Odwet na lodzie
Mistrzostwa świata w hokeju na lodzie w 1969 r. miały odbyć się w Czechosłowacji. Zostały jednak przeniesione do Szwecji, do Sztokholmu. Działacze federacji hokejowej wiedzieli, że Czechosłowację od sierpnia 1968 r. okupują wojska Układu Warszawskiego i uznali, że w takich warunkach nie należy rozgrywać turnieju.
Po latach w zestawieniach statystycznych można zobaczyć, że mistrzostwo zdobyła ekipa Związku Radzieckiego, drugie miejsce przypadło gospodarzom - Szwedom, a trzecie Czechosłowacji. Suche zestawienie nie mówi nic więcej.
Reprezentacja Czechosłowacji od 20 lat nie zdobyła mistrzostwa świata. Ostatni raz było to w 1949 r. W mistrzostwach brało udział sześć ekip: ZSRR, Czechosłowacja, Szwecja, Finlandia, USA i Kanada. Regulamin mówił, że turniej rozgrywany będzie w dwóch rundach, systemem "każdy z każdym". Oznaczało, to że dwukrotnie dojdzie do meczów ZSRR - Czechosłowacja.
Dwa hokejowe mecze ZSRR - Czechosłowacja rozegrane przed 35 laty przeszły do legendy i stały się ostatnim, mającym polityczne następstwa, akordem Praskiej Wiosny. Szef sztokholmskiej policji przekonywał organizatorów do końca, aby te mecze rozegrać bez kibiców. Także rząd szwedzki chciał uniknąć incydentu skierowanego przeciw Związkowi Radzieckiemu. Atmosfera przed pierwszym meczem Związek Radziecki - Czechosłowacja była wyjątkowo napięta. W szatni zawodnicy czescy i słowaccy szykowali się jak na wojnę. Wcześniej zapewniali dziennikarzy, że wygrają. Jeden z graczy, jakby mimochodem, rzucił: Zobaczycie, co się będzie działo.
21 marca w piątek miał się odbyć pierwszy mecz. Atmosfera była od początku napięta. Szwedzka publiczność kibicowała Czechosłowacji. Robiła to, skandując: Dubczek, Dubczek! (Aleksander Dubczek był wciąż I sekretarzem Komunistycznej Partii Czechosłowacji. To jego osoba symbolizowała nieudaną próbę wprowadzenia reform i zrzucenia radzieckiej dominacji w Czechosłowacji. Po wejściu wojsk Układu Warszawskiego wraz z całym Komitetem Centralnym partii został przez radzieckich komandosów wywieziony do Moskwy i zmuszony do podpisania porozumienia, w którym godził się na pobyt wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Mimo że jego polityczna pozycja była już słaba, wciąż tolerowano go jako przywódcę partii).
Nieliczni czechosłowaccy kibice wywiesili dwa wielkie transparenty. Jeden z nich głosił: W sierpniu wy - dzisiaj my, drugi: Dziś wam nawet czołgi nie pomogą. Przez cały mecz trwała nieustępliwa i zacięta walka. Czechosłowacja wygrała 2:0. Publiczność szalała. Dla wszystkich było jasne, że gracze z niewielkiego kraju utarli nosa mocarstwu.
Jednak to nie był koniec. Po zakończeniu gry obie ekipy ustawiły się na liniach swoich tercji. Rozbrzmiał hymn zwycięzców. Kiedy umilkł, drużyny powinny sportowym obyczajem podziękować sobie za grę, ale Czesi i Słowacy odwrócili się i zjechali do szatni. Nie podali rąk rywalowi. Tego kibice w Czechosłowacji już nie zobaczyli. Telewizja przerwała transmisję.
Czas na prowokację
W kraju zapanowała euforia. Oczywiście wśród normalnych ludzi. Działacze partyjni byli zmieszani, bo wiedzieli o demonstracyjnym zachowaniu zawodników. Służba Bezpieczeństwa składała raporty z terenu całego kraju, relacjonując, że w większości czeskich i słowackich miast ludzie wylegli na ulice z narodowymi flagami, manifestując radość ze zwycięstwa nad Ruskimi.
Za tydzień miało dojść do drugiego meczu. Władze partyjne postawiły w stan gotowości siły policyjne, by ewentualnie siłowo rozbić demonstracje. Komuniści, którzy nie mieli oporów, by służyć Moskwie, szykowali prowokację. Jeśli dojdzie do kolejnych antyradzieckich wystąpień, należy sytuację wykorzystać - sprowokować incydent, który umożliwi usunięcie Dubczeka i jego zwolenników. Nic nie będzie stało już na przeszkodzie, aby w kraju wprowadzić komunistyczny porządek.
Prowokację zlecono jednemu z funkcjonariuszy SB - pułkownikowi Molnarowi. Miał tydzień, aby przygotować ekipę. Za cel obrano biuro radzieckich linii lotniczych Aerofłot w Pradze przy placu Wacława. Biuro miało zostać zaatakowane i zniszczone.
To była bitwa
Jaroslav Pitner, trener reprezentacji Czechosłowacji, pytany na konferencji prasowej o zachowanie swoich zawodników, wyjaśnił: To nie zwycięzcy jadą pierwsi podać rękę, chcąc jakby wskazać, że jeśli zawodnicy radzieccy pospieszyliby się, to nie doszłoby do incydentu. Trener nie chciał eskalować już i tak widocznej wrogości. Zbliżał się drugi mecz. Świat czekał, co się tym razem stanie. Zawodnicy byli zdeterminowani. Jeden z nich, Jan Suchy, we wcześniejszym meczu przeciwko USA złamał palec. Nie powinien grać. Ale chciał. Zawodnicy udzielali wywiadów dziennikarzom, także sekcji czechosłowackiej Radia Wolna Europa. A to znaczyło, że do kibiców w kraju docierały echa sztokholmskiej wojny.
Kiedy drużyny pojawiły się na lodzie, okazało się, że pięciu czechosłowackich graczy ma na koszulkach przyklejone plastry. Wszyscy w tym samym miejscu. Na piersiach nad godłem państwa. W ten sposób zasłonili czerwoną gwiazdę. Tak jak polski orzeł miał przed wojną złota koronę, tak i czeski lew się nią szczycił, do czasu, póki komuniści nie objęli władzy. W Czechosłowacji koronę zastąpiono sowiecką gwiazdą. I to można było zobaczyć podczas transmisji telewizyjnej!
Mecz zaczął się po myśli Czechosłowaków. Prowadzili 2:0. ZSRR wyrównał. Ostatnie minuty, przy stanie 4:3 dla Czechów i Słowaków, wlokły się niemiłosiernie. Ale wynik pozostał niezmieniony. W ciągu siedmiu dni Czechosłowacja dwukrotnie pokonała Związek Radziecki! To już wykraczało poza ramy sportu. To było upokorzenie mocarstwa! Szaleńcza radość zapanowała wśród zawodników.
Vladimir Vacha komentował ten mecz. Przeżywał spotkanie bardzo emocjonalnie. W archiwum czeskiej telewizji pozostały materiały. Kiedy na koniec meczu rozbrzmiewa hymn zwycięzców, komentator nie wytrzymał i fałszując niebywale, zaśpiewał do mikrofonu "Kde domov muj", a kiedy skończyła się rzewna zwrotka czeska, zaintonował skoczną słowacką część "Nad Tatrou se blyska".
Komuniści nie zapomnieli mu tego, że w sierpniu 1968 r. z zaimprowizowanego studia na żywo komentował wejście wojsk interwencyjnych. Nie zapomnieli również tej relacji. Do telewizji wrócił dopiero po 20 latach, po aksamitnej rewolucji 1989 r.
Zawodnicy świętowali w hotelu. Cieszyli się. Dopiero następnego dnia ze szwedzkiej telewizji dowiedzieli się, co się stało w kraju. Na place i ulice wylegli nie tylko kibice. Ludzie mieli w rękach flagi narodowe, niektórzy na kartonach wypisali wynik 4:3 i nieśli je dumnie nad głowami. Kierowcy samochodów włączali klaksony.
Tego było już za dużo dla komunistycznego betonu. Do akcji weszły siły porządkowe. Doszło do starć i aresztowań. W Pradze odbyła się największa demonstracja, ponad 100 tys. uczestników. Późnym wieczorem grupa pułkownika Molnara zaatakowała kamieniami przedstawicielstwo Aerofłotu przy placu Wacława. Stało się.
Czas na porządek
31 marca moskiewska "Prawda", organ prasowy Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, opublikowała artykuł "Hokej a międzynarodowe szaleństwo". Główna teza brzmiała wystarczająco groźnie: Czesi i Słowacy wciąż nie słuchają i trzeba zrobić z tym porządek. Tego też dnia ze Szwecji przyleciał samolot z reprezentacją hokeistów. Pomimo że opóźniano odprawę, przetrzymując samolot na lotnisku, na graczy czekało kilkaset tysięcy ludzi. Nieważne, że zajęli 3. miejsce, ważne, że dołożyli Ruskim. Byli bohaterami.
Do czechosłowackich towarzyszy nadszedł z Moskwy jasny sygnał: albo sami zrobicie u siebie porządek, albo znów zobaczycie na ulicach nasze czołgi. Obraz Czechów i Słowaków demonstrujących jawnie swoją wrogość wobec ZSRR był dla Kremla nie do zaakceptowania. Komitet Centralny Komunistycznej Partii Czechosłowacji zebrał się następnego dnia po południu. Dyskusja nad sytuacją trwała całą noc. Postanowiono między innymi znaleźć i przykładnie ukarać winnych ataku na "Aerofłot", a także zamknąć redakcje kilku pism, które uznano za zbyt wolnomyślicielskie. Oczywiście winnych ataku nie znaleziono. Za to pułkownik Molnar niedługo później awansowany został na generała.
Sytuacja po mistrzostwach stała się świetną okazją do usunięcia Aleksandra Dubczeka. Zachowano pozory, przesuwając go wpierw na stanowisko przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego, później czyniąc z niego ambasadora Czechosłowacji w Turcji. Dubczek został skutecznie wyeliminowany z polityki. 17 kwietnia jego miejsce zajął Gustaw Husak. On obiecał radzieckim towarzyszom, że w Czechosłowacji zgodnie z ich wolą zapanuje dyscyplina. Rozpoczął się czas szykan i represji wobec nieposłusznych nazwany eufemistycznie "normalizacją".
Nowe kierownictwo partii nie odważyło się ukarać hokeistów. Byli wśród nich tacy, którzy przeprosili za swoje zachowanie, inni mówili, że nie widzieli zaklejonych gwiazd u kolegów, ponieważ skupiali się wówczas na tym, jak rozbić pierwszy atak drużyny ZSRR, a ci, którzy zakleili gwiazdy, uparcie twierdzili, że porwały im się koszulki i w ten sposób maskowali dziury.
Przez następne 20 lat każdy hokejowy mecz ZSRR - Czechosłowacja elektryzował opinię publiczną nie tylko w tych krajach. Obie drużyny traktowały rywala szczególnie. Bezlitośnie. Kiedy Czechosłowacy wygrywali, kibice wpadali w euforię, wiedząc, że jest to niewielki, ale zawsze rewanż za poniżenie polityczne. Kiedy przegrywali, z niecierpliwością czekali na kolejną okazję, aby dokopać Ruskim.
Źródło: Mariusz Surosz, Dziennik Polski
-
-
Hokejowy rewanż za stłumienie Praskiej Wiosny
Merano, dzięki za ten artykuł, tak było.
Pamiętam, jak graliśmy mecz towarzyski z CCCP w Pradzę, chyba w 78ym roku, tak cały stadion (16 tyś.) rozpoczął skandować ulubione "Se Sověckým svazem přišla bída na zem!" (z Związkiem radzieckim, biada przyszła na naszą ziem), tajni próbowali kilka najaktywniejszych paraliżować, no i doszło do regularnej bitwy, do której dołączyli graczy, rozrzucali kije widzom, telewizja przerwała transmisji, mecz został ukończony, kilka dziesięć milicjantów i SB wyładowało w szpitalu.
Dobre, ...
Od tej pory przez kilka łat mecze towarzyskie z CCCP graliśmy tylko w Lużnikach. Myślę, że ta hokejowa nienawiść spowodowała, że hokej jest ciągłe daleko przed piłką w popularności. Jak w wtorek przegraliśmy z USA, tak moja 80letnia babcia płakała do telefonu podając mi wynik, oglądając wszystkie mecze, tak jak reszta narodu (oglądalność tego meczu była 5,6 mil = ponad 55 % całej populacji Czech). No i teraz trzymamy kciuki za Słowaków, tylko nie Kanada czy USA.
co do czeskiej choroby na punkcie hokeja to potwierdzam w 100%, przy okazji weekendu majowego miałem okazję się o tym osobiście przekonać i jestem pod wrażeniem tego jaką rolę ten sport odgrywa w życiu tej nacji - to coś więcej niż religia. życzyłbym sobie żeby u nas sport nr.1 jakim jest piłka miała takie zaintersowanie społeczeństwa. a co do warunków jakie stworzyli sobie czesi by oglądać najlepszych to tylko w sferze marzeń pozostanie by kiedyś na Siedleckiego stanęła choćby miniaturka Sazkiej Areny.
Gdyby Czesi byli większymnarodem albo Rosjanie mniejszym, to pewnie dzieci uczyłyby się w szkołach nie tylko o "wojnie futbolowej" ale i o "wojnie hokejowej"
Niestety Anton. Jankesi załatwili Was a Canadyjczycy Słowaków:-(
Szkoda kibicowałem Słowakom.
Kanada - Słowacja 2:1 (0:0, 1:1, 1:0)
Cześć, wygląda na to, że interesuje Cię ten temat!
Kiedy utworzysz konto, będziemy w stanie zapamiętać dokładnie to, co przeczytałeś, dzięki czemu możesz kontynuować dokładnie w miejscu, w którym skończyłeś. Otrzymasz również powiadomienia, gdy ktoś Ci odpowie. Możesz także użyć „Lubię to”, aby wyrazić swoje uznanie. Kliknij przycisk poniżej, aby utworzyć konto!
Aktualnie przeglądający (1 użytkowników)
Goście (1)