Witaj! Logowanie Rejestracja
Siły Zbrojne - wątek militarny



gargamel9998
Liczba postów:5,492 Reputacja: 2,729
06-05-2018, 11:17 #1,501
Ponad 120 żołnierzy, cztery samoloty i 30 pojazdów z jednostek podległych Dowódcy Generalnemu Rodzajów Sił Zbrojnych bierze udział w największym ćwiczeniu Estońskich Sił Zbrojnych od 1991 roku.

Jak informuje kpt. Krzysztof Płatek, ćwiczenie z wojskami Siil 2018 (pol. Jeż) koncentruje się w głównej mierze na prowadzeniu działań z zakresu obrony terytorialnej w sytuacji wystąpienia zagrożeń tak konwencjonalnych, jak i hybrydowych. Zaangażowanych jest w nie ponad 15 tys. żołnierzy, ochotników z organizacji proobronnych, Kobiecej Organizacji Sił Samoobrony, policji i służby ratowniczej.

Dowódca estońskich sił zbrojnych generał Riho Terras powiedział - „Istotna jest rola każdej strony biorącej udział w ćwiczeniu. Ważne jest aby przedstawiciele państwa oraz sami obywatele pracowali razem mając na celu bezpieczeństwo i obronę kraju”.

O międzynarodowym charakterze manewrów świadczy udział około 2 tysięcy żołnierzy z sił zbrojnych 19 państw Sojuszu Północnoatlantyckiego i krajów partnerskich, a w tym: Polski, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Kanady, Ukrainy, Finlandii, Szwecji, Danii, Belgii, Irlandii, Litwy, Łotwy i Gruzji. Angażuje ono również Batalionowe Grupy Bojowe NATO podporządkowane stacjonującej w Elblągu Miedzynarodowej Dywizji Północ-Wschód.

Siły i środki z SZ RP wydzielone do udziału w ćwiczeniu dzielą się na dwa komponenty: lotniczy i lądowy. Komponent lotniczy tworzy ponad 40 żołnierzy i cztery samoloty Su-22 z 21. Bazy Lotnictwa Taktycznego, którzy przebywają w Bazie Lotniczej Ämari w estońskiej miejscowości Harjumaa od 30 kwietnia br. Natomiast komponent lądowy, ktory szkolić się będzie na poligonie w Voru, dotarł na miejsce w dniu 3 maja, w godzinach wieczornych. W jego skład wchodzi ponad 80 żołnierzy i sprzęt wojskowy z 8. Pułku Przeciwlotniczego, 1. Rejonowej Bazy Logistycznej, 9. Pułku Rozpoznawczego oraz Brygady Wsparcia Dowodzenia natowskiego Wielonarodowego Korpusu Północ-Wschód.

Siil 2018 składa się z dwóch zasadniczych etapów. Podczas pierwszego, który potrwa do 6 maja, jednostki Estońskich Sił Zbrojnych wraz z organizacjami proobronnymi zrzeszonymi w Estońskiej Lidze Samooobrony osiagną gotowość do ćwiczenia a następnie będą prowadzić szkolenie z zakresu bezpieczeństwa wewnętrznego obejmujące m.in. takie zadania jak ewakuacja ludności z zagrożonego rejonu. W te przedsięwzięcia zaangażowane zostaną również formacje z sektora pozamilitarnego. Etap ten obejmie także ćwiczenie żołnierzy rezerwy Quill z 92 Skrzydła Nadzoru Lotniczego.

Drugi etap obejmujący zajęcia poligonowe odbędzie się w dniach 7-13 maja na pasach ćwiczeń w miejscowościach Voru, Polva, Valgamaa, a także na terenie północnej Łotwy. Głównym ćwiczącym będzie estońska 2. Brygada Piechoty, która podczas realizacji zadań wspierana będzie przez przybyłe pododdziały z krajów sojuszniczych i partnerskich. Rolę przeciwnika pełnić będzie 1 Brygada Piechoty i siły Batalionowych Grup Bojowych NATO.

W zgodzie z Dokumentem Wiedeńskim do monitorowania ćwiczenia zostało zaproszonych w dniach 4-7 maja ponad 30 obserwatorów z 15 państw człnkowskich NATO i OBWE, w tym Rosji i Białorusi.

Polscy żołnierze w Estonii przebywać będą do 15 maja br.



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Cracovia i Polonia - ślubowały sobie wierność do samego końca


gargamel9998
Liczba postów:5,492 Reputacja: 2,729
06-05-2018, 15:19 #1,502
Przedstawiciele ministerstw obrony Wielkiej Brytanii i Norwegii przedyskutowali obszary potencjalnej współpracy w eksploatacji morskich samolotów patrolowych P-8A Poseidon.

Minister Guto Bebb, odpowiedzialny w brytyjskim resorcie obrony za zakupy sprzętowe oraz sekretarz stanu w norweskim ministerstwie obrony, Tone Skogen, spotkali się na pokładzie morskiego samolotu patrolowego P-8A Poseidon należącego do US Navy. Przedstawiciele resortów obrony obu państw odbyli dyskusję o obszarach potencjalnej współpracy przy eksploatacji statków powietrznych tego modelu, podczas gdy wspomniany, amerykański Poseidon startował z bazy RAF Lossiemouth w północnej Szkocji w pokazowy lot

Wśród potencjalnych obszarów współpracy przy eksploatacji P-8A wymienia się m.in. zakupy części zamiennych lub współdziałanie przy wykonywaniu przeglądów technicznych i remontów samolotów. Kolejnym krokiem mogłaby być realizacja wspólnych działań operacyjnych nad wodami północnego Atlantyku, który jest rejonem odpowiedzialności sił morskich obu państw

Wielka Brytania i Norwegia zaliczają się do wąskiej, póki co, grupy państw, które zdecydowały się pozyskać morskie samoloty patrolowe amerykańskiego Boeinga. Brytyjskie siły zbrojne zakupią dziewięć Poseidonów, a norweskie - pięć



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Cracovia i Polonia - ślubowały sobie wierność do samego końca

hank
Liczba postów:8,377 Reputacja: 9,267
07-05-2018, 11:35 #1,503
US Marines wynajmą śmigłowce Mi-24


Amerykańska piechota morska poszukuje dwóch śmigłowców Mi-24 lub Mi-17 do roli przeciwnika podczas dużych ćwiczeń wojskowych na terenie USA. Maszyny miałyby brać udział w odbywających się cyklicznie manewrach, mających symulować warunki realnych operacji bojowych. Mi-24 lub jego wersje rozwojowe są obecnie na uzbrojeniu 57 krajów na całym świecie, często w rejonach operacji prowadzonych przez siły zbrojne USA.
[Obrazek: 1200px-Mi24CP_%28modified%29.jpg]
Wstępne wymagania dotyczące zakontraktowania zewnętrznego wykonawcy dla usług obejmujących wykorzystanie podczas ćwiczeń śmigłowców Mi-24 lub Mi-17 zostało wystosowane 20 kwietnia przez U.S. Marine Corps Air Ground Task Force Training Command. 27 kwietnia informację tą rozpowszechnił dziennikarz Marines Corps Times Kyle Rempfer.
[Obrazek: 1467077758936174149.jpg]
Jak wynika z dokumentu, US Marines są zainteresowani pozyskaniem, co najmniej 2 maszyn Mi-24 do udziału w dużych ćwiczeniach, takich jak Integrated Training Exercises oraz Mountain Training Exercises trwających przez około miesiąc i odbywających się pięć razy w roku, oraz wielkich, trwających 5 tygodni manewrach Talon Exercises. Pierwsze dwa rodzaje ćwiczeń realizowane są na poziomie do plutonu i odbywają się nawet pięć razy w roku. Ćwiczenia Talon odbywają się dwa razy do roku, zwykle z udziałem sił sojuszniczych.
[Obrazek: D_US20120405009_focuspoint_926x504.jpg]
Potencjalny dostawca usługi, firma prywatna, miałaby zapewnić do 40 godzin lotu śmigłowców Mi-24 w każdych warunkach pogodowych, w tym również w nocy z użyciem noktowizorów, podczas każdego z wymienionych ćwiczeń. Maszyny mają być wyposażone w zasobniki AN/ASQ-T50(V)2, aby możliwe było rejestrowanie symulowanych „trafień” i pozycji maszyn podczas ćwiczeń. Alternatywą dla Mi-24 mogą być maszyny Mi-17.
[Obrazek: 966856.jpg]
Jak czytamy w dokumencie – „śmigłowce szturmowe będą działać jako przeciwnik jednostek ćwiczących operacje ofensywne, defensywne oraz stabilizacyjne”. Co istotne, w manewrach biorą udział nie tylko oddziały lądowe, ale również lotnictwo, w tym śmigłowce AH-1Z Viper, UH-1Y Venom i zmiennopłaty MV-22 Osprey. Jest to ważne ponieważ już podczas drugiej wojny irackiej poważnym problemem były wrogie śmigłowce Mi-24 wykorzystywane nie tyko do zwalczania celów naziemnych ale również powietrznych. Rosyjska taktyka zakłada wykorzystanie śmigłowców szturmowych do zwalczania innych śmigłowców i innych wolno poruszających się celów z użyciem uzbrojenia lufowego i kierowanych pocisków powietrze-powietrze.

Ogłoszenie opublikowane przez U.S. Marine Corps Air Ground Task Force Training Command pokazuje trwający obecnie trend aby jako „red force”, czyli ćwiczebnego przeciwnika, stosować firmy prywatne zamiast odpowiednich jednostek sił zbrojnych. Oczywiście w roli śmigłowców przeciwnika można by użyć tańszych, komercyjnych śmigłowców o podobnych parametrach, jednak jak czytamy w uzasadnieniu – „Śmigłowiec szturmowych Mi-24, ze względu na rozmiar, profil lotu, siłę ognia i możliwości defensywne, przedstawia sobą unikalne zagrożenie, kreując realistyczne, nietypowe i wiarygodne siły przeciwnika.”

Pozyskanie Mi-24 zdolnego do regularnego operowania na terytorium USA może okazać się kłopotliwe, dlatego jako alternatywę rozważa się również znacznie bardziej popularne i mniej kłopotliwe w eksploatacji Mi-17, których możliwości są zbliżone. W dalszej perspektywie US Marines są zainteresowani również pozyskaniem do ćwiczeń co najmniej jednego samolotu An-2, który pomimo technologicznego zacofania również jest maszyną często spotykaną w mniej rozwiniętych rejonach świata.


za http://www.defence24.pl/us-marines-wynaj...owce-mi-24
Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-05-2018, 11:37 przez hank.



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

gargamel9998
Liczba postów:5,492 Reputacja: 2,729
07-05-2018, 19:56 #1,504
Minister obrony Federacji Rosyjskiej Siergiej Szojgu, że podczas Defilady Zwycięstwa 9 maja w Moskwie zaprezentowane zostaną między innymi myśliwce przechwytujące MiG-31K z pociskami hipersonicznymi Ch-47M2 Kinżał. Będzie to debiut tej broni przed widownią cywilną.

Komponent lotniczy tegorocznej defilady będzie duży i prawdopodobnie bardzo interesujący. Państwowa agencja prasowa TASS donosi, że poza dwoma MiG-ami-31K (czyli zmodernizowanymi MiG-ami-31BM przystosowanymi do roli nosicieli Kinżałów) można się spodziewać pary Su-57.

Łącznie nad Moskwą przeleci siedemdziesiąt pięć statków powietrznych. Będą wśród nich między innymi strategiczne nosiciele pocisków manewrujących Tu-160 i Tu-95, myśliwce Su-30SM i Su-35S, bombowce frontowe Su-34 oraz śmigłowce Mi-26, Mi-28N i Ka-52. Prędkość lotu śmigłowców wyniesie 200 kilometrów na godzinę, samolotów – do 600 kilometrów na godzinę.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-05-2018, 19:56 przez gargamel9998.



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Cracovia i Polonia - ślubowały sobie wierność do samego końca

hank
Liczba postów:8,377 Reputacja: 9,267
08-05-2018, 11:32 #1,505
Równolegle z dostawami haubic Krab w polskim przemyśle trwają prace nad polonizacją podstawowej amunicji do nich. Zabezpieczenie nowoczesnej amunicji za pomocą krajowego potencjału ma szczególne znaczenie nie tylko z punktu widzenia bezpieczeństwa, ale też z punktu widzenia gospodarki. Mówimy przecież o tysiącach sztuk pocisków rocznie, dostarczanych do jednostek w celu prowadzenia ćwiczeń i zabezpieczenia zapasów na czas wojny.
Od niedawna Siły Zbrojne RP są użytkownikiem dwóch nowych systemów artyleryjskich, produkowanych przez Hutę Stalowa Wola. Samobieżny moździerz automatyczny 120 mm Rak trafił już na wyposażenie 8-lufowych kompanii wsparcia w trzech brygadach zmechanizowanych. Samobieżna gąsienicowa sh 155 mm Krab jest na wyposażeniu jednego kompletnego, 24-lufowego dywizjonu artylerii w 11. MPA, a od 2018 r. dostawy modułów bateryjnych Reginy zaczną otrzymywać artylerzyści 5. Lubuskiego Pułku Artylerii w 12. Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej, a po nich – 23. Śląskiego Pułku Artylerii w 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej. Wszystkie jednostki już dysponujące nowym uzbrojeniem prowadzą z różną intensywnością zajęcia szkoleniowe. W wypadku Krabów są one realizowane z użyciem nie w pełni spolonizowanej amunicji o docelowych parametrach, natomiast jednostki Raków używają na razie „pośredniego” modelu opracowanego na bazie pocisków moździerzowych.
[Obrazek: 1200px-Mozdzierz_RAK.JPG]
Sprawa ustanowienia produkcji w Polsce docelowej amunicji dla obydwu systemów uzbrojenia artyleryjskiego jest poważna, choć można odnieść wrażenie, że nie zawsze była z należytą powagą traktowana. W HSW pełną parą biegną prace nad pierwszym z czterech zakontraktowanych w grudniu 2016 roku seryjnych DMO (dywizjonowy moduł ogniowy) Regina liczących łącznie 96 sh Krab. Jeszcze w 2018 r. HSW SA dostarczy SZ RP sprzęt stanowiący wyposażenie kolejnych dwóch KMO (kompanijny moduł ogniowy) moździerzy Rak, a w roku 2019 – ostatnie trzy KMO z kontraktu z kwietnia 2016 r.
Zapotrzebowania na skuteczną, nowoczesną, wytwarzaną przez polski przemysł amunicję, zabezpieczającą nie tylko potrzeby szkoleniowe, ale przede wszystkim budującą zapasy mobilizacyjne w jednostkach wojskowych, lawinowo wręcz wzrośnie. Tymczasem – to można powiedzieć dziś z ręką na sercu – żaden z dwóch podstawowych programów amunicyjnych nie osiągnął jeszcze punktu docelowego. Zdecydowanie bardziej zaawansowany jest jest jednak program amunicji artyleryjskiej, kalibru 155 mm. Program amunicji 120 mm do moździerza samobieżnego Rak zostanie wkrótce opisany w odrębnym artykule na Defence24.pl.
Krab przemówi po... polsku
[Obrazek: armatohaubica-krab-pojazd.jpg]
Umowę licencyjną na amunicję do haubicy 155 mm zawarto w grudniu 2010 r., czyli w czasie, kiedy pierwszy program artylerii samobieżnej opartej o ten kaliber (Regina/Krab) znalazł się w pewnym impasie związanym z ujawnieniem wad podwozi wytwarzanych przez gliwicki ośrodek pancerny. To stworzyło potencjalne zagrożenia dla całego programu, i nie mogło nie mieć wpływu na determinację, z jaką miałby być realizowany program amunicyjny. Oparty on został o licencję udzieloną przez ZVS Holding a.s. z Dubnicy nad Vahom oraz współpracę produkcyjną z tym podmiotem w okresie od zakupu licencji po osiągnięcie założonego poziomu polonizacji. Od samego początku było wiadomo, że na etapy rozpisany zostanie program polonizacji produkcji amunicji, i że uzyskanie przez polski przemysł kompetencji technicznych pozwalających na opanowanie produkcji pocisków i ładunków miotających będzie kwestią lat. Dlatego obydwie strony, MON i producent Krabów, problem pozyskiwania potrzebnej im amunicji rozwiązywały odmiennymi sposobami.
[Obrazek: WIT_1_2015_arty.jpg]
Do celów związanych z różnymi fazami badań produkowanych w HSW sh Krab ich producent postawił na ćwiczebną i bojową amunicję importowaną, posiadającą wszystkie niezbędne certyfikaty. Tylko w taki sposób można było zabezpieczyć prawidłowy i zgodny z oczekiwaniami MON przebieg badań zdawczo-odbiorczych gotowych dział pierwszego, wdrożeniowego DMO oraz, od niedawna, testów ogniowych wykonanych w całości w rozbudowanej lufowni HSW luf artyleryjskich 155 mm/52, a następnie – badań zdawczo-odbiorczych kolejnych seryjnych sh Krab, które zaczną się w drugiej połowie roku.
Zakłady Metalowe Dezamet w Nowej Dębie, które są dostawcą dla MON odłamkowo-burzącej amunicji bojowej OFd MKM w dwóch odmianach, z gazogeneratorem i bez, przeznaczonej dla samobieżnych haubic Krab i Kryl, szczycą się realizowanymi od 2014 r. kontraktami na dostawy amunicji odłamkowo-burzącej 155 mm. Po pierwszym, na 2 tys. szt., z realizacji którego wojsko było zadowolone, w 2016 r. przyszedł czas na dalsze zamówienia, a w 2018 roku Dezamet dostarczy kolejne 6 tys. szt. Następne kontrakty są oczywistą konsekwencją tego, co już nastąpiło.
Początkowo była to amunicja pochodząca praktycznie wyłącznie od licencjodawcy, ZVS Holding. Jako pierwszy krok polonizacji wybrano zapalnik KZ984, którego produkcję uruchomiono w ZM Dezamet już w 2013 r. (uzyskanie certyfikatu). Kolejne kroki rozpisane zostały w złożonym, i uzgodnionym z MON, harmonogramie, uwzględniającym zakresy odpowiedzialności nie tylko ZM Dezamet jako lidera programu i strony umowy z MON, i zarazem wykonawcy zapalnika i gazogeneratora oraz odpowiedzialnych za końcowy montaż, ale także Mesko SA z jej oddziałami w Pionkach (ładunki) i Kraśniku (korpus i dno pocisku oraz odkuwka do gazogeneratora) oraz bydgoskiego Nitro-Chemu SA (elaboracja).
[Obrazek: maxresdefault.jpg]
Opóźnienia, jaki występują w procesie polonizacji amunicji do Kraba, przedstawiciele ZM Dezamet tłumaczą kilkoma czynnikami. Jednym z najważniejszych jest wdrażanie obcej technologii. Bez wdawania się w roztrząsanie, czy lepszej, czy gorszej od technologii znanych polskiej zbrojeniówce – technologii odmiennej niż te dobrze już opanowane. Poza tym – w ostatnim okresie partnerzy nowodębskiej spółki w tym programie, a i ona sama, odnotowali też wzrost zamówień na inne swoje wyroby i w pewnym stopniu skoncentrowali się na ich realizacji. Niejednokrotnie – związanej z rozpoczęciem inwestycji wymagających i czasu i środków. W kilku przypadkach wymagało to odpowiedniego włączenia w ramy posiadanego potencjału produkcyjnego zamówień związanych ze „155”. Nie bez znaczenia były też problemy z pozyskaniem materiałów, których standardowe terminy dostaw wynosiły 3-6 miesięcy a obecnie są jeszcze dłuższe.

Brak w latach 2015-2016 informacji o spodziewanym poziomie zamówień studził zapały tych, którzy parli do szybkiej polonizacji wyrobu, prowadzącej – bo tego uniknąć nie sposób – poprzez spore nakłady na modernizację o rozbudowę potencjału poszczególnych zakładów. I poprzez powzięcie zobowiązań w stosunku do tych partnerów, z którymi należy związać się umowami na współpracę produkcyjną. Nie wolno zapominać, że kontrakt na cztery DMO Regina podpisano dopiero w grudniu 2016 roku, i dopiero wtedy stało się jasne, kiedy i jaka ilość amunicji dla nich może być potrzebna.
Wreszcie – nie da się ukryć, że w trakcie wdrażania licencji pojawiły się problemy. Nie o wszystkich, z uwagi na wiążące strony zapisy umowy licencyjnej i ze względu na dbałość o własne tajemnice techniczne, można mówić otwartym tekstem. Kiedy pojawiały się problemy, trzeba było najpierw zdiagnozować ich przyczyny, a następnie – znaleźć rozwiązanie, a na końcu – potwierdzić w trakcie badań poligonowych poprawność tych rozwiązań.

W wielu przypadkach na tym etapie rodziły się wielomiesięczne opóźnienia. Przyczyna? Znana od dawna: brak na terenie kraju dostatecznie rozległego poligonu, pozwalającego na przeprowadzanie strzelań artyleryjskich na zasięg ognia większy niż ok. 20 km (tyle w przybliżeniu wynosi oś poligonu Ośrodka Badań Dynamicznych WITU w Stalowej Woli, sięgającego po poligon w Nowej Dębie). O ile część badań można byłoby od biedy wykonać na poligonie morskim w Ustce, o tyle większość wymaga warunków poligonu lądowego, pozwalających na odzyskiwanie wystrzeliwanych pocisków.

Jeśli darować sobie pomysły na korzystanie z poligonów w RPA i Norwegii, to do dyspozycji jest tylko praktycznie słowacki poligon VTSÚ Záhorie. Trzeba się ustawić w długiej kolejce, zorganizować skomplikowany logistycznie i kosztowny transport sprzętu, uzyskać pozwolenia, zgrać to wszystko z możliwościami uczestniczących w testach innych podmiotów. Jak któryś z nich nie mógł się włączyć, albo nie był gotowy ze swoim zakresem prac – wypadało się z kolejki i negocjowało od początku kolejny termin... To nie sprzyja płynnej realizacji nawet stosunkowo nieskomplikowanych badań. A już tym bardziej – badań złożonych, w których certyfikowany musi być każdy z czterech zasadniczych etapów polonizacji.

Pierwszym etapem był zapalnik, drugi etap to elaboracja oraz gazogenerator, trzeci – wykonanie korpusu oraz dna pocisku, a czwarty – ładunki. Każda faza musi być zwieńczona uzyskaniem certyfikatu, potwierdzającego absolutną zgodność wykonanych operacji z warunkami opisanymi w licencyjnej dokumentacji konstrukcyjnej i technologicznej. Nie można zapominać, że mowa jest o, wbrew pozorom, skomplikowanych urządzeniach funkcjonujących w obszarach występowania bardzo wysokich energii, ciśnień i prędkości, jakim poddawany jest pocisk o masie 40,5 lub 43,5 kg, zawierający 10 kg materiału wybuchowego.

Najdrobniejsze nieścisłości w poszczególnych fazach produkcji mogą skutkować w najlepszym przypadku niewłaściwym działaniem pocisku (odstępstwo od założonego zasięgu czy skupienia), a w najgorszym – zagrożeniem dla ludzi (ryzyko niekontrolowanej eksplozji, rozpadnięcia się pocisku po opuszczeniu lufy lub przed, niewłaściwe zadziałanie zapalnika itp.). Na tym etapie wdrażania licencji założono przejęcie jej praktycznie na zasadzie 1:1. Co nie oznacza, że po opanowaniu produkcji pocisku nie można będzie doskonalić niektórych jego części lub podzespołów.
O sprawie „oswojenia” zapalnika już pisaliśmy. Polonizację procesu elaboracji Nitro-Chem SA sfinalizował w roku ubiegłym, kończąc tę fazę prac certyfikacją potwierdzoną wynikami badań na słowackim Zahoriu. To otwiera drogę do uruchomienia w Bydgoszczy, w tym roku, produkcji seryjnej. Za tym certyfikatem poszedł następny, dla ZM Dezamet, które uzyskały uprawnienie do samodzielnego montażu pocisku. Na przełomie trzeciego i czwartego kwartału powinny zostać pokonane ostatnie problemy z opanowaniem produkcji gazogeneratora. Z pełnym zaangażowaniem realizowane są zadania oraz inwestycje związane z wykonaniem korpusu oraz dna pocisku. Na przełom kwietnia i maja zaplanowano pierwsze, najbardziej skomplikowane operacje związane z opanowaniem przez Kraśnik produkcji korpusu. Zakłada się, że do końca roku proces ten powinien zakończyć się certyfikatem.
Całą sekwencję wdrożeń poszczególnych etapów zwieńczyć musi końcowy certyfikat na cały pocisk, o którym można będzie powiedzieć, że został zgodnie z założeniami spolonizowany. Dezamet deklaruje, że jest – podobnie jak partnerzy w tym projekcie – zdeterminowany, aby proces polonizacji pocisku zakończyć jeszcze w tym roku. Od 2019 roku, według uzgodnień z MON, z ZM Dezamet mają trafić do wojska pociski powstające już w polskim przemyśle zbrojeniowym z minimalnym udziałem części importowanych, których produkcja w kraju nie jest racjonalna, głównie z powodów ekonomicznych.

Kwestia ładunków miotających do amunicji 155 mm to zupełnie inne zagadnienie, którego rozwiązanie jest w gestii zakładu Mesko w Pionkach. Podejmowane w tym kierunku działania muszą być współbieżne z innymi dużymi programami, z myślą o których prowadzona jest modernizacja i rozbudowa potencjału wytwórczego tej fabryki.
Portfel zamówień na pociski do Kraba, jakim na rok 2018 dysponuje ZM Dezamet, opiewa na 6 tys. szt., po połowie w wariancie zwykłym i z gazogeneratorem. Najpóźniej za kilka miesięcy MON i spółka z Nowej Dęby powinny zasiąść do stołu, aby uzgodnić warunki dostaw kolejnych partii. Jak dużych?
Policzmy: jednostka ognia sh Krab wynosi 40 pocisków i 48 kompletów modułowych ładunków miotających. Pełen 24-działowy DMO potrzebuje zatem na podstawowe wyposażenie 960 pocisków i 1152 komplety ładunków. To, co dotychczas MON zakontraktował, pokrywa z niewielkim naddatkiem to, co powinno zostać zapakowane do magazynów amunicyjnych Krabów pięciu DMO, które Siły Zbrojne RP powinny posiadać do 2024 r.
Prawdziwe interesy dużego kalibru dopiero się zbliżają. Zależnie od tego, jak intensywny program szkoleń ogniowych będzie realizowany przez dywizjony Regina, rocznie zużywanych może być nawet kilka tysięcy sztuk amunicji. A przed MON stoi też obowiązek stworzenia zapasów mobilizacyjnych, zabezpieczających możliwość działania artylerii samobieżnej 155 mm. Ten program amunicyjny związany jest od momentu jego uruchomienia, nie tylko z sh Krab systemu Regina, ale również z kołową sh Kryl. Według najaktualniejszej wersji PMT, potwierdzonej przez SPO (w którym realizację programu rekomendowano), ten system uzbrojenia artyleryjskiego miał być w Siłach Zbrojnych RP obecny w dużej liczbie, istotnie przewyższającej pierwotne założenia. Przypomnijmy, że pierwotnie w PMT mowa była o 7 DMO liczących łącznie 168 dział.
W ramach realizacji pierwszego kontraktu na amunicję do Kraba ZM Dezamet dostarczyły MON zamówioną liczbę niewybuchającej amunicji ćwiczebnej, przeznaczonej na potrzeby „suchego treningu działoczynów” obsług Krabów. Jeśli będą konieczne jej dodatkowe ilości na potrzeby większej liczby DMO, ZM Dezamet deklaruje, że nie będzie z tym problemów. Tak jak z – choć MON tego typu amunicji ćwiczebnej nie zamówił – amunicją szkolną przeznaczoną do treningu strzeleckiego (hukową).
Sprawą MON jest także podjęcie decyzji w sprawie ewentualnych prac w kierunku pozyskania amunicji specjalizowanej, np. kasetowej. Odrębnie od klasycznej amunicji do Kraba i Kryla polski przemysł (m.in. Mesko, CRW-Telesystem Mesko i WAT, we współpracy z partnerem zagranicznym) prowadzi też prace nad amunicją precyzyjnego rażenia kierowaną laserowo. Inspektorat Uzbrojenia prowadził również dialogi techniczne związane z pozyskaniem amunicji naprowadzającej się na źródła promieniowania elektromagnetycznego, i z pociskami zakłócającymi. Już wcześniej Siły Zbrojne wyrażały też zainteresowanie innymi typami amunicji precyzyjnej.
Już dziś jednak wiadomo, że realizowany w HSW SA program artylerii 155 mm stał się prawdziwym kołem zamachowym dla znacznej grupy przedsiębiorstw sektora zbrojeniowego, w zdecydowanej większości związanych z PGZ. Zapewnia ich rozwój technologiczny oraz stabilizację programów produkcyjnych. Będzie on trwał tak długo, jak długo sprzęt będzie na uzbrojeniu, co można szacować na minimum 40 lat.

za http://www.defence24.pl/polskie-pociski-...-generacji



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

gargamel9998
Liczba postów:5,492 Reputacja: 2,729
08-05-2018, 19:51 #1,506
Minister obrony Turcji Nurettin Canikli poinformował, że lokalny przemysł obronny jest w trakcie prac badawczych i rozwojowych nad rodzimym taktycznym systemem rakietowym Bora-2 (w języku tureckim: burza). Obecnie wiadomo tyle, że od swojego poprzednika różni się on zasięgiem pocisków – będą mogły osiągnąć cele w odległości do 300 kilometrów. Canikli podkreślił, że system rakietowy nie będzie naruszał postanowień Reżimu Kontroli Technologii Rakietowych, nieformalnego porozumienia, którego Turcja jest sygnatariuszem.

W ubiegłym roku pojawiła się pierwsza wersja systemu. W maju przetestowano ją w okolicach Synopy, w północnej Turcji, nad Morzem Czarnym, i wprowadzono do służby w tureckich siłach zbrojnych. Otrzymała również nazwę eksportową: Chan, choć obecnie nie ma informacji na temat nawet potencjalnych negocjacji z zagranicznymi klientami.

Pokrycia w rzeczywistości nie znalazły spekulacje serwisu informacyjnego Habertürk, który twierdził, że Bora może mieć zasięg przekraczający 1000 kilometrów i w jego zasięgu mogą znaleźć się Damaszek, Bagdad, Teheran, Tel Awiw, Kair, Belgrad, Ateny, Kijów i Budapeszt.

Bora wykorzystuje pociski o średnicy 610 milimetrów, długości 7,8 metra, masie 2500 kilogramów i maksymalnym zasięgu 280 kilometrów. Naprowadzane są za pośrednictwem GPS i inercyjnie. Wyrzutnię zamontowano na ciężarówce Volat. Mogą być stosowane dwa typy głowic: odłamkowo-burząca o wagomiarze 470 kilogramów lub fragmentaryczna. Współczynnik możliwego błędu celności wynosi od trzydziestu do pięćdziesięciu metrów.

https://www.youtube.com/watch?v=LhPbcXBfFHM



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Cracovia i Polonia - ślubowały sobie wierność do samego końca

hank
Liczba postów:8,377 Reputacja: 9,267
09-05-2018, 13:06 #1,507
Polska zapłaci 300 mln zł więcej za modernizację Leopardów

Trwają negocjacje dotyczące podpisania aneksu do umowy w sprawie modernizacji polskich czołgów Leopard 2A4 do standardu 2PL – dowiedział się Defence24.pl. Prace obejmą dodatkowych 14 maszyn, w pewnym stopniu zmodyfikowana zostanie konfiguracja wozów. Za to wszystko resort obrony zapłaci około 300 mln złotych.
[Obrazek: leopard_2pl.jpg]
Jak dowiedział się nieoficjalnie Defence24.pl, trwają przygotowania do aneksowania umowy dotyczącej modernizacji polskich czołgów Leopard 2A4 do standardu 2PL. Pierwotnie kontrakt zawarty przez Inspektorat Uzbrojenia z konsorcjum PGZ i ZM Bumar-Łabędy pod koniec 2015 roku obejmował modernizację 128 czołgów, za kwotę około 2,415 mld złotych brutto.
[Obrazek: 14311234_1269445503088843_8108124613334098183_o.jpg]
Negocjowany aneks pozwoli na modernizację kolejnych 14 czołgów. Wozy te pochodzą z drugiej partii Leopardów zakupionej w 2013 roku z nadwyżek Bundeswehry. Pierwotnie były używane w 34 Brygadzie Kawalerii Pancernej z Żagania, a obecnie – w 1 Brygadzie Pancernej w Wesołej.
Pozostałe 105 czołgów zakupionych wtedy w Niemczech zalicza się do wersji Leopard 2A5. Możliwość modernizacji dodatkowych 14 wozów starszego wariantu uwzględniono już przy zawarciu pierwotnej umowy, a następnie w ramach redefinicji Planu Modernizacji Technicznej. W ten sposób Polska będzie dysponować flotą czołgów zunifikowanych do dwóch wersji: Leopard 2A5 i Leopard 2PL. Program modernizacji czołgów Leopard 2A4 obejmie więc zarówno wozy z pierwszej partii, używane w 10 Brygadzie Kawalerii Pancernej i Ośrodku Szkolenia Leopard, jak i te służące dziś w Wesołej.
Oprócz tego negocjowany aneks zawiera pewne zmiany w konfiguracji czołgów, jakie zostaną uwzględnione na wszystkich planowanych do modernizacji maszynach. Ich szczegółowy zakres nie jest jednak na razie szerzej znany. Łączna wartość tych prac szacowana jest według informacji Defence24.pl na około 300 mln złotych, i o podobną kwotę wzrośnie kwota zawartej w 2015 roku umowy.
[Obrazek: C48uVK5WcAAIHX7.jpg]
Program Leopard 2PL w założeniu ma na celu wzmocnienie zdolności polskich jednostek uzbrojonych w te czołgi, a także ustanowienie w kraju potencjału serwisowo-modernizacyjnego. Według dostępnych informacji jego najważniejsze elementy to między innymi znaczne wzmocnienie opancerzenia wieży, wymiana napędów wieży i stabilizacji armaty z hydraulicznych na elektryczne, modernizacja przyrządów obserwacyjno-celowniczych m.in. poprzez zainstalowanie nowej generacji kamer termowizyjnych polskiej produkcji, a także dostosowanie do użycia nowych typów amunicji, w tym przeciwpancernej.
Partnerem zagranicznym programu modernizacji Leopardów jest niemiecki koncern Rheinmetall Defence. W projekcie założono szeroki udział spółek z Grupy PGZ, w tym między innymi: Wojskowych Zakładów Motoryzacyjnych z Poznania (odpowiedzialnych za wsparcie eksploatacji układów napędowych czołgów Leopard 2 wszystkich wersji), PCO, ZM Tarnów, OBRUM Gliwice, Rosomak SA. Kontrakt na modernizację czołgów Leopard 2 to jedna z największych umów zawartych przez Inspektorat Uzbrojenia w ostatnich latach i największa, dotycząca wojsk pancernych .
Prowadzone są też prace analityczno-koncepcyjne dotyczące modernizacji czołgów T-72M1. Zgodnie z wynikami Strategicznego Przeglądu Obronnego jest ona postrzegana jako rozwiązanie pomostowe do wprowadzenia w dłuższym terminie do Wojska Polskiego czołgu nowej generacji. Ten ostatni został przewidziany do opracowania w kooperacji międzynarodowej. Na razie nie ma jednak konkretnych decyzji dotyczących modernizacji kształtu realizacji programu modernizacji T-72, czy tym bardziej programu nowego czołgu.

za http://www.defence24.pl/polska-zaplaci-3...efence24pl



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

hank
Liczba postów:8,377 Reputacja: 9,267
10-05-2018, 13:25 #1,508
Ministerstwo obrony Francji potwierdziło zamówienie na kolejny już, piąty okręt podwodny typu Barracuda. Jednostka będzie wyposażona między innymi w pociski manewrujące NCM/MdCN. Taki sam zestaw uzbrojenia, jaki otrzymają Barracudy, jest przez Francuzów proponowany Polsce wraz z jednostkami Scorpène w programie okrętu podwodnego nowego typu Orka.
[Obrazek: Barracuda_Naval-Group-e1522538843931-750x420.jpg]
Zgodnie z komunikatem resortu obrony Francji, na początku maja resort podjął decyzje w sprawie dwóch dużych programów zbrojeniowych. Pierwszym jest modernizacja śmigłowców szturmowych Tiger do standardu Mk 3. Drugim natomiast jest zamówienie piątego z sześciu planowanych atomowych okrętów podwodnych typu Barracuda.
[Obrazek: 655170_m1Dc_xScorpene_Tunku_Abdul_Rahman_83.jpg]
Szefowa resortu obrony Francji Florence Parly zwróciła uwagę, że realizacja programu okrętu podwodnego pozwala na zwiększenie zdolności uderzeniowych oraz lepsze wykorzystanie sił specjalnych. W oficjalnym komunikacie resortu obrony Francji przypomina się, że cztery pierwsze jednostki zostaną zgodnie z planem dostarczone do końca okresu planowania rozwoju sił zbrojnych w latach 2019-2025, pozwalając tym samym na stopniowe wycofywanie jednostek typu Rubis.
Francuzi posiadają obecnie sześć uderzeniowych atomowych okrętów podwodnych typu Rubis, i zamierzają je zastąpić taką samą liczbą jednostek nowej generacji. Decyzja o zamówieniu kolejnego okrętu jest potwierdzeniem determinacji do realizacji programu okrętów podwodnych, będącego priorytetem francuskiego resortu obrony. La Tribune pisze, że kontrakt na ostatni, szósty okręt spodziewany jest w 2019 roku. Z kolei dostawa pierwszego jest opóźniona – planowano ją w 2017 roku, obecnie przewiduje się jej realizację na rok 2020.
[Obrazek: barracuda-postep.jpg]
Nowe francuskie uderzeniowe okręty podwodne będą uzbrojone między innymi w pociski manewrujące typu MdCN/NCM, pozwalające na zwalczanie celów lądowych na odległościach znacznie ponad 1000 km. W kwietniu 2018 roku rakiety tego typu zostały po raz pierwszy użyte bojowo w Syrii, odpalono je z fregaty FREMM. Oprócz tego Barracudy będą wykorzystywać także pociski przeciwokrętowe SM39 Exocet i ciężkie torpedy F21.
Taki sam zestaw uzbrojenia jest proponowany przez Francuzów Polsce wraz z okrętami podwodnymi Scorpène, w programie okrętu podwodnego Orka. Na niedawnym spotkaniu z polskimi dziennikarzami kontradmirał Didier Maleterre, odpowiedzialny za relacje międzynarodowe w Marine Nationale, stwierdził: „okręt który Wam proponujemy, będzie miał praktycznie te same zdolności bojowe jak Barracuda, ponieważ będzie posiadał takie samo uzbrojenie: SM-39 Exocet - rakiety przeciwokrętowe, F21 ciężkie torpedy, MdCN rakiety manewrujące. To oznacza, że Polska będzie posiadała najsilniej uzbrojony okręt o napędzie diesel-elektrycznym spośród wszystkich krajów NATO”.
Przedstawiciele francuskiej Generalnej Dyrekcji ds. Uzbrojenia potwierdzili ofertę pocisków NCM dla Polski zaznaczając, że są proponowane wyłącznie wraz z okrętami podwodnymi Scorpène. Z kolei Australia zdecydowała się na zakup dwunastu konwencjonalnych okrętów podwodnych typu Shortfin Barracuda 1A, opracowanych przez koncern Naval Group w oparciu o rozwiązania okrętów budowanych dla francuskiej marynarki wojennej.


za http://www.defence24.pl/francuzi-kupuja-...t-podwodny



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

gargamel9998
Liczba postów:5,492 Reputacja: 2,729
10-05-2018, 20:01 #1,509
Lockheed Martin otrzymał od US Army zamówienie o wartości nieprzekraczającej 828 milionów dolarów na produkcję trzynastej transzy wieloprowadnicowego systemu pocisków kierowanych GMLRS (Guided Multiple Launch Rocket System) i powiązanego wyposażenia.

Umowa dotyczy produkcji rakiet GMLRS AW (Alternative Warhead), GMLRS Unitary, rakiet ćwiczebnych o ograniczonym zasięgu RRPR (Reduced-Range Practice Rockets) i zintegrowanego wsparcia logistycznego, a także partii GMLRS dla klientów zagranicznych. Prace będą wykonywane w zakładach Lockheeda w Dallas oraz w Centrum Doskonałości Precyzyjnego Ognia w Camden w stanie Arkansas.

Pocisk GMLRS AW był pierwszym rodzajem amunicji zbudowanym z myślą o celach powierzchniowych, ale bez efektu niewybuchów, w zgodzie z polityką Departamentu Obrony dotyczącą amunicji kasetowej. Rakiety GMLRS Unitary przekraczają wymagany wskaźnik niezawodności operacyjnej i zyskały reputację dostępnych kosztowo. Z kolei pociski RRPR pozwalają załogom szkolić się w realistycznych warunkach z użyciem rakiet wyposażonych w prawdziwe silniki o obniżonym zasięgu lotu, co sprawia, że nadają się one do zastosowania na mniejszych poligonach.



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Cracovia i Polonia - ślubowały sobie wierność do samego końca

hank
Liczba postów:8,377 Reputacja: 9,267
11-05-2018, 13:14 #1,510
Plany modernizacji niemieckich Tornado ECR. Wkrótce integracja z AARGM?
Jednym z planowanych działań związanych z modernizacją Luftwaffe będzie zakup nowych pocisków antyradiolokacyjnych służących do przełamywania nieprzyjacielskiej obrony powietrznej. Będą nimi najprawdopodobniej amerykańskie rakiety AGM-88E AARGM produkowane przez koncern Orbital ATK w partnerstwie z niemiecką firmą Diehl Defence. Podstawowym nosicielem nowej broni mają być samoloty Tornado ECR, a w przyszłości maszyna wybrana przez niemieckie siły powietrzne jako ich następca.
[Obrazek: iquality.jpg]
Jednym z dominujących tematów tegorocznych targów ILA 2018 była wymiana używanych przez Luftwaffe myśliwców Tornado. Zanim to jednak nastąpi od ok. 2025 roku, używane obecnie samoloty tego typu będą przechodzić kolejne modernizacje. Jedna z nich ma dotyczyć maszyn w wersji walki elektronicznej ECR, których niemieckie siły powietrzne posiadają 28 egzemplarzy. Podobnie jak włoskie Tornado samoloty mają otrzymać zdolność przenoszenia nowej generacji pocisków antyradiolokacyjnych. Prawdopodobnie będą nimi AGM-88E AARGM produkowanych przez koncern Orbital ATK.
[Obrazek: 1200px-AGM-88_HARM_on_F-4G.jpg]
Niemieckim partnerem przemysłowym amerykańskiego koncernu jest od marca 2015 roku firma Diehl Defence, z którą zawarte zostało porozumienie dotyczące współpracy w zakresie produkcji i późniejszego użytkownika pocisków tego typu.
[Obrazek: 2016.jpg]
Modernizacja maszyn Tornado ECR w celu dostosowania ich do nowego typu rakiety będzie wymagać także prac innych firm. Modyfikacji będzie wymagać urządzenie Raytheon ELS (Emitter Location Software), które odpowiada za przesyłanie informacji o celu do pocisków. Obecnie niemieckie maszyny są wyposażone w wersje kompatybilną AGM-88B/C ale nie AGM-88E. Integrację płatowca z rakietą Orbital ATK będzie z kolei prowadził Airbus. Jeśli Luftwaffe podejmie odpowiednie decyzje w tym roku to wstępna gotowość operacyjna może zostać osiągnięta na początku przyszłej dekady.

Wprowadzenie do służby AGM-88E AARGM ma stanowić istotne wzmocnienie niemieckich możliwości w dziedzinie przełamywania nieprzyjacielskiej obrony przeciwlotniczej. Rakiety będą uzbrojeniem Tornado ECR oraz przyszłych następców tych samolotów wśród, których brane pod uwagę są F-35, Eurofighter, F/A-18 Super Hornet/EA-18G Growler oraz F-15 Advanced Eagle.
AGM-88E AARGM to ponaddźwiękowy pocisk rakietowy, przeznaczony przede wszystkim do niszczenia wrogich stacji radiolokacyjnych oraz innych celów w przypadku których kluczowa ma być szybkość wykonania ataku. Napęd i głowica bojowa pochodzą z poprzednich wersji rakiety HARM, natomiast AARGM dysponuje nowym wielosensorowym systemem naprowadzania z pasywną cyfrową głowicą radiolokacyjną, aktywnym radarem milimetrowym i systemem INS/GPS. Rakieta AGM-88E AARGM powstała jako wspólny projekt US Navy i Włoskich Sił Powietrznych. Wśród maszyn używanych przez amerykańskie siły zbrojne jest zintegrowana z samolotami F/A-18C/D Hornet, F/A-18E/F Super Hornet i E/A-18G Growler oraz kompatybilna z F-15 i F-16.

We Włoszech jej pierwszymi nosicielami będą natomiast maszyny Tornado ECR, które prawdopodobnie osiągną wstępną gotowość w tym roku. AARGM jest także oferowana Siłom Powietrznym RP jako uzbrojenie myśliwców F-16 Jastrząb.

Najnowszym projektem Orbital ATK realizowanym wspólnie z US Navy są prace nad pociskiem nowej generacji typu AARGM-ER o znacznie większych możliwościach bojowych, przeznaczonym do przenoszenia w komorach wewnętrznych samolotów stealth typu F-35.


za http://www.defence24.pl/plany-modernizac...ja-z-aargm



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

hank
Liczba postów:8,377 Reputacja: 9,267
14-05-2018, 18:18 #1,511
Naddźwiękowy „gunship” na bazie bombowca B-1B

Koncern Boeing uzyskał amerykański patent na rozwiązanie umożliwiające uzbrojenie bombowca B-1B Lancer w działka automatyczne. Zaproponowa konstrukcja, przynajmniej teoretycznie, ma zmienić bombowiec strategiczny w naddźwiękowy odpowiednik samolotów AC-130J GhostRider. Z załączonych do patentu schematów wynika, że rozważane jest uzbrojenie kalibru 30 lub 40 mm, zarówno strzelające w bok, jak też zamontowane obrotowej wieżyczce.
[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcS2TApcFVsYLW8-gfzrjF9...TOHXcvRyKM]
Amerykański Urząd Pantentowy z dniem 8 maja 2018 roku udzielił koncernowi Boeing patentu na całościowe rozwiązanie i koncepcję instalacji uzbrojenia artyleryjskiego w komorze bombowej naddźwiękowego bombowca strategicznego B-1B Lancer. Dokument obejmuje kilka możliwych do zastosowania koncepcji instalacji broni, kierowania ogniem, a przede wszystkim wysuwania uzbrojenia podczas ataku i wciągania do komory bombowej podczas lotu z dużą prędkością.
[Obrazek: boeing1.jpg]
Patent nie dotyczy rozwiązań już zastosowanych czy przetestowanych ale służy zabezpieczeniu własności intelektualnej koncernu. W liczącym 36 stron dokumencie można znaleźć m. in. schematy kilku metod instalacji uzbrojenia. Bardziej klasyczne obejmują umieszczenie na odchylanym elemencie osłony komory bombowej czterek działek automatycznych wraz z systemem celowniczym skierowanych w stronę lewej burty i w dół. Jest to koncepcja zbliżona do stosowanej w maszynach rodziny AC-130, której najnowszym wariantem przyjętym na uzbrojenie US Air Force jest AC-130J Ghost Rider, uzbrojony w działka 30 mm i haubicę 105 mm.
O wiele ciekawsza zdaje się być jednak propozycja umieszczenia w komorze bombowej wysuwanej, obrotowej wieżyczki z jednym lub dwoma działkami niesprecyzowanego typu. Tutaj również pojawia się kilka koncepcji różniących się szczegółami systemu ekstrakcji i wciągania uzbrojenia. Jeśli taki projekt zostanie zrealizowany, będzie de facto oznaczał, iż B-1B stanie się pierwszym od ponad pół wieku bombowcem strategicznych z wieżyczką podkadłubową.
[Obrazek: b1blancer020418_0.jpg?itok=yTPQ2sjS]
W przypadku „podkadłubowej wieżyczki” koncepcja może znaleźć zastosowanie do instalacji broni wysokoenergetycznej, takiej jak testowane od lat bronie laserowe. W takiej aplikacji uzbrojenie laserowe może zostać zastosowane na maszynie B-1B nie tylko do ataku na cele naziemne, ale również jako system do zwalczania pocisków balistycznych lub innych celów powietrznych. Do takich zadań korzystne jest zastosowanie platformy zdolnej do latania z dużą prędkością i na wysokim pułapie.


za http://www.defence24.pl/naddzwiekowy-gun...bowca-b-1b
Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-05-2018, 18:20 przez hank.



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

gargamel9998
Liczba postów:5,492 Reputacja: 2,729
14-05-2018, 19:07 #1,512
Wiele państw europejskich zamierza w najbliższych latach pozyskać dla sił powietrznych nowe samoloty wielozadaniowe. O ile jednak słowo „nowe” może dla jednych oznacza maszyny faktycznie nowe, prosto z fabryki, o tyle dla innych „nowe” oznacza „inne niż do tej pory” – często używane, ale jednak nowocześniejsze od dotychczasowych. W pierwszej grupie znajdują się między innymi Belgia i Finlandia, które poszukują następców odpowiednio F-16A/B MLU i F/A-18C/D. Jednym z samolotów oferowanych w obu państwach jest Eurofighter Typhoon.

Odmienne drogi Belgii i Finlandii

W obu państwach do przetargu stają te same maszyny, ponieważ całą zachodnią liczącą się produkcję samolotów bojowych można zawęzić do amerykańskich F-35 i F/A-18, francuskiego Rafale’a, europejskiego Eurofightera oraz szwedzkiego Gripena. F-15 i F-16 nadal mają znaczny potencjał i znajdują nabywców, ale ze względów politycznych – chęć promowania droższych F-35 – rząd amerykański stara się je zepchnąć na margines.

Potrzeby obu państw odnośnie lotnictwa różnią się tak bardzo jak one same. Belgia jest niewielkim krajem otoczonym ze wszystkich stron przez sojuszników z NATO. Dzięki temu nie musi się obawiać bezpośredniego, zaskakującego ataku, ale za to jej lotnictwo często bierze udział w operacjach ekspedycyjnych, czego przykładem są naloty na Libię czy wojna w Afganistanie. Z tych powodów Belgowie dużo czasu poświęcają analizowaniu, jak ich wybór wpłynie na powiązania z poszczególnymi państwami i jakie będą tego skutki. Wśród wymagań znalazł się zapis, że preferowane będą samoloty już znajdujące się na wyposażeniu innych sił powietrznych NATO, co ma przełożyć się na sferę ekonomiczną w wyniku efektu skali i operacyjną dzięki zwiększonej interoperacyjności.

Natomiast Finlandia jest państwem o kilkukrotnie większej powierzchni, a najdłuższą granicę ma z agresywną Rosja. W dodatku Finlandia nie należy do NATO. Nie bez znaczenia pozostaje także klimat panujący w tym regionie. Dlatego Finowie znacznie większy nacisk kładą na twarde, fizyczne możliwości operacyjne samolotu i jego uzbrojenia. Głównym zadaniem fińskich myśliwców będzie obrona własnego kraju, ale surowy klimat, duże odległości między lotniskami i znaczący potencjał ewentualnego agresora powodują, że przed samolotami staje duże wyzwanie.

Belgia

Belgijski program zakupu nowych myśliwców wielozadaniowych rozpoczął się w połowie 2016 roku. Do zastąpienia jest pięćdziesiąt dziewięć F-16, a nowe maszyny powinny znaleźć się w służbie czynnej do 2025 roku. Żeby dostawy rozpoczęły się zgodnie z planem w 2023 roku, kontrakt powinien być podpisany w ciągu dwóch lat od momentu wystosowania zapytań ofertowych. W dodatku w 2019 roku odbędą się belgijskie wybory parlamentarne, więc obecne władze chciałyby podpisać umowę przed tym wydarzeniem, tak aby ewentualna zmiana rządów nie wpłynęła na terminową realizację programu przezbrojenia lotnictwa.

W momencie rozpoczęcia postępowania kandydatami na nowy belgijski myśliwiec były: Boeing F/A-18E/F Super Hornet, Dassault Rafale, Eurofighter Typhoon, Lockheed F-35 i Saab JAS 39 Gripen.

W kwietniu 2017 roku Boeing poinformował jednak belgijski rząd, że nie weźmie udziału w konferencji z udziałem oferentów i nie przedstawi odpowiedzi na zapytanie ofertowe. Wiceprezes koncernu Gene Cunningham oświadczył, że po przeanalizowaniu warunków i wymogów przetargu firma nie ma poczucia, że zasady są równe dla wszystkich, i już wiadomo, że Super Hornet nie ma szans na zwycięstwo. Tym samym Boeing nie zamierza marnować czasu i pieniędzy na dalsze zajmowanie się tym tematem i będzie się koncentrować na realizacji dotychczasowych zamówień. Rzeczniczka prasowa Boeinga dodała, że w dokumentach przetargowych znalazł się dosłowny zapis, iż preferowany będzie wybór zgodny z decyzjami innych państw należących do NATO i Unii Europejskiej, które już wybrały F-35.

W lipcu z belgijskiego przetargu wycofał się również Saab. Decyzja była motywowana politycznie. Belgia zamierza kupić samoloty w formule umowy międzyrządowej i jednocześnie oczekuje od państwa sprzedającego szerokiego wsparcia operacyjnego. To oznacza, że Szwecja musiałaby zmienić swoją politykę zagraniczną i dostosować ją do przyszłych belgijskich wymagań, co potencjalnie może kłócić się ze szwedzką polityką neutralności. Z tego powodu Szwecja zdecydowała się wycofać z postępowania.

Kolejny zwrot akcji nastąpił wraz z początkiem września, gdy upływał ostateczny termin nadsyłania ofert. Francuzi nie stanęli do przetargu, a zamiast tego złożyli Belgii bezpośrednią ofertę nawiązania głębokiego partnerstwa wojskowego, obejmującego: dostawę samolotów Rafale, integrację sił powietrznych obu państw, współpracę szkoleniową oraz kooperację gospodarczą i techniczną angażującą przedsiębiorstwa z obu stron. Celem takiej współpracy ma być wzmocnienie nie tylko bezpieczeństwa Europy, ale także jej niezależności gospodarczej. Trwa jeszcze analiza prawna mająca określić, co zrobić z francuską propozycją.

W chwili obecnej formalnie w Belgii zostało dwóch kandydatów – F-35 i Typhoon. Chociaż ten drugi produkowany jest przez konsorcjum z czterech państw, formalnie w tym przetargu występuje jako samolot brytyjski, a głównym producentem jest BAE Systems. Do tej pory ośmiu klientom dostarczono ponad 500 tych myśliwców, które stanowią podstawę sił powietrznych Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włoch, Hiszpanii i Austrii.

Mocne umocowanie – z produkcją na czele – w Europie i spora liczba wyprodukowanych egzemplarzy, które zdążyły już zadebiutować bojowo w różnych rolach, wydają się sprzyjać Typhoonowi. Natomiast pewnym zagrożeniem może być wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, co z pewnością w jakimś stopniu przełoży się na skomplikowanie współpracy gospodarczej nie tylko z samą Belgią, ale w ogóle w ramach konsorcjum. Przypomnijmy, że elementy samolotu powstają w czterech krajach, które do tej pory nie musiały przejmować się granicami, cłami i wieloma innymi formalnościami. Jest to pewne zagrożenie, ale nie musi okazać się decydujące. Na posiedzeniu komisji obrony belgijskiego parlamentu przedstawiciele producenta byli pytani głownie o możliwości samolotu jako systemu uzbrojenia, a sprawie brexitu poświęcono niewiele uwagi.

Co ciekawe, Mark Parkinson, wchodzący w skład zespołu BAE Systems do spraw Belgii i Finlandii, mówi, że w koncernie panują mieszane nastroje odnośnie do tego przetargu. Z jednej strony uważa się, że Eurofighter oferuje wszystkie możliwości oczekiwane przez zamawiającego, a Wielka Brytania może zaoferować Belgii bardzo bliskie partnerstwo w ramach NATO. Natomiast z drugiej strony z wyjątkiem kontrowersyjnej sprzedaży do Austrii Eurofighterowi nie udało się zdobyć w Europie żadnych klientów poza państwami zaangażowanymi w jego powstanie, a w większości przetargów wgrywały samoloty amerykańskie.

Szczegóły możliwego bliskiego partnerstwa przedstawił na początku października brytyjski sekretarz stanu do spraw handlu międzynarodowego Liam Fox. Na początku podkreślił, że oferta ma pełne poparcie rządów Niemiec, Hiszpanii i Włoch oraz koncernów BAE Systems, Airbus i Leonardo. W ramach brytyjskiej oferty zawiera się propozycja bliskiej współpracy sił powietrznych obu krajów, dzięki czemu Belgowie będą mogli korzystać ze wszystkich doświadczeń zebranych przez RAF w ciągu kilkunastu lat eksploatacji samolotów. Dodatkowo będą dysponować silnym głosem w sprawie przyszłego rozwoju myśliwca, a firmy z tego kraju będą mogły startować w przetargach dotyczących nowego wyposażenia samolotu i innych jego elementów. Zresztą współpraca nie musi dotyczyć jedynie tego konkretnego projektu. Zaangażowanie się Belgii w Eurofightera włączy to państwo w największy europejski wspólny program zbrojeniowy, obejmujący największe koncerny, co może przełożyć się w przyszłości na kooperację również na wielu innych polach, z korzyścią dla belgijskiego przemysłu.

Anthony Gregory – szef promocji Eurofightera w Belgii – dodatkowo zapowiedział utworzenie dwóch centów innowacji, jednego we Flandrii, a drugiego w Walonii. Zajmowałyby się one badaniami nad zaawansowanymi materiałami i metodami produkcji. Oczywiście poza samolotami brytyjski rząd dostarczyłyby również niezbędne wyposażenie serwisowe, zapewnił szkolenie i pomógł przy dostosowaniu infrastruktury lotniskowej.

Finlandia

Fiński przetarg jest na wcześniejszym etapie niż belgijski. Szerzej o jego założeniach i wszystkich konkurentach – na razie nikt się nie wycofał.

Wiadomo na pewno, że Finlandia kupi więcej samolotów niż Belgia. W tej chwili w uzbrojeniu znajdują się sześćdziesiąt dwa F/A-18 Hornety. Nawet jeśli przyjąć, że nowe samoloty mają znacznie większe możliwości bojowe, duży obszar kraju powoduje, że ich mniejsza liczba nie będzie fizycznie w stanie skutecznie bronić granic. Co z tego, że ten czy inny myśliwiec ma najnowsze systemy wykrywania i naprowadzania lub jest trudno wykrywalny dla radaru, skoro najpierw musi dolecieć w określone miejsce operacji. A takich miejsc w Finlandii może być wiele, niektóre zaś znajdują się bardzo daleko na północy. Często zapomina się, a może to być istotną zaletą Typhoona, że te samoloty od lat stale działają w klimacie subarktycznym – tyle, że na południu. Klucz tych myśliwców od 2009 roku stale stacjonuje na Falklandach w bazie Mount Pleasant; o ile załogi podlegają stałej rotacji, o tyle samoloty stacjonowały tam przez pięć lat bez przerwy na codziennym dyżurze bojowym, po czym zostały zmienione przez kolejne Typhoony.

W odróżnieniu od wielu innych przetargów Finlandia nie oczekuje od producentów zaproponowania kompleksowego rozwiązania, ale jedynie bardzo konkretnej oferty jedynie na ściśle sprecyzowane przez zamawiającego elementy.

Ważnym elementem w fińskiej polityce obronnej jest założenie, że w przypadku wzrostu napięcia międzynarodowego bądź konfliktu Finlandia będzie samotną wyspą, a co za tym idzie – całe zaplecze serwisowe musi znajdować się na jej terytorium. Jest to założenie podobne do tego, które Izrael przyjmuje wobec F-35I. Jednak o ile przez specjalne stosunki Izraela ze Stanami Zjednoczonymi rozwiązanie takie było możliwe, o tyle nie wydaje się, aby Waszyngton przystał na transfer całego zaplecza dla F-35 również do Finlandii. Ani aby Finlandię było na to stać. Natomiast konsorcjum Eurofighter reprezentowane w Finlandii – podobnie jak w Belgii – przez rząd brytyjski jest na takie rozwiązanie gotowe, a ponadto będzie ono tańsze niż w przypadku F-35. Najsilniejszym konkurentem pod tym względem wydaje się F/A-18, ponieważ znaczna część zaplecza serwisowego już istnieje i jest wykorzystywana do obsługi starszych wersji Horneta.

Wiadomo na pewno, że Finlandia kupi więcej samolotów niż Belgia. W tej chwili w uzbrojeniu znajdują się sześćdziesiąt dwa F/A-18 Hornety. Nawet jeśli przyjąć, że nowe samoloty mają znacznie większe możliwości bojowe, duży obszar kraju powoduje, że ich mniejsza liczba nie będzie fizycznie w stanie skutecznie bronić granic. Co z tego, że ten czy inny myśliwiec ma najnowsze systemy wykrywania i naprowadzania lub jest trudno wykrywalny dla radaru, skoro najpierw musi dolecieć w określone miejsce operacji. A takich miejsc w Finlandii może być wiele, niektóre zaś znajdują się bardzo daleko na północy. Często zapomina się, a może to być istotną zaletą Typhoona, że te samoloty od lat stale działają w klimacie subarktycznym – tyle, że na południu. Klucz tych myśliwców od 2009 roku stale stacjonuje na Falklandach w bazie Mount Pleasant; o ile załogi podlegają stałej rotacji, o tyle samoloty stacjonowały tam przez pięć lat bez przerwy na codziennym dyżurze bojowym, po czym zostały zmienione przez kolejne Typhoony.

W odróżnieniu od wielu innych przetargów Finlandia nie oczekuje od producentów zaproponowania kompleksowego rozwiązania, ale jedynie bardzo konkretnej oferty jedynie na ściśle sprecyzowane przez zamawiającego elementy.

Ważnym elementem w fińskiej polityce obronnej jest założenie, że w przypadku wzrostu napięcia międzynarodowego bądź konfliktu Finlandia będzie samotną wyspą, a co za tym idzie – całe zaplecze serwisowe musi znajdować się na jej terytorium. Jest to założenie podobne do tego, które Izrael przyjmuje wobec F-35I. Jednak o ile przez specjalne stosunki Izraela ze Stanami Zjednoczonymi rozwiązanie takie było możliwe, o tyle nie wydaje się, aby Waszyngton przystał na transfer całego zaplecza dla F-35 również do Finlandii. Ani aby Finlandię było na to stać. Natomiast konsorcjum Eurofighter reprezentowane w Finlandii – podobnie jak w Belgii – przez rząd brytyjski jest na takie rozwiązanie gotowe, a ponadto będzie ono tańsze niż w przypadku F-35. Najsilniejszym konkurentem pod tym względem wydaje się F/A-18, ponieważ znaczna część zaplecza serwisowego już istnieje i jest wykorzystywana do obsługi starszych wersji Horneta.

Daleka droga

W obu przetargach przed brytyjskim rządem i konsorcjum Eurofighter jeszcze daleka droga. Nie wiadomo, jak na decyzje Belgii i Finlandii wpłynie seria niedawnych trzech wypadków i afera w Austrii – jedynym europejskim użytkowniku samolotu, który nie brał udziału w jego budowie.

Bardzo wiele zależy od brytyjskiego rządu, kierującego negocjacjami w obu krajach. Wzoruje się on przy tym na Francuzach, którzy w ostatnich latach przejęli od przedstawicieli przemysłu rolę akwizytorów francuskiego uzbrojenia i zanotowali kilka spektakularnych sukcesów w sprzedaży Rafale’i. Czy podobna strategia przyniesie sukces również Eurofighterowi? Przekonamy się w ciągu kilku lat.



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Cracovia i Polonia - ślubowały sobie wierność do samego końca

stary kibol
Liczba postów:4,194 Reputacja: 914
15-05-2018, 13:15 #1,513
My w myśl zasady "stare ale jare" Sad
MON tnie koszty. Nie będzie nowych maszyn, zostaną postsowieckie śmigłowce i czołgi
Zamiast kupować nowy sprzęt, Polska będzie remontować przestarzałe maszyny. Cięcia wydatków na modernizację armii wynikają z wysokich kosztów programu "Wisła" oraz tworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej, a także ze wzrostu kursu dolara.
https://wiadomosci.wp.pl/mon-tnie-koszty...519795329a
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-05-2018, 21:27 przez stary kibol.



Cracovia zawsze Pany!

hank
Liczba postów:8,377 Reputacja: 9,267
15-05-2018, 15:47 #1,514
Rosyjska brygada rakietowa w Kaliningradzie uzbrojona w Iskandery
[Obrazek: iskander-rakiety_22332460.jpg]
152. brygada rakietowa w graniczącym z Polską obwodzie kaliningradzkim została uzbrojona w systemy rakietowe Iskander-M - podaje w piątek agencja Interfax-Ukraina, powołując się na sztab Floty Bałtyckiej Marynarki Wojennej Federacji Rosyjskiej. Rakiety mają dysponować zasięgiem, co najmniej 500 km i mogą przenosić głowice jądrowe.
Otrzymaliśmy komplet systemów Iskander-M dla brygady" - powiedział rozmówca agencji. Przedstawiciel Floty Bałtyckiej Roman Martow sprecyzował, że "odbyło się to w ramach planowego przezbrojenia Floty Bałtyckiej". W lutym o rozmieszczaniu przez Rosjan tej broni w Kaliningradzie informowała prezydent Litwy.
[Obrazek: 1&srcw=970&srch=546&dstw=970&dsth=546&quality=80]
System rakietowy Iskander-M po raz pierwszy został zaprezentowany w Kaliningradzie 9 maja podczas parady wojskowej z okazji Dnia Zwycięstwa. W kolumnie Floty Bałtyckiej jechało kilka wozów systemu Iskander-M. Wcześniej w maju źródło w armii powiadomiło agencję, że systemy Iskander-M dostarczono do obwodu kaliningradzkiego na początku roku.
Na początku lutego prasa rosyjska podała, że w obwodzie kaliningradzkim przygotowana została infrastruktura do rozmieszczenia systemów rakietowych Iskander-M. Wcześniej media przekazały, że w Iskandery wyposażana jest 152. brygada rakietowa i systemy wejdą do służby na początku 2018 roku.
Komentując doniesienia o systemach rakietowych Iskander w obwodzie kaliningradzkim, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oznajmił, że Rosja ma suwerenne prawo do rozmieszczania uzbrojenia na swoim terytorium.
[Obrazek: iskander_obwod_kalingradzki_wolnsosc24-696x427.jpg]
Iskander-M wyposażony jest w pocisk 9K723 o oficjalnym zasięgu 415 km. Nieoficjalne szacunki mówią jednak o nawet 700 km, choć należy nadmienić, że pociski nie były jeszcze testowane na takim dystansie by nie łamać zasad traktatu INF. Rakieta w czasie lotu porusza się z prędkością Mach 6-7 na wysokości do 50 km i może manewrować w celu uniknięcia nowoczesnych systemów obrony przeciwrakietowej.
[Obrazek: deca46fae3b782300702063e29095a7a,780,0,0,0.jpg]
Armia rosyjska dysponuje także systemami Iskander-K, które uzbrojone są w pociski R-500 (9M728 - kod NATO: SSC-7) oraz 9M729 (kod NATO: SSC-8 czyli lądową wersja odpalanego z okrętów podwodnych i nawodnych systemu Kalibr). Rosja zapewnia, że wszystkie wymienione typy uzbrojenia mają zasięg nie większy niż 500 km ale najprawdopodobniej - przynajmniej w odniesieniu do rakiet 9M729 - nie jest to prawda. Przypuszczalnie zasięg nieco przekraczający 500 km mają też przynajmniej rakiety balistyczne systemu Iskander, choć w wypadku pocisków balistycznych - w przeciwieństwie do rakiet cruise - aby doszło do złamania traktatu INF, pociski muszą zostać przetestowane na "zakazaną" odległość, a nie tylko dysponować techniczną możliwością rażenia celów na dystans ponad 500 km. Broń tego typu była używana np. podczas zeszłorocznych ćwiczeń Zapad-2017. Nie ma jednak na razie potwierdzenia rozmieszczenia tego systemu w Kaliningradzie ale jest to prawdopodobne w przyszłości.
Zarówno Iskander-M, jak i Iskander-K mogą przenosić zarówno głowice konwencjonalne, jak i jądrowe.
Należy mieć na uwadze, że rosyjskie Iskandery w Kaliningradzie zagrażają nie tylko bazom lotniczym w całej Polsce, na Litwie, Łotwie i Estonii oraz na wschodzie Niemiec i niemal całym terytorium Czech i Słowacji. Stanowią również istotne zagrożenie dla wszelkich sił NATO rozlokowanych w Europie Środkowej, a w przypadku użycia pocisków manewrujących również na zachodzie i południu kontynentu.

Z uwagi m.in. na tą broń Stany Zjednoczone podjęły decyzje o zmianach w doktrynie jądrowej i wprowadzenie do służby w US Navy dwóch nowych typów uzbrojenia jądrowego małej mocy.

za http://www.defence24.pl/rosyjska-brygada...-iskandery



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

hank
Liczba postów:8,377 Reputacja: 9,267
16-05-2018, 16:09 #1,515
Jaki będzie następca Abramsa i Bradleya?
US Army zdaje sobie sprawę z konieczności poszukiwania następców obecnie wykorzystywanych wozów bojowych. Dlatego oprócz ich ciągłej modernizacji stara się zainicjować długofalowy program rozwoju zupełnie nowej lub nowych konstrukcji.
2.Wstępne zapowiedzi sugerują, że nowa platforma lub platformy może mieć rewolucyjne parametry taktyczno-techniczne lub zachować „konwencjonalny”, ale przy tym nowoczesny charakter.
3.Jak rewolucyjny by nie był nowy wóz bojowy US Army, nie będzie on odgrywał już takiej roli jak obecne czołgi i bojowe wozy piechoty.
Siła ognia, odpowiedni poziom osłony oraz wysoka manewrowość już nie są jedynymi podstawowymi wymaganiami wobec czołgów i innych wozów bojowych. Istotne jest także zmniejszenie wykrywalności na polu walki oraz ścisła współpraca z innymi systemami uzbrojenia. To te czynniki zdefiniują, jaki będzie następca lub następcy czołgów M1 Abrams i bojowych wozów piechoty M2 Bradley.
Od jakiegoś czasu w USA funkcjonuje tymczasowy zespół zajmujący się definiowaniem założeń dla kolejnej generacji wozów bojowych (ang. Next Generation of Combat Vehicles, NGCV). Ma on siedzibę w Maneuver Center of Excellence w Fort Benning w stanie Georgia. Celem działalności zespołu jest opracowanie wymagań US Army dla zupełnie nowych platform oraz modernizacji tych już istniejących. Przy czym nowe platformy mają pozwolić na uzyskanie przewagi nad podobnymi systemami uzbrojenia potencjalnych przeciwników w całym taktyczno-operacyjnym spektrum działań.
[Obrazek: screen%20shot%202015-11-04%20at%2011.18.46%20am.png]
Pojawiają się różne daty osiągnięcia gotowości przez nowe pojazdy – od drugiej połowy lat 20. XXI wieku do połowy lat 30. XXI. Oznacza to przede wszystkim, że nadal będą modernizowane obecnie eksploatowane pojazdy. Zupełną i zarazem rewolucyjną nowością w wojskach lądowych będą w najbliższym czasie testy sterowanych, półautonomicznych i w pełni autonomicznych robotów bojowych nowej generacji.
[Obrazek: abrams.jpg]
W roku fiskalnym 2019 (FY 2019) najdroższym programem realizowanym przez US Army ma być dalsza modernizacja 135 czołgów M1 Abrams do wersji M1A2 SEPv3 (w tym 40 wozów trafi do Europy). Jest to wzrost w porównaniu z FY2018 o prawie 120 proc. (wcześniejsze plany mówiły o modernizacji tylko ok. 56 czołgów). Przedsięwzięcie to pochłonie łącznie ponad 2,65 mld dolarów. Ta kwota zawiera zarówno fundusze na dalsze prace nad konfiguracją SEPv3, jak i nowszą SEPv4 oraz na rozpoczęcie procesu doposażenia Abramsów w ASOP Trophy (zgodnie z planem mają zostać w niego wyposażone czołgi trzech pancernych brygadowych grup bojowych, ang. ABCT).
Dodatkowo 880 mln dolarów pochłonie modernizacja 210 bojowych wozów piechoty M2 Bradley a kolejne 167 mln dolarów – dalsze prace związane z kolejnymi etapami unowocześnienia tej platformy. W FY2019 zamówionych zostanie 197 gąsienicowych pojazdów AMPV (następców M113) w ramach produkcji małoseryjnej LRIP (Low Rate Initial Production) za 828,4 mln dolarów. Kwota ta zawiera również fundusze na zakończenie fazy rozwoju technicznego i przygotowania produkcji EMD (Engineering and Manufacturing Development).
Z kolei planowo i szybko mają być realizowane prace nad wozem MPF (Mobile Protected Firepower). Ich efektem będzie nowy gąsiennicowy pojazd (czasami określany jako lekki czołg), który w zasadzie stanie się wysokomobilną (taktycznie i operacyjnie) platformą wsparcia, uzbrojoną w działo kalibru 105 lub 120 mm o możliwościach ogniowych porównywalnych lub nawet lepszych od tych, które dzisiaj daje czołg podstawowy M1 Abrams.
[Obrazek: fe9a220306973ee80955a1b33c16b98f.jpg]
Dodatkowo, dalszemu rozwojowi podlegać będą dwa zasadnicze systemy walki (również w przyszłości przeznaczone dla robotów czy NGCV). Są to zdalnie sterowany moduł uzbrojenia Javelin (Remotely Operated Weapon Station) i zdalnie sterowany system wieżowy Stryker (Remote Weapons Station z 30-mm armatą automatyczną).
Można powiedzieć, że wymagania wobec NGCV są znane od wielu lat. Wozy nowej generacji mają zapewnić większą ochronę załodze i przewożonym żołnierzom, mieć dużą mobilność taktyczną oraz być dostosowane do szybkiego i nieskomplikowanego transportu operacyjnego. Ich eksploatacja powinna być przy tym bardziej ekonomiczna niż obecnie wykorzystywanych platform.
[Obrazek: ba2ad375ada788951fa9104b33031d89.jpg]
Jak na razie w założeniach jest zarówno powstanie szeregu pojazdów dedykowanych do zadań, jak i zupełnie nowej, modułowej konstrukcji, na bazie której powstaną następnie wozy specjalistyczne. Założenia NGCV powinny uwzględniać wszystko, co będzie można zastosować w przyszłości, a więc także technologie dopiero rozwijane (krytyczne) lub nawet będące dopiero w fazie wstępnych analiz.
Wiadomo też, że jednym z priorytetów będzie zapewnienie odpowiednio wysokiego bilansu energetycznego wozu, ponieważ wymagany zapas energii jest niezbędny do zasilania rozbudowanych systemów elektronicznych i optoelektronicznych pojazdu. Możliwe, że w przyszłości będzie to też źródło zasilania wysokoenergetycznej broni pokładowej lub systemów aktywnej obrony.
[Obrazek: 2cwCDYz.jpg]
Mówi się też o możliwości zwiększenia zasięgu działania platform, a co za tym idzie – stopniowego odejścia od tradycyjnych silników wykorzystujących tzw. paliwa kopalniane na rzecz wprowadzeniu zupełnie nowych układów napędowych. Już dziś wiadomo, że jednym z większych problemów w rozwoju takich pojazdów jest ich układ napędowy, ponieważ obecnie stosowane power packi są duże i ciężkie a rozwiązania hybrydowe czy elektryczne niedostatecznie sprawdzone i wydajne.
Oczywistym jest również, że nowa platforma (platformy) ma mieć mniejszą masę niż dotychczas stosowane pojazdy oraz że będzie ona posiadać dużo większy potencjał użytkowy i rozwojowy w przyszłości. Bardzo starannie rozpatrywana będzie równowaga zastosowanych systemów ochrony łączących środki pasywne i aktywne w sposób niepowodujący skokowego wzrostu masy czy utraty mobilności.
[Obrazek: DL3H2xtWkAEw048.jpg]
Do tego dochodzą zagadnienia związane z zapewnieniem odporności wobec systemów walki radioelektronicznej (w tym cyberbezpieczeństwem), uzyskaniem wysokiej świadomości sytuacyjnej załogi i przełożonych, skuteczną ochroną w całym zakresie radiolokacyjnym oraz widma bliskiej, średniej i dalekiej podczerwieni, a także zmniejszeniem generowanego hałasu.

Realnie też patrzy się na rozwój nowych bojowych platform lądowych (jak roboty pola walki i inne systemy autonomiczne) i bezzałogowych statków powietrznych współpracujących z maszynami załogowymi. Albo idzie się dalej, tworząc projekt uniwersalnej maszyny załogowo/bezzałogowej czy wozu dowodzenia robotami wykonującymi szereg zadań do tej pory zarezerwowanych dla załogowych wozów bojowych czy spieszonych żołnierzy.
Żeby lepiej zrozumieć współczesne oczekiwania i wymagania stawiane przez Amerykanów, przypomnijmy sobie w skrócie najważniejsze fakty z rozwoju dwóch podstawowych platform lądowych tj. czołgu i bojowego wozu piechoty (bwp).

Gdy mówimy o ogólnej konstrukcji czołgu, to jednoznacznie kojarzy się ona z tradycyjnym rozwiązaniem wprowadzonym po raz pierwszy przez Francuzów w modelu Renault FT. Układ – przedział kierowania z przodu, bojowy z obrotową i załogową wieżą pośrodku oraz napędowy z tyłu wozu – od ponad 100 lat jest uznawany za wzorcowe rozwiązanie i tylko w nielicznych seryjnie wykorzystanych pojazdach nie został on zachowany.
Jednym z takich odstępstw był np. szwedzki wóz Strv103, w którym nie zastosowano wieży a armata została na stałe osadzona w kadłubie. Uzyskanie dużo mniejszych rozmiarów okupione jednak zostało zmniejszeniem skuteczności prowadzenia ognia w czasie ruchu i trudniejszym naprowadzaniem uzbrojenia (trzeba było przemieszczać cały kadłub).
Inny układ zastosowali też Izraelczycy w swoim czołgu Merkava – silnik umieszczono z przodu a powierzchnia czołowa wieży została zminimalizowana. Ostatecznie okazał się to złym kierunkiem. Kolejne modernizacje osłony poprzez dodanie pancerzy specjalnych i w końcu wielomateriałowych spowodowały znaczy wzrost masy bojowej do prawie 70 ton. Wobec najnowszych systemów przeciwpancernych i tak jest to za mało, nawet jeśli uwzględnimy dodanie do Merkavy Mk4 ASOP Trophy .
Oczywiście klasyczny układ i sama technika z biegiem lat ewaluowały. Znacznie zwiększyły się zarówno możliwości czołgów, jak i ich masa, wymiary oraz koszty produkcji, pozyskania i eksploatacji.
Podobnie wyglądała historia rozwoju bojowych wozów piechoty. Pomysł dowozu żołnierzy na pole walki mechanicznymi pojazdami zrodził się w głowach Francuzów i Anglików. Początkowo rolę środków transportu pełniły zwykłe ciężarówki. Następnie udoskonalili tę ideę Niemcy, zapewniając nie tylko środek transportu, ale i ograniczone wsparcie w walce. Tak powstał pierwowzór transportera opancerzonego z przedziałem napędowym z przodu, za którym kolejno umieszczono przedział kierowania/dowodzenia oraz bojowy/transportowy. Na szeroką skalę gąsiennicowe i półgąsiennicowe transportery opancerzone eksploatowali z kolei Amerykanie i Brytyjczycy, by z czasem zamienić je na gąsiennicowe pojazdy takie jak legendarny M113 czy FV432. Jednak to Rosjanie wprowadzili do swojej armii pierwszy bojowy wóz piechoty – BMP-1. Nie tylko przewyższał on mobilnością i możliwościami uzbrojenia inne ówczesne wozy, ale zmienił też taktykę walki.
Odejdźmy na chwilę od samych rozwiązań konstrukcyjnych. Powszechnie uważa się, że to Niemcy w okresie międzywojennym najwięcej wnieśli do rozwoju taktyki użycia broni pancernej i zmotoryzowanej. To tam najtrafniej przewidziano rolę i zadania, jakie powinny spełniać czołgi i towarzysząca im piechota. Na ich walory i możliwości patrzono całościowo, a nie w oderwaniu czy w powiązaniu z innymi systemami uzbrojenia. Towarzyszyło temu opracowanie założeń taktyczno-operacyjnych dla jednostek pancernych/zmotoryzowanych, które maksymalnie wykorzystywały zalety czołgu i broni mu towarzyszących. Inni w zasadzie uczyli się od Niemców a tak naprawdę pełną mechanizację swoich wojsk pierwsi wprowadzili Amerykanie i Brytyjczycy. Przy czym trzeba przyznać, że konstrukcyjnie maszyny niemieckie, w przeciwieństwie do np. rosyjskich, nie charakteryzowały się wówczas rewolucyjnymi rozwiązaniami podobnie jak maszyny aliantów zachodnich.

Gdy po wojnie na Zachodzie powstawały konstrukcje łączące sprawdzone i klasyczne rozwiązania z pewnymi udoskonaleniami poszczególnych systemów i układów, w ZSRR wprowadzano rewolucję, jak np. zautomatyzowany układ podawania amunicji, armatę gładkolufową, pierwszy bwp z prawdziwego zdarzenia (czyli wspomniany już BMP-1) oraz aktywne systemy obrony pojazdów (ASOP). Dzisiaj już wiadomo, że niektóre rosyjskie rozwiązania miały tak naprawdę na celu dościgniecie/prześcignięcie Zachodu w pewnych obszarach, w których ZSRR odstawał technologicznie (nadrabiano to nietypowymi, często kosztowymi i skomplikowanymi rozwiązaniami).
Izraelczycy, choć znacznie później zaczęli, wnieśli spory wkład w taktykę i przede wszystkim w samą konstrukcję wozów bojowych (pancerze dodatkowe, ASOP itp.). Podobnie było z innymi państwami jak Szwecja, Włochy, Szwajcaria i Austria (w przypadku tych ostatnich chodzi przede wszystkim o zupełnie nowej konstrukcji kołowe, uniwersalne transportery opancerzone). W pewnym momencie ponownie zaistnieli też Brytyjczycy, opracowując doskonały pancerz wielowarstwowy.

Na Zachodzie udało się po dłuższym czasie w miarę efektywnie połączyć trzy najważniejsze czynniki decydujące o możliwości czołgu na polu walki – siłę ognia, manewrowość w różnym terenie i poziomu odporności. Pierwszymi takimi pojazdami były niemiecki Leopard 2 i amerykański M1 Abrams. Powstały też wówczas bardzo udane bwp jak Marder i M2 Bradley. Uniwersalność tych konstrukcji oraz stosunkowo duża podatność na ulepszenia sprawiły, że są one nadal użytkowane w wielu krajach, gdzie przeszły (lub przechodzą) modernizacje podnoszące ich możliwości i dostosowujące do wymagań współczesnego pola walki.
W Ameryce już w 1980 roku zainicjowano prace nad następcą Abramsa. W 1984 roku powstał Tank Best Bed w nowym układzie konstrukcyjnym – trzyosobowa załoga w odizolowanym przedziale z przodu kadłuba, przedział bojowy pośrodku oraz układ napędowy z tyłu. Podobnie wyglądał kolejny prototyp Tank Block III. Taki sam układ przyjęto również jako wzorcowy w ZSRR, a następnie w Rosji. I to tam wyprodukowano pierwszą niskoseryjną partię maszyn tzw. IV generacji, czyli T-14 Armata.

W USA rozwijano wiele programów, jak np. M-8 Armored Gun System (AGS) czy Future Combat Systems (FCS), który zakładał opracowanie nowoczesnego czołgu o masie 40 ton z dwuosobową załogą i uzbrojeniem w postaci dwóch połączonych dział elektromagnetycznych. Te programy oraz kolejny – XM1202 MCS (Mounted Combat Systems) bazujący na wspólnej platformie bojowej Manned Ground Vehicle (MGV) – ostatecznie upadły ze względu na wysokie koszty oraz niespełnianie wymagań wojska.
Z tego opisu można wnioskować, że tak naprawdę to Amerykanie nigdy nie byli prekursorami w rozwoju konstrukcji czołgów i bwp oraz taktyki ich wykorzystania na polu walki. Raczej należałoby uznać, że pilnie uczyli się od innych a efekty czasami bywały gorsze a czasami lepsze. Oczywiście jest to teza dyskusyjna, ale wiadomo, że o sile wozów amerykańskich (i właściwie wszystkich typów systemów uzbrojenia opracowanych w USA) decyduje „potęga przemysłu amerykańskiego”, jego możliwości technologiczne w powiązaniu z doskonałym zapleczem naukowym oraz prosty ekonomiczno-racjonalny czynnik. Wydaje się, że nic ponadto.
Zanim poruszymy pewne techniczne i eksploatacyjne zagadnienia dotyczące NGCV to pochylmy się nad zmianami w założeniach określających wymagania wobec czołgów i bwp. Dotychczas istniejące trzy stałe założenia, które były podstawą budowy czołgów (i w dużej mierze innych wozów bojowych) – czyli zbilansowanie wymaganej siły ognia, zapewnienie odpowiedniego poziomu osłony oraz wysokiej manewrowość – już nie są jedynymi. Dzisiaj dochodzą do nich dwa kolejne, w prostej linii wywodzące się z lotnictwa bojowego. To zmniejszenie wykrywalności na polu walki (stealth) oraz ścisła współpraca z innymi systemami uzbrojenia. Daje to większą uniwersalność zastosowania nowej generacji wozów bojowych a w efekcie również obniża koszty eksploatacji. Każda platforma spełniająca tylko trzy pierwsze założenia nie jest już w stanie „przeżyć” i efektywnie działać na współczesnym polu walki.
Modernizacja Abramsów ciągle trwa a najnowszy wariant SEPv3 ma zastąpić SEPv2, będący w produkcji od 2005 r. W SEPv3 zwiększono poziom ochrony załogi, przeżywalność i możliwość zwalczania różnych systemów broni przeciwnika. Jednocześnie ten wariant to również efekt ekonomicznego kompromisu powiązanego ze skutecznością zaproponowanych zmian.
To jednak nie wszystko, bo trwają prace nad ECP1B/M1A2SEPv4, który ma zaimplementować więcej ulepszeń elektroniki i kilka zupełnie nowych komponentów. Otwarta jest też kwestia silnika (trwają prace nad nowymi dwusuwowymi silnikami diesla z przeciwbieżnymi tłokami). Cała rodzina tych rozwiązań miałaby zastąpić wszystkie obecnie stosowane układy napędowe. Możliwe, że będzie również stanowić napęd przyszłych NGCV.
Gorzej jest z programem modernizacji bwp M2A2/A3 Bradley (do wariantu M4). Problemy wynikają z niemożliwości pogodzenia wymagań stawianych przez US Army z technicznymi ograniczeniami tego wozu. Po pierwsze, montaż ASOP Iron First (i jakiegokolwiek innego typu ASOP) jest skomplikowany ze względu na małą wieżę (utrudniona efektywna instalacja i integracja sensorów i efektorów). Po drugie, na tej samej wieży proponuje się instalację czterech anten typu AESA (pokrywających 360 stopni wokół pojazdu) wraz z systemem zakłócania BSP, a na niektórych wozach wyrzutni pocisków przeciwlotniczych FIM-92 Stinger (w miejsce standardowej wyrzutni ppk BGM-71 TOW-2). Nowym uzbrojeniem jest też 30 mm armata automatyczna M230LF. A do tego dochodzi dopancerzenie czy dostosowanie SKO do najnowszych wymagań i pracy w systemie sieciocentrycznym.

Jednak największą bolączką jest niewielka możliwość zmian w aranżacji przedziału desantu (jego powiększenia i dostosowania do instalacji nowych systemów lub przewozu większej liczby żołnierzy). Osiągnięto również krytyczne wartości dopuszczalnej masy całkowitej. Pamiętajmy też o AMPV (następcy M113) w programie, który zakłada wykorzystanie na razie ok. 2000 kadłubów starszych M2 będących w magazynach armii. To nie wystarczy, by zastąpić wszystkie obecnie eksploatowane M113. A czy jest sens produkcji takich wozów od nowa, gdy mamy gotowe kadłuby a lepszego bwp-a można opracować?
Oczywiście procesowi kolejnej modernizacji można poddać jedynie te wozy, których konstrukcja gwarantuje uzyskanie znacznych korzyści przy niskich kosztach takiej operacji. W innym wypadku konieczny będzie wybór między dalszym utrzymaniem istniejącej floty a zapewnieniem zupełnie nowych zdolności, w tym opracowaniem od podstaw nowych pojazdów.
Wydaje się więc, że dla Amerykanów priorytetem w ramach przyszłego NGCV będzie raczej bwp a w dalszej kolejności czołg podstawowy a nie odwrotnie. Natomiast czy będzie to platforma uniwersalna czy dwie różne, zadecydują wyniki analiz. Duże znaczenie będzie w nich miała ocena obecnych i przyszłych uwarunkowań związanych z użyciem bwp i czołgów na polu walki. Pomocne może się okazać właściwe określenie możliwości i potencjału przyszłego przeciwnika (charakteru jego działań) oraz obszaru użycia (środowiska operacyjnego, geograficznego, politycznego, technicznego, kulturowego i zasobów materiałowych).
Zbudowanie dedykowanych pojazdów specjalistycznych daje lepsze dostosowanie do wypełnienia stawianych im zadań. Natomiast wysoka unifikacja sprzętowa zapewnia znaczne zmniejszenie kosztów eksploatacji i skomplikowania (obecnie rozbudowanego) łańcucha logistycznego, szkoleniowego i w przyszłości modernizacyjnego. Mamy więc dwa krytyczne czynniki: efektywność i ekonomię.

Jakie mogą być możliwe do realizacji rozwiązania konstrukcyjne?

Układ czołgu, gdzie załoga znajduje się z przodu kadłuba, napęd z tyłu, zaś pośrodku jest przedział bojowy ze zdalnie sterowaną wieżą, wydaje się dzisiaj najbardziej optymalny. Taka aranżacja daje możliwość zastosowania wysokiego stopnia ochrony załogi i newralgicznych układów wozu przy obniżeniu masy wozu o ok. 10-15 ton w porównaniu z klasycznymi konstrukcjami.

Kolejną możliwą rewolucją byłaby redukcja załogi do dwóch osób. Jest to o tyle możliwe, że postęp w zakresie systemów sterowania i automatyzacji dowodzenia/kierowania wozem jest obecnie duży. Zalety to przede wszystkim kolejna redukcja masy (nie tylko o jednego członka załogi, ale i o ekwiwalent systemu jego pasywnej ochrony) oraz eliminacja tzw. czynnika krytycznego, jakim jest człowiek z całym bagażem uwarunkowań mu towarzyszących w działaniach bojowych i procesie szkolenia.

Jeżeli chodzi o uzbrojenie, to kolejną rewolucją może okazać się wprowadzenie dział elektromagnetycznych, elektrotermalno-chemicznych (ETC) lub elektrochemicznych (ETK). Od niedawna wiadomo, że prowadzone są zaawansowane prace nad działem elektromagnetycznym przeznaczonym dla pojazdów lądowych. Jak na razie nie określono, czy nowej generacji pojazd będzie traktowany jak czołg przyszłości czy nowy system artyleryjski, ale na wstępie zakłada się uzyskanie wysokiej (w porównaniu z obecnymi armatami) szybkostrzelności i zasięgu ognia ponad 30 km. Zalety to przede wszystkim brak prochu, duże zwiększenie zapasu amunicji i uzyskiwanie prędkości pocisku rzędu trzykrotnej prędkości dźwięku (z kolejnym wymaganiem, by ostatecznie uzyskać poziom około mach 6).
Inną zupełnie nową bronią, ale już chyba raczej przeznaczoną dla przyszłego bwp i wozów wsparcia, mogłyby być działa laserowe. Jak na razie prace nad tej klasy uzbrojeniem koncentrują się na skonstruowania uniwersalnych systemów przeciwrakietowych i zwalczania BSP (oprócz już testowanych systemów typu C-RAM). Uzyskanie zadowalającej efektywności wymaga posiadania lasera o mocy co najmniej 300 kW.
Obecnie wykorzystane ZSSW i ZSMU będą modernizowane i również przeznaczone dla nowych bwp/transporterów opancerzonych. Sama modernizacja idzie w kierunku zapewnienia bezpiecznego i bardziej dostępnego dla obsługi systemu doładowania amunicji lub usuwania zacięć i niesprawności oraz usprawnieniu nie zawsze poprawnie działającego oprogramowania. Powstanie też nowa „konwencjonalna” amunicja, a jeżeli z wieżą zostanie zintegrowana wyrzutnia, to będzie ona najprawdopodobniej uniwersalnym rozwiązaniem łączącym możliwość wystrzelenia różnego typu (przeznaczenia) rakiet czy nawet małych BSP.

Inne wymaganie to zapewnienie awaryjnego systemu świadomości sytuacyjnej załogi tak, by podczas uszkodzenia zasadniczych sensorów, ukryci we wnętrzu pojazdu żołnierze nadal wiedzieli, co się wokół nich dzieje.
Nowy bwp będzie pojazdem modułowym, możliwe, że powstanie również jego wersja bezzałogowa przeznaczona do transportu desantu lub lądowych robotów wsparcia (swego rodzaju baza takich maszyn). Zarówno konstrukcja bojowego wozu piechoty, jak i czołgu powinny zapewniać minimum 10-15 proc. rezerwy dalszego przyrostu masy, także energii elektrycznej na poziomie 10-15 kW.

Opracowanie robota-czołgu przyniesie kolejną redukcję masy do poziomu 50-60 proc. w porównaniu z obecnymi czołgami podstawowymi. Natomiast gdy rzeczywiście opracowana zostanie broń elektromagnetyczna, pod znakiem zapytania pozostanie dalszy sens rozwoju „klasycznej” osłony. Zapewnienie bezpieczeństwa byłoby wówczas związane z zastosowaniem zupełnie nowych pancerzy i aktywnych/pasywnych systemów ochrony.
Wiadomo również, że w nowych konstrukcjach będzie się dążyć do wykorzystania gotowych technologii z innych systemów walki oraz sprawdzonych zespołów i układów z rynku cywilnego. Będą to nie tylko elementy mechaniczne i elektryczne, ale i rozwiązania elektroniczne i optoelektroniczne. Oszczędzi to czas i obniży koszty prac rozwojowych oraz badań i testów.
Na ostateczny kształt przyszłego NGCV duży wpływ może mieć również fakt, że US Army już obecnie dopuszcza platformy spełniające 85-90 proc. stawianych wymagań (a nie jak dotychczas 100 proc.). Ma to usprawnić i przyśpieszyć rozwój wozów przyszłości. Odbywa się to z uwzględnieniem akceptowalnego ryzyka ograniczonego przez ścisłą współpracę z przemysłem. Zakłada się, że osiągniecie pełnych wymagań możliwe byłoby podczas kolejnych modernizacji.

Podsumowanie

Czy NGCV będzie „klasycznym” rozwiązaniem, zupełnie nową konstrukcją czy pojazdem bezzałogowym? Tego nie wiemy a o wadach i zaletach takich rozwiązań można napisać dużo i na pewno powstałoby wiele (równie sprzecznych ze sobą) opinii. Na nieco inaczej postawione pytanie – czy będzie to rozwiązanie rewolucyjne konstrukcyjnie? – nie można też dziś jednoznacznie odpowiedzieć. Historyczne uwarunkowania sugerują raczej, że tak się nie stanie, choć wojsko domaga się robotów i zupełnie nowych (rewolucyjnych) systemów uzbrojenia. Mocno zaawansowane są prace nad systemami autonomicznymi i bronią wysokoenergetyczną. Może już niedługo ujrzymy naprawdę rewolucyjne konstrukcje, całkowicie zmieniające oblicze przyszłego pola walki.
Natomiast z dużym prawdopodobieństwem można już obecnie stwierdzić, że przyszły/przyszłe NGCV nie będzie/będą miał/miały już takiej mocniej pozycji ich poprzednicy. Będzie to co najwyżej element dużego zbioru wzajemnie ze sobą współpracujących systemów bojowych na polu walki.

za http://www.defence24.pl/jaki-bedzie-nast...ya-analiza



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

gargamel9998
Liczba postów:5,492 Reputacja: 2,729
16-05-2018, 22:27 #1,516
Holenderski parlament uchwalił program modernizacji floty na najbliższe lata. Dwa kluczowe projekty prowadzone są wspólnie z Belgią.

Najważniejszą częścią programu jest akceptacja zamówienia na dwie fregaty, które zastąpią ostatnią parę jednostek typu Karel Doorman. Z racji zaplanowanego ograniczenia sił do łącznie sześciu fregat nowe jednostki będą okrętami uniwersalnymi, ale zoptymalizowanymi do zwalczania okrętów podwodnych. W skład ich uzbrojenia wejdą jednak pociski przeciwlotnicze ESSM lub SM-2.

Prowadzone z Belgią od roku 2013 prace studyjne ciągle nie przyniosły finalnego projektu. Okazję tę chcą wykorzystać Niemcy, oferując obu państwom dołączenie do programu fregat MKS-180. Pierwszy okręt dla Holandii powinien podnieść banderę w 2025 roku. Obie fregaty zbuduje Damen.

Kolejny realizowany wspólnie z Belgią program to pozyskanie sześciu nowych niszczycieli min. Zastąpią one w linii taką samą liczbę jednostek typu Tripartie, zaprojektowanych i zbudowanych w latach 80. razem z Belgią i Francją. Nowe niszczyciele min przystosowane do wykorzystania pojazdów bezzałogowych maja wejść do służby w latach 2025–2030.

Ostatni zatwierdzony program to budowa pomniejszonej wersji okrętu wsparcia logistycznego Karel Doorman. Jednostce, określanej jako okręt wsparcia bojowego (CSS – Combat Support Ship), przyznano wysoki priorytet. Wodowanie planowane jest na rok 2023 lub nieco później.



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Cracovia i Polonia - ślubowały sobie wierność do samego końca

hank
Liczba postów:8,377 Reputacja: 9,267
17-05-2018, 14:11 #1,517
Izraelczycy opublikowali nagranie z nalotu, na którym widać jak niszczą w Syrii rakietowo-artyleryjski system przeciwlotniczy Pancyr-S1. Co ważne atak przeprowadzono przy braku jakiegokolwiek przeciwdziałania ze strony atakowanego zestawu, który nie był w ruchu, a więc mógł odpowiedzieć ogniem.
[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcSwFPIz2yfZ4Ipe8aKhZpT...0Qwhxa0q_7]
W czasie nalotu przeprowadzonego przez siły powietrzne Izraela 10 maja 2018 r. zaatakowano w sumie ponad 50 celów rozlokowanych w Syrii. Atak stanowił odpowiedź na wystrzelenie wczesnym rankiem 10 maja br. 20 rakiet skierowanych na obiekty znajdujące się na izraelskim terytorium na Wzgórzach Golan. Izrael, by pokazać intensywność przeprowadzonego ataku odwetowego, opublikował nagranie z nalotu, dobierając ujęcie tak, by z łatwością można było rozpoznać jakie cele zostały skutecznie wyeliminowane.
W początkowej sekwencji widać jedynie, że rakieta naprowadzana telewizyjnie kieruje się na jakiś pojazd stojący na drodze w terenie niezabudowanym. W ostatniej sekwencji jednak, tuż przed uderzeniem pocisku, widać wyraźnie, że zaatakowany został rakietowo-artyleryjski system przeciwlotniczy Pancyr-S1, który według Rosjan miał stanowić skuteczną barierę przed atakiem powietrznym z krótkiej odległości.
Na nagraniu nie widać, by podjęto jakiekolwiek kroki zmierzające do przeciwdziałania nalotowi. Widać natomiast stojącą obok drogi grupę ludzi. Może oznaczać to, że przed samym uderzeniem załoga opuściła pojazd. Rosyjski system „Pancyr-S1” jest jednak reklamowany jako zestaw, który może być sterowany zdalnie z wynośnego pulpitu, a więc brak operatorów wewnątrz niczego nie tłumaczy.
Co więcej, Rosjanie chwalą się również bardzo krótkim czasem przejścia systemu z położenia marszowego do bojowego (poniżej 5 minut). Jednak przy działaniu autonomicznym, bez konieczności łączenia się ze stanowiskiem dowodzenia obroną przeciwlotniczą, czas ten może zostać jeszcze bardziej skrócony ponieważ nie ma np. konieczności pozycjonowania i nawiązywania łączności - chodzi więc jedynie o włączenie urządzeń. Jeżeli więc załoga zdążyła zatrzymać i opuścić pojazd, to miała również czas na jego uruchomienie.
System jednak nie zadziałał i co najmniej jeden zestaw „Pancyr-S1” został zniszczony przez Izraelczyków bez żadnego przeciwdziałania. Jest to duża rysa na legendzie jaką otacza się rosyjskie systemy przeciwlotnicze. Kiedy jednak dochodzi do faktycznego starcia bojowego, to okazują się one bezradne. Lotnictwo izraelskie już wcześniej rozwiało w taki sposób mit niezwyciężonych, radzieckich systemów rakietowych 2K12 Kub rozgramiając je w Dolinie Bekaa 9 czerwca 1982 r.
Teraz taki sam los spotkał zestaw „Pancyr-S1”. Zadanie było trudne, ponieważ Rosjanie opracowali artyleryjsko-rakietowy kompleks przeciwlotniczy, który może działać nie tylko w ramach baterii (ze stanowiskiem dowodzenia i radarem wczesnego ostrzegania), tak jak Kub (na miejscu ostrzegawczy radar wczesnego wysoce mobilnego 1RL123), ale również w pełni samodzielnie, wykrywając cele własnym systemem radiolokacyjnym i naprowadzając na nie rakiety (dwanaście rakiet przeciwlotniczych typu 57E6 i 57E6-E) lub nakierowując ogień artylerii (dwie dwulufowe armaty kalibru 30 mm). Oba te kanały ogniowe zawiodły jednak lub nie zostały wykorzystane.
Najnowszy sukces izraelskiego lotnictwa jest tym większy, że 10 maja br. atak przeprowadzono przy silnym przeciwdziałaniu systemów przeciwlotniczych stacjonujących na całym, syryjskim terytorium. Żaden z samolotów nie został jednak zestrzelony. Co więcej, podczas powrotu udało im się zniszczyć pięć baterii przeciwlotniczych (według źródeł pochodzących z Izraela). Danych tych nie potwierdziła ani strona syryjska, ani rosyjska.

za http://www.defence24.pl/system-pancyr-up...-lotnictwo[/img]
Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-05-2018, 14:12 przez hank.



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

hank
Liczba postów:8,377 Reputacja: 9,267
18-05-2018, 09:55 #1,518
Demonstrator maszyny Bell V-280 Valor odbył pierwszy lot poziomy z silnikami pracującymi w trybie marszowym. Jak podkreślają przedstawiciele koncernu, pionowzlot osiągnął prędkość 190 węzłów (ok. 352 km/h).
Przejście z trybu lotu pionowego do lotu poziomego w przypadku V-280 polega na opuszczeniu wirników, tak by stały się śmigłami. W przeciwieństwie do opracowanego przez Bell Helicopter i Boeinga samolotu hybrydowego V-22 Osprey w Valorze obracane są same wirniki nośne, a nie cała gondola silnikowa.
[Obrazek: V-280-Valor-first-flight.jpg]
Jak informuje Bell, podczas ostatnich testów maszynie udało się osiągnąć prędkość 190 węzłów. Przypomnijmy, że docelowo śmigłowiec ma osiągać do 280 węzłów (prawie 520 km/h) i mieć zasięg prawie 4000 km (w tym zasięg bojowy do prawie 1500 km). Załoga V-280 będzie liczyć 4-osoby, a maszyna może zabrać oprócz niej na pokład także 14 żołnierzy i około 5,5 tony sprzętu.
Do tej pory Valor spędził w powietrzu ponad 27 godzin, a jego silniki mają łącznie na koncie ponad 90 godzin pracy.
[Obrazek: v280_75tilt_4_0.jpg]
W lutym 2018 roku pierwszy raz za sterami Valora usiadł pilot US Army. Podczas pierwszego lotu maszyny sterowanej przez przedstawiciela armii, pilot unosił się z wykorzystaniem efektu przypowierzchniowego, sprawdził różne tory lotu oraz lądowanie typu roll-on. Po raz pierwszy Bell V-280 Valor wzniósł się w powietrze z lotniska położonego obok zakładów Bell Helicopter w Amarillo w Teksasie 18 grudnia 2017 roku.
Maszyna V-280 Valor bierze udział w wyścigu na uzyskanie kontraktu dla Wojsk Lądowych w ramach programu Future Vertical Lift (FVL) jako bezpośredni następca śmigłowców Black Hawk. Cały program FVL jest natomiast znacznie szerszy i ma doprowadzić do stworzenia, opartych na podobnej platformie, następców kilku typów statków powietrznych. Docelowo na bazie Valora może więc w związku z tą koncepcją powstać także nowa maszyna uderzeniowa mająca w przyszłości pozwolić na wycofanie śmigłowców Apache.
[Obrazek: d2-army_ground3.jpg?itok=cHwwg6dA]
Dzięki FVL armia USA chce do 2030 r. opracować następców śmigłowców z rodziny Black Hawk oraz AH-64 Apache, a w dalszej perspektywie czasowej także lekkich maszyn OH-58 Kiowa, ciężkich śmigłowców transportowych CH-47, a nawet samolotów transportowych typu C-130 Hercules. Rodzina nowych maszyn ma być oparta o wspólną architekturę, wysoce odporną na ataki cybernetyczne oraz łatwo poddawać się modernizacji. W perspektywie kilkudziesięciu lat może chodzić o zastąpienie nawet 6500 maszyn używanych obecnie przez amerykańskie siły zbrojne.
Konkurentem Valora jest SB-1 Defiant produkcji konsorcjum Sikorsky-Boeing. Prototypy opracowane przez obu konkurentów będą testowane przez 2018 r. w ramach programu demonstracyjnego Joint Multi-Role. Projekt FVL znajduje się obecnie w pierwszej fazie pozyskiwania uzbrojenia (Materiel Solutions Analysis) zgodnie z DAS.
[Obrazek: Boeing-Sikorsky-JMR.jpg.pc-adaptive.full.medium.jpeg]
Zakończy się ona najprawdopodobniej około 2019 r. Produkcja niskoseryjna ma się rozpocząć około 2029 r. Osiągnięcie gotowości operacyjnej nowej maszyny jest prognozowane na 2030 r.

za http://www.defence24.pl/valor-w-pierwszy...ocie-wideo
Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-05-2018, 09:56 przez hank.



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

gargamel9998
Liczba postów:5,492 Reputacja: 2,729
19-05-2018, 08:44 #1,519
Deloitte przewiduje, że przychody sektora obronnego zwiększą się w tym roku o 3,6%.

W 2018 przychody przemysłu lotniczo-obronnego powinny wzrosnąć o około 4,1% w porównaniu do roku poprzedniego. Na ten wynik składa się zarówno dobra kondycja sektora obronnego, jak i producentów samolotów pasażerskich. Według raportu 2018 Global aerospace and defense sector outlook. On a solid profitable growth path, przygotowanego przez spółkę doradczą Deloitte, globalne przychody całego sektora obronnego zwiększą się w tym roku o 3,6%, a wydatki na zbrojenia będą rosnąć w tempie średnio 3% w l. 2017-2022. Z kolei branża lotnictwa cywilnego w tym roku odnotuje wzrost przychodów aż o 4,8%.

Globalne wydatki na obronność wyniosły 1,68 bln USD w 2016, a w ub. r. – 1,73 bln USD. Budżet obronny USA na poziomie 606,2 mld USD odpowiadał w 2016 za 36% globalnych wydatków zbrojeniowych. Na skutek napięć w polityce światowej rządy Indii, Rosji i Chin również zwiększały nakłady na zbrojenia (odpowiednio o 8,5%, 5,9% i 5,4% w porównaniu z 2015).

Polska z wydatkami na poziomie 9,8 mld USD (w 2016) znalazła się na 25. miejscu wśród krajów, które na obronność wydają najwięcej. W obliczu przyszłości zdominowanej przez zagrożenia i globalne napięcia, mocarstwa rewidują swoje podejście do obronności. W tym roku przychody branży obronnej na świecie wzrosną prawdopodobnie o 3,6%, a wydatki przekroczą 2 bln USD do 2022. W l. 2017-2022 średnia roczna stopa wzrostu globalnych wydatków na zbrojenia wyniesie około 3% – mówi Piotr Świętochowski, partner w dziale Audit & Assurance, ekspert ds. przemysłu obronnego, Deloitte. Szacowany zysk z działalności operacyjnej przedsiębiorstw z branży obronnej wyniesie w tym roku 10,2%.

Na całym świecie wzrasta popyt na produkty przemysłu zbrojeniowego, a w obliczu rosnącego zagrożenia cyberprzestępczością państwa wzmacniają mechanizmy obronne. Wyższe wydatki na zbrojenia w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej, Indiach, Republice Korei, Japonii i innych krajach prawdopodobnie będą powodować podobne tendencje w krajach NATO, ponieważ liderzy nadal starają się zapobiegać potencjalnym zagrożeniom i utrzymać przewagę konkurencyjną. W 2022 wydatki krajów europejskich na obronność wyniosą prawdopodobnie około 372 mld USD, co będzie stanowiło 18,4% wydatków globalnych. Liderem pod tym względem pozostaną USA.

W związku z obserwowanym ożywieniem w światowej gospodarce i zwiększonym popytem na lotnicze przewozy pasażerskie, rynek lotnictwa cywilnego wzrośnie w tym roku o 4,8%, głównie dzięki zwiększeniu produkcji, która musi nadążać za rosnącym popytem. Zysk z działalności operacyjnej w przemyśle lotniczym na ten rok przewidywany jest na poziomie 18,5%.

W 2017 rynek lotnictwa komunikacyjnego napędzał przede wszystkim region Azji i Pacyfiku. Prawdopodobnie w najbliższym czasie się to nie zmieni. Z wyliczeń Deloitte wynika, że globalny popyt na podróże lotnicze w ciągu ostatnich dziesięciu lat wzrósł o 5,1%. W 2008 linie lotnicze obsłużyły 2,5 mld pasażerów, a w ubiegłym roku było to 4 mld podróżnych. Pomiędzy 1981 a 2017 liczba podróżujących samolotami wzrosła pięciokrotnie. Wpływ na to zjawisko miały, m.in. taniejące bilety lotnicze. Średnia cena biletu lotniczego w 2017 wynosiła 355 USD, o 64% mniej niż w 1996.

Prognozuje się, że globalny popyt na nowe samoloty wzrośnie, roczna produkcja zwiększy się przez następną dekadę o 25%, a w ciągu najbliższych 20 lat wytwórnie opuści 36 780 nowych samolotów pasażerskich.

Nie zmienia to faktu, że najważniejsze problemy pozostają nierozwiązane. Portfel zamówień na produkcję samolotów w całym sektorze wyniósł na koniec 2017 ponad 14 tys., co przekłada się na 9,5 roku produkcji. Spółki muszą skupić się na wzmacnianiu łańcucha dostaw, wprowadzeniu skutecznego i bardziej efektywnego zarządzania oraz wdrażaniu nowych, nowoczesnych technologii, które pozwolą poprawić wydajność – dodaje Piotr Świętochowski.

Jak wskazują eksperci Deloitte wartość transakcji fuzji i przejęć w globalnej branży lotniczej i obronnej w 2017 osiągnęła 51,5 mld USD, mimo że liczba transakcji nieznacznie spadła w stosunku do 2016. Presja cenowa ze strony producentów sprzętu lotniczego i rozwój wysokomarżowych usług posprzedażowych skłania dostawców do konsolidacji w celu uzyskania korzyści skali i poprawy efektywności kosztowej. Jak wskazuje raport Deloitte wciąż największymi przedsiębiorstwami na świecie w sektorze lotniczo-obronnym pozostają Boeing, Airbus i Lockheed Martin. Przychody największych 20 przedsiębiorstw w tym sektorze w 2017 wyniosły 502,3 mld USD.



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Cracovia i Polonia - ślubowały sobie wierność do samego końca

hank
Liczba postów:8,377 Reputacja: 9,267
19-05-2018, 11:36 #1,520
Polskie Leopardy pojadą na zawody do Niemiec
Armia USA w Europie oraz armia niemiecka będą współgospodarzami organizowanych już po raz trzeci zawodów Strong Europe Tank Challenge, które odbędą się na obiektach 7th Army Training Command Area w niemieckim Grafenwöhr w dniach 3 – 8 czerwca 2018 roku.
[Obrazek: ceOktkpTURBXy84ZDM2NzRmYTBmNzkxZTg1Y2E2N...AgDNA8DCww]
W tegorocznej edycji wezmą udział jednostki pancerne z ośmiu krajów reprezentujących NATO i kraje partnerskie. Do Austrii, Francji, Niemiec, Polski, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych dołączą po raz pierwszy plutony czołgów z Wielkiej Brytanii i Szwecji.
[Obrazek: 8020271153_578abcf5dc_b.jpg]
Jak dowiedział się Defence24.pl, na niemieckim poligonie pojawi się do 45 polskich żołnierzy z 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej, których wspierać będą logistycy z 10 Opolskiej Brygady Logistycznej oraz 43 Wojskowego Oddziału Gospodarczego. Polscy czołgiści używać będą Leopardów 2A5.
[Obrazek: Leopard-2A7-1.jpg]
Celem Strong Europe Tank Challenge jest doskonalenie współpracy partnerskiej w warunkach dynamicznej rywalizacji w urozmaiconych i atrakcyjnych warunkach, od nawiązywania relacji na poziomie żołnierzy po wymianę doświadczeń w zakresie taktyki, technik i procedur. Zawody składają się z 13 konkurencji, takich jak m.in. tor przeszkód, strzelanie, „Olimpiada Czołgowa”, precyzyjne poruszanie w terenie oraz operacje ofensywne i defensywne z użyciem ostrej amunicji.
[Obrazek: challenger-mk-ll-battle-tank-british-arm...DFB3A8.jpg]
Zwycięzcami drugich dorocznych zawodów wojsk pancernych Strong Europe Tank Challenge w 2017 roku została załoga austriacka, miejsca drugie i trzecie zajęli Niemcy i Amerykanie.
W tegorocznych zawodach czołgowych Strong Europe Tank weźmie udział ukraińska reprezentacja, która wystartuje na zmodernizowanym czołgu T-84.
[Obrazek: oplotm_rta_in_malyshev_factory.jpg]
Tegoroczny start ukraińskiej załogi w czołgowych zawodach organizowanych przez NATO nie będzie pierwszym, albowiem już w zeszłym roku wystartowali na czołgu T-64BM Bułat. W tym roku Siły Zbrojne Ukrainy planują natomiast wysłać czołg T-84, będący rozwinięciem radzieckiego czołgu T-80UD. Posiada pancerz kompozytowo-reaktywny oraz zaawansowany system kierowania ognia z panoramicznym przyrządem obserwacyjnym dowódcy.

za http://www.defence24.pl/polskie-leopardy...do-niemiec
Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-05-2018, 11:38 przez hank.



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy






Skocz do: