Witaj! Logowanie Rejestracja
Rudolf Rohacek



greg
Liczba postów:1,298 Reputacja: 0
26-03-2014, 09:37 #41
spełnienia marzeń! tych zawodowych jak i prywatnych oraz jak najwięcej zdówka Smile



=C=R=A=C=O=V=I=A===G=R=Z=E=G=Ó=R=Z=K=I=


Twixxx
Liczba postów:3,778 Reputacja: 13
26-03-2014, 20:39 #42
Zdrowia!
Energii do pracy!
I zebysmy znowu mogli za Wami pojechac w swiat Smile
Tylko RUDOLF i Jego GANG!



[Obrazek: 2cpteg6.jpg]
To marzenie Twego ojca w dniu Twoich narodzin,
że w przyszłości Ty bedziesz, tak jak on, na mecze chodził!

RobertoBaggio
Liczba postów:776 Reputacja: 226
27-03-2014, 10:46 #43
1906 złotych medali z Cracovią.Wszystkiego Najlepszego !



tomex
Liczba postów:4,040 Reputacja: 1,821
13-11-2016, 20:55 #44
Urodziny wprawdzie za kilka miesięcy, ale Rudi pracuje już cięgiem 12 lat w Cracovii

nie pamiętam, aby był drugi taki trener w Cracovii (Surdyka ma podobne osiągnięcia, ale w "ratach")

Gratulacje panie Rudolfie, i kolejnych 12 tak owocnych lat w Pasach życzę Wink

Rohacek został trenerem Cracovii 12.11.2004 zastępując Mieczysława Nahuńko, a pierwszy raz poprowadził drużynę 4 dni później przeciw Podhalu. Wynik 5:1
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-11-2016, 23:45 przez tomex. Powód edycji: słuszna uwaga Revenatora na temat imienia



Więcej Krysi P. w mediach. To wystarczy
Róże to symbol nienawiści i głupoty. SEND DUCK A ROSE
Nie chcieliśta ośmiorniczek - macie Ośmiornicę


Jorge
Liczba postów:97 Reputacja: 8
13-11-2016, 20:59 #45
Wszystkiego Najlepszego ! Dalszych sukcesów w Cracovii !!!



2016 , 2017

*REVENATOR*
Liczba postów:7,952 Reputacja: 534
13-11-2016, 22:23 #46
małe sprostowanie
nie Mirosław Nahuńko tylko,Mieczysław Nahuńko!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-11-2016, 22:29 przez *REVENATOR*.



mkp
Liczba postów:519 Reputacja: 46
14-11-2016, 17:54 #47
Najlepszego Panie Trenerze!!!
Dzięki za Gang!
Czekam(-y) na dalsze Pana i Drużyny sukcesy! Oby było ich jak najwięcej. A najlepiej nie poziomie europejskim Smile



agent44 Moderator
Liczba postów:4,774 Reputacja: 140
07-12-2016, 12:13 #48
Wklejam wywiad z trenerem ("DP", 02.12.2016). (jak znajdę czas to edytuję, aby było czytelne)


Z tyłu do kajaków przywiązaliśmy napełnione dwudziestolitrowe butle, zawodnicy pływali tak przez 3,5 godziny. Morderczy trening - opowiada o swoich metodach Niezatapialny Trener Rudolf Rohaczek. Przez 12 lat doprowadził Cracovię do wielu sukcesów. A to jeszcze nie koniec - Podczas meczów przeklina Pan po polsku czy po czesku? - Gdy jestem normalnie zdenerwowany, to po polsku. A gdy bardzo - to zaczynają się plątać czeskie słowa. - I wtedy gracze zaczynają się uśmiechać? - Nie, bo oni już wtedy wiedzą, że mają problem. - 12 lat w Krakowie, w sumie ponad 16 w Polsce. Gdzie w takim razie jest dom? - Trudne pytanie. W Ostrawie mam dom i rodzinę, ale... Tu też jest bardzo fajnie. To dwa miejsca, w których mógłbym żyć. Prawda jest taka, że po tylu latach w Krakowie mam więcej przyjaciół i znajomych niż w Czechach. - Planów, żeby do Krakowa przenieść się na stałe, nie było? - Jakoś nie. Żona pracuje jako nauczycielka w szkole średniej, nie chciała tego zostawiać. Wcześniej syn chodził w Ostrawie do szkoły, więc tematu nie było. A że odległość nie jest duża - gdy autostrady porobili, to w dwie godziny da się dojechać - postanowiliśmy, że wszystko zostaje po staremu. I ten model się sprawdza. W wolnej chwili albo ja jadę do Czech, albo żona czy syn przyjeżdżają tutaj. Sporo znajomych też się przewija, Kraków przyciąga. - Do krakowskiego smogu też się Pan przyzwyczaił? - Do tego akurat nie. To jest problem, ale mają te kotły i kopciuchy wymieniać, są dotacje. Może za kilka lat będzie lepiej. - Zorientowany Pan jest dobrze. - W końcu tu mieszkam, rozmawiam z ludźmi, interesuję się. A smog też bezpośrednio mnie dotyka, wpływa na zdrowie. A akurat zdrowe gardło jest trenerowi potrzebne. - Które zdanie lepiej by Pana opisywało: Rohaczek utknął w Krakowie czy Rohaczek realizuje się w Krakowie? - To drugie, zdecydowanie. Cały czas coś się dzieje. W drużynie zmieniają się zawodnicy, charaktery, a to zawsze jest wyzwanie, żeby ludzi do siebie dopasować. Pojawiają się nowe pomysły na treningi, bo świat hokejowy też nie stoi w miejscu. Można coś poprawiać w taktyce, przygotowaniu. Nie jest to taka rutyna, która zabija. Nadal mam motywację i energię, żeby tu pracować. - Na początku to nie był aż tak długoterminowy plan. - Na pewno nie spodziewałem się, że to będzie trwać tyle lat. Ale z drugiej strony - szybko to zleciało. Bardzo szybko. - Swoją drogą to pewien fenomen. W piłkarskim zespole Cracovii przez 12 lat przewinęło się kilkunastu trenerów, a Pan trzyma się jak pomnik ze spiżu. - Specyfika hokeja jest inna, futbol w Polsce przykuwa większą uwagę. Nam udawało się też regularnie zdobywać trofea, za czym stała ciężka praca chłopaków, nasza jako trenerów, prezesa Filipiaka, ludzi z klubu. Rozwijaliśmy się. W tym roku jako pierwszy polski klub zagraliśmy w Lidze Mistrzów. I zagraliśmy, uważam, bardzo dobrze. Jeśli ktoś twierdzi, że w przegranym 0:7 meczu w Karlstadt wypadliśmy słabo, to nie ma racji. Pojawiały się opinie, że nasze wyniki pokazały przepaść między nami a europejską czołówką. Ale to jest hokej. Spróbuję porównać to do piłki nożnej. Jeśli polski zespół traci sześć goli w spotkaniu z futbolowym potentatem, to my w Szwecji musielibyśmy stracić 24, żeby można było szukać równowagi między tymi zdarzeniami. Warto więc było zagrać w LM, chłopcy postawili się mocnym rywalom. - Ile Pańskie sukcesy znaczą w Czechach, gdzie hokej to sport numer jeden? - Wiadomo, że tam polski hokej traktuje się trochę tak, jakby stał na poboczu. Choć gdy graliśmy w Lidze Mistrzów ze Spartą Praga, to byli zdziwieni, że tutaj tak się gra w hokeja. - Pan jest znany w ojczyźnie? - Na pewno ktoś mnie tam zna, ale po tylu latach spędzonych w Polsce, tutaj zna mnie zdecydowanie więcej ludzi. - Sześć tytułów mistrza Polski w CV otworzyłoby Panu w Czechach drzwi do pracy w dobrym klubie? - Trudno powiedzieć. Przez te wszystkie lata były jakieś propozycje ze Słowacji, Czech, a nawet z innych krajów, ale tak się sprawy ułożyły, że cały czas jestem tutaj. - Dlaczego? - Bo nie miałem powodu, żeby cokolwiek zmieniać i zrywać kontrakty. Nie żałowałem nigdy, że tu wylądowałem i nie będę żałował. - Jednak gdy zaczynał Pan trenerską karierę, to marzył o czymś więcej? - Marzenia się spełniły. Chciałem po prostu pracować w tym zawodzie, mieć z tego frajdę. Nie bujałem w obłokach, że za dziesięć lat będę w NHL. Nie miałem na to czasu. Korzystałem z kolejnych okazji. Karvina, Ostrawa, potem przyszła propozycja z Krynicy. Tam z młodymi zawodnikami osiągnęliśmy niesamowity sukces, zdobyliśmy srebrny medal mistrzostw Polski. I to chyba w tamtym czasie przesądziło się, że moje zawodowe życie związane jest głównie z waszym krajem. - Pamięta Pan swoje początki w Cracovii? Treningi były podobno tak długie, że zawodnicy zaczęli przynosić ze sobą suchy prowiant, bo nie było czasu na zjedzenie normalnego posiłku. - (śmiech) Mówiłem im, żeby zabierali ze sobą jakieś batony, a oni przynosili kanapki. Tak było. Mówią, że moje zespoły zawsze słynęły z bardzo dobrego przygotowania fizycznego. To prawda, bo to jest fundament. Mieliśmy też czasem szczęście w budowaniu drużyny, udanych zmianach personalnych, ale szczęście sprzyja dobrze przygotowanym. - Dzisiaj już Pańskie metody zawodników nie dziwią, ale dwanaście lat temu… - Zabrałem ich na kajaki, 3,5 godziny dużego wysiłku. Do każdego kajaka przywiązana była napełniona dwudziestolitrowa butla, zanurzona z tyłu w wodzie. Po co? Żeby było ciekawiej, a kajaki trochę cięższe. Płynęliśmy pod Wawel i z powrotem na Kolną. Potężny wysiłek, zawodnicy będą mieli co wspominać do końca życia. Zresztą, te wypady na kajaki czasem się powtarzają. Prezes Zbigniew Miązek z Kolnej powiedział do mnie tak: jak przed sezonem trenujecie u nas, to zdobywacie złote medale, a jak was nie ma, to nic nie wygrywacie. Coś w tym jest. Dwa lata nas tam nie było i mistrzostwa też. A przed poprzednim sezonem pływaliśmy i zdobyliśmy złoto. - Pan jako zawodnik lubił tak harować? - To była inna szkoła, rosyjska. Dźwigało się bezsensownie ciężkie ciężary. Pękały kręgosłupy, kolana. Ale innej drogi wtedy nie było. - To teraz Pan mówi zawodnikom: co wy w ogóle wiecie o ciężkiej pracy? - Nie, sam im czasem współczuję. Teraz mają ciężko, ale inaczej. Robiliśmy latem na przykład bardzo męczące podbiegi pod górę. Niektórzy wymiotowali z wysiłku. To trudny zawód, trzeba po prostu hokej kochać, żeby wytrwać. Ja, gdy byłem mały, musiałem meldować się o szóstej rano na lodowisku na treningu. A trzeba było jeszcze dojechać 15 km tramwajem, więc wstawało się wpół do piątej. Coś takiego hartuje na całe życie. - Dlatego z syna zrobił Pan tenisistę, a nie hokeistę? - Nie, to był jego wybór. Teraz jeszcze trochę gra w różnych turniejach, ale bardziej jest już trenerem. I chyba dobrze wybrał, bo jako szkoleniowiec jest znacznie spokojniejszy ode mnie. W tenisie nie zdziera się tak gardła jak w hokeju. Dobry trener z niego będzie. - A Pan często wybucha? - Od czasu do czasu. Teraz mniej niż kiedyś. Metody się zmieniły, moje podejście też. - Dyscyplinę trudno utrzymać? - Czasem trzeba dokręcić śrubę. Choć teraz nie ma większych problemów, u zawodników wzrosła świadomość, rozumieją, o co grają. Ale nadzór w szatni musi być. - To dwudziestu kilku silnych facetów. Trudno utrzymać takie stado w ryzach. - Niełatwa sprawa, choć inaczej jest, gdy wszystkich dobrze znasz. Bo na niektórych trzeba krzyknąć, a na innych w ogóle nie można, bo źle to znoszą psychicznie. Jednego trzeba pogłaskać, a innego zwyzywać. Różnie bywa. - Pan nie lubi podobno, gdy ktoś za wysoko podnosi głowę w drużynie. - Myślę, że to nie jest prawda. Jeśli zawodnik chce wychylić się w taki sposób, że na treningach zapycha na 150 procent albo w trakcie meczu próbuje coś kreować, improwizować, to nie mam nic przeciwko. Ale każdy musi być świadomy, że ma płacone za granie, nie za gadanie. I trener ma zawsze ostatnie słowo. Problem rodzi się, gdy ktoś zaczyna filozofować. - I jak długo ma Pan zamiar uczyć tego zawodników w Krakowie? Kolejne 12 lat? - (śmiech) Nie jestem wróżką. Zobaczymy, co życie przyniesie.

Czytaj więcej: http://www.dziennikpolski24.pl/magazyny/...,11530134/



Hej Heja Heja, Cracovia Mistrzem Hokeja! [1937, 1946, 1947, 1948, 1949, 2006, 2008, 2009, 2011, 2013, 2016, 2017]

Puchar Kontynentalny - Donieck 2011:
"Jesteśmy #$&% wie gdzie, autobus zjebał się! [...]"

jurassic
Liczba postów:5,511 Reputacja: 353
25-03-2017, 22:31 #49
Sto lat Panie Trenerze na 54 urodziny ! Smile Zdrowia i 7-go złota z Cracovią za tydzień w piątek w Krakowie albo w niedzielę ! Smile



Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy !!!

KruszynaKSC
Liczba postów:8,997 Reputacja: 2,283
25-03-2017, 23:14 #50
100lat i dużo zdrowia



"Kocham,kocham tylko Ja!!!
Zawsze,zawsze bede z Nia!!!
Nawet,nawet w chwili zlej!!!
Nigdy,nie opuszcze Jej!!!"

docent
Liczba postów:6,688 Reputacja: 369
25-03-2017, 23:18 #51
Lepszego prezentu na urodziny nie mógł Pan dostać, przyłączam się do życzeń!



"O to zaś głównie chodzi, o tę bezwzględną, najwyżej napiętą energię wysiłku, ktokolwiekbądź jest przeciwnikiem."
Czas, 19.06.1918

kaleb
Liczba postów:2,655 Reputacja: 188
26-03-2017, 00:06 #52
Wszystkiego najlepszego i, oczywiście, kolejnego złota!



piotrek67
Liczba postów:5,948 Reputacja: 673
26-03-2017, 06:59 #53
Najlepszego Rudi i kolejnego złotka z Pasami !



Orlean
Liczba postów:2,337 Reputacja: 178
26-03-2017, 09:01 #54
Nieco spóźnione (nota bene przez Pana i Pańskich podopiecznych) gdyż wczorajszą wygraną należało uczcić  Smile niemniej dziś życzę zdrowia ,kolejnych wygranych w finałach ,dalszych sukcesów z naszą Cracovią!



Leesior
Liczba postów:9,119 Reputacja: 171
26-03-2017, 20:06 #55
Wszystkiego Najlepszego !!!



docent
Liczba postów:6,688 Reputacja: 369
26-03-2017, 22:04 #56
Panie trener, czasem trzeba przegrać, ale jeszcze zbuduje Pan nową drużynę i będzie dobrze! Najlepszego!



"O to zaś głównie chodzi, o tę bezwzględną, najwyżej napiętą energię wysiłku, ktokolwiekbądź jest przeciwnikiem."
Czas, 19.06.1918

Blizzy
Liczba postów:1,908 Reputacja: 44
27-03-2017, 11:06 #57
(26-03-2017, 22:04)docent napisał(a):  Panie trener, czasem trzeba przegrać, ale jeszcze zbuduje Pan nową drużynę i będzie dobrze! Najlepszego!

Kilka osób po sezonie może być w żałobie...



1937, 1946, 1947, 1948, 1949, 2006, 2008, 2009, 2011, 2013, 2016, 2017


torreador
Liczba postów:2,584 Reputacja: 71
27-03-2017, 18:09 #58
Natomiast ty masz już zamrożonego szampana. Ok. tylko że potem możesz już nie mieć długo.. okazji takiego specjału mrozić.



Dajcie się Polakom rządzić a sami się wykończą

Blizzy
Liczba postów:1,908 Reputacja: 44
27-03-2017, 18:37 #59
(27-03-2017, 18:09)torreador napisał(a):  Natomiast ty masz już zamrożonego szampana. Ok. tylko że potem możesz już nie mieć długo.. okazji takiego specjału mrozić.

Muszę cię zmartwić ale nie mam, coś się skończyło i czas się z tym pogodzić, choc piękną historię Rudolf u nas ma.
Dobro Cracovii jest najważniejsze, ale czasem odnosze wrażenie jak by to nie było na pierwszym miejscu u niektórych.


Pomijając już czy ktoś lubi/nie lubi trenera.
Zastanawiające jest to że sezon skończy się max w ciągu tygodnia, a na temat przedłużenia kontraktu Rohackowi cisza.
Przypomnę że w 2011 i 2014 kontrakt był przedłużany już w styczniu.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-03-2017, 19:06 przez Blizzy.



1937, 1946, 1947, 1948, 1949, 2006, 2008, 2009, 2011, 2013, 2016, 2017


kaleb
Liczba postów:2,655 Reputacja: 188
27-03-2017, 19:20 #60
No to ciekawe, czyżby szykowała się zmiana na tym stanowisku?








Skocz do: