Dobry drink nie jest zły, docent. A propos symptomów delirki. Białe myszki to tylko jeden z licznych (aczkolwiek najbardziej spopularyzowany w literaturze) objaw delirki. Delirka może się przejawiać różnie. Mam kolegę, który ma delirkę. Mieszka w bloku nauczycielskim w pewnej wsi na Górnym Śląsku, jego matka jest nauczycielką. Na noc zamykają główne drzwi, a domofonu jeszcze nie założyli. Cały czas wydaje mu się, że ktoś dzwoni. Zlatuje po schodach na dół, otwiera drzwi a tu: NIC.
A jednego z moich kolegów z pracy, nawiasem jednego z najlepszych w Polsce speców od Wittgensteina, nawiedza notorycznie Poltergeist. Caly czas mu książki spdają z półek, drzwi się nie dają otwierać, parę razy macnął go nawet po plecach. A poniewż mój kolega najprawdopodobniej ćpa (nikt tego nie wie na pewno, ale patrzy mu to z oczu), podejrzewam, ze źródłem tych dziwnych wydarzeń nie jest duch Wittgensteina, tylko on sam.
-
-
Obyczaje
Kurcze, póki jeszcze sprawny wyslij mi na priva bibliografie jego publikacji o Wittgensteinie...
Wiesz, ja mam spora tolerancje za swirów - no ale degrengolada, której nie sposób zapobiec to nie jest mile.
Zalecam... troche plodozmianu w kontaktach. Uwazam, ze to jest jak najbardziej fair, troche jak z przepisami w razie rozhermetyzowania sie kabiny w samolocie: najpierw zalozyc maske tlenowa sobie, dopiero pózniej dziecku (bo dziecko tobie nie zalozy).
Mimo wszystko :)
No coz co kraj to obyczaj wracajac do sedna sprawy moj punkt widzenia w piciu na weselu jest taki jak ktos pic nie chce to nie pije nikt cie nie zmusza do picia masz wlasny rozum jak wiesz ze po 2 czy 3 kieliszkasz zaczeniej rozrabiac to bedziesz mial ty pszypal wiec zastonowisz sie czy warto sie osmieszac zreszta to nie chodzi tylko o wesele.My Polacy naprawde nie jestesmy rekordzistami w Piciu. Widzialem na wlasne oczy jak pija Szwedzi,Wogule Skadynawowie co oni wyprawia wystarczy popytac Dunczykow co robi moldziez Szwedzka jak odwiedza Danie dokladnie to samo co robia Angole wioche pijanstwo na maxa.
Docent, ok przyślę ci bibliografię jego wypocin, ale najwcześniej w środę 9 listopada, bo wcześniej go nie będę widzieć. Sądząc po nicku i zainteresowaniem Wittgenstainem, może jesteś filozofem. Jakbyś chciał wygłosić jakiś odczycik w naszej katedrze nauk społecznych na polibudzie nie widzę przeszkód. Podobnie jak jestes socjologiem, politologiem, historykiem, psychologiem, filologiem czy kimkolwiek. Podobny apel kieruję do innych forumowiczów.
Tak by the way. Ja bym chętnie nawiązał kontakty z ludźmi, którzy zajmują się podobnymi zagadnieniami co ja. Ja mówiąc skrótowo analizuję geograficzne aspekty procesów społecznych, a zwłaszcza ludzką ewolucję. W tej chwili uogólniam teorię przejścia (przejście demograficzne, migracyjne, ewolucja języków od ich małej ilości do dużej i znowu małej etc). To są tzw przejścia (tak to nazwałem). Zastanawiam się nad kreatywnymi funkcjami globalnej wioski w zakresie języka, kultury etc. Rozwijam pewne wątki myślowe obecne u McLuhana i Teilharda de Chardin. Poza tym z kolegami doszliśmy do wniosku, że można by opublikować bombową pracę w stylu braudelowskim (szkoła Annales jest mi szczególnie bliska, może z tego powodu, że zawsze miałem tendencje do marksizowania) pt: "Lwów-Kraków-Wrocław", choć szef raczej skłania się ku tematowi "Śląsk i Galicja". Poza tym interesuje mnie socjologia sportu, a zwłaszcza grupy kiboli. Wypadałoby coś szrajbnąć na stulecie obu krakowskich klubów. W związku z tym mam apel do ludzi, którzy się podobnymi sprawami zajmują o kontakt. Nie chciałbym być źle zrozumiały, nie chcę się nikomu narzucać, czy wtykać swojego nosa w nieswoje sprawy. Chodzi mi po prostu o to, że dla obustronnej korzyści można by się wymienić doświadczeniami i w ten sposób sobie nawzajem pomóc.
nie ma nic zlego w piciu alkoholu jeżeli człowiek je kontroluje....
tylko że.....nie znam człowieka, który ewidentnie widzę że jest CHORY a który przyznałby sie do swego uzaleznienia-tu jest najwiekszy problem.Przeciez w tej naszej kochanej Polsce na kazdym kroku widzimy ludzi którzy są chorzy-gdy zadamy im pytanie, czy są uzależnieni 100% odpowie że NIE...TAK to działa...Narkoman odpowie że jest uzależniony-alkoholik NIGDY...
Przeciętnemu człowiekowi alkoholik kojarzy sie z człowiekiem który pije "jabole" pod sklepem-natomiast chirurg,prawnik,policjant,ksiądz ktory pije towarzysko codziennie,alkoholikiem nie jest.....jsest tylko super rozrywkowym gościem...
Co do wesel....łatwo zauważyć, że po pewnym czasie ludize z problemami zbieraja się wokól siebie.....bo tylko w swoim towarzystwie moga sie "dobić",wpaść pod stół a kolega zawsze mu pomoze....to tez jest z psychologii-alkoholik drugiemu zawsze pomoże.widać to nieraz na ulicach jak się wspieraja do samego konca.Psychologia twierdzi, ze to dlatego że sami podswiadomie oczekuja pomocy....
west19850...nie możemy naszgo narodowego nałogu usprawiedliwiac że gdzies jast gorzej-to zaciemnia istote problemu naszego kraju....
Geopijatyk..a co do Twoich słów o apokalipsie i że ludzie odeszli od Boga...ona jest przewidziana i to że tak się będzie dzialo też było-czyli grzech będzie rządzil światem...
Aby dobrze zrozumiec problem cierpienia na ziemi,nieszczęsć,wojen,nienawisci,cierpienia dlaSprawiedliwości Bożej trzeba być swiadomym tego że zyjemy na ziemi ,która niestety jest pod władzą szatana.Potwierdzil to Jezus milcząco,kiedy podczas trzykrotnego kuszenia na pustyni szatan"wyprowadzil Go na góre,pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł do Niego:Tobie dam potęgę i wspaniałośc tego świata,bo mnie są poddane i moge jeodstąpić komu chcę.Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon.wszystko będzie Twoje"(ŁK4,5-7)-Jezus NIE ZAPRZECZYŁ TEMU,lecz pokonał pokusy szatana odpowiadając zdecydowanie"Panu,Bogu Swemu będziesz oddawał pokłon i Jemu służyć będziesz" (Mt4,10)
Świat jest niestety pod władza szatana,nie ma sie co dziwić tym nieszczęściom,krzywdom,złu,nienawiści na kazdym kroku itd.
Dopiero Dzień Ostateczny położy kres temu wszystkiemu a sprawiedliwi czyli Ci co słuchali np. słów JP II o budowaniu świata na miłości ,sprawiedliwosci,przeciwstawianiu się sztanowi który rządzi na tym świecie będą w tym lepszym świecie....
A przyjście szatana zapowiedzial Jezus jeszcze w jednych słowach.Jezus przed własna śmiercią powiedział do Apostołów:"Nadchodzi WŁADCA TEGO ŚWIATA.NIE MA ON JEDNAK NIC SWEGO WE MNIE"(J14,30)
Pisząc to wszystko podpieram się słowami Ks.Generała Andrzeja Michałka-którego miałem zaszczyt poznać a który w swojej wielkiej prostocie,bezinteresownej milości drugiego człowieka,niesieniu mu pomocy mi zaimponował.....
Ale sie zrobił temat.....:-)
Więc jeszcze raz Ian Thorpe: Ludzie pili zawsze. Chrześcijaństwo nie zabrania pić, chodzi tylko o to, żeby alkohol nie rządził ludźmi, ale ludzie alkoholem. Tu zaś nie ma reguły, rzecz trzeba rozpatrywać indywidualnie. Ktoś kto wypija dziennie jeden kieliszek może być alkoholikiem, a kto 5 kieliszków może nim nie być. Oczywicie człowiek ma skłonność do samomistyfikacji, ale przecież również możliwość stanięcia obok i spojrzenia na siebie z boku. Nie chodzi teraz o to, że koncentruję się na sobie Thorpe, ale chodzi o to, że moj przykład znam lepiej od innych i mogę ci na tym przykłądzie powiedzieć, że można pić, ale nie odczuwać tego, że człowiekiem rządzi alkohol. Mną nie rządzi. Innymi może tak. Poza tym trzeba zdać sobie sprawę z tego, że słowo "rządzić kimś" może być wieloznaczne. Może lepiej byłoby użyć slowa uzależnienie? Przecież jak ktoś odczuwa popęd sexualny (czyli jest normalny w tym zakresie), to jest coś innego niż sytuacja, że ktoś jest uzależniony np od pornografii. A uzależniony człowiek może być od wszystkiego: alkoholu, sexu, hazardu, dymu, pracy, pieniędzy, urojeń etc. Recept na te uzależnienia uniwersalnych nie ma, bo przecież każdy jest indywidualnym osobnikiem. Człowiek powinien sam (oczywiście po dokonaniu zabiegu demistyfikacji i oczyszczenie swojego sumienia, w czym np psychoterapia grupowa lub indywidualna może mu pomóc) odpowiedzieć sobie na pytanie czy przekroczył grnice uzależnienia czy nie.
Co do czasów ostatecznych. Wszelkie znaki na niebie i na Ziemi wskazują na to, że raczej w takowych żyjemy(por np 2 Tymoteusz 3). Ale to nie ma znaczenia czy koniec świata nastąpi za tydzień czy za tysiąc lat, skoro dla Ciebie koniec tego świata nastąpi w ciągu CO NAJWYŻEJ kilkudziesięciu lat. Zresztą z teologicznego punktu widzenia czasy ostateczne już są: na Krzyżu nastąpiło odkupinie, potem zesłanie Ducha Św. Od 2 tysięcy lat z teologicznego punktu widzenia mamy czasy ostateczne, a czy one jeszcze potwają rok czy 10.000 lat, to jest sprawa drugorzędna.
Muszę spadać do Wodzia.
Ian: obawiam sie, ze Twój wywód ma cos wspólnego z manicheizmem - co do diagnozy, bo przeciez nie co do proponowanych zachowan. Kosciól w swojej oficjalnej nauce nie jest tak skrajnie pesymistyczny; mimo Auschwitz i kolejnych odslon Holocaustu (np. czerwoni Khmerzy). To oscylowanie miedzy potepieniem natury swiata a wiara, ze warto próbowac go zmieniac na lepsze jest wpisane w chrzescijanstwo, to napiecie, którego nie da sie rozladowac, jak rozumiem az do konca.
Geopijatyk: filozofia jezyka zajmuje sie, owszem, ale posrednio - w celu podbudowania teorii przekladu. Oczywiscie wspólne tematy sa.
Źle trochę zostałem zrozumiany tzn.moje intencje....
KAZDY czlowiek powinien dazyć do poprawy tego swiata,to ze nie zawsze wychodzi, próbowałem wytłumaczyc z pozycji człowieka-chrześcijanina poslugując sie opiniami "światłych ludzi" których wypracowania czytam i z którymi sie utożsamiam.
Często człowiek postepuje w/g schematu-jest źle to dlaczego ja mam byc uczciwy...
Swiat wpadl w taki schemat-tragedie,wojny ,TV nas tym karmi-człowiek juz sam nie wie co jest dobre a co zle....musi nastąpić jakaś zmiana....
Ja takiej bezmyslnosci chrzescijan, podam taki przykład nad którym myślałem.
Jest tzw. "Modlitwa Pańska"-najwazniejsza dla chrześcijanina...i sa tam słowa..
"Ojcze nasz,który...........i odpuśc nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom...."Ci co ją odmawiają,a nie postepują w/g tych słów przebaczenia to.....tak po ludzku "kręcą sobie "piękny bicz" na tym drugim obiecanym świecie"Ta modlitwa spowszechniała jak wiele rzeczy złych na świecie.
Chodzimy do kościołów,klepiemy modlitwy i żyjemy "jakoś tam będzie"ZERO zastanowienia.....Budujemy nowe pomniki JPII,ulice,aleje,stadion itd. zaspakajamy swoje sumienia...
Kiedy będzie koniec swiata ???Nikt tego nie wie....ja nie wiem ,czy sie jutro obudzę....
ALE JA zawsze będę przeciwko agresji,będę za pojednaniem i będę o tym pisał....
9 dni później
Przypominam, ze tematem wiodącym są tutaj obyczaje, proponuję więc go kontynuować nie ograniczając się do C2H5OH, do którego zresztą możemy wrócić.
Proponuję rozpatrzeć miejsce excentryka w społeczństwie, zwłaszcza w świetle savoire vivre'u. Do podzielenia się moimi spostrzeżeniami natchnęła mnie polemika jaka toczę ze swoim szefem, który mnie atakuje nie za to, że jestem excentrykiem, ale za to, że nie posiadam dostatecznych kwalifikacji (podłoża) do tego, żeby nim być. Zaraz wam opowiem, jak chcę go zrobić w konia i zapytać się was czy moglibyście mi w tym jakoś pomóc. Otóż szef mawia zwykle do mnie tak:
"Jarek, excentrykiem może być tylko gentleman. Ty możesz robić takie rzeczy jak wypisywać wszystkie liczby od zera do miliona, chodzić po korytarzu z nożem wbitym w plecy, odmierzać na zajęciach z demografii na tablicy odcinki siatki Lexisa za pomocą buta, wysiadywać na konferencjach naukowych w koszulce Cracovii etc, ale najpierw zostań gentlemanem. Ubierz się w garnitur od Armaniego, zrób habilitację, zachowuj się szarmancko w stosunku do dam, a dopiero potem na tej bazie rób różne excentryczne rzeczy. Wtedy nikt ci nie będzie miał za złe, że jesteś excentrykiem. Natomiast jak to będziesz robił w odwrotnej kolejności, to ludzie nie będą cię mieć za oryginała, tylko za łachudrę i wiejskiego głupka."
I jak ja chcę zrobić szefa w ciula? Otórz pewnego razu koło stadionu Cracovii widziałem, a byłem już mocno podpity, więc może ulegałem halucynacjom delirycznym, ale chyba jednak nie... A więc pewnego razu siedząc w Whisky barze widziałem faceta w garniturze w pasy: miał spodnie, marynarkę, koszulę i krawat w pasy. Krawat to widziałem w pasy w telewizji u Leppera, ale spodni i marynarki jeszcze nigdy. Chciałbym sobie takie ubranko sprawić i zaskoczyć szefa. Zamiast wysiadywania w koszulce Cracovii na konferencjach naukowch, chciałbym się pojawić w garniturze w pasy. Wtedy w tym dziwnym akcie, wręcz metafizycznym, ziściłoby się skupienie jak w soczewce gentlemaństwa i excentryzmu. Szefa bym zaskoczył, że aż mu szczęka opadnie. Tylko mam pytanie: gdzie mogę sobie takie ubranko sprawić. Nie wiecie czegoś na ten temat?
Obawiam sie, ze stosunek ceny do efektu moze sie okazac nietrafiony. Zwlaszcza ze na kolokwium habilitacyjne w tym garniturze sie nie wybierzesz, gwarantuje. To jest ich ostatnia okazja, zeby ci zrobic "fale", koty musza byc ukladne i usmiechac sie (z rezerwa, nie za bardzo i nie za malo). To prawda, ze wiecej tolerowanych ekscentryków jest po habilitacji, ale znalem tez goscia (doktora), który publicznie pojawial sie zawsze w czarnej marynarce, bialej koszuli czarnej muszce. To tez byl szok, zareczam, zwlaszcza ze wiekszosc dookola w swetrach...
Szef opowiadał że jak studiował filozofię na Ujocie Jagiellońskim to miał zajęcia z jakiegoś przedmiotu z młodym podówczas Władziem Stróżewskim. Był to przełom lat 1960-tych i 1970-tych. (Dla nie wtajemniczonych: jest to jeden z najmądrzejszych polskich filozofów.) Otóż pewnego razu Stróżewski przyszedł i powiedział, że dziś się zajęcia nie odbędą bo się do nich nieprzygotował. Dla mnie to jest bomba. Może się oczywiście zdarzyć, że prowadzący z jakiś obiektywnych przyczyn się nie zdąży przygotować, ale wtedy albo się przerabia co innego, albo się udaje ból głowy lub mówi, że woda zalała łazienkę. A Stróżewski przyszedł i walnął bez ogródek, że się zajęcia nie odbędą bo jest nieprzygotowany. Na wykłady Stróżewskiego, zwłaszcza z historii filozofii starożytnej i średniowiecznej waliły zawsze tłumy. Niewiem jak jest teraz. A ponieważ był on rozchwytywany, więc rzadko się wykłady odbywały. Pewnego razu w gablocie instytutu filozofii pojawiła się kartka z napisem: "W dniu dzisiejszym wykład z historii filozofii starożytnej i średniowiecznej ODBĘDZIE SIĘ". Słynne są też słowa Stróżewskiego wypowiedziane na jednym z wykładów: "Ponieważ zaczęliśmy później, to wcześniej skończymy".
... to wcześniej skończymy" - doskonałe. Cos w stylu odpowiedzi na pytanie: czy można pracować 25 godzin na dobę? Oczywiście, że tak, trzeba tylko wstać o godzinę wcześniej.
Wpadłem na pomysł: obiad doktorski w Whisky Barze. Kto się pierwszy broni?
4 dni później
Postanowiłem wprowadzić następujący obyczaj. Ile razy ktoś chce dokonać jakiegokolwiek wpisu na tutejszym forum, a warunki na to pozwalają, powinien dokonując wpisu przywdziać koszulkę pasów i szalik Cracovii lub któregoś z zaprzyjaźnionych klubów. W tej chwili by dokonć niniejszego wpisu wdziałem pasiastą koszulkę i szalik Arki Gdynia.
222 dni później
Władimir Putin pocałował dziecko w brzuch. W niektórych stanach USA paranoja antypedofilska jest tak daleko posunięta, że człowiek boi się publicznie pocałować swoje dziecko, o cudzym już nie wspomnę. A co dopiero w brzuch. Brawo Putin! Jesteś człowiek na luzie, ale z tym brzuchem to chyba przesadziłeś. Nie żebym cię posądzał o pedofilię, a pocałowanie dziecka w brzuch jest dość zabawne. Nie można było w czółko lub w policzek.
Przypomnę, że ksiądz Jankowski (ten sam co sobie pomnik chciał wystawić) ograniczał się do całowania młodzieńców w usta, więc był trochę mniejszym jajcarzem niż Putin.
249 dni później
Ja przenoszę tu pewien wątek z tematu "Spory polityczne", a mianowicie wątek "upierdliwości". Chciałbym się podzielić z wami kilkoma przypadkami upierdliwości z jakimi miałem do czynienia w swoim życiu.
(1) W barze Express koło dworca PKP w Rybniq występuje charakterystyczna postać człowieka, który jest najwyraźniej chory psychicznie. Siedzi, nagle wstaje, wygłasza jakieś groźne orędzie, zaciska pięści, siada z powrotem. Po chwili robi to ponownie. I może tak robić nawet 50 albo 100 razy pod rząd.
(2) W Gorzycach mam kolegę Tadka J. Pewnego razu na ulicy Bogummińskiej (jest to ta sama ulica przy której jest w Wodziu stadion Odry, ona się tak nazywa aż do granicy w Chałupkach) pijany za3mywałem samochody, bo chciałem się podwieźć do Wodzia. Wychodziłem przy tym na jezdnię stwarzając zagrożenie dla ruchu. Ulicą tą przejeżdżał Tadek J. Za kilka dni w knajpie Tadek mnie opieprza za to, że omal mnie nie rozjechał. Dokonałem expiacji i myślałem, że sprawa jest zamknięta. Podczas następnego picia znowu to samo: Tadek mnie opieprza. Znowu dokonałem expiacji, ale już trochę mniejszej. Następnym razem znowu mnie opieprza. Następnym razem znowu. W końcu mówię do niego: "Tadek, no dobra, zachowywałem się na szosie w sposób stwarzający zagrożenie dla ruchu, ale ty mi to już 10 razy powiedziałeś. Przyjąłem do wiadomości, dokonałem expiacji. Czy ja jestem skazany na wysłuchiwanie twoich kazań a propos tego wydarzenia do końca życia". Następnym razem Tadek znowu nawija o tym samym. Nie wy3małem nerwowo, opier.doliłem go. Powiedziałęm, że mam już tych kazań dojść, żeby wreszcie skończył, bo za siebie nie odpowiadam. No i facet się uspokoił.
(3) Podczas moich krakowskich studiów mieszkałem przez pewien czas na Woli Justowskiej. Był tam taki mały "akademik" w prywatnym domu. Dolna część domu zamieszkiwana byłą przez 9 studentów: były 2 pokoje 3-osobowe, 1 dwuosobowy, 1 jednoosobowy (zamieszkiwany przez małego "Szweda", studenta skandynawistyki z Przemyśla, którego gdyśmy się nawalili notorycznie wsadzaliśmy na szafę. Szwedziu piszczał, wierzgał nogami, ale wobec naszej przewagi fizycznej był bezbronny i lądował na szafie). Ja mieszkałem w trójce z dwoma studentami historii. Jeden z nich Artur U. miał dziwny zwyczaj dawania mi szturchańca. Siedzę przy stole, czytam książkę, podchodzi Artur i wlepia mi jakiś taki quasi - carate cios pod łopatkę. Odwracam się lekko zdziwiony, ale przyjąłem to za sztubacki żarcik i czytam dalej. Następnego dnia Artur znowu mi wlepia taki cios. jeszce nie reagowałem. Po pewnym czasie znowu o3muję cios, mówię mu więc: "Artur, please, nie rób tego bo mnie to wnerwia". Po pewnym czasie znowu się powtarza. "Artur, weź no się chlopie odczep, bo tego nie lubię". Po pewnym czasie znowu otrzymuję cios. "Artur, do cholery odwal się!" Po jakiś dwóch dniach o3muję znowu cios i się na dobre wqrzyłem: "Artur, miarka się przebrała. Mówiłem ci wiele razy, że tego nie lubię, a ty dalej swoje. Jak jeszcze raz zrobisz to samo, to też dostaniesz ode mnie cios carate, ale taki, że się znajdziesz na podłodze". No i posqtkowało.
(4) Przykład Elwooda znacie, więc go nie będę przytaczał.
Jak wniosek z powyższych przypadków. O ile się da należy postępować łagodnie. Stosować persfazję. No, ale jak się inaczej nie da, to trzeba dopierniczyć z grubej rury, co jak widać przynosi sqtki.
heh, przypomnialy mi sie obrazy z Polish Street na Soho jak wracalem z pracy pozno :)
co do picia jednak nie mam nic przeciwko :> :> w londynie upijalem sie do zgonu prawie dzien w dzien po pracy ale kulturalnie - ostatnie piwa pilismy juz na lozkach coby ranu sie zbyt dlugo nie szukac gdzie ja jestem :)
48 dni później
Córka Lecha Kaczyńskiego rozwiodła się i wyszła za komunistę. A ojczulek nas uczy katolicyzmu i antykomunizmu.
tyle ze stryj sie obrazil i na wesele nie przyjechal:-)
a o Lechu swiadczy to jak najlepiej-przynajmniej potrafi oddzielic polityke od zycia codziennego-czyz nie??
Dinth,POLAND a nie Polish!jestes tam jeszcze? pozdrow belushi bar na covent garden,oj ile ja tam wyplat zostawilem:).
papa Duck moze uczyc swoich poddnych Geo ale ja do nich nie naleze,chociaz oficjalnie jest glowa panstwa w ktorym mieszkam
Cześć, wygląda na to, że interesuje Cię ten temat!
Kiedy utworzysz konto, będziemy w stanie zapamiętać dokładnie to, co przeczytałeś, dzięki czemu możesz kontynuować dokładnie w miejscu, w którym skończyłeś. Otrzymasz również powiadomienia, gdy ktoś Ci odpowie. Możesz także użyć „Lubię to”, aby wyrazić swoje uznanie. Kliknij przycisk poniżej, aby utworzyć konto!
Aktualnie przeglądający (1 użytkowników)
Goście (1)