Witaj! Logowanie Rejestracja
Stadionowa Turystyka Cracovia:)-D



the Painter
Liczba postów:1,678 Reputacja: 432
13-10-2015, 14:12 #41
Bobi Fisher (?)też zaczynał w parkuWink



W przerwie wielu miejscowych zaczęło podchodzić i mieszać się z nami. W pewnym momencie wyciągnęli z pod kurtek sprzęt i zaczęli nas dźgać.Czym?Ja dostałem parę razy śrubokrętem. Inni mieli noże. Nigdy wcześniej nie byłem tutaj na Everton i nigdy więcej już tu nie przyjadę.
Everton-Millwall '72


hrobry82
Liczba postów:487 Reputacja: 0
13-10-2015, 14:56 #42
dobra to kolej na mnie przyszla,

tu od razy nawiazanie do pawelskiego, dzien przed wyjazdem zawiozlem juniora do dziadkow i tam czekalem na chlopakow z krk, z ktorymi mialem jechac do budapesztu. Mieli byc jakos kolo 2-3 nad ranem, ale jak to bywa w takich sprawach byli chyba po 6, na wyjazd zorganizowany zostal samochod napedzany gazem, jako ze przed nami byl kawal drogi (bo nie tylko budapeszt) i ponad 10 dni w podrozy, wiec kazdy grosz sie liczyl. Niestety nie dojechalismy jeszcze do granicy i uslyszelismy wielkie bum pod maska i awarie gazowego napedu. Wstyd sie przyznac, ale zadnen z nas nie jest expertem od silnikow i mielismy miny nietegie, bo nasz wyjazd stanal pod znakiem zapytania. Jakos po wielu telefonach udalo sie nam skontaktowac z kolezka, ktory w naszym mniemaniu znal sie na autach bo pracowal w pomocy drogowej, znal sie i owszem, ale na markach i cenach holowania... uratowal nas pracownik przygranicznej stacji benzynowej... Droga przebiegala dalej juz spokojnie nie liczac kilkukrtnych postojow na dokrecenie jakiejs obejmy, ktora notorycznie wystrzeliwala przy mocniejszym dodaniu gazu. We 2 z kolega, nie napisze z ktorym Smile zwolnilismy sie z warty na kierowce wypijajac na pedziku piwo, pozniej nastepne i tak dalej Smile. Do budapesztu kolega wypil 8 bronkow co zapowiadalo pewne emocje. Sam budapeszt, bardzo ladne miasto i tym, ktorzy jeszcze nie byli polecam odwiedzic. Z racji naszego pozniego przybycia do miasta, szybko udalismy sie pod stadion, gdzie juz od jakiegos czasu zbierali sie kibice Ferenca. Co sie dalo rzucic w oczy to duza liczba naprawde konkretnych chlopow. Naprawde wielkich, wydziaranych, z gebami mordercow, w sumie jedynie mozna by ich porownac troche do naszych Leszkow, choc i nie wiem czy z nimi wizualnie by nie wygrali. Ale wlasnie, wizualnie, bo w tej masie duzych chlopow nie bylo widac organizacji, byly to grupki po 3-8 os pijace sobie odzielnie browary czy wodzistsu. Czyli potencjal 10, organizacja moze 2.
Po wyrobieniu kart kibica ze zdjeciem i zakupie biletow, wrocilismy na to slynne skrzyzowanie ze stacja metra czekajac na rozwoj wydarzen. Atmosfera gestniala z minuty na minute, przy rondzie tlum gestnial, ale milicja skutecznie pacyfikowala co bardziej zapalczywych wegrow, wiec oprucz gazu i kilku palek nie bylo nic konkretnego, no moze grad butelek w strone ujpestu. Samo wejscie na stadion w wielkim scisku, co probowal wykorzystac nasz kolega od 8 browarow i zachecic wegrow to jakze na znanego w kraju wejsciu z brama. Niewiedziec czemu Smile nie znalazl jednak wiekszego posluchu. Na stadionie ochrona zlozona w bylych chuliganow w komitywie z milicja tfuuuuu. Z ciekawostek dostepne bylo u nas nieznane wtedy na stadionie piwo i kanapki ze smalcem i czerwona cebula... Po zakupie browarka udalismy sie na zwiedzanie stadionu, po koronie mozna bylo sie poruszac bez zadnych problemow po calym luku i sektorach przyleglych. Po kilku krokach natrafiam na podejrzanych gosci, w sensie ze Polacy. Odrozniali sie od miejscowych dosc mocno i latwo ich bylo zidentufikowac nawet malo obytemu z ruchem kibicowskim. Nie pasowali do reszty na podobnej zasadzie jak kiedys 4 kibicow LKSu co byli goscinnie u nas na meczu z widzewem u nas. patrzysz na nich i wiesz ze nie sa stad. Nie powiem jak rozpoznac kibicow LKSu, ale tamci w budapeszcie mieli grozne miny, bluzy pitbulla, o ogolone glowy na lyso, ale po uprzednim min 15 min pobycie na solarium Big Grin jak sie doda do tego sztywnosc jak po polknieciu miotly i krok halabaly to jest polish style. Napompowanymi mulatami okazali sie kibice baltyku gdynia, ktorych bylo chyba ze 12 + ze 3 panny. Innym polskim akcentem byla jakas dziewczyna, ktora przyplatala sie do nas w jaks sposob ktorego nie pamietam i lazila z nami caly mecz, nie pamietam skad dokladnie byla, czy byl to goral zywiec czy rakow, ale to byla jakas krejzolka co jezdzi na mecze. Mimo ze browar siadal jeden za drugim jakos nie bylismy przekonani czy brac ja na hotel do nas... za to naszemu dobrze znanemu koledze, ktory tego dnia wypil w sumie 16 browarow, z tego 8 na stadionie, ewidentnie przypadla do gustu flaga kadlubow. Do tego stopnia ze zakomunikowal ze bez niej nie wraca do domu Big Grin Dziwne ze mowil to w bardzo bliskiej odleglosci od chuliganki baltyku Big Grin a oni zamiast nas jaks zaatakowac, jak zobaczyli koszulki z napisem Cracovia, zrobili smutne miny i jakos sie obrazili. Ponapinali miesnie i znikneli nam z oczu w pomeczowym tlumie, najgorsze mialo dopiero nadejsc, bo jak przekonac kolege po 16 piwach ze flagi nie bedzie, bo nam zdupcyli...



Ferencvaros Moderator
Liczba postów:2,047 Reputacja: 5
13-10-2015, 16:04 #43
Nie bede czekal na swoja kolejke i nakrecamy temat dalej Smile

Na takim dosyc spontanie pojechalem w tym roku z Leszkami na wyjazd do Sarajeva w kwalifikacjach do LM.

Juz sam pomysl na trase moglby przyprawic nawet przecietnego logistyka o bol glowy. W moim przypadku bylo to: Krakow- Poznan- Frankfurt- Tuzla- Sarajevo- Tuzla- Frankfurt- Wroclal- Krakow. Po drodze pociag, auto, samolot, taksa, taksa, samolot, auto, Polski Bus. Raz, ze przyjaciele z Lecha zapraszali, dwa, ze klimat na Balkany od tego Belgradu mam nieustajacy, to nie bylo po prostu opcji, zeby nie pojechac. Zaczelo sie na lotnisku we Frankfurcie od spotkania 4 takich bardzo sportowych chlopakow z Lecha. Ten jeden z nich, ktory najmniej wygladal jak chuligan, mial ponad dwa metry i byl sparingpartnerem jednego bardzo znanego boksera przed jego walka zycia. Gadamy sobie z chlopakami i juz pierwszy warning- ze mamy tam na miejscu sie nie wychylac, nie chodzic w barwach, udawac turystow. Naszej dwojce, wychowanej na krakowskich podworkach, tlumaczyc tego nie trzeba, chlopaki z Lecha od poczatku chcialy jednak paradowac w bluzach Wielkiej Polski, co stale sie przyczyna niesnasek miedzy nami.

Z lotniska Tuzla do Sarajeva jest jakies 2- 3 godziny jazdy, najwygodniej pojechac jest taksa. Jedzie sie przez taki raczej smutny kraj, co drugi dom czy dzialka jest na sprzedaz. Po przyjezdzie do Sarajeva logujemy sie w hotelu i juz nas obczaja przez drzwi pieciu miejscowych. Atmosfera raczej gestnieje, tymczasem recepcjonista w hotelu, nie znajacy angielskeigo Bosniak po 60-tce cos tam mowi, ze nie ma dla nas miejsca, przeprasza, i zaprowadzi nas zaraz do takiego jakby ich apartamentu, po drugiej stronie centrum na ta jedna noc. Nie bede ukrywal, ze raczej bylismy posrani, jeszcze ci Lechici w bluzie Wielka Polska, ale dziadek jakos tak pomykal po tych uliczkach, ze ogon udalo sie nam dosc szybko zgubic. Apartament natomiast byl bardzo bezpieczny, poniewaz obok byla ambasada Kuwejtu i stali straznicy pod bronia Smile Samo to Sarajevo ma takie ciekawe, upchane centrum wokol duzego bazaru, na jednym z rogow tam mial miejsce zamach na ksiecia Ferdynanda, ktory rozpoczal pierwsza wojne swiatowa. W kadzym razie, siedzimy w apartamencie i raczej nikomu nie jest za wesolo, ale jeden Lechita z jednym Pasiakiem poszli na rekonesans, poza tym planbowali bankomat i jakies browary. Ja z nimi nie poszedlem, wiec znam tylko z opowiadan, ale twierdza, ze zostali rozkminieni w jakies 10 minut Smile Sarajevo mialo wystawione patrole, i centralnie chodzili w kolko po tym centrum szukajac obcych, a my tam mamy tak wypisana obcosc na twarzach, jak murzyn w Polsce. Nie przesadzam, jak szedlem ulica, to co drugi przechodzien, kobiety, mezczyzni, dzieci, mniej lub bardziej mnie obczajal. W kazdym razie, Bosniacy podbili do naszych kolegow i dokonali takiego slynnego bosniackiego manewru- rozmnozenia. W pare minut z dwoch zrobilo sie ich dwudziestu. Sprawdzaja kolegom naszym kieszenie, pytaja o paszporty, patrza pod koszulkami czy nie ma dziar, a tymczasem nasz koelga, ktory zna angielski, tlumaczy im, ze sa turystami. Drugi, ktory nie zna angielskeigo dopowiada: "yes, yes". Ostatecznie Bosniacy kupili scieme i nasi koeldzy wrocili w miare bez szwanku.

Nastepnego dnia rano trzeba najpierw zrobic tak, zeby zostac w tym apartamencie co mieszkamy, a po drugie podzielic sie, zgodnie z regulami miejskiej partyzantki, po dwoch, i cos pozwiedzac. Do negocjacji w hotelu ze znanym juz starszym panem wybrano mnie i Lechite, ktory na codzien mieszka w Norwegii, wiec zna angielski. Negocjujemy przez telefon z jego corka, no i tlumaczymy, ze przyjechalismy z Polski, jest jakis mecz chyba czy cos, ale my tak o, na najebke, ciagle sie nas pyta ktos skad jestesmy i za bardzo nie mozemy zrobic kroku spokojnie, i czy bysmy nie mogli zostac tam gdzie mieszkamy, bo my sie nawet nie interesujemy pilka. Dziewczyna mowi, zeby jej dac ojca, ojciec slucha jej w sluchawce, i nagle, takim glosnym glosem odpowiada: "nooo, Sarajevo gra!!!". Przeprosil nas za syny i pozwolil zostac w apartamencie. Wiec to pierwsze ogarniete Smile Dzielimy sie pod kluczem klubowym i zaczynamy zwiedzac, pic browary, jesc cevapi i wreszcie sie jakos luzowac. Sarajevskie dziady graja pod katedra takimi wielkimi szachami i mecze tam sa wydarzeniem jakby publicznym. Osiagnalem wynik nawet lepszy niz dzien pozniej Lech. Trzeba pamietac, ze Bosnia to panstwo muzulmanskie, zwlaszcza ta czesc gdzie jest Sarajevo. Ja do tamtego czasu z panstw muzulmanskich to bylem tylko w Szwecji, wiec np pierwszy raz moglem zobaczyc na zywo ludzi modlacych sie w meczecie. A jako, ze byl akurat ramadan, to tez pierwszy raz uslyszalem wystrzal z armaty informujacy, ze juz mozna jesc i pic. W pierwszej chwili myslalem, ze moze jakis atak Smile

Dzien meczu nieuchronnie nadszedl, trzeba wiec bylo opracowac sposob dostania sie na stadion. Pierwsza idea byla taksowka, ale jak juz mielismy zamawiac to okazalo sie, ze na stadion nie jada bo policja zamknela. Super :/... Ostatecznie znowu dzielimy sie pod kluczem klubowym, nasi koledzi Lechici dojezdzaja tramwajem, a nam sie jednak udaje do przypadkowej taksowki wziac. W tramwaju nie wiem jak im tam bylo, w sumie to nie chce wiedziec Wink ale taksiarz dowiozl nas pod kasy FK i mowi, ze mamy wysiadac. My do niego, ze moze jednak nie, i niech okraza stadion do okola. Stadion ogromny, zbudowany jeszcze na olimpiade zimowa w Sarajevie w latach '80, pelno jakis ulic, drzew, pomnikow, plotow. W koncu zahaczyl lokalnego milicjanta i pyta sie go, jak na sektor polskich navijaci. Struz prawa patrzy na nas i cos kreci glowa, ale chyba uznal, ze merdy uczciwe i nas pokierowal gdzie trzeba. I znowu, najmniej ciekawy w tym wszystkim okazuje sie mecz Smile Znacznie mniej ciekawy niz np powrot, bo wszyscy Lechici i zgodowicze, w tym Zarko, wyjezdzaja w kolumnie autami. Zostaje moze grupka 20 osob, glownie KSZO no i my, ktora chcew wrocic do Sarajeva po meczu. Ostatecznie jakas taksowke zatrzymal nam policjant z drogowki i dojezdzamy do hotelu. Taksiarz okazal sie wyjatkowo wierzacym muzulmaninem i nastepnego dnia, bo ugadalismy sie z nim na powrot do Tuzli, probowal nas nawrocic. Trafil na grunt podatny jak Wojciech Stawowy na innowacje taktyczne. Na lotnisku spotykamy czterech wspomnianych wczesniej chlopakow, ktorzy w miedzyczasie, podczas wielkiej awantury w hotelu w Doboju, zdazyli zostac gwiazdami mediow.

Jeden z nich, bardzo w porzadku gosc, ktory niestety najbardziej z nich ucierpial tam, wyciaga w pewnym momencie telefon i mowi do mnie: "Patrz, ty wygladasz na wyksztalconego Big Grin to ci pokaze nasza nowa flage i chociaz zrozumiesz co tam jest napisane". Ja sobie mysle, ze moze cos zagrypsowal, albo jakas odjechana sentencja po lacinie i bedzie obciach, a on pokazuje mi flage z napisem... "Veni Vidi Vici". Patrze na niego, patrze na flage, znowu na niego, i mowie, ze chyba ten napis to kazdy zrozumie, a on na to przewrocil oczami tylko i powiedzial "mhm..." Wink Ewidentnie zdazylo mu sie miec do czynienia z ziomkami, ktorzy napisu rozszyfrowac nie mogli Smile

Wyjazd na bardzo wysokim poziomie, super postawa Przyjaciol z Poznania, bardzo w porzadku ta ekipa z lotnisk... ale jakos tak fajniej sie czulem, jak juz bylem w domu Smile

Jeszcze raz musze podziekowac chlopakom z Poznania, bo chyba za malo na to poswiecilem. Wiecie o tym juz dobrze, ale gdzie bym na swiecie nie byl, to zawsze jestescie mile widziani! Smile



Tymniemniej uważam, parafrazując (chyba) Katona Starszego, że głównym problemem jest tutaj Tabisz.

the Painter
Liczba postów:1,678 Reputacja: 432
13-10-2015, 19:18 #44
Ferencvaros napisał(a):
>na jednym z rogów tam
>miał miejsce zamach na księcia Ferdynanda,
>który rozpoczął pierwszą wojnę światową

Z browninga FN1910 7.65 mm

Ciekawe co z tym "V.,V.,V"?Ktoś to rozszyfrował?
Bo ja z łaciny to tylko Que fallus aqua turba, a i Vide qul fide czy jakoś tak.



W przerwie wielu miejscowych zaczęło podchodzić i mieszać się z nami. W pewnym momencie wyciągnęli z pod kurtek sprzęt i zaczęli nas dźgać.Czym?Ja dostałem parę razy śrubokrętem. Inni mieli noże. Nigdy wcześniej nie byłem tutaj na Everton i nigdy więcej już tu nie przyjadę.
Everton-Millwall '72

Żarko
Liczba postów:1,419 Reputacja: 139
14-10-2015, 09:21 #45
Fajnie,że temat ruszył do przodu.Mam trochę roboty,więc moje przemyślenia dot. Belgradu,który został wziety na tapete uskutecznię dopiero w weekend.
A tymczasem w nagrodę wrzucam zdjęcie szczęśliwego kolegi chwilę po tym jak otwarli bramy stadionu Fradich, na którym czekało na niego osiem piwWink
[Obrazek: 2e5lgue.jpg]



„Nigdy nie poddawaj się, nigdy nie rezygnuj wbrew temu co dzieje się wokół ciebie. Musisz zawsze iść drogą, którą wybrałeś i zawsze wierzyć, że kiedyś i dla ciebie zaświeci słońce.”

Carsten
Liczba postów:404 Reputacja: 1
14-10-2015, 19:15 #46
Dawajcie panowie dalej opisy i foteczki , bo z ciekawością się czyta



Tylko Cracovia !!!

hrobry82
Liczba postów:487 Reputacja: 0
15-10-2015, 09:54 #47
OK, skoro ladny budapeszt zaliczony to kolej na brzydki i smutny zagrzeb. No moze nie az taki brzydki, ale napewno duzo mniej uroczy niz stolica wegier, w zasadzie to balkany zarowno mentalnoscia tamtejszych mieszkanicow jak i wygladem miast mozna porownac do polskich jakies 10-15 lat temu. Czyli, generalnie zajebisty klimat. Zagrzeb zabytkami nie stoi, zartem zwiedzania bylo moze na pol godz, przejsc z jednego placu na drugi i pod jakas katedre i to by bylo na tyle. Kulinarnie tez nas jakos nie porwal, bo jak trafilismy jakas restauracje to ceny byly jak z kosmosu, a innych lokali nie moglismy jakos dostrzec. Jak to mawia moja mama, metryka na koncu jezyka, wiec poszlismy z przekonaniem ze miejscowi, a zwlaszcza mlodsze pokolonie zna jezyki obce. Owszem zna i nie tylko mlodsze, strasze tez, zule tez, i stere babuszki tez. Problem byl z gola inny, jak sie zapene mozna domyslic za naszych rozmowcow obieralismy mlode pokolenie plci pieknej. A tu szok i niedowierzanie! Kazda jedna dziewczyna sie usmiechala do momentu az zaczelismy mowic... po otwarciu geby i wypowiedzeniu 2 moze 3 slow po angielsku, ich usmiech znikal, cofaly sie o krok i mowily ze nie wiedza... Pytamy pierwsza i taka wlasnie reakcja, myslymy sobie eee jakas zjebana, pytamy druga .. to samo, mowie do kolegi, ty maze jestes taki brzydki ze nie chca z toba gadac, zapytam ja, trzecia zas to samo, czwarta i tak dalej i tak dalej... w sumie do konca obytu w zagrzebiu z zadna nie zamienilismy wiecej niz 2 zdan, a dlaczego to napisze pozniej. Co warto jeszcze wspomniec, ze w zagrzebiu panuje specyficzny klimat kibicowski, troche jak u nas w 3 lidze, chuliganka, malo ulras i pikoli, garstka kibicow na dobre i zle, czyt takich co sie interesuja pilka nozna Big Grin, o tyle to dziwne ze we wszystkich innych miastach balkanow jak ktos kibicuje Partizanowi to sie o nim mowi Grobar, i on sam sie tak nazywa, w zagrzebiu w zasadzie nie ma normalnych ludzi sa bbb, a jest to ekipa mocno nacechowana chuligansko. Normalny czlowiek w zagrzebiu nie interesuje sie pilka, a juz na pewno nie powie ze jest bbb, ale kazdy jeden serb czy inny jugol powie ze jest delije, Grobar czy inna torcida. Moze dla tego na miescie doslownie kilka grafow, a ludzi w barwach to tyle co u nas w krk. w zagrzebiu generalnie nie lubi sie obcych, i opowiedziano nam ze zdarzaly sie przypadki ze przyjezdnie kibice nawet nie w dniu meczu tylko o tak turystycznei co przyjecjali sobie zobaczyc ich mecz np jakies niemaszki z frankfurtu to nie doszli nawet z dworca do hotelu a juz mieli przekope, bo wygladali casual. I tu jest tez troche naszego szczescia, bo nie dosci ze platalismy sie po ich miescie kilka godz to jeszcze weszlimy do ich baru. Powiem szczerze ze to wygladalo jak z desperadosa, scena jak jeden gosc wchodzi do baru pelnego ludzi, a tam gwarno krzyki smiechy i nagle cisza bo wszedl obcy i wszyscy na nie go patrza, a lecaca mucha wydaje sie w tej chwili odrzutowcem. No i mysmy tak weszli do tej ich knajpy, tozm z 80 os, same zbiry i wszyscy ucichli i patrza na nas... jeden kolega zachwal zimna krew i podchdzac do baru mowi 4 karlovacko prosze, barman lekko zbity ze stropu zaczyna polewac a bbb jakby tez zaczynaja szeptac cos do siebie, y po chwili rozpoczac normalne rozmowy, wciaz jednak nie spuszczajac z nas oka... CDN



hrobry82
Liczba postów:487 Reputacja: 0
15-10-2015, 12:15 #48
... i wychodzi na to, ze to zamowienie czterech karlovacko uratowalo nas przed przekopa, na tej samej zasadzie jak w kawale co mis pyta zajaczka czy ma szlugi, a zajac z filtrem czy bez Wink na tyle nasze najscie zaskoczylo bbb ze wyslali malolata zeby nas wypytal skad jestesmy i po co, o czym Zarko wczesniej wspominal. Sytuacja kibicowska w samym zagrzebiu dosc ciekawa, pilce nozne malo kto kibicuje jako takiej, nastawienie raczej na chuliganke Smile zwykli ludzie nie utozsamiaja sie z dinamem a tym bardziej z bbb, zas co do innych klubow, najsilniejszym FC hajduka jest wlasnie zagrzeb... dziwne to ale tak jest. okazuje sie, ze duzo ludiz z dalmacji studiuje badz pracuje w stolicy i to oni tworza ten fan club, ale jest to zupelne incognito, nie maja wlasniej knajpy, osiedla czy ulicy, cos jak widzewski red bulls w warszawie, pelna konspiracja.
Z innych ciekawostek to rywalixzacja kibicowsko uliczna miedzy dinamem a hajdukiem oprocz oczywistej bitki Big Grin ma tez inna punktacje, chodzi o to by wjechac do miasta przeciwnika niezauwazonym przez milicje i gospodarzy i zajac jakas knajpe. Od razu rzuca sie podobienstwo do stylu angielskiego, nie bez powodu, bo Chorwaci mocno zapatrzeni sa na anglie. Samo zajecie baru czy jakis przemarsz wiekszej grupki przez miasto uwazane jest juz za sukces, badz porazke drugiej strony..i podobnie jest chyba w calych balkanach, z sarajevem wlacznie. Na meczu w zasadzie przez cala II polowe dym z milicja, podobne widzialem tylko u nas pod koniec lat '90 i na pocztku '00 i na kwietniowych derbach belgradu w tym roku. Bitka z milicja bitka, ale wyjscie ze stadionu to juz nie byla taka latwa sprawa. Milicja tez ma swoje sposoby na odegranie sie, i zrobila standardowy motyw z trzymaniem sektora po meczu. W sensie wszystkei wyjscia zamkniete i tylko jedno otwarte. Jak ktos byl na jakims duzym stadionie w sensie san siro np to wie ze wychodzi sie takimi zakreconymi drogami na ksztalt swidra schodzac w dol. Chorwacka milicja otworzyla tylko jedno takie wyjscie, ustawila sie w szegegu na sam dol i wypuszczala pojedynczo.... jaki jest efekt takiego wychodzenia kazdy nawet srednio ogarniety kibic wie. Tu przydalo sie doswiadczenie wyniesione z polskich stadionow Big Grin jak uniknac paly.. chyba tylko raz mialem taka sciezke w stalowej woli, jak wracalismy ze skaldu wegla za trybuna glowna, a po drodze milicja ustawila sie juz od sektora zajmowanego wczesniej przez mlyn stalowki i palowala przebiegajacych kibicow. opatent na to jest taki ze trzeba troche sprytu i biec metoda szarpana. znaczy biegniesz i jak widzisz milicjanta z pala to stajesz, niestety ktos za toba biegnie dalej wyprzeda cie i to on staje sie celem, ty w tym czasie znow zaczynasz biec Wink tym sposobem w zagrzebiu chyba tylko ja nie dostalem przez glowe, cala reszta ludzi jak juz udalo sie wydostac z tego stadionu miala rozbite glowy, polamane rece i obite plecy. Poza stadionem byla dogrywka, zamieszki na pelna skale, cos na jak nasze derby z gumiorami 5-2, jeden kibic dinama postrzelony w brzuch z ostrej, milicjant bez oka, kilkadziesiat aresztowanych, ipt itd
Przy piwie z liderem i hjego grupa wyszlo dlaczego dziewczyny chorwackie nie chcialy z nami gadac, okazuje sie ze po wojnie, wzrosly nastroje nacjonalistyczne i dostalo sie wtedy babom za mieszane malzenstwa np z serbami. Od tego czasu dziewuchy zadajace sie z niechorwatami byly tepione i nie bylo to mile widziane. One wiec dbajac o czystosc narodu i swoja reputacje jak slyszaly obcokrajowca zaczynaly uciekac jak przed trendowatym.. takie cos w sumie przydalo by sie polkom co w zasadzie bez oporow robia szpagady przed byle ciapatym przybleda.
Rozmowy z bbb pozniej przy piwie potwierdzily nasze wczesniejsze spostrzezenia ze to Polaska 15 lat temu, ich zagraniczne wyjazdy zawsze z fantazja, tankowanie na zrywe, promocje po drodze, na miejscu organizowane bilety, oczywiscie nie za kase Big Grin np pojechali gdzies do europy zachodniej, niby drogo ale najbardziej lubieli tam jezdzic bo najlatwiej sie kolowalo kase i bilety Big Grin i pojechali tam gdzie jak zawsze bez biletow wbili sie do pomieszczeni klubowego, rzucili swiece dymna w srodku. Wszyscy ludzie stojacy po bilety i kasjerzy uciekli a oni zajumali caly plik biletow Big Grin na tyle duzo ze pozneij odsprzedawali pod stadionem miejscowym kibicom za pol ceny Big Grin i takie wyjazdy sa kwintesencja kibicowskiego zycia, bez kasy, bez mapy, bez biletow za to z paczka znajomych i fantazja Big Grin



Ferencvaros Moderator
Liczba postów:2,047 Reputacja: 5
15-10-2015, 13:31 #49
Nie bedzie moze tak spektakularnie jak u Hrobrego82, ani tak obszernie jak u Walasa83, ale za to bedzie bardziej egzotycznie.

W tym roku mialem okazje byc na meczach ligowych Dinama Tbilisi i Pathakora Taszkient.

Tbilisi, w porownaniu z takim Taszkientem, jest moze nie bardziej europejskie, ale na pewno mniej azjatyckie. Wbrew pozorom, to zdanie ma jakis sens... Dawne kluby ZSRR raczej nie imponuja frekwencjami na meczach ligowych, nie zobaczysz Shakhtara czy derbow Mosky na meczu ligowym w dawniej prowincjonalnej republice. Tymniemniej, oba kluby maja dumna historie, zwlaszcza Dinamo, ktoro zdobylo Puchar Europy (albo UEFA) w '82, Pathakor (co znaczy- plantator bawelny) byl natomiast jedynym klubem z radzieckich krajoiw konczacych sie na -stan ktory gral w najwyzszej lidze ZSRR. W latach '80 cala druzyna Pathakora zginela w katastrofie lotniczej podczas podrozy na mecz z Dinamem Minsk. Lokalny rywal z Taszkientu, Budyoknor, pare sezonow temu zaslynal zatrudnieniem Rivaldo, proba zatrudnienia Eto'o i dawaniem wszystkim do zrozumienia, ze maja bardzo duzo pieniedzy. Dinamo Tbilisi znany jest tez jako ukochany klub Berii (ktory, akurat dla Gruzji, zrobil bardzo duzo dobrego, zamienil zadupie imperium w najbogatsze, poza Moskwa, miejsce w ZSRR) i, jak kazde Dinamo i kazdy GTS jest bylym klubem milicyjnym.

Kibicowanie w tych krajach wyglada teraz tez troche inaczej niz u nas. Kluby, takie jak Dinamo czy Zalgiris Wilno, w latach '80 mialy imponujace frekwencje, bo byl to jeden z symboli manifestacji narodowosci innej niz radziecka. Obecnie, na takim Dinamie, naliczylem moze 300 osob, 500 maks, na Pathakorze moze z 1000. Ciekawe wrazenie (wkleje pozniej zdjecie) robi mlynek Dinama, ktory otacza, nie przesadzajac, wiecej policjantow niz w tym mlynie jest kibicow. Mowimy o meczu u siebie, oczywiscie bez kibicow gosci. Pathakor tez ma jakis tam mlynek, wszyscy w szalikach, ale jest ich na tyle malo, ze skoro siedzieli po drugiej stronie tego wielkiego, postradzieckiego stadionu, to ledwo bylo ich slychac. Ludzie chodza tam tylko na repre i meczew w pucharach (Lidze Mistrzow, europejskiej albo azjatyckeij Wink ).

Na stadionie Dinama bylem chyba z godzien za wczesnie, ale zapytani o droge do kas Gruzini zachowali sie po gruzinsku i wzieli mnie pod opieke. Akurat na stadionie trwala budowa, przed tegorocznym Superpucharem Europy (w ktorym graly Sevilla i Barca i gola strzelil m.in. Krychowiak). Patrzac na stan, tak budowy, jak i robotnikow, bylem raczej przekonany, ze nie zdaza, tymczasem na final wszystko lsnilo. Chlopaki byli tez robotnikami, wzieli mnie do swojej bazy gdzie znalazl sie browar i komp, wiec mozna bylo popuszczac filmiki z jakis starych meczow czy awantur i pogadac o Polsce, pilce, laskach itd. Goscinnosc gruzinska nie jest przesadzona, filmik z naszej awantury z Ruchem w II lidze zrobil wrazenie... ale nie az takie jak taki czarno bialy film z awantury Ruchu ok 1990 roku. Sam mecz oczywiscie znowu nic ciekawego, bardzo duzo milicji w porownaniu do zwyklych kibicow i goscinni Gruzini.

Stadion Pathakora to taki typowy sowietyzm. Lezy w wielkim parku, wokol jakies betonowe baseny i hale, pojemnosc tez co najmniej 40 tysiecy. Po zakupie biletow (ok 5 zl za sztuke) i posileniu sie szaszlykami z salatka i chlebem zostalismy, jak to w Uzbekistanie, wylegitymowani i przeszukani dobrych kilka razy, zanim udalo sie dostac na sektor. Pierwszy raz ogladalem mecz wsrod muzulmanow i azjatow, ale za bardzo jakiejs roznicy w zachowaniach nie widac- jakies spiewy, jakies gwizdy, jakis mlynek. Frekwencja tez okolo 1000, wiec nie powala. Pogadac jakos tym razem za bardzo nie bylo z kim i tak miedzy Bogiem i prawda, to byla to jedna z mniej ciekawszych rzeczy do robienia w tum Uzbeku, tymniemniej jak sie juz tam jest, to chyba warto.

Przynajmniej dla mnie, jest w tych postsowieckich klubach jakas magia...



Tymniemniej uważam, parafrazując (chyba) Katona Starszego, że głównym problemem jest tutaj Tabisz.

the Painter
Liczba postów:1,678 Reputacja: 432
15-10-2015, 15:43 #50
Ferencvaros, jak dziading w Gruzji? Gruzja szachami stoiAnie to chyba Armenia.



W przerwie wielu miejscowych zaczęło podchodzić i mieszać się z nami. W pewnym momencie wyciągnęli z pod kurtek sprzęt i zaczęli nas dźgać.Czym?Ja dostałem parę razy śrubokrętem. Inni mieli noże. Nigdy wcześniej nie byłem tutaj na Everton i nigdy więcej już tu nie przyjadę.
Everton-Millwall '72

Ferencvaros Moderator
Liczba postów:2,047 Reputacja: 5
15-10-2015, 16:06 #51
W Gruzji dziady maja swoja kanciape w parku w budynku szachowej federacji.

Bylem dwa razy, za pierwszym razem z Hrobrym82, za drugim bez Hrobrego82 i wtedy gralo mi sie duzo lepiej. Na tyle lepiej, ze wezwali dziada bedacego mistrzem krajowym (to nie znaczy, ze byl mistrzem Gruzji, tylko, ze mial na tyle wysoki ranking zeby miec taki tytul) no i z nim to juz nie polatalem... Ale rozmowy z dziadami byly bardzo na poziomie. Np. jeden z nich na informacje, ze jestesmy z Polszy, powiedzial, ze no tak, Polsza, przestrzenie Banacha... Pilkarzy tez sobie powymienialismy, ja Churcilawe, Metrewieliego, Cziwadze, Kipianiego (znizanie sie do Arweladze i Kinkladze byloby ponizej mojej godnosci) a oni Late, Szarmacha, Deyne itd...

Kojarzysz z Armenia pewnie dlatego, ze matka Kasparova byla Ormianka no i faktycznie w historii zawsze Armenia miala silniejszych graczy, np Petrosjana w latach '60. Ale nie schodzmy z tematu, bo tutaj ma byc mowa o stadionach a nie o szachownicach Smile



Tymniemniej uważam, parafrazując (chyba) Katona Starszego, że głównym problemem jest tutaj Tabisz.

hrobry82
Liczba postów:487 Reputacja: 0
15-10-2015, 16:29 #52
Ferenc, ty lepiej napisz jakie awantury gruzini kreca na dziadingu, bo ja nie czuje sie na silach Big Grin



Ferencvaros Moderator
Liczba postów:2,047 Reputacja: 5
15-10-2015, 16:39 #53
Hahaha a no tak Smile

Przyszedlem tam do nich i przed ta szachowa kanciapa byl stol, przy ktorym gruzinskie dziady graly w domino. Przypatrywalem sie chwile, bo za bardzo w domino nie umiem grac, po czym nastapila taka sytuacja: jeden chlop rzucil ta taka pusta kostke (chyba sie to nazywa mydlo), jego przeciwnik cos powiedzial, ten mu cos odpowiedzial po gruzinsku, po czym ten przeciwnik wstal i z calej sily wyplacil mu lepe. Doszlo do przepychanki i obaj przeciwnicy sie rozeszli. Ogolnie bardzo spektakularnie wygladala ich gra w domino, rzucanie tymi plytkami, emocje, klotnie, radosc i smutek na koniec.

Na dziadach mozna czasem naprawde fajnie pogadac. W Sztokholmie, kiedy bylem na derbach Djurgaardens- Hammarby (ostatecznie na mecz nie poszedlem, bo zostaly tylko bilety ze strefy VIP) i ktory jest przeslicznym miastem, nie dosc, ze dziady maja bardzo mocno rozwinieta infrastrukture, to jeszcze przychodzi tam tez duzo ludzi mlodych- czesto ze wschodu i z Afryki. Nie pracuja, wiec moga sobie grac w szachy Smile Miedzy partiami poszedlem zajarac i zgadlaem sie tam z takim jakby szwedzkim bezdomnym. Pyta, czy bym go nie poczestowal papierosem, ja ze ok, no i bardzo dobrze po angielsku opowiadziel mi, ze w zasadzie, to on jest bezdomnym na niby, bo ma od panstwa mieszkanie, a jak przeliczylem sobie w glowie jego socjal i inne doplaty, to okazalo sie, ze jest to nawet wiecej niz ta srednia pensja w Polsce na poziomie 4500 brutto. Tam w sumie pierwszy raz chyba w zyciu widzialem tych calych uchodzcow- z Sudanu, Libii, Erytrei, Etiopii. Bardzo wyluzowani, szczesliwi ludzie Wink



Tymniemniej uważam, parafrazując (chyba) Katona Starszego, że głównym problemem jest tutaj Tabisz.

the Painter
Liczba postów:1,678 Reputacja: 432
15-10-2015, 18:37 #54
Zayebiście się to czyta.Hura,pycha!Dawajcie więcej!
A tak poważnie, wychodzi, że dziading i wizyta w miejskim parku, mogą dostarczyć podobnych emocji jak miejski stadion, czy pub tubylców.
Ciekawe jak wyglądają rozgrywki w parkach Buenos Aires, ale ty chyba Żarko nie łączysz tych dwóch pasji.



W przerwie wielu miejscowych zaczęło podchodzić i mieszać się z nami. W pewnym momencie wyciągnęli z pod kurtek sprzęt i zaczęli nas dźgać.Czym?Ja dostałem parę razy śrubokrętem. Inni mieli noże. Nigdy wcześniej nie byłem tutaj na Everton i nigdy więcej już tu nie przyjadę.
Everton-Millwall '72

Ferencvaros Moderator
Liczba postów:2,047 Reputacja: 5
15-10-2015, 19:37 #55
Młyn Dinama Tbilisi:

[Obrazek: 25syivb.jpg]

Pathakor:

[Obrazek: 2ywfuip.jpg]

Derby di Roma:

[Obrazek: 2077taw.jpg]

Sarajevo- Lech:

[Obrazek: 2mnhfte.jpg]

Belgrad:

[Obrazek: 11174945_10206566278946385_8631342253180...e=5691410B]



Tymniemniej uważam, parafrazując (chyba) Katona Starszego, że głównym problemem jest tutaj Tabisz.

hrobry82
Liczba postów:487 Reputacja: 0
15-10-2015, 22:09 #56
kikiriki ? czekej bo malarz zarzuci ci stronniczosc....



Żarko
Liczba postów:1,419 Reputacja: 139
16-10-2015, 09:28 #57
hrobry82 Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> ... i wychodzi na to, ze to zamowienie czterech
> karlovacko uratowalo nas przed przekopa
nieskromnie muszę przyznac, że osobą ,która uratowała wszystkich przed katastrofą byłem jaWink

the Painter Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Ciekawe jak wyglądają rozgrywki w parkach Buenos
> Aires
Wyglądają mniej więcej tak
[Obrazek: 2czt5ys.jpg]
Każdy kibicował innej drużynieSmile

hrobry82 Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> kikiriki ?
szukam jego foty od dłuższego czasu ,bo była robiona napewnoSmile



„Nigdy nie poddawaj się, nigdy nie rezygnuj wbrew temu co dzieje się wokół ciebie. Musisz zawsze iść drogą, którą wybrałeś i zawsze wierzyć, że kiedyś i dla ciebie zaświeci słońce.”

hrobry82
Liczba postów:487 Reputacja: 0
16-10-2015, 15:05 #58
kurde, zastanawialem sie nad relacja z wyjazdowego spotkania naszej reprezentacji w czeskiej pradze z 2009? r, ale jednak stwierdzam, ze malo czasu uplynelo na relacje kibicowska, a dwa, ze byl tam mocny watek obyczajowy, a nie chcemy tu skandalu miedzynarodowego, zatem moze za kilka lat sie uda Big Grin a byl to jeden z najlepszych moich wyjazdow

z tego miejsca chcialem pozdrowic ekipe gdynskiej Arki co byla z nami zalogowana w hotelu jak rowniez rosyjska wycieczke z Irkucka Big Grin



rmszar
Liczba postów:11,639 Reputacja: 235
22-10-2015, 10:28 #59
Dajesz, dajesz, bo wątek podupadł.



"Some people believe football is a matter of life and death. I'm very disappointed with that attitude. I can assure you it is much, much more important than that." - Bill Shankly

Żarko
Liczba postów:1,419 Reputacja: 139
22-10-2015, 11:50 #60
Mialo być o Belgradzie,ale dla urozmaicenia będzie o Madrycie,a do Jugosławii powróce niebawem.
Pomysł na ten wyjazd zrodził sie mniej wiecej tak,ze siedząc jak zwykle w dzień powszedni w pracy i zastanawiając sie nad jej sensem odebrałem telefon od koleżki z zapytaniem ,czy przy okazji slubu, który miał sie odbyć w Madrycie, jego blizszych,a moich dalszych znajomych nie miałbym ochoty oglądnąć derbów Madrytu pomiedzy Atletico i Realem.
Zapytałem tylko o cenę biletów z Katosów do Hiszpanii,która jak sie okazało nie przekraczała na tamten czas 300 PLN by po chwili powiedzieć sakramentalne tak dla tej idei.
Dadam,że podróż wte i wewte odbywaliśmy razem z młodą parą na stale osiedloną w Polsce.
Przed wyjazdem zakładaliśmy wspólna podróż samolotem z zaprzyjaźnionymi z Atetico kibicami Ruchu.Skład w samolocie potwierdził tylko nasze przypuszczenia ,mało tego okazało się ,że będziemy ze sobą sąsiadować miejscamiSmile.Razem z Niebieskimi podróżowała delegacja Czerwonych z Łodzi.
Jako,ze dzieliło nas tylko przejście pomiędzy siedzeniami przez większośc lotu bylismy jedynie mniej lub bardziej obcinani,ale z czasem(pomogło alko) dokładnie w momencie podejścia do lądowania zostaliśmy poproszeni przez towarzystwo(zbieżnośc z Widzewem nieprzypadkowa)o określenie naszej przynależności klubowej.Po otrzymanej odpowiedzi usłyszeliśmy,że skoro Cracovia to spoko,bo jeden z Pasów działa we Frente,ale przez cały lot brali nas za żaboliSmile.
Ten jeden z Pasów czekał na nas na lotnisku wraz z całą delegacją Frente oczekującą na naszych sąsiadów z samolotu.Wsiedliśmy do samochodu z mającym ponoć najwięcej do powiedzenia kibicem Atleti(na gadatliwego mi nie wyglądał) i ruszyliśmy na mającą się odbyć w knajpie pod stadionem Atletico imprezkę.Nie zakładaliśmy takiego scenariusza,no ale skoro zaprosili to kultura nie pozwalała odmówić.W ślad za nami udali się równiez niebiesko-czerwoni....



„Nigdy nie poddawaj się, nigdy nie rezygnuj wbrew temu co dzieje się wokół ciebie. Musisz zawsze iść drogą, którą wybrałeś i zawsze wierzyć, że kiedyś i dla ciebie zaświeci słońce.”






Skocz do: