Witaj! Logowanie Rejestracja
NECRONOMICON



Maxwell
Liczba postów:335 Reputacja: 44
23-05-2017, 16:55 #581
James Bond Jamesem Bondem, ale dla mnie przede wszystkim Simon Templar (Święty) - lata 60-te, w TV jeden program, biało czarna telewizja, wszyscy oglądali - i rewelacyjny lord Brett Sinclair w serialu "The Persuaders" (po polsku najczęściej "Partnerzy". Na początku lat 70-tych to było wyświetlane u nas nie jako serial, a tak co parę miesięcy ni stąd ni zowąd jako niezależny film - jedynie z czołówki człowiek się orientował że to serial. Mówiło się na to czasami "Sędzia Fulton" bo taki był w Polsce tytuł pierwszego odcinka (naprawdę chyba "Uwertura"). Obok Moore'a Tony Curtis jako amerykański playboy Danny Wilde. Ciekawe, dowcipne, świetnie zagrane - w dobie Internetu wiadomo, że były 24 odcinki. Pamiętam świetny odcinek, gdy lord Sinclair udawał siebie samego (pewna szajka potrzebowała jego sobowtóra) oraz inny, gdy Amerykanin Curtis udawał lorda - Anglika... Niestety nie kontynuowano serialu...

Żal.

[']




ronnie79
Liczba postów:4,418 Reputacja: 670
23-05-2017, 17:04 #582
Dobrze,że znów się zacząłeś udzielać Maxwell-u.Dobrze się czyta Twoje wpisy.W każdym wątku.



Geopijatyk-Fan Oderki
Liczba postów:8,387 Reputacja: 126
24-05-2017, 23:27 #583
Zbigniew Wodecki i Roger Moore, nieodżałowany Simon Templer.
Jak ten czas leci.

Kilka słów na temat wodzisławskości Zbigniewa Wodeckiego.
Z Wikipedii:
"Jako miejsce jego urodzenia część źródeł, jak również sam artysta, podawała Kraków[a], natomiast inne – Łaziska w gminie Godów (na Górnym Śląsku, niedaleko Wodzisławia Śląskiego)[1]. Rodzina artysty pochodzi z Łazisk w powiecie wodzisławskim".

https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&...BnO2eNd8kQ

Z geografii nazwisk w Polsce, ilość osób o nazwisq Wodecki
Nazwisko 'Wodecki' najczęściej występuje w:
Wodzisław Śląski (134)
Końskie (40)
Warszawa (34)
Kielce (30)
m. Kraków (24)
m. Wrocław (22)
m. Rybnik (21)
m. Kielce (20)
Katowice (20)
m. Opole (19)

Z Godowa przy czeskiej granicy pochodzi też Franciszek Pieczka. Mi się ta wiocha kojarzy z młodością: nieszczęśliwa miłość do jednej kobiety, całowanie się przed dyskoteką z inną. Piwo w barze.
Tęsknota-smutek-żal.

PS To są takie małe Łaziska pod Godowem (nie mylić z Gdowem pod Pcimiem czy nad Jeziorem Pejpus). Nie mylić tych Łazisk z tymi Łaziskami (Dln, Śrdk, Grn) pod Mikołowem.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-05-2017, 23:42 przez Geopijatyk-Fan Oderki.



Za treść postów mojego męża nie odpowiadam.

Barbara M.M.

sterby
Liczba postów:10,384 Reputacja: 1,703
25-05-2017, 06:15 #584
Jak Gdów jest pod Pcimiem, to Wodzisław jest pod Wrocławiem.



Kto ma rację dzień wcześniej od innych, przez dobę uchodzi za idiotę.

[Obrazek: 3425360.jpg]

Geopijatyk-Fan Oderki
Liczba postów:8,387 Reputacja: 126
25-05-2017, 06:25 #585
Gdów jest w sposób metaforyczny, powiedziałbym sensu largo, zgodnie z prawidłowościami mechaniki kwantowej pod Pcimiem. Tam też leżą Drwinia, Kłaj, Grobla (polski Qwejt), Lusina, Tymbark, Wiśnicz, Limanowa i Jurgów.

Jeżeli już jesteśmy przy geografii, to moim marzeniem jest odwiedzić miasto Mikstadt.



Za treść postów mojego męża nie odpowiadam.

Barbara M.M.

Merol
Liczba postów:1,938 Reputacja: 148
27-05-2017, 08:54 #586
to jedź i nie zabieraj ze sobą komputera ani telefonu.



tomex
Liczba postów:4,049 Reputacja: 1,828
27-05-2017, 09:49 #587
Zbigniew Brzeziński

R.I.P.



Więcej Krysi P. w mediach. To wystarczy
Róże to symbol nienawiści i głupoty. SEND DUCK A ROSE
Nie chcieliśta ośmiorniczek - macie Ośmiornicę


hank
Liczba postów:8,511 Reputacja: 2,708
27-05-2017, 14:24 #588
R.I.P.



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

szuwarek
Liczba postów:17,793 Reputacja: 1,060
27-05-2017, 22:03 #589
KSW 39: Hołd dla Zbigniewa Wodeckiego

http://media.polsatsport.pl/ksw-39-hold-...kiego.html



hank
Liczba postów:8,511 Reputacja: 2,708
29-05-2017, 12:06 #590
W niedzielę zmarła w Paryżu Elżbieta Chojnacka, najbardziej znana w świecie polska instrumentalistka. Miała 77 lat.
R.I.P.



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

hank
Liczba postów:8,511 Reputacja: 2,708
02-06-2017, 12:00 #591
W wieku 99 lat zmarł w Edmonds w USA kapitan Witold Aleksander Herbst, pilot słynnych polskich dywizjonów lotniczych 303 i 308, walczących w II wojnie światowej. „Ja, który wyrosłem w atmosferze gorącego patriotyzmu, będącego jednym z owoców polskiej literatury romantycznej XIX wieku, nie byłem wyjątkiem" - pisał we wspomnieniach „Podniebna kawaleria”.
Przyszły pilot był równolatkiem II RP; urodził się w 1918 r. w Warszawie, choć w oficjalnych dokumentach figuruje rok 1919. Jak wspominał po latach, pochodził z rodziny o niemieckich korzeniach. Jego ojciec był agentem polskiego wywiadu w Prusach Wschodnich, zajmował się agitacją przed plebiscytem dotyczącym przynależności tych ziem do Polski. Ojciec Aleksa wziął m.in. udział w wysadzeniu nielegalnego - według traktatu wersalskiego - niemieckiego arsenału w Królewcu. Z powodu ryzyka dekonspiracji, ostrzeżony przez jednego z niemieckich oficerów, zamieszanego ćwierć wieku później w zamach na Hitlera wyjechał do Polski i wraz z rodziną zamieszkał w Świeciu nad Wisłą, gdzie się wychował Alex. 
Po wybuchu II wojny światowej ojciec Aleksa został rozstrzelany przez Niemców 5 października 1939 r., uznany za zdrajcę Niemiec. Zamordowany został podczas jednej z pierwszych egzekucji w Mniszku koło Świecia, gdzie w latach okupacji niemieckiej zamordowano blisko 10 tys. Polaków. Matka Aleksa Herbsta przeżyła wojnę, ale ze względu na swoje mazurskie pochodzenie została w 1945 r. wywieziona na Syberię i tam zmarła wkrótce później. 
Jak wspominał, już w wieku 10 lat podjął decyzję, że swoją przyszłość chce związać z lotnictwem. W wieku kilkunastu lat brał udział w kursach szybowcowych. Od 1938 roku uczęszczał do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. W polskim lotnictwie wyczuwało się już atmosferę zbliżającej się wojny. „W 1938 roku, gdy zostałem przyjęty do tego ekskluzywnego grona, wojna była już nieunikniona. Ci, którym udało się spełnić swoje marzenie o nauce w Dęblinie, zdawali sobie dobrze sprawę ze swego położenia i akceptowali je, bo tak być musiało” – pisał we wspomnieniach „Podniebna kawaleria”. Piloci zdawali sobie sprawę, że wybuch wojny będzie oznaczał dla wielu z nich śmierć. Mimo to, Dęblin cieszył się wielkim zainteresowaniem młodzieży. „Z 7000 kandydatów tylko 200 zostało przyjętych. Nic dziwnego, że byłem dumny” – wspominał kapitan Herbst. 
„Zaraz pierwszego dnia wojny Dęblin został zbombardowany i szkoła straciła większość samolotów. Żaden z podchorążych nie stracił życia, ponieważ na czas bombardowania schroniliśmy się w okopach, które przygotowaliśmy dzień wcześniej” – pisał Herbst. W kolejnych dniach września wraz z resztą pilotów został ewakuowany na Przedmoście Rumuńskie. 17 września 1939 r. niemal cudem uniknął sowieckiej niewoli. 
Z Rumunii już w listopadzie 1939 r. dostał się do Francji i stamtąd do Wielkiej Brytanii, gdzie kontynuował rozpoczęte w Dęblinie szkolenie. „Byłem zdecydowanym entuzjastą akrobacji powietrznej. Na początku kursu, kiedy nie znałem maszyny zbyt dobrze, bałem się je wykonywać, ale teraz sprawiało mi to dużą frajdę. Zwłaszcza, że nawet jaskółki nie byłyby w stanie powtórzyć moich manewrów” – pisał. Za narażanie swojego życia i samolotu z powodu nadmiernej brawury trafił nawet na kilka dni do aresztu. „Dokołowałem do swojego stanowiska powoli i jeszcze wolniej wygramoliłem się z kabiny, drżąc lekko ze strachu. — Herbst, jesteś pod aresztem! — warknął Slater. Stałem na baczność, nie wiedząc, co powiedzieć. — Nie jestem chrzanionym dyrektorem jakiegoś amerykańskiego cyrku latającego! — ciągnął dalej Slater, spoglądając na mnie jak kat na miejscu egzekucji. — Dobrze znasz granicę wysokości na akrobacje i, do diabła, kto ci pozwolił robić rundę do góry nogami?! To śmierdzi nie ryzykiem, ale kryminałem!” – wspominał jedno z lądowań w szkole pilotów, zakończone konfliktem z dowódcą kursu. Mimo to udało mu się ukończyć kurs. („Podniebna kawaleria”)

W kolejnych latach pilotował słynne Spitfire’y uczestnicząc w 141 misjach bojowych. Dywizjon 308, w którym służył był najskuteczniejszą jednostką myśliwską RAF-u w 1941 roku. W 1943 roku, jako porucznik, przeniósł się do słynnego już wówczas 303 Dywizjonu Myśliwskiego. „O lepszej jednostce trudno było wtedy marzyć” - wspominał. Osłaniał lądowanie w Normandii. Trzy razy udało mu się uniknąć śmierci, gdy dwa pilotowane przez niego samoloty zostały zestrzelone, a jeden uległ awarii. Po raz pierwszy musiał skakać nad kanałem La Manche, kiedy pilotowanej przez niego maszynie artyleria nieprzyjaciela odstrzeliła część ogona. Został ranny w głowę odłamkiem szrapnela i stracił przytomność. „Potem nie mogłem sobie przypomnieć, jak wydostałem się z kabiny i otworzyłem spadochron. Przyswajałem te wszystkie nawyki od prawie dwóch lat i najwyraźniej nauka nie poszła w las” – pisał. Herbst miał wiele szczęścia, bo wiatr zniósł go niemal do burty łodzi ratunkowej. 
Kolejny jego samolot został trafiony przez niemiecki myśliwiec nad okupowaną Francją. Wylądował niedaleko Paryża i dzięki pomocy ruchu oporu przekroczył hiszpańską granicę. Zaledwie dwa tygodnie później pojawił się w bazie, gdzie dowódcy uznali już go za poległego. Również podczas operacji Market-Garden musiał ratować się skokiem z uszkodzonego samolotu. Na szczęście tym razem wylądował w belgijskiej Ostendzie kontrolowanej przez Brytyjczyków.
Z powojennym pobytem Herbsta na emigracji w Wielkiej Brytanii wiąże się jedna z najbardziej poruszających historii w jego biografii. W jednej z najsłynniejszych książek opisujących losy polskich dywizjonów „Sprawa honoru. Dywizjon 303 Kościuszkowski” Lynne Olson i Stanleya Clouda opisano scenę ze słynnej defilady zwycięstwa w Londynie w czerwcu 1946 r. Nie zostali na nią zaproszeni przedstawiciele Polskich Sił Zbrojnych. „Młody polski pilot, który patrzył w milczeniu na przesuwającą się defiladę, odwrócił się, chcąc odejść. Stojąca obok staruszka spojrzała na niego zdziwiona. Dlaczego pan płacze, młody człowieku? – spytała”. Młodym oficerem, który nie odpowiedział na to pytanie był Witold Herbst. Po latach spotkał się z autorami książki i opisał ten moment w filmie Sławomira Cioka. 
Przez kilka lat (1945-1949) pracował w londyńskich restauracjach. Podobnie jak wielu innych Polaków wykonujących pogardzane przez Brytyjczyków prace niechętnie wspominał ten okres. Mimo ciężkich warunków ukończył studia w London School of Economics. Dzięki propozycji znajomego otrzymał pracę w ambasadzie nowopowstałego Pakistanu. Tam poznał przyszłą żonę. Pakistańczyków przekonała jego historia i kwalifikacje pilota i zaproponowali mu udział w tworzeniu lotnictwa tego kraju. Z Londynu koordynował zatrudnianie polskich pilotów przez Pakistańskie Siły Powietrzne. W szczytowym okresie był przełożonym nawet 200 ludzi. Później pracował w brytyjskim przemyśle lotniczym. 
Do USA wyjechał pod koniec lat sześćdziesiątych wraz z żoną, Brytyjką urodzoną w Indiach. Pracował w firmach handlowych. Częste podróże pozwalały mu na rozwijanie pasji jaką była sztuka. Podróże ułatwiała znajomość pięciu języków rozwijana już od lat dwudziestych, gdy poznał niemiecki i francuski. 
Po 1989 r. odwiedzał Polskę. Organizował kursy wakacyjne angielskiego dla uczniów ze Świecia. Po raz ostatni do Polski przyjechał 10 lat temu wraz z synem, znanym prawnikiem, który pierwszy raz pojawił się wtedy w ojczyźnie swojego ojca. 
„Aleksa Herbsta poznałem ponad dziesięć lat temu, a więc gdy był już w podeszłym wieku. Zdawałem sobie sprawę, że każde z naszych spotkań może być ostatnim. Na szczęście w ciągu dekady tych spotkań było bardzo wiele” – powiedział w rozmowie z PAP Sławomir Ciok, reżyser filmu „Alex Herbst: na zawsze pilot”. 
Jak dodał, prace nad filmem trwały tak długo, ponieważ „historii tego człowieka nie można skrócić do dwuzdaniowej informacji. Zdawałem sobie sprawę, że muszę mu poświęcić duży film, tak jak normalnie robi się to w Ameryce”. „Patrząc na jego życie i opowieść o nim widziałem odzwierciedlenie losów wielu Polaków. O tym chciałem opowiedzieć. Jest to opowieść nie tylko o nim, ale o historii Polski ostatnich stu lat” – podkreślił reżyser. 
25 maja 2017 r., w dniu śmierci Aleksa Herbsta, reżyser relacjonował w telewizji dobre przyjęcie filmu na towarzyszącym festiwalowi filmowemu w Cannes Doc Corner. Dokument czeka teraz na polskiego dystrybutora. „Film jest opowieścią o kilku najbardziej niezwykłych i bohaterskich przypadkach z życia Aleksa Herbsta” – podkreślił Sławomir Ciok. Jak podkreśla reżyser, kapitan Herbst zdążył obejrzeć i zaakceptować ostateczną wersję filmu. 
W filmie Alex Herbst opisał również sytuację z defilady zwycięstwa w Londynie w 1946 r. „Mówił o swojej złości i poruszeniu. To jeden z najmocniejszych momentów tego filmu, który jak przekonałem się na pokazach testowych, nie pozostawia widzów obojętnymi” – powiedział reżyser. 
Pożegnanie kapitana Witolda Aleksandra „Aleksa” Herbsta odbędzie się w sobotę 3 czerwca o 13:00 miejscowego czasu w kościele św. Małgorzaty Szkockiej w Seattle. Tego dnia o 15:00 w Domu Polskim w Seattle spotkają się wszyscy, którzy zechcą wspólnie wspominać Aleksa Herbsta.

R.I.P.



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

gargamel9998
Liczba postów:7,073 Reputacja: 1,081
06-06-2017, 05:57 #592
Nie żyje były piłkarz Cheikh Tiote (*)



13 czerwca - Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz"

Merol
Liczba postów:1,938 Reputacja: 148
16-06-2017, 17:19 #593
Helmut Kohl - zmarł w wieku 87 lat.



tomex
Liczba postów:4,049 Reputacja: 1,828
16-06-2017, 22:26 #594
Zbyszko z Bogdańca czyli Mieczysław Kalenik zmarł w wieku 84 lat



Więcej Krysi P. w mediach. To wystarczy
Róże to symbol nienawiści i głupoty. SEND DUCK A ROSE
Nie chcieliśta ośmiorniczek - macie Ośmiornicę


hank
Liczba postów:8,511 Reputacja: 2,708
17-06-2017, 18:38 #595
17 czerwca 2017 roku zmarł Józef Grudzień, były mistrz olimpijski w boksie - taką informację podał na Twitterze dziennikarz "Super Expressu", Andrzej Kostyra.
R.I.P.



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

the Painter
Liczba postów:1,678 Reputacja: 432
21-06-2017, 19:12 #596
W wieku 79 lat, po długiej i ciężkiej chorobie, zmarła Carla Fendi. Jedna z pięciu sióstr, które przekształciły rodzinną pracownie z galanterią skórzaną w światowego potentata. Życiową decyzją sios3czek było zatrudnienie K. Lagerferda w 1965.
[Obrazek: 1866fe0ac365f4b08fe037c794655a7a.jpg]

ŚWIEŻO MALOWANE



W przerwie wielu miejscowych zaczęło podchodzić i mieszać się z nami. W pewnym momencie wyciągnęli z pod kurtek sprzęt i zaczęli nas dźgać.Czym?Ja dostałem parę razy śrubokrętem. Inni mieli noże. Nigdy wcześniej nie byłem tutaj na Everton i nigdy więcej już tu nie przyjadę.
Everton-Millwall '72

ronnie79
Liczba postów:4,418 Reputacja: 670
21-06-2017, 19:16 #597
Od Fendi był swego czasu(lata 90)ciekawy zapach dla mężczyzn.Tak samo jak od Lagerfelda(JAKO).








Skocz do: