.
-
-
Reportaż o żeńskiej sekcji hokeja Cracovii w piątek, 21.10 w Gazecie Wyborczej
ladny tekst RoMan. Gratulacje.
No to ja też gratuluję tego szmaciarstwa.
Świetny tekst RoMan.
Serdeczne gratulacje.
Może pojawią się sponsorzy a ComArch jednak spojrzy łaskawym okiem.
Kto wie czy nie powstanie reportarz video :)
ttttt
Nawet niezłe Roman:)
Wybaczam ci twoje poprzednie wpadki....:)
24 dni później
Hokej każdego dnia
Najpierw jest miłość do jazdy figurowej na lodzie. Imponują ci olimpijskie łyżwiarki, chcesz być nową Katariną Witt. Idziesz więc na ślizgawkę, zakładasz łyżwy, wychodzisz na lód. Wiele zależy od tego, kogo wtedy spotkasz. Kiedy pojawia się hokej, wiesz, że z tą miłością nie ma żartów - mówią dziewczyny z żeńskiej sekcji hokeja na lodzie Cracovii
Rafał Romanowski
Gazeta Wyborcza
Skąd wiadomo, że akurat ta dziewczyna nadaje się na hokeistkę? - Po prostu widać i już. Jak porusza się na lodzie, jak skręca, czy odważnie wchodzi między innych jeżdżących - mówi Marcin Karwiński, dobry duch pasiastego hokeja kobiet, na co dzień pracownik naukowy w krakowskiej uczelni. Karvin kocha hokej od dziecka, od trzech pokoleń jego rodzina kibicuje Pasom. Dwa lata temu zaangażował się w organizację żeńskiej sekcji.
Karwiński: - Zarazić dziewczynę do hokeja nie jest łatwo. Grymaszą, że to męski sport, że się nie nadają, że wolą na tafli robić coś innego. Ale kiedy pokażesz jej na żywo profesjonalny mecz, weźmiesz ją na trening, sukces murowany.
Zdaniem Karvina, aby zakochać się w hokeju, trzeba mieć z nim kontakt. Może dlatego tak wiele grających w hokeja dziewczyn pochodzi z mocnych punktów na hokejowej mapie Polski: Oświęcimia, Krakowa, Sanoka, Tychów, Gdańska. W Cracovii gra np. sanoczanka, gra oświęcimianka, ale jest też mieszkanka Olecka na Warmii, które z hokejem ma tyle wspólnego, co Warszawa ze skokami narciarskimi.
Po pierwsze: pomysł
Styczniowy dzień 2004 r. Na ślizgawce przy ul. Siedleckiego wśród innych amatorów łyżew jeździ Weronika Sabor i Brygida Klocek. Kilka dni później z ich udziałem odbywa się pierwszy oficjalny „trening”, a Weronika i Brygida rozmawiają z trenerem Wiesławem Zielińskim o powołaniu sekcji, ćwiczą strzały na bramkę, podstawowe elementy taktyki.
- Wpadliśmy na pomysł, że w Krakowie przydałaby się żeńska drużyna w hokeja - mówi Marcin Karwiński. - Skoro za organizację kobiecego hokeja wziął się Stoczniowiec Gdańsk, Unia Oświęcim, GKS Tychy, Naprzód Janów, skoro panie grają w Krynicy, Opolu, Sosnowcu, to czemu nie tutaj?
Sekcja rusza najpierw samodzielnie, później jej twórcy rozmawiają z Grupą 100 i KS Cracovia (ostatecznie jako jedną z sekcji klubu zarejestrowano ją w styczniu tego roku). Trenerem zostaje Wiesław Zieliński, trener młodzików. Wyłapuje najlepiej radzące sobie na lodzie dziewczyny i proponuje im rozpoczęcie treningów z drużyną. Na następnym spotkaniu dziewczyn jest już siedem. Przyszły namówione przez Zielińskiego, przyprowadzone przez koleżanki.
- Na początku pożyczałyśmy sprzęt od młodzików - wspomina Karolina Smach, która zaczęła grać w hokeja przy Siedleckiego mając zaledwie 14 lat. - Stopniowo dorabiałyśmy się własnego wyposażenia, w ogóle stopniowo wszystko nabrało rumieńców.
Po drugie: pieniądze
- Ubranie od stóp do głów gotowej do wyjazdu na lód hokeistki to wydatek 500-600 złotych - mówi Karwiński. Przeważnie dziewczyna ma już własne łyżwy, ale do nich trzeba dodać: golenie (70-150 zł), spodnie (używane 50 zł, nowe 150), getry (30), pas (30), bodiki (do 150), łokcie (50), kask (70), rękawice (50). - Kije załatwiał nam ówczesny pierwszy trener ekstraklasowej ComArch/Cracovii Mieczysław Nahuńko, inaczej to wydatek około 35 złotych - ciągnie Karwiński. - Do tego jeszcze taśmy na kije i oczywiście gumowe krążki za 5 złotych. Kamizelki? Owszem, są, przysłane z Rosji przez byłego masażystę z klubu.
Marcin przez kilkanaście miesięcy dokładał do żeńskiego hokeja z własnej kieszeni. - Jakieś dwa i pół tysiąca - liczy na poczekaniu. Inni wyłożyli podobne albo większe sumy. Już na samym początku Krzysiek Sabor, prywatnie mąż Weroniki, kupił sześć par spodni i trzy pary łyżew bramkarskich. - Zupełnie inny rodzaj niż klasyczne, płytkie, niższe, bez cholewki - mówi Marcin, wiążąc sznurówki leżącej na brzuchu bramkarce Monice Witkowskiej.
- Tak w ogóle to wspólnie z Pauliną Twardowską jesteśmy najdroższe - śmieje się Monika.
Dochodzą kolejni drobni sponsorzy i wolontariusze: Piotr Siemiginowski, Marcin Liszka, Paweł Słomiak. Wspólnie kupują sprzęt, opłacają niewielką pensję trenera. Drużyna nabiera charakteru.
- Wychodzę na lód, żeby wygrać - mówi twardo Karolina Smach. Pozycja w drużynie: lewa skrzydłowa drugiej piątki. Przyznaje, że czasem ma ochotę "rozwalić przeciwniczki". - To zupełnie inna gra, niż męski hokej. Ale tak samo liczy się siła, twarda walka, wyzwolenie agresji. Mężczyznom przychodzi to jednak jakoś łatwiej - uśmiecha się Karolina. Pewnie dlatego męski hokej przyciąga większe (w NHL wielkie) pieniądze, a kobiecy przez wielu traktowany jest z pobłażaniem.
- Najlepsze hokejowe drużyny kobiet z Kanady czy Szwecji, z budżetami rzędu 200 tysięcy dolarów na sezon, powalczyłyby godnie z górną połówką zaplecza polskiej ekstraklasy mężczyzn, np. rezerwami Stoczniowca czy SMS II Sosnowiec - ocenia Karvin. Jego zdaniem żeński hokej nie polega jednak na wyczynowości. - Hokej to po prostu piękna, szybka, kontaktowa gra. Obojętnie, kto uprawia tę dyscyplinę, dobrze się ją ogląda.
Po trzecie: drużyna
Karolina Cieślova, 21-letnia Czeszka z Karviny obok Ostravy (mają tam mocny hokejowy klub), do Krakowa przyjechała studiować slawistykę. - Czeski naród ma totalnego fioła na punkcie hokeja - opowiada biegłym polskim Karolina. - Nie mogłam wytrzymać bez hokeja w Polsce, zapisałam się więc do Cracovii. W Czechach mamy nawet kobiecą ligę z prawdziwego zdarzenia, choć oczywiście do poziomu mężczyzn jeszcze nam daleko. Zdaniem Karoliny polski i czeski hokej dzieli przepaść, choć można zauważyć pewne symptomy poprawy: - Takie drużyny jak Cracovia czy Unia Oświęcim prezentują solidny poziom. Sądzę, że za jakiś czas pokażą się w Europie z naprawdę dobrej strony.
Cieślova na lodzie jest środkową rozgrywającą. Koleżanki uważają, że w hokeja gra bardzo dobrze. - Ma to we krwi - potwierdzają trenerzy. Z gracją porusza się po lodowisku, imponuje przyspieszeniem, inicjuje składne akcje. Oprócz niej świetnie radzą sobie choćby 17-letnia obrończyni Kasia Kasprzycka a 18-letnia bramkarka Monika Witkowska uważana jest za najlepszą na tej pozycji w Polsce. - Nic podobnego - zaprzecza ze śmiechem Monika. - Paulina gra na bramce dłużej od mnie, ponadto ja trenuję też unihokeja. Monika do Cracovii trafiła przypadkiem. Jeden z członków Koła Sympatyków zagadnął ją pod stadionem przy Kałuży, jak wracała obładowana sprzętem do gry w "unihoka". - Rozgrywany na parkiecie unihokej to zupełnie inna gra. Inna pozycja bramkarza, inna taktyka, inne kije. Nie wszyscy się z tym zgodzą, ale dla mnie unihokej jest znacznie bardziej dynamiczny, żywszy niż ten na lodzie. Ale oba ładnie z góry wyglądają - mówi Monika, która w tym roku zdaje maturę w XVIII LO.
Po czwarte: szansa
Ponura hala lodowiska przy Siedleckiego. Przez wiele lat totalny upadek hokeja w Krakowie odcisnął na niej przykre piętno. W tym samym czasie, kiedy w Cracovii brakowało ciepłej wody, a hokeistom wypłacano głodowe pensje z wielomiesięcznym opóźnieniem, w Nowym Targu wyposażono halę Podhala w kilka tysięcy czerwono-granatowo-żółtych krzesełek, a w Oświęcimiu zmodernizowano obiekt Unii tak, że wygląda na smakowite cacko. Zabrudzona hala w Krakowie wciąż czeka na swoją szansę. Trudno uwierzyć, że to jedyne lodowisko w milionowym mieście, arena zmagań najlepszej obecnie drużyny w Polsce, sponsorowanej przez ComArch Cracovii (1 miejsce w tabeli ekstraklasy, wszystkie 14 meczów wygranych, 38 punktów, 11 więcej niż druga w tabeli Unia Oświęcim). Teraz pod rządami sponsora hala ma zostać zmodernizowana. Mistrz Polski, a takiego niemal wszyscy upatrują w hokeistach Cracovii, ma w ciągu kilku lat mieć obiekt godny swej sportowej pozycji.
Dziewczyny z Pasów ćwiczą przy Siedleckiego ledwie godzinę w tygodniu, we wtorki. Dlaczego tak krótko? - Tylko tyle mamy za darmo. Na opłacenie większej liczby godzin na razie nas nie stać, nawet po obniżonej przez MKS Cracovia z 312 na 203 złote cenie - mówi Ewa Kasprzycka, zaangażowana od niedawna w żeński hokej mama Kasi.
- Nie jesteśmy częścią MKS Cracovia, nie oczekujemy więc sponsoringu od ComArchu - tłumaczy Karwiński. Jego zdaniem, "fakt, że komercyjna spółka nie udostępnia lodu wszystkim za darmo, jest zrozumiały". Dlatego zwracali się do spółki tylko o obniżenie opłat za korzystanie z lodu. Teraz negocjacje dotyczą opłat za tzw. małą taflę. MKS chce 170 złotych za godzinę, żeńska sekcja KS Cracovia proponuje przynajmniej o połowę mniej.
Tajemnicą Poliszynela jest, że zarządzana przez ComArch spółka nie docenia żeńskiego hokeja. - Mamy z tego nikłą korzyść marketingową - tłumaczą jej przedstawiciele. - MKS Cracovia ma dwie pierwszoligowe sekcje i na więcej nas nie stać - tłumaczy prof. Janusz Filipiak.
- Szkoda, że żeby przyjść na mecz hokejowej ekstraklasy, musimy zapłacić za bilet - mówi ze smutkiem jedna z zawodniczek. - To niby tylko osiem złotych, ale nawet kilka takich kwot w miesiącu to dla nastolatki spory ubytek w kieszeni.
Karvin wymyślił, aby grającym w hokej dziewczynom sprzedać tańsze karnety grupowe, albo pomyśleć o odpracowaniu przez nie części opłat za lodowisko przy organizacji meczów, stoiskach z pamiątkami etc.
- Przecież one grają dla Cracovii, nie powinno się na nich oszczędzać. Muszą uczyć się od najlepszych - mówi. Zaznacza, że "każda działalność wzmacniająca markę klubu jest potrzebna".
- Nie jest nas dużo, zmieścimy się za bramką - śmieją się hokejowe Pasiaczki. - Możemy być spontanicznymi chearleaderkami. Cracovia gra świetny hokej. To co wyprawia na lodowisku Leszek Laszkiewicz, jak strzela bramki Karel Horny, jakie asysty ma Słaboń, jak cudownie broni Radziszewski, coś wspaniałego - ekscytują się dziewczyny. Wiedzą, że w starciu z kolegami z męskiej sekcji nie mają żadnych szans, chętnie więc podglądają ich zmagania na treningach.
Po piąte: wyniki
Pierwsza piątka, czyli Agnieszka Krynicka (Sanok) - prawe skrzydło, środkowa Karolina Cieślova (Karvina), Justyna Sobala (Olecko) - lewe skrzydło, Magda Migacz - lewa obrona, Kasia Kasprzycka - prawa obrona, Monika Witkowska - na bramce, zgodnie twierdzi, że atmosfera w drużynie jest znacznie lepsza niż na dwa lata temu. - Agresja większa się w nas wzbudziła - uważa bramkarka Paulina. Wspomina pierwszą karę w historii drużyny, jaką za ściągnięcie kasku i rękawiczek i nieposkromioną ochotę do bójki, dostała Magda Litwin.
Pierwszych meczów Karolina i Paulina nie zapamiętały najlepiej. - W marcu 2004 przegrałyśmy u siebie 1:24 z Tychami, nie wiedziałyśmy co się wokół dzieje. Ich najlepsza zawodniczka Monika Guzik urządziła sobie na nas prawdziwe polowanie - czerwieni się Karolina. Dodaje zaraz, że tak naprawdę Guzik nie powinna grać po stronie przeciwniczek. - Ściągnięto ją z Nowego Targu, bo była najlepsza w Polsce. Do późnego wieku ćwiczyła z chłopakami. Profesjonalistka. Świetnie wyszkolona, hokej był dla niej całym światem. Teraz nie gra. Ma poważne problemy z kolanami - ścisza głos. Miesiąc później, w Tychach Cracovia przegrała już tylko 4:11. Może dlatego, że Guzik w tym meczu nie grała. Później było pamiętne spotkanie z GKS-em, gdzie przez pół minuty prowadziły 3:2. Skończyło się 6:14. - Było widać wyraźny progres - opowiada Marcin Karwiński. Później jeszcze sparingi z janowskim Naprzodem. Janów to dzielnica Katowic. Grają tam dziewczyny z Sosnowca, Katowic, Rudy Śląskiej, Chorzowa. Mocna ekipa. Właśnie z nimi, w niedzielę, zagrają dziewczyny z Cracovii. Jak zwykle za pieniądze fanów hokeja i przyjaciół sekcji wynajmie się autobus, zapłaci kierowcy, uzupełni sprzęt.
Wtorek wieczorem. Stoimy przed wejściem na lodowisko. Podjeżdżają samochody, różnego wzrostu i wieku kobiety niosą do prowizorycznej szatni sportowe torby, buty, łyżwy. To ostatni trening przed Janowem. Przyjechali działacze, spontaniczni organizatorzy. - Ty jesteś ta nowa? - Ewa Kasprzycka pyta wysoką, czarnowłosą dziewczynę, która niepewnym wzrokiem patrzy w kierunku szatni.
Po szóste: idzie nowe?
Marta Mróz ma 19 lat. Świeżo upieczona studentka Krakowskiej Szkoły Wyższej. Pochodzi z Prudnika, 50 km od Opola. Do Krakowa przeprowadziła się, aby grać w hokej. Na studia również, ale "przede wszystkim grać w hokej". - Czekam na was od dwóch godzin, przyniosłam swoje rękawice - emocjonuje się Marta. O tym, że Cracovia ma nową sekcję dowiedziała się pocztą pantoflową w Opolu. Tam założyła żeńską drużynę, grały ze sobą przez pewien czas, ale Marta musiała wyjechać na studia. - Każdy się dziwił, że do Krakowa, a nie blisko, do Wrocławia. Ale we Wrocławiu nie ma hokeja - zaznacza stanowczo. Jej rodzice uprawiali tę dyscyplinę w Opolu, jeszcze w Odrze, później w Orliku. - Drużyna, łyżwy, lód - kocham to! - podskakuje Marta. Czujesz już adrenalinę? - pytam. - Pojeździłam trzy kółka na lodzie i jestem w siódmym niebie!
Godzinę później przyszłość Marty staje się jasna. Awansuje do ataku pierwszej piątki, jako jedna z najlepszych zawodniczek. - Szybka, zwrotna, świetna technicznie - komplementuje trener Jarosław Drozdowicz. - Jeśli wzmocnimy skład równie zdolnymi i mocno przyłożymy się do treningów, za sezon, dwa będziemy się bić o najwyższe cele.
- W jakich rozgrywkach? Przecież nie można w kółko grać sparingów! - pytam. Informują mnie, że trwają rozmowy w sprawie powołania profesjonalnej ligi kobiecego hokeja. Akces zgłosiły już hokejowe drużyny z Gdańska, Oświęcimia, Tychów, Janowa, w kolejce czeka Nowy Targ, Krynica, Toruń.
- Będzie dobrze. Oby tylko ominęły nas kontuzje. Kiedyś wjechałam pupą w bramkę i przez tydzień nie mogłam na niej usiąść. Innej z nas kiedyś "skończył się lód" i wyrżnęła w bandę aż miło - śmieje się Karolina. Jej zdaniem hokeja uczysz się się każdego dnia. A to jedna nie może zakapować, co to jest spalony, a to inna nie wie, co to "zagranie na uwolnienie". - A ty wiesz? - pyta Karolinę Karvin. Karolina recytuje z pamięci fragment przepisów. Prawie dobrze.
- Z hokejem jestem związana od dziecka - obwieszcza Magda Migacz, najstarsza z zawodniczek, córka słynnego hokeisty Pasów, Bogdana Migacza. - A ja w Cracovii będę grać tu póki sił mi starczy - deklaruje najmłodsza, 13-letnia Ania Duszyk, córka drugiego trenera sekcji. Uśmiechają się. Jedna pomaga drugiej wiązać buty.
4 dni później
"Wspomina pierwszą karę w historii drużyny, jaką za ściągnięcie kasku i rękawiczek i nieposkromioną ochotę do bójki, dostała Magda Litwin." To wcale tak nie było!!:Dnie ściągnęłam ani kasku, ani rękawiczek a karę dostałam za to ze rzuciłam brutalnie dziewczyną o bandę=)Dobrze to pamiętam;)
Pozdrawiam wszystkich forumowiczów;)
K.OliwA w spodnicy? :)
Lena - tak to już jest z mediami.. jak czegoś nie usłyszą to se dopowiedzą
A ja pozdrawiam wszystkie hokeistki :D
Pavele,
dzwonił do mnie autor artykułu i powiedział, że ową informację usłyszał osobiście od Karvina, aczkolwiek nie jest ona chyba sednem textu..
Pavele, jeśli masz takie krytyczne zdanie na temat mediów, napisz swój reportaż, chętnie przeczytamy.. ;)
pozdrawiam zwłaszcza Lenę,
mam nadzieję, że nie żywisz odrazy do UB-eków.. ;)
pzdrw
Cześć, wygląda na to, że interesuje Cię ten temat!
Kiedy utworzysz konto, będziemy w stanie zapamiętać dokładnie to, co przeczytałeś, dzięki czemu możesz kontynuować dokładnie w miejscu, w którym skończyłeś. Otrzymasz również powiadomienia, gdy ktoś Ci odpowie. Możesz także użyć „Lubię to”, aby wyrazić swoje uznanie. Kliknij przycisk poniżej, aby utworzyć konto!
Aktualnie przeglądający (1 użytkowników)
Goście (1)