wypadku mamy przecież do czynienia z zatrudnianiem piłkarza bez przynależności klubowej - tłumaczy ominięcie przepisu Andrzej Padewski, dyrektor DZPN. W ten sposób dyrektor stworzył spektakularny precedens w skali całego kraju. Z jego opinii można bowiem wysnuć wniosek, że wystarczy, by jakiś klub rozwiązał kontrakt z piłkarzem, a ten bez przeszkód może znaleźć pracę w klubie, który transferów dokonywać nie może. Działacze posiłkują się nawet opinią Departamentu Rozgrywek PZPN. Źródło: Antoni Bugajski, Paweł Rusiecki, Przegląd Sportowy/Tempo
    • Rafael

      158
      0
    • 29.03.2004 o 22:13
      Post #55336 29.03.2004 22:13
    Fiutowski porządkuje Zagłębie Zagłębie wymęczyło zwycięstwo z Jagiellonią (1-0) i nadal liczy się w walce o powrót do ekstraklasy. Zdegustowani kibice wolą jednak zwycięstwa po mękach niż efektowne porażki. - Przyjdzie czas i na widowiskową grę – zapewnia trener Dražen Bešek. Duet Jerzy Fiutowski- Tadeusz Wiśniewski stara się porządkować klub. W końcu zaprzestano lokalnych podjazdów i wojenek. Atmosfera w Zagłębiu poprawia się. I co najważniejsze nie ma problemów finansowych. Nic tylko wygrywać i czekać na premie. – Skąd brać pieniądze na wypłatę To już zmartwienie prezesów - dodaje Jerzy Fiutowski, członek zarządu SSA Zagłębie. – Niech piłkarze wygrywają, a na premii nie zabraknie. Fiutowski z werwą porządkuje Zagłębie. Przez lubińskim sądem znalazła swój finał sprawa dyscyplinarnego zwolnienia eks-dyrektora Wiesława Wojny. Wojno jest Zagłębiu oddany jak mało kto. Jednak Fortuński ubzdurał sobie, iż Wojno czyha na fotel prezesa. Pretekstem do zwolnienia Wojny była decyzja o wypłaceniu Ireneuszowi Kowalskiemu pieniędzy - ok. 20 tysięcy złotych – co wynikało z kontraktu ustnego. Fortuński domagał się, aby Wojno z własnej kieszeni wpłacił te pieniądze do klubowej kasy. Kiedy Wojno odmówił - został dyscyplinarnie zwolniony... Tzw. sprawa Wojny to pierwsza, którą Fiutowski dostał w spadku. Do jej rozwiązania podszedł bardzo rzetelnie. Najpierw spotkał się z Wojną i poznał jego argumenty. Przed tygodniem rozmawiał z Kowalskim na ten sam temat. Przed sądem obie strony wyraziły gotowość zawarcia ugody. - Byłem gotów przed sądem udowodnić, że nie było powodów, aby mnie dyscyplinarnie zwolnić - przyznaje Wojno. – Ale jestem obecnie wdzięczny władzom spółki za taki finał sporu. W efekcie ugody uzgodniono, że Wojno na stanowisku dyrektora klubu pracuje od lipca ub. roku do maja br. Został więc przywrócony do pracy, ale jednocześnie Zagłębie zwolniło go z konieczności świadczenia pracy. Byłoby to i tak niemożliwe, gdyż zaraz po zwolnieniu Wojno rozpoczął naprawiania swojego zdrowia. - Można powiedzieć, że jestem zaprawiony w potyczkach sądowych – uśmiecha się Jerzy Fiutowski. – Przez pięć lat procesowałem się z Miedzią o premie za zdobycie Pucharu Polski w 1992 roku i wygrałem. Teraz wygrałem ze Stomilem o zaległe pobory. Komornik otrzymał już nakaz egzekucji. Wiem, że sprawa Wieśka Wojny jest pierwszą z wielu. Czekają nas rozmowy i załatwianie spraw z roszczeniami byłych piłkarzy, których reprezentują dwie kancelarie prawne. Musimy rozmawiać, musimy znajdować jakieś kompromisowe rozwiązania, bo od pewnych spraw się nie ucieknie. Niekoniecznie interes Zagłębia musi na tym ucierpieć... źródło: Słowo Polskie - Gazeta Wrocławska
    • Rafael

      158
      0
    • 29.03.2004 o 22:15
      Post #55339 29.03.2004 22:15
    Zagłębie Lubin zainkasowało trzy kolejne, jakże ważne w końcowym rozrachunku, punkty. Niestety styl, w jakim ów sukces lubinianie osiągnęli, nie każe z optymizmem patrzeć na przyszłość, zwłaszcza, że nieuchronnie zbliżają się boje ze znacznie bardziej wymagającymi rywalami… Podopieczni Drażena Beseka do piątkowej potyczki przystąpili maksymalnie zmobilizowani. ”Miedziowi” za wszelką cenę chcieli zatrzeć niekorzystne wrażenie z Konina, gdzie nie potrafili pokonać outsiderów zaplecza ekstraklasy. Przeciwnik(Jagiellonia) zdawał się być w zasięgu miejscowych, a czynnikiem sprzyjającym Zagłębiu miały być informacje napływające z Białegostoku, o urazach podstawowych graczy ”Jagi”. Tymczasem okazało się, że w Lubinie również panuje swoisty ”szpital”. W leżących na sali konferencyjnej kartkach ze składami obu zespołów, próżno było szukać: Artura Januszewskiego, Roberta Kłosa i Sławomira Pacha. Lublinianom ”posypała” się praktycznie cała lewa strona (Januszewski, Pach) i ”kawałek” prawej (Kłos). Zawodnicy narzekali na drobne urazy, a ich wczorajszy występ mógł być początkiem dłuższej przerwy. Na dole spotkaliśmy jeszcze utalentowanego Przemysława Kocota, który również zasiadł na trybunach: Chyba szykuje się kontuzja…, coś mnie pobolewa - mówił ”Przemo”. Dzień później zawodnik zgłosił uraz.... Warto wrócić do meczowego zestawienia Zagłębia, bowiem siłą rzeczy zanotowaliśmy w nim kilka zmian. Na prawej stronie defensywy pojawił się Rafał Huebscher, jesienią podstawowy defensor, choć wydawało się, że ”Hipkowi” nie będzie dane wystąpić w tym meczu, ze względu na niedawno złamany nos. Miejsce na lewej stronie obrony zajął Mateusz Żytko szalenie zdolny defensor młodego pokolenia, do którego jakoś nie mają przekonania, szkoleniowcy rodem z Bałkanów. W środkowej formacji wybiegła czwórka zawodników: Żeljko Perović i Tomasz Salamoński zorientowani głównie na defensywę, oraz skrajni Jernej Javornik na prawej stronie i Rafał Piętka na lewej. Besek desygnował na plac trójkę napastników (Łobodziński, Murdza, Niciński), co nie było wielkim zaskoczeniem, ponieważ Chorwat zestawiał już drużynę w ten sposób podczas zimowych gier sparingowych. Pierwsza połowa stała pod znakiem prawdziwych męczarni Zagłębia, które mogło zostać skarcone już w 2 minucie, gdyby na miejscu obrońcy Przemysława Kuliga znalazł się chociażby Jacek Chańko czy Wojciech Kobeszko. Obrońca Jagielloni chyba za bardzo przestraszył się szansy, przed jaką stanął i uderzył futbolówkę leciutko, wprost na ręce Daniela Madaricia. Później do inicjatywy doszli gospodarze, lecz niewiele z tego wynikało. Na murawie trwała walka, głównie w środku pola. Zawodnicy w pomarańczowych koszulkach starali się rozerwać szyki obronne gości, aczkolwiek bez większego powodzenia. Cofający się naprzemian napastnicy Zbigniew Murdza - Grzegorz Niciński nie byli w stanie udźwignąć ciężaru prowadzenia gry, rozgrywania piłki. Piłkarze Zagłębia zbyt długo utrzymywali się przy piłce, ”wozili” kulisty przedmiot, często zmierzając w stronę własnej bramki. ”Miedziowi” próbowali także długich i czytelnych podań, na szybkiego Murdzę, jednak bardzo dobrze zdyscyplinowani futboliści z Białegostoku każdorazowo przewidywali te zamiary. Lubińscy pupile nie potrafili zagrać na dwa kontakty, a celność podań gospodarzy mogła przyprawić o zawał serca – ciężko zliczyć ile razy piłka lądowała poza boiskiem, nawet przy próbie gry ”z klepki”! O niefrasobliwości gospodarzy świadczy fakt, że dwójka ich zawodników zderzyła się w środku pola, chcąc przechwycić futbolówkę… Na szczęście w szeregach Zagłębia biegał Niciński, który kapitalnym podaniem w 37 minucie uruchomił grającego zupełnie bez pomysłu Javornika (najwięcej ze wszystkich holował piłkę). Słoweniec wreszcie pokazał, że potrafi grać z głową. Wbiegł z pole karne, delikatnie wypuszczając piłkę do przodu. Zauważył próbującego zażegnać niebezpieczeństwo Marcina Warakomskiego i sprytnie wpadł na lewego przeciwnika. Sędzia bez wahania dyktuje rzut karny, będący zwieńczeniem starań, umiejętności, a przede wszystkim cwaniactwa Javornika. Druga odsłona również nie wlała nadziei, w serca miejscowych fanów, ale pokazała, że Zagłębie jednak umie sobie stwarzać sytuacje. Gospodarze uporządkowali swoje poczynania, a także zmienili taktykę – za napastnika Łobodzińskiego wszedł operujący na prawej flance Jacek Manuszewski. Właśnie przez doświadczonego ”Manka” przechodziło większość piłek, ku rozpaczy publiczności, używającej sobie na tym piłkarzu. Gwoli ścisłości Manuszewski nie grał źle, lecz nie znajdywał zrozumienia wśród partnerów. Poniekąd wybierał złe rozwiązania, ponieważ w sytuacji, gdy mógł zagrywać do nieobstawionego Murdzy, zdecydował się na uderzenie z ostrego kąta, wprost w Łukasza Załuskę. Starali się jak mogli napastnicy, którzy zasługują na osobne słowa uznania, głównie za tytaniczną pracę wykonaną w destrukcji. Szczęścia próbował ”Nitka”, który nieomal strzałem z 16 metrów zaskoczył wysuniętego Załuskę. Niewiele mógł zdziałać wprowadzony na ostatnie dwadzieścia minut, przy aplauzie publiczności - Ireneusz Kowalski. Kibice wiązali spore nadzieje z występem ”Czarodzieja”, lecz powracający po blisko dwumiesięcznej przerwie zawodnik nie miał okazji, by zaprezentować pełnie swoich możliwości. Swój krótki występ okrasił dwoma bardzo dobrymi podaniami, które zasiały popłoch wśród graczy Jagiellonii. Po spotkaniu w obu ekipach nastroje nie były wesołe. Piłkarze Zagłębia nie byli zadowoleni ze swojej gry, a gracze gości psioczyli na arbitra spotkania. Przykro było patrzeć na Warakomskiego, który udawał się do szatni ze spuszczoną głową. Powracający z Finlandii zawodnik ”podpalił” się w 37. minucie, a jego błąd walnie przyczynił się do porażki gości. Na konferencji prasowej trener przyjezdnych Witold Mroziewski cichym głosem komplementował swoich podopiecznych, stwierdzając, że zagrali najlepszy mecz w rundzie. Ci, jeszcze długo po konfrontacji, nie mogli się pogodzić z końcowym rozstrzygnięciem, podobnie jak trener żywiołowo wspominając sytuacje z 2. i 37. minuty. Natomiast opiekun Zagłębia podkreślał, że jego drużyna walczyła na boisku, a zdobyte punkty są niesamowicie ważne. Pogratulował swojemu vis a vis, życząc sukcesów w przyszłości. Warto napisać kilka słów o postawie Zagłębia. Nowa taktyka raczej nie zdała egzaminu, gdyż brakowało w niej spójności i zrozumienia. Zawodnicy zachowywali się tak, jakby w piątkowy wieczór spotkali się po raz pierwszy. Odpowiedzialni za rozprowadzanie piłki napastnicy prochu nie wymyślili. Zbyt mało piłek kierowano na skrzydła, gdzie kompletnie niewidoczny był Piętka. Javornik obudził się dopiero pod koniec pierwszej połowy. Wywalczony rzut karny podziałał nań mobilizująco. ”Miedziowi” zbyt dużą wagę przywiązywali do rozgrywania piłki w środku pola, równocześnie starając się zagrywać do odwróconych tyłem do bramki napastników. Ten sposób grania był bardzo schematyczny, lublinianie nie zdobywali nim terenu, nie udawało im się stworzyć przewagi. Natomiast, gdy kierowali piłkę na skrzydło, czynili to w zupełnie nieodpowiednim momencie, ponieważ boczny pomocnik nie miał szans dogonić futbolówki, wypuszczonej na dwadzieścia metrów. Podobnie miała się rzecz z długimi podaniami do napastników, które padały łupem dobrze asekurującej się i zorganizowanej defensywy gości. Tak było wczoraj, podobnie w pojedynku z Arką Gdynia. O dublowaniu pozycji nawet nie wspominajmy, gdyż na dziś jest to utopia. By nie czepiać się aż nadto, można pochwalić ”Zagłębiaków” za godną podziwu walkę i ambitny pressing. Pocieszając nieco graczy Zagłębia zacytuje, często powtarzaną w takich chwilach piłkarską mądrość: Dobrą drużynę poznaje się po tym, że potrafi wygrać nawet w dobie kryzysu. Jak można usprawnić grę Zagłębia? Wydaje się, że krokiem do przodu będzie zmiana taktyki na grę z czwórką obrońców, taką samą liczbą pomocników i duetem snajperów z przodu. Kadra szkoleniowa mówi, że nie ma ludzkich możliwości, by ten plan wdrożyć w życie, lecz co stoi na przeszkodzie by w środku defensywy zagrali ze sobą Szczypkowski i Żytko? ”Mati” znacznie lepiej czuje się w centalnym punkcie tej formacji, aniżeli na flance, wystarczy przypomnieć jego pierwsze mecze kontrolne w Lubinie. Po bokach z wypiekami na twarzy oglądalibyśmy grę ofensywnie usposobionego Kłosa, z kolei Januszewski w pierwszym meczu pokazał, że ofensywne zapędy nie są mu obce. Zyskaliby na tym boczni pomocnicy, ponieważ odciążeni od wielu zadań defensywnych mogliby rozwinąć skrzydła. Tyczy się to przede wszystkim świetnie czujących się w dryblingu Pacha czy Krzysztofa Ostrowskiego. W środku pola kapitalnie usposobionego technicznie Kowalskiego, wspierałby człowiek od ”czarnej roboty” Salamoński bądź Perović. Zagłębie zrzuciłoby wreszcie kajdany schematyczności, tak widoczne wczoraj czy dwa tygodnie temu, a w odstawkę poszłaby nadmierna asekuracja i co za tym idzie - ”defensywka”. Dziś najważniejsze są punkty, bo jak powiedział jeden z dziennikarzy, mocno związany z regionem: Dla mnie mogą tak grać cały czas, żeby tylko wygrywali. Nie można jednak żyć chwilą, należy zaś coraz baczniej patrzeć w przyszłość, która nie jawi się w przyjaznych kolorach…
    • Rafael

      158
      0
    • 29.03.2004 o 22:17
      Post #55340 29.03.2004 22:17
    Nie było żadnego napadu na Bułkę! - Nie było żadnego napadu rabunkowego na bramkarza drugoligowego Podbeskidzia Bielsko-Biała Dawida Bułkę - poinformowali w poniedziałek bielscy policjanci. Piłkarz został pchnięty nożem podczas kłótni z kolegą. Sprawca został aresztowany. Bułka, pod koniec lutego, zgłosił policji, że został napadnięty i pchnięty nożem, gdy wracał od znajomych. Zeznał, że zaatakowało go dwóch młodzieńców, którzy chcieli go okraść. Po szamotaninie zawodnik miał wrócić do znajomych, gdzie okazało się, że ma rany cięte i głęboką ranę kłutą. Bramkarz miał przebite płuco. Przeszedł poważną operację. Bielska policja potraktowała sprawę priorytetowo. Zadecydował o tym ciężar gatunkowy i rozgłos medialny. Przez miesiąc około 40 funkcjonariuszy poszukiwało sprawców rzekomego rozboju. Prawda wyszła na jaw, gdy w zeznaniach poszkodowanego i świadka zaczęły pojawiać się rozbieżności. Rzeczniczka bielskiej policji Urszula Szatkowska poinformowała w poniedziałek, że w postępowaniu policjanci ustalili, iż podczas zakrapianej alkoholem imprezy bramkarz pokłócił się z kolegą. Przed budynkiem, w którym przebywali, doszło do bójki. Sprawca zadał swojej ofierze szereg uderzeń ostrym narzędziem w klatkę piersiową, bark i dłoń. - Wezwane na miejsce pogotowie niezwłocznie przewiozło rannego do szpitala w Bystrej Śląskiej koło Bielska-Białej, gdzie był operowany. Jak wynika z opinii biegłego obrażenia realnie zagrażały jego życiu. Czeka go teraz wielomiesięczna rekonwalescencja - powiedziała Szatkowska. Rzeczniczka poinformował, że 21-letni sprawca przyznał się już do popełnienia przestępstwa. Przedstawiono mu zarzut ciężkiego uszkodzenia ciała, za który grozi kara więzienia od roku do 10 lat. Bramkarzowi Podbeskidzia nie przedstawiono dotychczas zarzutów. Za powiadomienie o nie popełnionym przestępstwie grozi jednak grzywna lub kara więzienia do dwóch lat. Składanie fałszywych zeznań zagrożone jest karą trzech lat więzienia. Informacją o wyniku śledztwa wstrząśnięty był prezes klubu Stanisław Piecuch. - Jestem zaskoczony. To spadło na nas jak grom z jasnego nieba! Jeśli to prawda - kara musi być. Jeszcze nie wiem co zrobimy. Zadecyduje zarząd - powiedział w rozmowie z PAP. Dawid Bułka był bardzo popularnym zawodnikiem wśród kibiców. Na apel klubu wielu z nich zdecydowało się oddać krew. Podbeskidzie Bielsko-Biała ufundowało także nagrodę 5 tysięcy złotych dla osoby, która wskaże sprawców napadu.
    • Rafael

      158
      0
    • 29.03.2004 o 22:43
      Post #55350 29.03.2004 22:43
    Pogoń po meczu z Tłokami Gorzyce Sergio Batata Fot. Franciszek Mazur / AG lis 29-03-2004, ostatnia aktualizacja 29-03-2004 18:43 II LIGA PIŁKARSKA. Do meczu ze Szczakowianką Jaworzno portowcy przystąpią prawdopodobnie w najsilniejszym składzie. Urazy odniesione w Gorzycach są niegroźne W trakcie sobotniego meczu ucierpieli trzej piłkarze. Sergio Batata znów "spotkał się" z łokciem rywala - skończyło się poluzowaniem zęba i rozcięciem wargi. Po meczu miejscowy lekarz założył mu jeden szew. Z urazem wrócił do Szczecina również Olgierd Moskalewicz. Pomocnik jedno ze starć zakończył z rozciętą skórą na powiece i łuku brwiowym. Lekarz założył mu cztery szwy. Ewentualny brak Bataty i Moskalewicza byłby sporym osłabieniem zespołu. Za Moskalewicza na prawej pomocy mógłby zagrać powracający po pauzie za żółte kartki Grzegorz Matlak (w obronie pozostałby Rodrigo), a Batatę prawdopodobnie zastąpiłby Przemysław Kaźmierczak (za niego zaś w linii defensywnej wyszedłby Radosław Biliński). - Na szczęście nie są to sprawy, które wyłączyłyby ich z gry na dłużej - ocenia Dariusz Dalke, masażysta Pogoni. - Jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, obaj w sobotę będą mogli zagrać. Z poniedziałkowych zajęć zwolniony był Michał Łabędzki. Defensywny pomocnik w ostatniej minucie meczu z Tłokami został brutalnie sfaulowany przez Tadeusza Krawca, co skończyło się szarpaniną na boisku i stłuczeniem łydki. Pod opieką Dalkego Łabędzki też ma dojść do pełnej dyspozycji na sobotę. W sobotę na pewno nie zagrają Artur Andruszczak (rehabilitacja kolana) i Adrian Napierała (kontuzja stawu skokowego). Mały znak zapytania należy postawić przy Arturze Bugaju. - Jeszcze nie jest w 100 proc. zdrowy, ale zabezpieczamy go plastrami i nie przeszkadza mu to w grze - mówi masażysta. W czwartek lub piątek Pogoń być może będzie trenować przy światłach, aby jak najlepiej przygotować się do sobotniego spotkania. Bilety na Szczakowiankę Od wtorku można nabywać w przedsprzedaży wejściówki na sobotni mecz pomiędzy Pogonią a Szczakowianką Jaworzno (godz. 19). Bilety są do nabycia w stałych punktach: sklepy z pamiątkami klubowymi (stadion Pogoni oraz CH Galaxy), kasy od ul. Karłowicza, CH Fala, Real (kolektura Lotto), sklep sportowy Lider przy al. Wojska Polskiego. Kupić również można karnety, których ceny uległy zmianie: sektor rodzinny nr 1 i 2 - 35 zł; sektor 4, 5 - 80 zł; sektor 6 - 50 zł. Bilety (10 zł) i karnety (50 zł) na miejsca numerowane w sektorach 7 i 8 można kupić jedynie w Galaxy.
    • Trapez

      2.6K
      2K
    • 29.03.2004 o 23:00
      Post #55355 29.03.2004 23:00
    Toż chłpaki walczą na całego....to się nazywa determinacja mająca na celu osiągnięcie sukcesu.. Oj bedzie niezmiernie trudno nawiązać wyrównaną walkę ;-(
    • Trapez

      2.6K
      2K
    • 30.03.2004 o 15:47
      Post #55588 30.03.2004 15:47
    Narzędzia motywujące naszych rywali w drodze do awansu. [b]Premie za zwycięstwa[/b] A właśnie premie za zdobyte punkty są czynnikiem motywującym w drugoligowym[b] ŁKS[/b]. Pensje piłkarzy wynoszą od 1,5 tys. do 4 tys. zł netto. Zawodnicy mogą zarobić więcej, jeśli wygrywają. Za zwycięstwo sponsorzy ŁKS płacą 15 tys. zł do podziału na zespół. Najlepsi otrzymują po ok. 1,5 tys. zł. W miesiącu można wygrać cztery mecze, a zatem najlepiej opłacany piłkarz ŁKS jest w stanie powiększyć swoje konto o 10 tys. zł. Bardzo dobrze i punktualnie płacą w[b] GKS Bełchatów[/b]. Najlepsi mają po ok. 8 tys. zł pensji. Za zwycięstwo piłkarze otrzymują do podziału blisko 50 tys. zł. Ostatnia wygrana w Jaworznie ze Szczakowianką najlepszych piłkarzy: Marcina Chmiesta, Łukasza Gargułę czy Janusza Dziedzica, wzbogaciła po ok. 4 tys. zł. [b]RKS Radomsk[/b]o płaci zawodnikom w zależności od zajmowanego miejsca w tabeli. Są wiceliderami, zwycięstwo warte jest zatem 50 tys. zł do podziału na zespół. Dla Jacka Berensztajna czy Zdzisława Leszczyńskiego ostatnia wygrana z Piastem Gliwice oznacza wypłatę po ok. 4,5 tys. zł. Jak podało : http://www.90minut.pl
    • Rafael

      158
      0
    • 01.04.2004 o 21:12
      Post #56082 01.04.2004 21:12
    Baniak: Pogoń jak bokser Na postawę swoich piłkarzy patrzę przez pryzmat całych przygotowań, a nie tylko spotkań ligowych. Trzynaście sparingów rozegranych w okresie przygotowawczym dało niesamowity efekt bramkowy - mówi trener szczecińskiej Pogoni, Bogusław Baniak. - Trzy pojedynki ligowe tylko potwierdziły dobrą dyspozycję. Co prawda nutka niepewności w meczach o punkty zawsze istniała, a ja nie liczyłem na 9 "oczek” w trzech meczach, ale generalnie spodziewałem się zwycięstw. - Wyjazd do zespołu broniącego się przed spadkiem oznacza ciężką walkę o punkty. Z nikim nie było łatwo. Zwycięstwa potwierdziły, że droga obrana w przygotowaniach jest słuszna, choć - co muszę podkreślić - nie jesteśmy jeszcze doskonali. Wiele musimy poprawić. - Nie jest idealnie w obronie, gdzie stoimy czwórką. Na to nie ma jednak rady. Wszystko trzeba zgrywać. My gramy w takim ustawieniu dopiero dwa miesiące. Szwankuje skuteczność, szczególnie ze słabszymi przeciwnikami. Brakuje też prawego pomocnika, który idealnie pasowałby do koncepcji. - Według nowej taktyki Pogoń musi być jak wyrafinowany bokser: wypunktować rywala, ale nie znokautować. Nie będziemy już tak rozpędzeni jak jesienią, kiedy z trzema napastnikami, w zwarciu, rozbiliśmy Polar, czy Arkę. To mimo wszystko było zbyt ryzykowne. Będziemy grali mądrzej. Nie dopuścimy do siebie przeciwnika - wygramy z nim dzięki mądrości. - Zaskoczony jestem słabymi wynikami Szczakowianki. Wiele zależeć będzie od najbliższego meczu z tą drużyną. Duże transfery zrobiło Zagłębie Lubin, ale na razie efekty są takie sobie. Duże wrażenie wywarło na mnie Podbeskidzie. Wygrać w Bielsku będzie bardzo ciężko. Do końca groźne będą Cracovia i Radomsko. RKS ma bardzo ustabilizowany i mocny skład. Skradają się po cichu i są czarnym koniem rozgrywek. Na pewno chce się liczyć GKS Bełchatów. Więcej - w "Głosie Szczecińskim".
    • Rafael

      158
      0
    • 01.04.2004 o 21:17
      Post #56085 01.04.2004 21:17
    PIŁKA NOŻNA. Ireneusz Kowalski dopiero od tygodnia trenuje na pełnych obrotach po wyleczeniu złamanego obojczyka, ale ma nadzieję, że zagra już w sobotnim meczu z ŁKS-em w Łodzi Kowalski złamał obojczyk w lutym, podczas meczu sparingowego z Lechem Poznań. Doszło do starcia z Piotrem Świerczewskim, po którym pomocnik Zagłębia Lubin opuścił boisko na noszach. Sezon Zagłębie zaczęło więc bez "Kowala", ale od pierwszego meczu było wyraźnie widać, że jeśli czegoś drużynie brakuje, to właśnie piłkarza takiego jak on. Przyznał to zresztą też Tomasz Salamoński, kolega z linii pomocy. - Mamy zawodników walczących, ale brakuje kogoś, kto naszą grę uporządkuje, kogoś takiego jak Irek - stwierdził. Być może Kowalski, nie najlepszą dotąd grę Zagłębia, zacznie porządkować już w sobotę w Łodzi, gdzie lubinianie zagrają z ŁKS-em. Od tygodnia bowiem normalnie trenuje, a ostatnio zagrał w IV-ligowych rezerwach. Czy jednak już wzmocni zespół? - Decyzja należy do trenera Drażena Beseka. Ja czuję się na sto procent gotowy do gry, nawet przez całe spotkanie - przekonuje Kowalski. Besek jest po rozmowach z zawodnikiem, zapewnił, że bardzo na niego liczy. - Myślę jednak, że jeszcze w sobotę nie zagram. Może pojawię się na boisku, ale na chwilę - twierdzi piłkarz. - Bardziej prawdopodobne, że wystąpię dopiero w następnym spotkaniu. Po ŁKS-ie mamy aż dwutygodniową przerwę, bo pauzujemy w II lidze, więc już wtedy na pewno będę w pełni sił i zdziwiłbym się, gdybym nie zagrał. Kowalski w podstawowym składzie lubinian powinien pojawić się więc 17 kwietnia w meczu z Tłokami Gorzyce.
    • Rafael

      158
      0
    • 01.04.2004 o 21:19
      Post #56086 01.04.2004 21:19
    Wewnętrzny sparing ŁKS Piłkarze ŁKS rozegrali w środę wewnętrzna grę kontrolną, podczas której Radosław Kardas nabawił się groźnej kontuzji. Dla podopiecznych trenera Wojciecha Boreckiego środowy sprawdzian miał być ostatnim testem przed sobotnim meczem z Zagłębiem Lubin. Niestety, pod koniec sparingu kontuzji kolana doznał Radosław Kardas. To nie wszystkie zmartwienia trenera, bo rozchorował się Sebastian Przybyszewski, który dostał wysokiej gorączki. Zamiast trenować pojechał do domu odpocząć. W spotkaniu zagrał Marcin Wachowicz, któremu ostatnio dokuczał ból głowy. We wtorek piłkarz był u lekarza, który zezwolił mu na treningi. Zawodnik przeszedł szczegółowe badania komputerowe, ale na wyniki będzie musiał poczekać. - Czuję się coraz lepiej, więc pewnie będę brany pod uwagę na sobotni mecz - mówi. Kibiców powinna ucieszyć wiadomość, że na mecz z Zagłębiem do składu mogą dołączyć obrońcy Paweł Golański i Robert Sierant. Szkoleniowcy wczorajszą gierkę poświęcili na przetestowanie kolejnego wariantu taktycznego. Tym razem ełkaesiacy zagrali nie czterema, a trzema obrońcami. Do końca sezonu zostało jeszcze 12 kolejek, w których - według Boreckiego - łódzki zespół będzie spisywał się coraz lepiej. - Przed sezonem do drużyny dołączyło aż 10 nowych zawodników, dlatego potrzeba czasu, żeby wszystko wyglądało tak, jak tego oczekujemy - tłumaczy trener. Po wewnętrznej grze łodzianie pojechali do Konstantynowa, gdzie przeszli odnowę biologiczną. Dziś o godz. 17 ełkaesiacy będą ćwiczyć na bocznym boisku, a w piątek na głównej płycie. ŁKS I - ŁKS II 4:2 Gole: Kosmalski 2, Orliński, Mysona - Wachowicz, Strapak. ŁKS I: Skrzypiec - Kadras, Golański, Reyer - Szwajdych, Kłus, Rączka, Mysona - Kosmalski, Orliński. ŁKS II: Paluch - Barbosa, Sierant, Słowiński - Czpak, Białek, Starpak, Godras - Wachowicz, Kułyk.
    • Rafael

      158
      0
    • 01.04.2004 o 21:21
      Post #56087 01.04.2004 21:21
    Dariusz Filipczak: - Nikt nie ma abonamentu na granie Andrzej Klemba: Macie najwięcej zwycięstw z rzędu (cztery), meczów bez porażki (sześć), wygranych u siebie (pięć). Wychodzi na to, że jesteście najlepszą drużyną II ligi. Dariusz Filipczak, napastnik RKS Radomsko: Ze statystyk wynika, że tak, ale co innego pokazuje tabela. Na razie liderem jest Pogoń Szczecin, ale my czaimy się tuż za nią. Zresztą o nas nikt zimą nie wspominał, jako o kandydacie do awansu. Wymieniano Pogoń, GKS Bełchatów, Zagłębie Lubin czy Cracovię. My mieliśmy spokój i to chyba jest nasz atut, bo dobrze się przygotowaliśmy do rundy rewanżowej i na razie są efekty. Nadarza się okazja do awansu i postaramy się ją wykorzystać. Pan w dwóch meczach zdobył dwa gole, czyli tyle samo, co jesienią. - W pierwszej rundzie rozegrałem tylko sześć spotkań. Korzystnie na wszystkich wpłynęła większa rywalizacja w składzie. Zresztą proszę sobie przypomnieć, kto siedział na ławce rezerwowych w ostatnim meczu. Radek Kowalczyk i Bogdan Jóźwiak jesienią byli przecież podstawowymi graczami. Na początku sezonu nie cieszył się Pan zaufaniem szkoleniowców. - Trenerzy stawiali na innych zawodników, a że drużyna często wygrywała, ciężko mi było przebić się do składu. Jednak gdy część zawodników pauzowała za kartki, a niektórym przytrafiły się kontuzje, szkoleniowcy dali mi szansę, a ja ją wykorzystałem. Trener Józef Antoniak przyznał, że chciał zdjąć Pana w przerwie meczu z Piastem Gliwice. - Nie grałem najlepiej, ale szkoleniowiec jest chyba zadowolony, że zostawił mnie na boisku kwadrans dłużej. Strzeliłem gola i później łatwiej nam się grało. Bramka nie oznacza jednak, że mogę czuć się pewny kolejnego występu w podstawowym składzie. Rywalizacja naprawdę jest ostra i nikt nie ma abonamentu na granie. Postawa na treningach decyduje o występie w meczu. Pojedynki z Jagiellonią Białystok i Piastem Gliwice wygraliście w imponującym stylu. Teraz czeka was mecz z silniejszym przeciwnikiem i to na wyjeździe. - Cracovia na pewno jest bardziej wymagającym rywalem, ale nam chyba z takimi drużynami łatwiej się gra. Krakowianie nie będą się bronili i zagrają otwartą piłkę, a to nam pasuje. Jedziemy by wygrać, ale remis nie będzie taki zły.
    • Użytkownik usunięty

      74.8K
      2
    • 01.04.2004 o 21:32
      Post #56089 01.04.2004 21:32
    Czy to też jest pryma aprylys: Za: mogiel "Szefowie Zagłębia przejęli władzę w KGHM Przejęcie władzy w KGHM Polska Miedź SA przez osoby rządzące piłkarskim Zagłębiem Lubin oznacza tylko jedno - znaczny wzrost szans klubu na awans do ekstraklasy. Do Zagłębia popłyną duże pieniądze, a działacze zrobią wszystko, aby w czerwcu świętować powrót do I ligi."
    • Rafael

      158
      0
    • 01.04.2004 o 21:34
      Post #56091 01.04.2004 21:34
    Radosław Biliński o Szczakowiance Jaworzno Pogoń odniosła trzy zwycięstwa z rzędu, a Szczakowianka przegrała dwukrotnie. Sobotni mecz może skreślić jaworznian z grupy zespołów walczących o awans do I ligi. Po ostatnich niepowodzeniach trener Albin Mikulski powiedział, że może podać się do dymisji. Działacze jego sugestię natychmiast odrzucili, więc Mikulski poprowadzi zespół w Szczecinie. Z obecnych zawodników Pogoni najlepiej go zna Radosław Biliński, który pracował z nim w sezonie 2002/2003. S jak system gry - wydaje mi się, że grają w ustawieniu 1-4-4-2 i to zapowiada pewne problemy z przebiciem się przez blok obronny. Musimy grać konsekwentnie, a zawodnicy wspomagający Artura Bugaja będą musieli szybko podejmować decyzje na boisku. W środku boiska powinniśmy uzyskać przewagę. Z jak zero punktów wiosną - spora niespodzianka. Pewnie liczyli na coś zupełnie odwrotnego. Może oczekiwali od PZPN-u zwrócenia im 10 punktów. Nie mają ich i chyba mieć nie będą. Ostatnio przegrali trochę pechowo z GKS-em Bełchatów. Postaramy się kompletnie rozwiać ich nadzieje na awans. C jak Czerwiec Ryszard - dobry zawodnik. Wiele spotkań zagrałem przeciwko niemu, kiedy był zawodnikiem Widzewa Łódź. Przemawia za nim doświadczenie z I ligi. Ale my mamy dobry zespół i nie możemy oglądać się na indywidualności przeciwnika. Z każdym meczem robimy postępy, a jeśli Szczakowianka nie będzie się tylko bronić, to nam łatwiej będzie się grało. Z jak zmiany w klubie po ewentualnej porażce w Szczecinie - jeśli wygramy, Szczakowianka odpada z walki o I ligę. A zmiany są ich sprawą i sami muszą wszystko uporządkować. My patrzymy na swoje podwórko. A jak Albin Mikulski - miałem wielu trenerów i nigdy nikogo nie oceniałem. Trenował mnie w Pogoni, gdy spadaliśmy z I ligi. Atmosfera za jego kadencji wokół zespołu była zła, ale jako szkoleniowca nie chcę go oceniać. K jak kontra Szczakowianki - liczę, że zagrają otwarcie. Mają wielu zawodników ofensywnych i nam to może sprzyjać. Nie są szczególnie znani z gry kontrą, ale personalnie są na tyle mocni, że na pewno będą potrafić wykorzystać okazję. O jak osłabienia zimą - odeszli Marek Kubisz, Janusz Wolański, Krzysztof Przytuła. Szczególnie dwaj pierwsi byli znaczącymi postaciami, ale nikt nie jest niezastąpiony. Na miejsce Wolańskiego przyszedł Ferdynand Chi Fon, znany z gry w Pogoni. Jeszcze nie jest w wysokiej formie, ale grać potrafi. Kubisz był zawodnikiem bardzo kreatywnym i ciężko takiego zastąpić. W jak wzmocnienia - doszedł Ferdynand, Brazylijczycy, Madrin Piegzik, ale mimo wszystko na minus. Więcej było osłabień niż wzmocnień. I jak indywidualności - na pewno Czerwiec, który ma charyzmę w zespole; w ataku Grzesio Król - może przestać cały mecz, a w pięć minut zdobędzie dwie bramki. W bramce Andrzej Bledzewski - lepszy jest w grze na linii, więc możemy to wykorzystać dośrodkowaniami w pole karne. A jak atak pozycyjny - potrafią go rozwiązać dzięki umiejętnościom poszczególnych zawodników. Czerwiec, Król, Adam Kompała potrafią zagrać niekonwencjonalnie, nawet ryzykownie. N jak nastroje przed meczem - bardzo dobre. Wygraliśmy trzy mecze, idziemy za ciosem. Możemy jeszcze lepiej grać niż w poprzednich spotkaniach. K jak kibice Szczakowianki - chyba nie będzie ich dużo. A jak afera barażowa - kładzie się to cieniem na całym środowisku piłkarskim. Wielu sponsorów pewnie wstrzymało się z inwestycjami w piłkę po tym, jak wybuchła sprawa Szczakowianki i Świtu. Ta sprawa powinna być jak najszybciej wyjaśniona: konkretnie i jasno.
    • Rafael

      158
      0
    • 02.04.2004 o 07:42
      Post #56190 02.04.2004 07:42
    Szczakowianka wypowiada wojnę PZPN Idziemy na wojnę z PZPN! - zapowiada prezes Szczakowianki Jaworzno, Tadeusz Fudała. Chce walczyć ze związkiem m.in. w Polskiej Konfederacji Sportu i UEFA. Klubowi z Jaworzna najbardziej zależy na oddaniu zabranych mu na starcie ligi 10 pkt. Bez nich szanse Szczakowianki na awans będą minimalne. W dwóch spotkaniach rundy wiosennej przegrała bowiem z Podbeskidziem Bielsko-Biała i GKS Bełchatów. Głównym argumentem klubu z Jaworzna ma być grudniowa decyzja Trybunału ds. Sportu przy PKOl, który z przyczyn proceduralnych uchylił kary PZPN i zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia przez związek. Ten jednak odwołał się od decyzji Trybunału do sądu powszechnego. Postępowanie trwa. - Zwrócimy się o pomoc do prezesa Polskiej Konfederacji Sportu, który ma środki prawne, by zmusić PZPN do respektowania decyzji Trybunału. Może na przykład zawiesić działaczy związku i wprowadzić zarząd komisaryczny. Będziemy też domagać się odszkodowania za straty, jakie klub poniósł w związku z niesłuszną degradacją do II ligi [nieoficjalnie mówi się o 7 mln zł - red.] - tłumaczy prawnik Szczakowianki Jadwiga Tomaszewska. Więcej - w "Gazecie Wyborczej".
    • Rafael

      158
      0
    • 02.04.2004 o 08:05
      Post #56191 02.04.2004 08:05
    Powrócili na boiska piłkarze drugiej ligi, powracam i Ja, tyle że na łamy Sportowych Faktów. Jestem jednak winny wszystkim wytłumaczenie, dlaczego dopiero teraz. Otóż wcześniej byłem w szoku, w jaki wprawił mnie ten cały "drugoligowy światek", i nic nie byłem w stanie napisać. Jeden prezes przeprowadza klub z miasta do miasta, niczym zawodowa firma zajmująca się przeprowadzkami. Prezes innego klubu, niczym Andrzej Gołota, rezygnuje w połowie walki(w tym przypadku sezonu). W paru innych miastach walczą, ale głównie o to by w połowie sezonu zmienic regulamin rozgrywek. Jeszcze gdzie indziej uważa się chyba, że jedynym krajem który obecnie nadaje się na zagraniczne zgrupowanie, jest kraj pochłonięty wojną. SZOK!!!! Ale jak to mówią "przykład idzie z góry". Pisząc jednak po ostatniej jesiennej kolejce"teraz czas dla działaczy" nie o taką aktywność mi chodziło. Więc teraz, żeby już nie było nieporozumień: DZIAŁACZE -CZAS NA ODPOCZYNEK!!! Teraz wróćmy już jednak do spraw piłkarskich. Piłkarze rozegrali 20 kolejkę, zdobyli w niej 15 bramek, zobaczyli 29 żółtych i 1 czerwoną kartkę. Stadiony odwiedziło łącznie ponad 17 tysięcy widzów. Najwięcej widzów- 4 tysiące- odwiedziło stadion w Łodzi, najmniej, bo okolo 700 osób, odwiedziło, a jakżeby inaczej, stadion we Wrocławiu. W klasyfikacji strzelców prowadzi z 12 golami Piotr Bania z Cracovii, wyprzedzając o trzy trafienia Artura Bugaja z Pogoni Szczecin. Jednak w ligowej tabeli góra jest Bugaj i jego koledzy z drużyny, którzy mają już pięć punktów przewagi nad drugim RKS Radomsko. "Oczko" mniej od drużyny z Radomska mają Cracovia i Zagłębie Lubin. Po 29 punktów mają zaś drużyny Podbeskidzia i GKS Bełchatów. Zamyka tabelę Aluminium z 12 punktami, punkt więcej ma Polar. Tyle samo punktów co drużyna z Wrocławia ma Arka Gdynia, jednak żółto-niebiescy- razem z Tłokami Gorzyce, Stasiakiem Opoczno i Ruchem Chorzów- znajdują się w strefie barażowej. Pierwsze dwa mecze 20 kolejki odbyły się już w piątkowy wieczór. W Lubinie, Zagłębie pokonało Jagiellonię Białystok. Jedyna bramka padła z rzutu karnego, jeszcze w pierwszej połowie spotkania. Przy nienajlepszej pogodzie kibice zadbali o dobrą oprawę spotkania, a piłkarze odwdzięczyli im się, inkasując kolejne trzy punkty tej wiosny. Mimo zawirowań na górze piłkarze robią swoje. W Białymstoku wydaje się sytuacja pod tym względem stabilna, a jednak piłkarze grają fatalnie. Tylko w taki sposób bowiem, da się opisać grę piłkarzy z Białegostoku w rundzie wiosennej. Drugi piątkowy mecz odbył się w Łodzi. ŁKS podejmował Aluminium. Mecz o 6 punktów, i co jest w naszej lidze rzadkością, było to widać na boisku. Pięc bramek, dużo walki, emocjonująca końcówka- naprawdę ciekawe widowisko. ŁKS, po raz drugi tej wiosny, zapewnia sobie zwycięstwo w samej końcówce meczu, a dla piłkarzy z Konina marna to pociecha że prezentowali się dobrze, skoro przegrali, a sytuacja w tabeli robi się dla nich coraz mniej ciekawa. W sobotę szlagierowo zapowiadało się spotkanie w Jaworznie, gdzie Szczakowianka podejmowała GKS Bełchatów. Tu, podobnie jak w Łodzi, dużo walki na boisku, podobnie emocjonująca końcówka, jednak bramki tylko trzy. I co najgorsze dla miejscowych kibiców, dwie z nich zdobyła drużyna z Bełchatowa. GKS zdobywa trzy punkty, nadal liczy się w walce o awans, a w Jaworznie jeśli nic się szybko nie zmieni, to jedyną szansą na awans będzie decyzja PZPN, o oddaniu drużynie 10 punktów odebranych przed sezonem. Jednak PZPN ostatnimi czasy bardziej niż aferą barażową zajmuje się kibicami, i wymyślaniem coraz to nowszych metod utrudniania im życia. Mecz-klasyk: Ruch-Cracovia, na który w obu miastach tak długo czekano, odbył się bez udziału kibiców gości. Powód: kara za wybryki na poprzednim wyjeździe we Wrocławiu. I znowu PZPN poszedł na łatwiznę, gdyż za grupę kilkudziesięciu osób ponosi karę całe środowisko kibicowskie Cracovii. I tu chyba właśnie widać, skąd idzie przykład dla działaczy klubowych. A co do spotkania to gospodarze mogli i powinni wygrać, zaś goście powinni w następnych spotkaniach poprawić swoją grę, gdyż inaczej to awansują do pierwszej ligi, tylko że nie w tym sezonie.A dla kibiców Ruchu, mimo że mecz był rozgrywany w zimowej aurze, to jednak pokazały się pierwsze promyki słońca. Rywal Cracovii w walce o awans, RKS Radomsko, podejmowało w sobotę Piasta Gliwice. Pewna wygrana gospodarzy , która ani przez moment nie podlegała dyskusji, awans tym samym na drugie miejsce w tabeli i czegoż chcieć więcej. Chyba tylko końca sezonu. A piłkarze Piasta w wyraźnym dołku. Na pewno duży wpływ na grę w Radomsku miał mecz sprzed tygodnia z Ruchem. Oby dla Piasta, nie okazało się że 20 marca 2004 roku będzie końcem drugoligowej drużyny w Gliwicach. W Gorzycach, w sobotnie popołudnie, gościł zdecydowany faworyt do awansu, Pogoń Szczecin. Pogoń, tak jak przewidywano, zwycięża, bramkę na wagę trzech punktów zdobywa Batata, jednak na pewno "portowcy" nie zaliczą tego spotkania do najłatwiejszych. Przez długie momenty wyrównana gra, Tłoki na pewno nie pokazały piłki na miarę trzeciej ligi. Jednak kolejne punkty, mimo dobrej gry, piłkarzom z Gorzyc uciekają, a trzecia liga jakby odwrotnie-coraz bardziej się przybliża. W kończącym 20 kolejkę spotkaniu, we Wrocławiu, Polar podejmował Podbeskidzie. Mecz przy sztucznym oświetleniu rozegrano na Stadionie Olimpijskim( tam też Polar rozegra pozostałe spotkania w rundzie wiosennej, w których będzie gospodarzem), w obecności 700 widzów(pytam, dla kogo te światła?). Jednak kibice, nie pomogli na tyle piłkarzom Polaru, by gospodarze mogli się w sobotni wieczór pokusić o powiększenie swego dorobku punktowego. Tym bardziej, że Podbeskidzie wiosną, jak na razie, tylko wygrywa. Nie inaczej było we Wrocławiu. Podbeskidzie,tym samym po 20 kolejce, doszlusowało do ligowej czołówki, i zaczyna się liczyć w walce o czołowe lokaty. A ulubione hasło bielskich kibiców:" Idzie, idzie, Podbeskidzie" tej wiosny przybrało na aktualności, gdyż Podbeskidzie tej wiosny idzie ... jak burza. Tak wyglądała 20 kolejka (i zimowa przerwa) w wielkim skrócie. W środę czas na reprezentację, a w weekend wracamy na ligowe podwórka. A na drugoligowym podwórku nie zabraknie szlagierów. Pogoń Szczecin kontra Szczakowianka Jaworzno, Cracovia Kraków kontra RKS Radomsko. Dodatkowe opisy są tu zbędne, jeżeli tylko się spojrzy na ligową tabelę. A na innych stadionach też powinno być ciekawie. ŁKS podejmuje Zagłębie Lubin, Piast(jednak w Gliwicach) będzie gościć Arkę Gdynia. Emocji tak więc, nie powinno zabraknąć. Miejmy jedynie nadzieję, że będą to emocje tylko i wyłącznie piłkarskie, i nic i nikt nie będzie w stanie tych widowisk zepsuć. Jednak jak to z tą naszą nadzieją(i naszymi działaczami) bywa, sami wiemy najlepiej.
    • klaros

      5.5K
      147
    • 02.04.2004 o 16:03
      Post #56264 02.04.2004 16:03
    Co to za bełkot? Gościu napisał to tak, jakby było to adresowane do osób, które po powrocie do kraju z wygnania maja ochotę zacząć sie interesować p.nożną.
    • Go Cha

      2.1K
      132
    • 02.04.2004 o 18:13
      Post #56286 02.04.2004 18:13
    Najwidoczniej płacą mu za lanie wody. :-)
    4 dni później
    • Merano

      1.4K
      19
    • 07.04.2004 o 12:16
      Post #57820 07.04.2004 12:16
    Uwaga na Lubin, bo dziś piszą, że "po prostu w czerwcu musi wrócić do ekstraklasy i już". Podaję za dzisiejszym "Przeglądem Sportowym": Polska Miedź atakuje ekstraklasę z pełną kasą. Miliony krążą w Lubinie Zmiana władzy w Polskiej Miedzi sprawia, że do Zagłębia Lubin mają popłynąć dodatkowe miliony złotych - zdaniem nowych prezesów lubiński klub po prostu musi w czerwcu wrócić do ekstraklasy i już. Za awans każdy z podstawowych piłkarzy może zainkasować nawet po sto tysięcy złotych! Nowym prezesem Polskiej Miedzi został Wiktor Błądek, a jednym z jego zastępców Andrzej Krug. Obaj już wcześniej byli najważniejszymi ludźmi w piłkarskiej spółce. - Mogę obiecać, że dołożymy wszelkich starań, aby awans świętować już w czerwcu. Oczywiście zgadzam się, że wymaga to zwiększonych nakładów finansowych. A nie jest tak, że w dolnej szufladzie swojego biurka mam pokaźny plik banknotów, który jeszcze dzisiaj wyciągnę i jak gdyby nigdy nic przekażę do klubu. To musi trochę potrwać - obrazowo wyjaśnia Krug. Budżet Zagłębia na ten sezon sięga ośmiu milionów złotych, ale nieoficjalnie mówi się, że w ogólnym bilansie może on zostać nawet podwojony. - Zanim zaczniemy poważnie inwestować, musimy pospłacać ciągnące się długi - twierdzi Andrzej Krug. Przekraczają one dwa miliony złotych. Źródło : ANTONI BUGAJSKI, Przegląd Sportowy/Tempo Wiadomość zmieniona (07-04-04 12:17)

    Cześć, wygląda na to, że interesuje Cię ten temat!

    Kiedy utworzysz konto, będziemy w stanie zapamiętać dokładnie to, co przeczytałeś, dzięki czemu możesz kontynuować dokładnie w miejscu, w którym skończyłeś. Otrzymasz również powiadomienia, gdy ktoś Ci odpowie. Możesz także użyć „Lubię to”, aby wyrazić swoje uznanie. Kliknij przycisk poniżej, aby utworzyć konto!

    Napisz odpowiedź...

    Aktualnie przeglądający (1 użytkowników)

    Goście (1)
    • Główna
    • Działy i kategorie