Witaj! Logowanie Rejestracja
Siły Zbrojne - wątek militarny



gargamel9998
Liczba postów:5,263 Reputacja: 2,207
17-04-2018, 16:05 #1,461
Dowództwo Bundeswehry zaakceptowało program budowy nowych niszczycieli min, które zastąpią używane obecnie jednostki typu Frankenthal. W planach jest także rozbudowa zaplecza dla sił przeciwminowych.

Deutsche Marine posiada obecnie dziesięć niszczycieli min, wspieranych przez dwanaście zdalnie sterowanych trałowców typu Seehund i dwie jednostki pomocnicze. Wszystkie okręty wchodzą w skład 3. Eskadry Trałowców z bazą w Kilonii. Nie opracowano jeszcze dokładnych wymagań dla nowych niszczycieli min, wiadomo jedynie, że mają być większe od poprzedników i przystosowane do szerokiej współpracy z bezzałogowcami. Planowana jest budowa jedenastu okrętów, co spowoduje skokowy wzrost zdolności niemieckich sił przeciwminowych. Prototypowa jednostka ma zostać zamówiona w 2022 i dostarczona w 2027 roku.

Wzrost potencjału 3. Eskadry Trałowców wymagać będzie również odpowiednio przystosowanego zaplecza. Baza w Kilonii ma zostać odpowiednio zmodernizowana i rozbudowana.

Niemiecka marynarka wojenna przechodzi ostatnio ciężkie czasy w związku z problemami z utrzymaniem gotowości bojowej i przedłużającą się budową nowych okrętów. Wymusiło to na Berlinie podjęcie odpowiednich działań, do których dodatkową zachętą są naciski ze strony USA. Zdaniem komandora porucznika Martina Schwarza, dowódcy 3. Eskadry Trałowców, modernizacja sił przeciwminowych zajęła dość wysokie miejsce na liście priorytetów Deutsche Marine.



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Cracovia i Polonia - ślubowały sobie wierność do samego końca


hank
Liczba postów:7,800 Reputacja: 7,617
18-04-2018, 11:51 #1,462
Rosyjska „prawda” o S-500. „Patriot” lepszy od „Prometeusza”?
Zarówno o systemie S-400, jak i o systemie S-500 wiemy tylko tyle, ile chcą Rosjanie. O tym czy przekazywali oni informacje prawdziwe można się było przekonać na Bliskim Wschodzie, gdy Amerykanie, Francuzi i Brytyjczycy uderzyli na syryjskie bazy chronione rosyjskimi systemami S-400. Natomiast z samych analiz wynika, że docelowy polski system „Patriot” może być pod wieloma względami lepszy od najnowszego rosyjskiego systemu S-500 „Prometeusz”.
[Obrazek: s-400-triumf-970x542.jpg]
Atak Amerykanów, Francuzów i Brytyjczyków na bazy wojsk syryjskich pośrednio uderzył również w Rosjan. Rozwinęli oni bowiem w Syrii swoje najnowsze systemy uzbrojenia przeciwlotniczego, które jak się okazało - nie zapewniły bezpieczeństwa atakowanym obiektom. Ta „bezsilność” Rosjan jest o tyle zadziwiająca, że przerzucili oni na Bliski Wschód również swój najnowszy system S-400 „Triumf”, który według nich miał swoim zasięgiem pokrywać całe terytorium syryjskie i dużą część Morza Śródziemnego.
Oczywiście rosyjskie wojsko twierdzi, że nie użyto uzbrojenia, ponieważ nie chciano go użyć osłaniając jedynie nieatakowane obiekty w bazach Hmejmim i Tartus. W rzeczywistości, gdyby Rosjanie mogli zastosować systemy S-400 i S-300, to by je na pewno wykorzystali. Jednak w odniesieniu do niskolecących rakiet manewrujących - w większości wykonanych w technice stealth - ich sprzęt okazał się praktycznie bezużyteczny.
Niepowodzenie było tym większe, że rosyjskie zestawy przeciwlotnicze mogły działać w Syrii jak w czasie ćwiczeń, nie będąc bezpośrednio atakowanymi w czasie nalotu alianckiego. Pomimo tego, nie niepokojeni przez nikogo Rosjanie nie zestrzelili nadlatujących rakiet, które miałby być standardowymi i mało wymagającymi celami dla systemu S-400. A przecież w faktycznych działaniach wojennych byłoby im jeszcze trudniej, ponieważ pierwsze uderzenie alianckie, i to z wykorzystaniem specjalizowanych środków, wymierzone zostałoby właśnie w baterie S-400.
[Obrazek: 1l-image-21.jpg]
Rosyjska propaganda, przeczuwając zbliżającą się konfrontację, od kilku tygodni reklamowała nowy system uzbrojenia przeciwlotniczego i przeciwrakietowego S-500 „Prometeusz”, który ma być jeszcze lepszy niż sprzęt, który postawiono w Syrii. Zabezpieczano się w ten sposób przed ewentualną krytyką, stwarzając pozory posiadania czegoś, co już na pewno sprawdziłoby się w bezpośredniej konfrontacji z aliantami.
Dane ujawnione przez Rosjan na temat systemu S-500 są jednak tak wiarygodne, jak wiarygodna jest rosyjska propaganda. Nie oznacza to jednak wcale, że najnowszy system przeciwlotniczy w Rosji już dzisiaj nie może być oceniany, np. pod względem rzeczywistych możliwości, żywotności oraz słabych punktów. Nie należy jednak tego robić opierając się jedynie na publikowanych przez Rosjan danych dotyczących zasięgu i pułapu rakiet, ale również analizując rzeczywiste możliwości technologiczne rosyjskiego przemysłu. A tam już nie raz się okazało, że od innowatorskiego pomysłu do wdrożenia jest bardzo długa i często niemożliwa do przejścia droga.
[Obrazek: s-400_missile_48n6e3_0.jpg?itok=Wyky_M-5]
Większość polskich i zachodnich opisów „Prometeusza” jest dokładnie taka, jaką chcieliby uzyskać Rosjanie. Stworzono więc legendę o systemie, który w promieniu 600 km od wyrzutni może zestrzelić praktycznie wszystko, co znajduje się w powietrzu: od rakiet balistycznych i hipersonicznych do samolotów, rakiet manewrujących i niewielkich dronów. Często rysuje się więc mapy zasięgowe, na których okrąg ze środkiem w obwodzie kaliningradzkim obejmuje całą Polskę i część Niemiec.
Za każdym razem zakłada się (zresztą prawdopodobnie zgodnie z prawdą), że rakiety przeciwlotnicze i przeciwrakietowe systemu S-500 mogą zwalczać cele powietrzne na odległości do 600 km i do pułapu 40-50 km (w przypadku celów aerodynamicznych) i do 200 km (w przypadku celów balistycznych). Kolejnym parametrem często podawanym przez rosyjskie media jest możliwość śledzenia przez jedną baterię dziesięciu obiektów równocześnie oraz atakowania celów balistycznych lecących z prędkością do 5 km/s (niektóre źródła wskazują nawet na 7 km/s). Cały system dowodzenia baterii ma natomiast możliwość jednoczesnego prowadzenia do pięciuset tras.
[Obrazek: RSD-10-Pionier-SS-20-Saber-Kapustin-Yar-2011-2.jpg]
W oparciu o te skąpe dane dokonuje się porównań z już istniejącymi systemami zachodnimi i za każdym razem Rosjanom wychodzi, że ich rozwiązanie „nie ma analogów na całym świecie”. Jednak to, że coś nie ma analogów, wcale nie oznacza, że jest najlepsze.
Największym sukcesem rosyjskiej propagandy jest wmówienie Polakom, że systemem rakietowym S-500 rozstawionym w obwodzie kaliningradzkim lub na Białorusi „można w całości kontrolować polskie niebo”. To nieprawdziwe stwierdzenie jest na rękę Rosjanom, ale jednocześnie zaprzecza podstawowym prawom fizyki dotyczącym przede wszystkim prostoliniowego sposobu rozchodzenia się fal radiolokacyjnych i świetlnych.
Kulistość Ziemi powoduje bowiem, że przy atakowaniu celów konieczne jest uwzględnienie tzw. „horyzontu radiolokacyjnego”. A to, co jest poza tym horyzontem jest niewidoczne, a więc teoretycznie bezpieczne. Dodatkowo, w przypadku obwodu kaliningradzkiego sytuacja jest o tyle sprzyjająca dla Polski, że jest to teren płaski i pokryty drzewami. Nie daje to możliwości skrytego wyniesienia radaru na dużą wysokości, a dodatkowo pozwala na wykonanie uderzenia kontrbateryjnego przez systemy artyleryjskie z Polski i Litwy (odległość z północy na południe to około 100 km).
Przy dobrze zorganizowanym systemie rozpoznania artyleryjskiego może to pozwolić na wyeliminowanie strzelających baterii S-400 jeszcze przed doleceniem rakiet przeciwlotniczych do celu na maksymalnym zasięgu. Zresztą ten zasięg już w odniesieniu do systemu S-400 był czysto teoretyczny, co udowodniły dotychczasowe działania (a właściwie ich brak) na terenie Syrii. Rosjanie nawet stosując najwyższe swoje maszty o wysokości 36 m mogą atakować z okolic Kaliningradu cele powietrzne nad lotniskiem 31 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach (a więc w odległości 400 km) tylko od pułapu 8200 m. Wszystko co znajduje się poniżej jest „niewidoczne” dla rosyjskich radarów, a więc całkowicie bezpieczne.
Ewentualne postawienie koło Kaliningradu baterii systemu S-500 „Prometeusz” niczego praktycznie w tym zakresie nie zmieni. Oczywiście nowe zestawy teoretycznie będą miały większy pułap (do 200 km) i zasięg (do 600 km), na jakim mogą być atakowane cele. Jednak pułap w tym przypadku nie ma znaczenia, ponieważ Polska nie korzysta ze statków powietrznych działających powyżej 20 km. Tak więc system S-400 w zupełności by wystarczył.
Nie ma też znaczenia większy zasięg, ponieważ Rosjanie nawet uzyskując możliwość atakowania celów powietrznych znajdujących się dalej, np. nad Krakowem (w odległości 600 km), mogliby to robić, ale tylko od pułapu 19300 m. Na takiej odległości system S-500 w odniesieniu do statków powietrznych jest więc bezużyteczny, bo one w ogromnej większości tak wysoko nie latają.
Oczywiście w miarę zbliżania się do obwodu kaliningradzkiego ten pułap bezpieczny będzie się obniżał, i przykładowo będzie on wynosił: 12000 m w odległości 477 km od wyrzutni koło Kaliningradu, 4000 m np. nad Warszawą i 250 m nad Malborkiem - ale to wcale nie oznacza, że lotnictwo polskie zostanie uziemione. Wystarczy po prostu odpowiednio latać.
Jedyną możliwością ominięcia ograniczeń wynikających z istnienia „horyzontu radiolokacyjnego” byłoby wykorzystywanie przez Rosjan do wskazywania celów innych radarów, niż te, jakie wchodzą integralnie w skład baterii S-500. Teoretycznie wymagałoby to postawienia stacji radiolokacyjnych bliżej atakowanego obiektu, albo też umieszczenia ich wyżej - np. na samolotach. Pierwsze rozwiązanie jest najczęściej niemożliwe do zrealizowania (trudno jest skrycie wysunąć do przodu radary obrony przeciwlotniczej dalekiego zasięgu), natomiast na wprowadzenie drugiego Rosjanie jak na razie nie mają środków. Ich samoloty AWACS są bowiem – mówiąc najdelikatniej – z innej, starszej epoki.
[Obrazek: 1032698682.jpg]
Dodatkowo jest to bardzo trudne ze względu na planowane zastosowanie w systemie S-500 głównie rakiet naprowadzanych półaktywnie (np. 48N6) – a więc atakujących jedynie te cele, które są podświetlane przez specjalistyczny radar kierowania ogniem. Takie stacje radiolokacyjne (typu 76T6/77T6) są według Rosjan integralnym elementem baterii S-500, a więc wykorzystanie innego radaru może być rzeczywiście niemożliwe.
Oczywiście w materiałach informacyjnych Kremla i koncernu Ałmaz-Antiej wskazuje się również na posiadanie w zestawie „Prometeusz” (i S-400) rakiet naprowadzanych aktywnie, a więc działających według zasady „wystrzel i zapomnij”. Przy zasięgu 400-600 km jest to jednak tylko teoria, ponieważ nie ma możliwości, by głowica naprowadzająca przechwyciła cel na takiej odległości tuż po starcie i może to zrobić dopiero w ostatniej fazie ataku. Czas lotu na maksymalnym zasięgu jest jednak na tyle duży (kilka minut), że pocisk przeciwlotniczy może nie odszukać celu powietrznego w strefie zadanej przed odpaleniem i dlatego po drodze powinien być korygowany radiowo. Taka korekta wymaga wiedzy zarówno o celu, jak i położeniu samego pocisku. „Horyzont radiolokacyjny” i w tym przypadku jest więc problemem koniecznym do uwzględnienia.
Co jest lepsze: „Patriot” czy „Prometeusz”?
Wielkim sukcesem Rosjan jest wprowadzenie do obiegu publicznego opinii, że S-500 „będzie znacznie przewyższał obecną generację rakiet Patriot”. I znowu argumentem, który przemawia za taką oceną ma być przede wszystkim zasięg i pułap rakiet planowanych przez Rosjan do użycia w „Prometeuszu”.
Jeszcze do niedawna takie porównanie było w ogóle błędne, ponieważ oceniano systemy dwóch zupełnie różnych klas - średniego zasięgu (w przypadku Amerykanów) i dalekiego zasięgu (w przypadku Rosjan). Sytuacja jednak diametralnie zmieniła się po rozpoczęciu w Stanach Zjednoczonych prac nad nowym systemem obrony przeciwlotniczej i po rozpoczęciu budowy baterii „Patriot” dla Polski.

Okazuje się bowiem, że docelowa wersja polskich baterii przeciwlotniczych pozyskanych w ramach programu „Wisła” i „Narew” (z różnego typu radarami dookólnymi i kilkoma typami pocisków) może być lepsza pod względem wielu możliwości bojowych od systemu S-500. Natomiast w przypadku przyszłych zestawów amerykańskich „Patriot” będzie już tak na pewno.
O tym kto ma rację można się przekonać śledząc sposób dochodzenia do „polskiej” wersji systemu „Patriot” w Stanach Zjednoczonych i do systemu „Prometeusz” w Rosji. W obu przypadkach jest to proces ciągły trwający od wielu lat. U Amerykanów polegał on na systematycznej wymianie poszczególnych elementów baterii, tak że efekt końcowy będzie miał już niewiele wspólnego z tym, co wcześniej określano jako system „Patriot” (a właściwie nic - poza nazwą).
W międzyczasie zastosowano bowiem sieciocentryczny system kierowania obroną przeciwlotniczą IBCS, wprowadzono i sprawdzono bojowo nowe rakiety przeciwlotnicze PAC-3MSE (i być może SkyCeptor) działające generalnie według zasady „wystrzel i zapomnij” oraz planuje się zastąpić radary sektorowe AN/MPQ-65 nowymi, dookólnymi stacjami radiolokacyjnymi. Amerykanie korzystali przy tym z doświadczeń z bojowego wykorzystania „Patriotów” w licznych konfliktach na Bliskim Wschodzie – w tym przede wszystkim przeciwko tak trudnym celom, jak taktyczne rakiety balistyczne.
Sygnałem kolejnych, rewolucyjnych zmian jest u Amerykanów próba stworzenia tzw. zintegrowanego, morskiego systemu kontroli i obrony przeciwlotniczej NIFC-CA (Naval Integrated Fire Control-Counter Air). Założono w nim połączenie w całość różnych systemów wykrywania (sensorów) i pocisków rakietowych (efektorów), dzięki czemu uzyskano m.in. możliwość zwalczania celów powietrznych poza horyzontem (over-the-horizon air defense capability). Rakiety mogą więc atakować obiekty niewidoczne dla sensorów baterii, korzystając z danych przekazywanych np. z innego okrętu znajdującego się bliżej celu, samolotów wczesnego ostrzegania Northrop Grumman E-2D Advanced Hawkeye czy nawet samolotów wielozadaniowych F-35.
Tylko wprowadzenie w Rosji odpowiednika NIFC-CA pozwoliłaby w pełni wykorzystać możliwości rakiet systemu S-500 i rzeczywiście spowodować, że miałyby on założony zasięg 600 km. Jednak rosyjska armia jak na razie nie posiada swojego „NIFC-CA” i najprawdopodobniej nawet nad nim nie pracuje. To opóźnienie „koncepcyjne” wynika m.in. z faktu, że Rosjanie nigdy nie wykorzystywali bojowo: ani systemu S-300, ani S-400, ani nie nawet nie testowali systemu S-500. A przecież wszystkie te systemy są tak naprawdę kolejnymi wersjami zestawów, których produkcję seryjną rozpoczęto jeszcze w Związku Radzieckim (w 1975 r.).
W międzyczasie wszystkie części składowe baterii S-300 były modernizowane, albo w większości przypadków wymieniane na nowe, jednak głównie według zasady „sztuka za sztukę”. Sama koncepcja pozostała praktycznie taka sama. Przy tych zmianach powstawały wersje niekiedy całkowicie odmienne, jak np. S-300W i S-300P z zupełnie różnymi rakietami i radarami. Takie modernizacje prowadzone przez cały czas produkcji wynikały jednak bardziej z konieczności zastępowania starzejących się technologicznie elementów niż z istnienia jakiegoś dedykowanego programu rakietowego.
W trakcie tej wymiany zachowano jedynie charakterystyczne wyrzutnie rakietowe pionowego startu z urządzeniem katapultującym wyrzucającym ładunek w powietrze (by dopiero w górze, na wysokości ponad 10 m uruchomić w pociskach silniki rakietowe). Dlatego określenie z jaką wersją systemu S-300 mamy do czynienia może się najczęściej odbyć poprzez rozpoznanie typu podwozia, jakie wykorzystano do przewozu palet z pociskami.

Wymieniano za to radary obserwacyjne i podświetlania celów, których było jak na razie co najmniej piętnaście. W tym przypadku nie można więc mówić o unifikacji, pogłębia się zamieszanie w nazewnictwie, a to wszystko na pewno utrudnia działania rosyjskim służbom logistycznym. Z drugiej jednak strony ułatwia to Rosjanom prowadzenie dezinformacji, która polega np. na prezentowaniu na zdjęciach i filmach najnowszych wersji systemu S-300 jako S-400, i odwrotnie. Zresztą wielu specjalistów nadal uważa, że S-400 to po prostu system S-300 w wersji S-300PMU3.
Rosjanie mają też możliwość ukrywania zawartości kontenerów startowych. Nigdy więc tak naprawdę nie wiadomo, jakie rakiety są wykorzystywane w danej baterii i pozostaje tylko wierzyć w tej sprawie Rosjanom na słowo. Przypuszcza się, że w systemach S-300 i S-400 wykorzystywanych obecnie w Rosji takich różnych pocisków mogło być nawet kilkanaście typów. Oficjalnie nie wiadomo jednak, jaka jest aktualna oferta koncernu „Ałmaz-Antej” w tej dziedzinie.
Przykładowo to, że Rosjanie chwalą się wysłaniem do Syrii najnowszych rakiet typu 40N6 (o zasięgu ponad 400 km) wcale więc nie oznacza, że te pociski się tam znalazły, a nawet że są one już wprowadzane na uzbrojenie. To zróżnicowanie pogłębia fakt, że rakiety rosyjskich systemów przeciwlotniczych są opracowywane przez dwa różne biura projektowe: Fakiel i Nowator.
Pewną cechą wyróżniającą baterie S-500 od S-400 i S-300 jest wielkość pocisków. Dalszy zasięg (600 km) musi się bowiem przekładać na długość pocisków, kontenerów startowych, jak również wielkość pojazdów transportowych - wyrzutni. W żadnym przypadku nie można tu już więc mówić o systemie mobilnym, ale o przewoźnym – trudnym do zakamuflowania, szczególnie po rozwinięciu. W przypadku rakiety dalekiego zasięgu 7P6-1 jest to np. wydłużone podwozie МZKT-792911 w układzie 12x12 z mińskich zakładów samochodowych .
Jak zneutralizować system S-500 „Prometeusz”?

Jak na razie wszystko wskazuje na to, że system S-500 ma takie same słabe punkty, jak S-400 i częściowo jak S-300. Chodzi przede wszystkim o wykorzystywanie rakiet z głowicami naprowadzanymi półaktywnie, co oznacza konieczność stosowania specjalnych radarów naprowadzania (np. typu 76Т6). Eliminując ten radar eliminuje się w ten sposób całą baterię.

Tymczasem w przypadku systemów dalekiego zasięgu samo zbudowanie radaru podświetlania celów stanowi wielki problem. Wykrywanie i śledzenie niewielkich obiektów powietrznych na odległości nawet 600 km wymaga bowiem stosowania nadajników bardzo dużej mocy, a więc również rozbudowanych systemów antenowych, które muszą mieć dodatkowo wyjątkowo efektywny system chłodzenia. To prawdopodobnie właśnie dlatego jedna antena jest w stanie energetycznie zabezpieczyć śledzenie tylko 10 obiektów powietrznych jednocześnie.
Rosjanie chwalą się oczywiście posiadaniem aktywnych anten ścianowych, ale nic nie wskazuje na to, by były one budowane w technologii azotku galu. Muszą więc być bardzo duże i ciężkie, a więc trudne do przemieszczenia w przypadku zagrożenia ogniem kontrbateryjnym. Dodatkowo nie można ich podnosić na wysokich masztach, które posiadają Rosjanie (np. typu 40W6MD o wysokości 36-39 m lub 40W6M o wysokości 13-25 m). To właśnie ze względu na te ograniczenia technologiczne radar podświetlający 9S32 (z systemu S-300) może wykrywać myśliwce tylko na odległości około 140 km, a typu 30N6 (np. z systemu S-300PMU1) tylko na odległości do 300 km.
Wadą radarów dalekiego zasięgu jest nie tylko sam rozmiar anteny, ale również duża moc generowanego sygnału. Urządzenia aktywne tak „silnie promieniujące” są bowiem łatwe do namierzenia, zakłócenia a także fizycznego zniszczenia (np. ogniem artylerii). I to będzie szczególnie odczuwalne w przypadku radarów naziemnych wchodzących w skład systemu S-500. Wrażliwym punktem „Prometeusza” może być także system łączności z pociskiem, którym przekazywane są dane korygujące jego lot. Zakłócenie aktywne takiej rakiety jest tym łatwiejsze im dalej znajduje się ona od nadajnika systemu kierowania.
Ułatwieniem dla strony przeciwnej jest fakt, że Rosjanie praktycznie od lat siedemdziesiątych nie zmienili sposobu działania swoich systemów przeciwlotniczych S-300/400/500. Jest to duży błąd, ponieważ systemy przeciwdziałania rozwijają się bardzo szybko, o czym świadczyły np. sposób prowadzenia przez Amerykanów operacji lotniczych w Wietnamie. To właśnie tam pokazano, że po zastosowaniu odpowiedniej taktyki działania i systemów uzbrojenia można praktycznie do minimum ograniczyć skuteczność systemów przeciwlotniczych. Udowodnili to również Izraelczycy prowadząc działania przeciwko ex-rosyjskim i ex-radzieckim systemom OPL na Bliskim Wschodzie.
Zgodnie z informacjami ostatnio opublikowanymi w mediach rosyjskich (w tym w „Sputniku”) baterie S-500 „Prometeusz” mają być bazą do zbudowania w przyszłości w Rosji zintegrowanego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Rosjanie chcą więc pokazać, że przygotowywane przez nich rozwiązanie jest podobne z zasady działania do systemu IBCS opracowanego przez koncern Northrop Grumman dla systemu Patriot.

Pierwszym miejscem, gdzie to ma zostać sprawdzone, będzie region Moskwy. To właśnie tam do baterii S-500 „Prometeusz” mają być włączone pociski zmodernizowanego moskiewskiego systemu obrony przeciwrakietowej. Ale rosyjskie media już teraz twierdzą, że nawet zestawy S-400 i najnowsze wersje systemu S-300 mogą być rozbudowywane – np. przez dokompletowanie dodatkowych wyrzutni rakietowych.
Nie jest to wcale jednoznaczne z dojściem do sieciocentryczności i działaniem w tzw. „chmurze”. W rzeczywistości ze sposobu rozwijania rosyjskich systemów (w tym na terenie Syrii) oraz ukompletowania baterii oferowanych na eksport widać wyraźnie, że Rosjanie nadal zachowali hierarchiczny charakter swoich zestawów przeciwlotniczych i w takiej strukturze wprowadzają je do poszczególnych okręgów wojskowych.
Wynika to z nadal obwiązującej w Rosji i wspieranej przez generalicję zasady autonomiczności każdej baterii, która w pierwszej kolejności musi być przystosowana do działania samodzielnego, bez kontaktu z wyższym dowództwem. Bardzo mocno komplikuje to i rozbudowuje ponad potrzeby strukturę organizacyjną każdej jednostki (baterii, dywizjonu, pułku), która musi w razie potrzeby sama wykrywać, identyfikować, klasyfikować i wybierać cele do niszczenia.
Jak na razie jest więc mało prawdopodobne by np. przed wszystkimi radarami produkowanymi w Rosji stawiano wymaganie współdziałania z systemami przeciwlotniczymi. Dlatego baterie S-400 i S-500 będą oczywiście korzystały ze wskazań zewnętrznych systemów obserwacji, ale dane potrzebne do strzelania rakiet będą musiały być już wypracowywane wewnątrz poszczególnych zestawów. Natomiast pociski będą jeszcze długo naprowadzane jedynie zintegrowanymi, specjalizowanym radarami.
Prawdopodobny skład systemu S-500 „Prometeusz”

To „tradycyjne” podejście Rosjan widać m.in. w proponowanej obecnie organizacji systemu S-500 „Prometeusz”. Wynika z niej, że w składzie jednej baterii ma się znaleźć:
Punkt dowodzenia i kierowania 55K6MA na podwoziu BAZ-69092-012 (w układzie 6x6);
Radiolokacyjny kompleks dalekiego zasięgu 91N6A(M) z anteną ścianową na podwoziu BAZ-6403.01 (w układzie 8x8);
Radiolokacyjny kompleks 96Ł6-1/96Ł6-CP z anteną ścianową na podwoziu BAZ-69096 (w układzie 10x10);
Wielozadaniowa stacja radiolokacyjna naprowadzania i podświetlania celów 76Т6 na podwoziu BAZ-6909-022 (w układzie 8x8) i typu 77Т6 na podwoziu BAZ-69096;
Zestawy transportowo startowe 77P6 (na podwoziu BAZ-69096 z dwoma kontenerami na rakiety), 55P6 77P6 (na podwoziu MZKT-792911 w układzie 12x12) i 51P6M (na podwoziu MZKT-7930 w układzie 8x8);
Rakiety przeciwlotnicze 46N6DM - wykorzystywane również w systemach S-300PM1/S300PM2 i S-400;
Rakiety średniego zasięgu 9M96M;
Rakiety dalekiego zasięgu dwustopniowe 40N6;
Antyrakieta dalekiego zasięgu 77N6-N, 77N6-N1 i 45T6;

System S-500 „Prometeusz” może rzeczywiście wprowadzić rewolucję do rosyjskich systemów przeciwlotniczych, ale na pewno nie dowodzą tego już ujawnione informacje. Jednak Rosjanie nadali mu ogromną rangę i nie ograniczają na razie środków na jego rozwijanie. Przykładowo, tylko dla potrzeb tych baterii koncern „Ałmaz-Antiej” zamierza zbudować dwie nowe fabryki: oddzielną dla rakiet oraz oddzielną dla systemów naziemnych.
Pewnych ograniczeń się jednak nie przeskoczy, czego przykładem jest np. zasięg rosyjskich rakiet przeciwlotniczych i rzeczywisty zasięg działania bojowego wykorzystujących go systemów.

Rosjanie bardzo często sami wpadają we własną, propagandową pułapkę. Przykładowo, przy okazji przeprowadzania ćwiczebnych strzelań rakiet przeciwlotniczych S-300 i S-400 za każdym razem zaznaczają, że odbywały się one przy silnym przeciwdziałaniu radioelektronicznym przeciwnika. Za każdym razem strzelania kończą się sukcesem, co automatycznie oznacza, że rosyjskie systemu walki radioelektronicznej są mało skuteczne nawet przeciwko bardzo dobrze znanym radarom. A przecież systemy WRE mają być również rosyjską specjalnością.

Przypuszcza się więc, że w rzeczywistości takie zakłócenia radioelektroniczne nie są po prostu stawiane, ponieważ mogłyby pokazać małą odporność rosyjskich stacji radiolokacyjnych na przeciwdziałanie. Ostatni atak dwóch izraelskich samolotów F-15 na syryjską bazę lotniczą T-4 był prawdopodobnie tego dowodem (trzy rakiety przebiły się przez oparty na rosyjskich radarach system obrony). Być może to również właśnie dlatego Rosjanie nie mogli użyć swoich baterii przeciwlotniczych podczas nalotu na pozycje syryjskich wojsk 105 alianckich rakiet manewrujących w dniu 14 kwietnia br.


za http://www.defence24.pl/rosyjska-prawda-...sza-opinia



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

gargamel9998
Liczba postów:5,263 Reputacja: 2,207
18-04-2018, 15:32 #1,463
Wraz z końcem roku wygaśnie umowa Rusłan SALIS podpisana pomiędzy NATO a przedsiębiorstwem Wołga-Dniepr, dotycząca wykorzystywania przez państwa sojuszu ciężkich samolotów transportowych An-124 Rusłan. Spółka już zapowiedziała, że nie przedłuży umowy.

Jest to jeden ze skutków ostatnich napięć między Zachodem a Rosją oraz bezpośrednia odpowiedź Kremla na niedawny atak Stanów Zjednoczonych, Francji i Wielkiej Brytanii na Syrię, a także amerykańskie sankcje nałożone na Rosję. Chociaż spółka Wołga-Dniepr należy do prywatnego właściciela, jak w przypadku wszystkich rosyjskich firm, jest bardzo podatna na rozkazy płynące od władz rosyjskich.

Umowa SALIS (Strategic Airlift International Solution) została zawarta w 2006 roku z powodu niedostatku na Zachodzie ciężkich samolotów transportowych. Początkowo była realizowana wspólnie przez rosyjską spółkę Wołga-Dniepr i ukraińskie linie lotnicze Antonowa. Po rosyjskim ataku na Ukrainę obie firmy zaprzestały kooperacji, więc NATO podpisało osobne umowy – Rusłan SALIS i Antonow SALIS. Od 2019 roku sojusz będzie mógł korzystać tylko z samolotów ukraińskich. Poza tym do dyspozycji NATO pozostają wspólne samoloty C-17 stacjonujące w bazie Pápa na Węgrzech.



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Cracovia i Polonia - ślubowały sobie wierność do samego końca

hank
Liczba postów:7,800 Reputacja: 7,617
19-04-2018, 11:22 #1,464
Kraby wesprą polskie dywizje. Dostawy w tym roku
[Obrazek: haubica-krab-pap-marcin-obara-660.jpeg]
Pierwsze elementy drugiego dywizjonowego modułu ogniowego Regina, którego uzbrojeniem są m.in. haubice Krab, trafią do Wojska Polskiego jeszcze w tym roku. Wejdą na uzbrojenie 5 Lubuskiego Pułku Artylerii, wchodzącego w skład 12 Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej. Jako kolejny haubice otrzyma 23 Śląski Pułk Artylerii 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej. Dzięki temu wszystkie trzy istniejące polskie dywizje będą miały na wyposażeniu artylerię zgodną ze standardem NATO.
[Obrazek: 9620758-armatohaubica-krab-900-554.jpg]
Jak poinformował Defence24.pl rzecznik Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych kmdr por. Czesław Cichy, pierwsze elementy Dywizjonowego Modułu Ogniowego Regina trafią do 5 Lubuskiego Pułku Artylerii jeszcze w tym roku. Zakończenie dostaw do jednostki planowane jest natomiast w 2019 roku. Rzecznik prasowy HSW Jowita Jajdelska zaznacza w rozmowie z Defence24.pl, że w br. planowane są dostawy jednego bateryjnego modułu ogniowego wchodzącego w skład dywizjonu, łącznie ośmiu haubic, czterech wozów dowódczo-sztabowych/dowódczych, dwóch wozów amunicyjnych, i jednego warsztatu remontu uzbrojenia i elektroniki.
[Obrazek: haubica-krab-pap-jerzy-undro-660.jpeg]
Podstawowym uzbrojeniem dywizjonowego modułu ogniowego Regina są 24 haubice samobieżne Krab. Oprócz nich w skład modułu wchodzi łącznie 11 wozów dowódczo-sztabowych i wozów dowódczych (WDSz/WD), sześć wozów amunicyjnych (WA), oraz jeden warsztat remontu uzbrojenia i elektroniki (WRUiE).
[Obrazek: b76c45_productListRelated.jpg]
Dostawy do 5 pułku obejmą pierwsze elementy DMO „Regina”, przekazywane wojsku na podstawie kontraktu z grudnia 2016 roku. Umowa, o wartości około 4,6 mld zł, zakłada dostarczenie armii czterech modułów z 96 haubicami.
Pierwszy dywizjon Krabów, dostarczony w 2017 roku na podstawie wcześniejszej umowy jest już natomiast wykorzystywany w 11 Mazurskim Pułku
Artylerii, ostatnie elementy przekazane zostały latem 2017 roku. Jak poinformował kmdr. por. Czesław Cichy, kolejną – po 5 pułku – jednostką wyposażoną w system „Regina” i haubice Krab będzie 23 Śląski Pułk Artylerii, wchodzący w skład 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej.
Dzięki temu po dostawie dwóch z czterech zakontraktowanych modułów ogniowych wszystkie trzy polskie dywizje będą dysponować przynajmniej jednym dywizjonem artylerii 155 mm, zgodnej ze standardem NATO. W rozmowie z Polskim Radiem Zachód, które o planie dostaw Krabów do 5 pułku poinformowało jako pierwsze, dowódca pułku Jacek Kiliński poinformował też, iż do jednostki trafią również haubice samobieżne Dana, w miejsce haubic 122 mm 2S1 Goździk.
[Obrazek: 134561.jpeg]
Kmdr ppor. Czesław Cichy potwierdza w rozmowie z Defence24.pl, że wprowadzenie na wyposażenie 5 i 23 pułku Krabów spowoduje przesunięcie sprzętu między jednostkami. – Dostawy elementów DMO REGINA do 5 i 23 pa spowodują przesunięcia sprzętu wojskowego pomiędzy jednostkami. – zaznacza.

Realizacja dostaw kolejnych modułów ogniowych Regina to ważny element modernizacji potencjału Wojsk Rakietowych i Artylerii oraz Sił Zbrojnych RP w ogóle. Planowana liczba zamawianych haubic Krab może się jeszcze zwiększyć. Dalsze wzmocnienie potencjału artylerii jest bowiem rekomendacją Strategicznego Przeglądu Obronnego. W listopadzie ub. r. wiceminister obrony Tomasz Szatkowski poinformowal, że Krabów ma być ok. 500.

W rozmowie z Defence24.pl gen. bryg. rez. Jarosław Wierzcholski, były szef Wojsk Rakietowych i Artylerii WP, dyrektor programów artyleryjskich w latach 2010-2012 mówił o potrzebie wzmacniania systemów rozpoznania dla artylerii, również w kontekście systemu Regina: „Ostatecznie jednak – jeszcze na etapie podpisywania umowy na pierwszy moduł – wóz rozpoznawczy nie znalazł się w zestawie Regina, między innymi ze względu na trudności z wyborem odpowiedniej platformy kołowej 4x4. Niezależnie jednak od tego, każdy dywizjon artylerii, zwłaszcza z systemami dalekiego zasięgu, powinien posiadać dobrze rozwinięty komponent rozpoznawczy. Jego zadaniem jest zarówno analizowanie i wykorzystywanie danych ze źródeł (sensorów) zewnętrznych, ale też gromadzenie własnych informacji rozpoznawczych.” - stwierdził generał.

Z kolei w dywizjonach wyrzutni rakietowych Langusta nadal nie ma docelowego systemu rozpoznania, dowodzenia i zabezpieczenia logistycznego. Wyrzutnie są wyposażone w nowoczesny system dowodzenia Topaz, produkowany przez WB Electronics i wykorzystywany w różnych odmianach w nowych i zmodernizowanych środkach artyleryjskich Sił Zbrojnych RP. Współpracują one jednak z wozami dowodzenia WD-43, na podwoziu sowieckiego samochodu UAZ. Nadal nie wybrano bowiem docelowej platformy 4x4, na jakiej zostanie osadzony pojazd dowodzenia w module ogniowym Langusty.

za



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

gargamel9998
Liczba postów:5,263 Reputacja: 2,207
19-04-2018, 17:55 #1,465
W związku z sojuszniczym atakiem na Syrię na całym Morzu Śródziemnym odnotowano wzmożoną aktywność okrętów podwodnych Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Rosji.

Najbardziej zaznaczyła się aktywność amerykańskiego okrętu USS John Warner typu Virginia. W ostatnim czasie okręt przez dwanaście dni cumował w brytyjskiej bazie w Gibraltarze. Wyszedł w morze dwa dni przed atakiem na Syrię, ale nie ma dowodów, ze postój w brytyjskim porcie miał jakikolwiek związek z przygotowaniami do ataku. Prawdopodobnie, zgodnie z twierdzeniem brytyjskiego ministerstwa obrony, był to zaplanowany wcześniej rutynowy postój w celu uzupełnienia zapasów.

Ciekawostką związaną z okrętem jest opublikowany przez Departament Stanu film wykonany przez peryskop okrętu, ukazujący moment odpalenia jednego z pocisków Tomahawk w stronę Syrii. Oczywiście nie ujawniono, z którego miejsca pocisk został odpalony, a i na samym filmie niewiele widać z powodu płomienia i gazów wylotowych z silnika, ale nawet takie materiały rzadko kiedy są publikowane.

Poza Baszszarem Al-Asadem i Władimirem Putinem działalność Johna Warnera rozgniewała również burmistrza Neapolu – Luigiego de Magistrisa. Otóż w 2015 roku Neapol ogłosił się miastem pokoju i strefą bezatomową, a amerykański okręt podwodny o napędzie jądrowym zmierzający na wschód Morza Śródziemnego przeszedł przez jego redę, co zezłościło burmistrza.

De Magistris wystosował pismo do zarządu portu ze stanowczym napomnieniem, aby w przyszłości nie dopuszczać takich okrętów w pobliże miasta. Jednocześnie burmistrz zapewnił, że jest to krok nie przeciw komukolwiek, ale za pokojem i rozbrojeniem. Zarząd portu odpowiedział, że podziela zaniepokojenie burmistrza, ale ma uprawnień, aby zakazywać czegokolwiek zagranicznym okrętom wojennym, które przechodzą przez włoskie wody terytorialne podlegające ministerstwu obrony. USS John Warner pozostawał około trzech mil morskich od wejścia do portu.

Z kolei na wschodzie Morza Śródziemnego prawdopodobnie doszło do wojny nerwów między brytyjskim uderzeniowym okrętem podwodnym typu Astute a jednym lub dwoma rosyjskimi okrętami podwodnymi typu Kilo. Prawdopodobnie, ponieważ rosyjskie media propagandowo utrzymują, że ich okręt bez trudu namierzył i śledził brytyjską jednostkę, a Brytyjczycy standardowo nie komentują żadnych działań własnych okrętów podwodnych.

Przez dekady zimnej wojny okręty podwodne obu państw wielokrotnie toczyły podwodne pojedynki bez odpalania torped. Wtedy jednak przeważnie po obu stronach brały udział okręty podwodne o napędzie atomowym. Na ciaśniejszych wodach Morza Śródziemnego konwencjonalne jednostki typu Kilo mogą stanowić dobrą alternatywę i stanowić duże zagrożenie dla okrętów zachodnich. Brytyjskie okręty typu Astute regularnie patrolują południe Europy i są często widywane w bazie w Gibraltarze.



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Cracovia i Polonia - ślubowały sobie wierność do samego końca

hank
Liczba postów:7,800 Reputacja: 7,617
Wczoraj, 10:36 #1,466
Wojsko Polskie będzie kontynuować program wzajemnego podporządkowania batalionów jednostek pancernych i zmechanizowanych we współpracy z Bundeswehrą. W projekcie będzie jednak uczestniczyć 10 Brygada Kawalerii Pancernej, zamiast 34 Brygady, planowanej do przezbrojenia w czołgi T-72.
[Obrazek: 37644]
Jak poinformował Defence24.pl rzecznik Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych kmdr por. Czesław Cichy, projekt Cross Attachment będzie kontynuowany z udziałem 10 Brygady Kawalerii Pancernej. - Zmiana polskiej brygady przeznaczonej do współpracy ze stroną niemiecką jest związana z przezbrojeniem 34 BKPanc w czołgi T-72. Współpraca 10 Brygady będzie się odbywała na takich samych zasadach jak dotychczasowa współpraca z 34 BKPanc. – podkreśla kmdr por. Czesław Cichy.
[Obrazek: 14990960295_0cd87985a0_b.jpg]
Program Cross Attachment, czyli wzajemnego podporządkowania batalionów Wojska Polskiego i Bundeswehry to efekt porozumienia ministrów obrony Polski i Niemiec z 2014 roku. Pierwotnie w programie założono, że jeden z batalionów pancernych 34 BKPanc. zostanie podporządkowany niemieckiej 41 brygadzie grenadierów pancernych (piechoty zmechanizowanej), z kolei polska jednostka otrzyma w podporządkowanie niemiecki 411 batalion grenadierów pancernych.
W założeniu projekt ten miał doprowadzić do zwiększenia interoperacyjności (zdolności współdziałania) między obiema jednostkami i szerzej siłami zbrojnymi. Jednocześnie oba państwa uczestniczące w tym projekcie zachowują pełną suwerenność decydowania o użyciu danych jednostek, naturalnie mogą być używane również samodzielnie i w składzie innych, narodowych ugrupowań.
[Obrazek: 341.jpg]
Polsko-niemiecka współpraca była kontynuowana choćby w trakcie ćwiczeń Serwal-16, podczas których niemieccy grenadierzy współpracowali z pododdziałami 34 Brygady Kawalerii Pancernej. Elementy 41 brygady szkoliły się też z innymi jednostkami Wojska Polskiego, przede wszystkim 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej (np. w trakcie ćwiczeń German Detachment-16, jak również licznych treningów dowódczo-sztabowych).
Po decyzji o przeniesieniu czołgów Leopard 2A5 do Wesołej pojawiły się pytania o możliwość kontynuowania współpracy ze stroną niemiecką. Jeszcze na początku 2017 roku MON zapewniał, że relokacja czołgów nie wpłynie negatywnie na realizację tego porozumienia, gdyż m.in.: „1. 34 BKPanc uzupełniona jest Leopardami w sile 2 x bcz, 2. Tylko 1 x bcz ma zostać przeniesiony do wzmocnienia ściany wschodniej, 3. W treści porozumienia polsko – niemieckiego mówi się też tylko o jednym bcz.”. Ówczesny rzecznik resortu Bartłomiej Misiewicz zapewniał w wypowiedzi dla Defence24.pl, że nawet gdyby przeniesienie dotyczyło batalionu wyposażonego w Leopardy, to porozumienie może być realizowane z małymi korektami, z udziałem innych pododdziałów 34 BKPanc. lub 11 LDKPanc.
Ostatecznie jednak MON zdecydował o przeniesieniu również drugiego batalionu czołgów Leopard do Wesołej, natomiast 34 BKPanc. ma zostać przezbrojona w czołgi T-72. W związku z tym współpraca ze stroną niemiecką mogła stać się trudniejsza. Program wzajemnego podporządkowania batalionów będzie jednak kontynuowany z udziałem drugiej brygady 11 LDKPanc. uzbrojonej w Leopardy, a mianowicie 10 BKPanc.
Podobne rozwiązanie sugerował niedawno w rozmowie z Defence24.pl gen. Bogusław Samol: „Współpraca międzynarodowa może być realizowana przez 10 Brygadę Kawalerii Pancernej, szczególnie gdy zostanie odtworzony jej pełny potencjał. (…) Osobiście przygotowywałem 10 Brygadę Kawalerii Pancernej do natowskiej certyfikacji i dowodziłem brygadą w czasie jej trwania, będąc w składzie niemieckiej 7 Dywizji Pancernej, tuż po otrzymaniu Leopardów – jeszcze w 2002 roku, w ramach Sojuszniczych Sił Szybkiego Reagowania”.
Sprzęt batalionu 34 BKPanc. przeniesiony do Wesołej jeszcze w 2017 roku pochodził z jednostki o niskim stopniu ukompletowania. Jednakże, inny z batalionów brygady uczestniczył w zestawie sił natychmiastowego reagowania NATO na 2016 rok, co musiało wiązać się z utrzymaniem przez jednostkę bardzo wysokiej gotowości bojowej. Obecnie 34 brygada ma być w całości uzbrojona w T-72, a część zadań (Cross Attachment) przejmie 10 brygada. Pytany o ewentualne przeniesienie części kadr do 10 BKPanc. kmdr por. Cichy odpowiada: „Ewentualne przeniesienia personelu pomiędzy jednostkami będą realizowane zgodnie z potrzebami Sił Zbrojnych RP z jednoczesnym uwzględnieniem indywidualnych sytuacji i wniosków żołnierzy”.
[Obrazek: 10960257_10153874811898840_4862413832454708188_o.jpg]
Obecnie na wyposażeniu 10 Brygady Kawalerii Pancernej znajdują się czołgi Leopard 2A4. Zostaną one zmodernizowane do wersji Leopard 2PL na podstawie umowy zawartej pod koniec 2015 roku. Z kolei przeniesienie pozostałych Leopardów 2A5 do Wesołej planowane jest jeszcze w tym roku. Co za tym idzie, 34 BKPanc. będzie uzbrojona w czołgi T-72.
Program rozszerzonej współpracy polskich i niemieckich wojsk lądowych będzie jednak kontynuowany. Dzięki niemu niemiecka 41 brygada, która nie ma na swoim wyposażeniu czołgów, będzie mogła współpracować z jednostkami pancernymi. Polacy z kolei będą mogli współdziałać z pododdziałami uzbrojonymi w cięższe od polskich BWP-1 wozy piechoty, wyposażone w armaty szybkostrzelne, lepiej opancerzone, lecz niezdolne do pływania. Najpierw będą to zmodernizowane Mardery, a w przyszłości być może Pumy.
Inicjatywa Cross Attachment jest jednym z najważniejszych elementów wojskowej współpracy Polski i Niemiec w ramach NATO. Oba państwa są równorzędne w ramach tego projektu. Berlin przywiązuje dużą wagę do podobnych programów, w zakresie wojsk pancernych bardzo blisko współpracuje także z Holandią, jednak na nieco innych zasadach. Niemiecki 414 batalion pancerny, z holenderską kompanią włączany jest do holenderskiej 43 Brygady Zmechanizowanej, a ta - do struktur niemieckiej 1 Dywizji Pancernej. 43 Brygada wraz z pododdziałem z 414 batalionu uczestniczyła w ćwiczeniach Bison Drawsko 2017 w Drawsku Pomorskim.

za http://www.defence24.pl/polsko-niemiecki...dza-zmiany



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

STARA HUTA 82
Liczba postów:24 Reputacja: 127
Wczoraj, 14:26 #1,467
W temacie przeniesienia leopardów do Wesołej... Koledzy Hank i Gargamel, ewentualnie inni pasjonaci wojska,powiem tak jw 1230 Wesoła ma skromne zaplecze dla dużej ilości czołgów, znam tą jednostkę z autopsji, super jednostka dla piechoty zmechanizowanej pomimo, że na tamtejszym pasie taktycznym plutonu (a co dopiero kompanii) w natarciu czy obronie raczej na wozach nie rozwiniesz, bo za wąsko, bez wozów spokojnie da się i można piechotę ćwiczyć do posrania, tym bardziej, że w okolicy oprócz pasa jest parę fajnych miejsc do ćwiczeń. Dwie nawrotki dla czołgów do treningu, dwa stanowiska bujanki do strzelań z pkt dla wozów. Ogólnie to taka jednostka "parkingowa"dla czołgów, nie ma tam gdzie poszaleć. Rewelacyjna za to jest strzelnica piechoty, na o ile pamiętam 8 wygodnych stanowisk, fajna też mała strzelnica dla pm84p, rak itp. Podsumowując ulokowanie tam "leosi" nie do końca trafione, lepiej miałyby np w Bemowie Piskim, tamtejszy poligon i strzelnica... gigantyczna. Pozdrawiam pasjonatów.



gargamel9998
Liczba postów:5,263 Reputacja: 2,207
Wczoraj, 15:38 #1,468
Marynarka wojenna Tajwanu oficjalnie potwierdziła zamówienie okrętu desantowego-doku rodzimej konstrukcji. Będzie to największy okręt wojenny zbudowany kiedykolwiek w historii tego wyspiarskiego państwa.

Plan samodzielnej budowy okrętu desantowego ogłoszono w kwietniu ubiegłego roku. Wydarzenia następowały dalej szybko po sobie. Oferenci mogli się zgłaszać do początku maja 2017 roku, a kontrakt przyznano lokalnemu potentatowi branży stoczniowej CSBC już na początku marca 2018. Budowa jednostki ma ruszyć jeszcze w tym roku, a wejście do służby planowane jest na rok 2021. Łączny koszt programu ma wynieść 158 milionów dolarów.

Okręt ma mieć wyporność rzędu 10 tysięcy ton i osiągać prędkość 21 węzłów. Na uzbrojenie złożą się działo kalibru 76 milimetrów i zestaw obrony bezpośredniej Phalanx. Początkowo w wymaganiach była mowa o pociskach przeciwlotniczych TC-2N, jednak na upublicznionych rysunkach ich nie ma, są natomiast dwa poczwórne pakiety pocisków przeciwokrętowych. Nie ujawniono planowanej liczby przewożonych żołnierzy i sprzętu. Desant ma być przerzucany na brzeg za pomocą amfibii AAV7 i śmigłowców.

Oprócz zadań typowo wojskowych okręt ma uczestniczyć również w misjach humanitarnych i usuwaniu skutków klęsk żywiołowych, a także służyć jako jednostka szpitalna. Podobnie jak w wypadku budowy rodzimych okrętów podwodnych także tutaj Tajwan liczy na pomoc USA.

Obecnie tajwańska marynarka wojenna posiada dwa okręty desantowe typu Newport (na zdjęciu), jeden okręt desantowy-dok typu Anchorage oraz kilka barek desantowych. Wśród rozważanych planów rozbudowy floty pojawił się nawet pomysł budowy śmigłowcowca desantowego, ale obecny status tej koncepcji jest nieznany.


PS. @ Stara Huta 82- Nie miałem możliwości (i przyjemności być w Wesołej, niestety)



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Cracovia i Polonia - ślubowały sobie wierność do samego końca

hank
Liczba postów:7,800 Reputacja: 7,617
2 godzin(y) temu #1,469
Departament Obrony USA ogłosił, że 4 Brygada Lotnictwa Bojowego, stacjonująca w Fort Carson, zostanie latem 2018 roku rozmieszczona w Europie. Celem jest zapewnienie wsparcia powietrznego dla jednostek stacjonujących w Europie.
Wchodząca w skład 4 Dywizji Piechoty jednostka zastąpi na kontynencie siły 1 Brygady Lotnictwa Kawalerii, które stacjonować będą w Europie przez 9 miesięcy. Rozlokowanie śmigłowców uderzeniowych w Europie prowadzone jest w ramach Operacji Atlantic Resolve, której celem jest wzmocnienie wschodniej flanki NATO w obliczu agresywnych działań Rosji na Ukrainie.
[Obrazek: 1200px-CH-47_2.jpg]
Jak zaznaczył dowódca jednostki, Col. Scott Gallaway, jest ona gotowa na rozmieszczenie w Europie i „bliską współpracę z natowskimi i regionalnymi partnerami”. Amerykańscy żołnierze na pewno wezmą udział w organizowanych na kontynencie ćwiczeniach. Pojawią się najprawdopodobniej na manewrach w Polsce, krajach bałtyckich, Węgrzech, Rumunii czy Niemczech. Na razie nie podano, gdzie dokładnie zostanie rozlokowane dowództwo brygady.
1 Brygady Lotnictwa Kawalerii z Teksasu w Europie zjawiła się jesienią 2017 roku. Około 1900 amerykańskich żołnierzy misję na Starym Kontynencie pełnić będzie do sierpnia 2018 roku. Razem z nimi przez Atlantyk przetransportowano 89 maszyn: 12 CH-47 Chinook, 38 UH-60 Black Hawk, 15 HH-60 Black Hawk (wersja MEDEVAC), 24 AH-64 Apache.
[Obrazek: latest?cb=20160516193430]
Większość wchodzących w skład jednostki żołnierzy rozlokowanych zostało w Niemczech, ale część trafiła na Łotwę, Rumunię oraz do Polski. Zgodnie z oficjalnymi komunikatami, w Powidzu miało stacjonować ok. 100 z nich, wyposażonych w 4 maszyny UH-60 i 4 maszyny AH-64.
[Obrazek: AH_64D.jpg]
Jesienią 2017 roku rozpoczęła się druga rotacja brygady lotnictwa bojowego w ramach operacji Atlantic Resolve, pierwszą wystawiała 10 Brygada Lotnictwa Bojowego. Działania te mają na celu utrzymanie na teatrze europejskim ciągłej obecności dodatkowej brygady lotnictwa wojsk lądowych przygotowanej do ewentualnego użycia w wypadku zagrożenia. Są one realizowane na podobnej zasadzie, jak zaangażowanie brygad pancernych czy jednostek logistycznych.

Na razie nie wiadomo dokładnie w jakiej sile oraz z jakim sprzętem w Europie pojawi się 4 Brygada Lotnictwa Bojowego. W poprzednich rotacjach brygady dysponowały jednak na ogół ok. 24 śmigłowcami Apache, 12 maszynami Chinook, i ok. 50 wiropłatami Black Hawk, w tym w wersji ewakuacji medycznej.

Ostatnie rozmieszczenie Brygady miało miejsce w 2015 roku, kiedy służyła ona przez 9 miesięcy w Afganistanie. Jej elementy pojawiły się tam również w zeszłym roku. Będzie to jednak pierwsza jej misja w Europie Wschodniej, w ramach operacji Atlantic Resolve.

http://www.defence24.pl/amerykanskie-smi...iej-flanki
Ten post był ostatnio modyfikowany: 2 godzin(y) temu przez hank.



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy






Skocz do: