Witaj! Logowanie Rejestracja
Książka, której nie chcieli dopuścić do druku!!!



the Painter
Liczba postów:787 Reputacja: 2,348
11-11-2018, 21:34 #201
Zapytał mnie, dla której gazety pracuję. Bez ściem, przyznałem mu się, że wkrętka na podrobioną legitymację prasową. Aparat fotograficzny, który miałem, był warty góra dychacza, z resztą żaden ze mnie John Motson, więc co mu będę żenił jakiś drętwy kit. Ale okazał się być bardzo w porządku. Śmiał się z tego, że tak na bezczelnego się wciąłem. Pogadaliśmy trochę o piłce i spoko się z nim rozmawiało. Wiedzę o Evertonie miał nieprawdopodobną. Prawdziwy profesionalista. Chluba swojego zawodu. Dał mi wszystkie swoje wouczery na drinki i pożegnał się życząc mi farta w życiu. Bardzo mnie zasmuciła wiadomość o jego śmierci, całkiem niedawno, tuż przed takim meczem, jak ten w Monachium.
Zszedłem na dół i stanąłem z innymi dziennikarzami przy bocznej lini. Wielu wyszło na murawę, zrobić zdjęcia zespołom, ustawiającym się do hymnów państwowych, więc i ja tam poszedłem. Gdy orkiestra zaczęła grać God save the Queen, pomyślałam "A chooj, lez goł!" . Oddałem mój tandetny aparat, chłopakowi do podawania piłek i stanąłem obok Trevora Stevena, w jednym szeregu z najlepszą jedenastką piłkarzy w kraju,razem z nimi mamrocząc, z ręką na sercu, słowa hymnu. Śmiałem się grubo z tego zamieszania, jakie wywołał kolo z Man United, gdy powtórzył mój numer, parę lat później, podczas występu Czerwonych Diabłów w pucharach.Tacy właśnie są Mancs. Zawsze kilka lat w plecy za nami! Zdjęcie znajdziecie (albo i nie. - dop. wyd.),na końcu książki. Miny na twarzach zawodników, mówią wszystko. Nie wiedzieli co mają zrobić, ani co powiedzieć, więc pozwolili mi kontynuować mojego psikusa. Po odegraniu hymnów, udałem się na ławkę i przycupnąłem obok graczy rezerwowych. Był tam Dave Watson, który właśnie podpisał kontrakt z Evertonem. Sporzo typ. Był tam też Tony Cottee, a także David Seaman, Stuart Robson i paru, których nie znałem. W przerwie zakotwiczyłem przy darmowym barze, z którego odbiłem dopiero jakieś 20 minut przed końcem meczu. Nayebany jak działo. Bobby Robson kazał się rozgrzewać wszystkim rezerwowym, to i ja się poderwałem. Gdy inni truchtali przy lini bocznej,ja ambitnie cisnąłem pompki, wierząc chyba, że takie zaangażowanie, kupi mi łaskę trenera i dostanę szansę wyjścia na boisko, chociaż na kilka ostatnich minut. Anglia przegrywała jeden do zera i Bobby nie był raczej w nastroju do żartów. Kazał ochronie, żeby mnie wyprowadzili. Szybciutko trafiłem z powrotem do baru i gdy cała drużyna przyszła tam po meczu, Bobby Robson podszedł uścisnął mi witę i nawet zgodził się na wspólną pamiątkową fotkę. Dave Watson dał mi program meczu, z podpisami, które zebrał od całej drużyny. Miły gest z jego strony. Dzisiaj, gdy każdy jeden grajek uważa się za super nową z innej galaktyki, wątpię, czy takie coś byłoby jeszcze możliwe.
Gdy zamknięto bar, cała ekipa Anglii udała się na lotnisko, oprócz 6 rezerwowych, którzy uderzyli w miasto. Na mieście były jakieś niewielkie starcia ze Szwedami, ale nic wielkiego. Nic w tym dziwnego, bo i ekipa Anglii do wielkich tego dnia nie należała, a wielcy chuligani z Leeds, jakoś dziwnie zrobili się malutcy strasznie, w porównaniu z wirachami, jakich udawali przed meczem.

ŚWIEŻO MALOWANE



Miasto Kraków bez wisły? To byłoby jak niebo bez chmur. Wielki nieskalany błękit.


the Painter
Liczba postów:787 Reputacja: 2,348
12-11-2018, 12:05 #202
Wróciłem do domu, do Anglii, razem z całą grupą angielskich fanów, nie niepokojony w żaden sposób. Jakiś tydzień później, otrzymałem kasetę video z listem, od jednej doopeczki, z którą tam się spotykałem. Nagranie pochodziło ze szwedzkiej TV i był to sam początek niedawno rozegranego meczu, Szwecja-Anglia. Gdy podczas angielskiego hymnu, kamera przesuwała się po twarzach zawodników, a komentator kolejno podawał ich nazwiska, na ekranie w końcu pojawiła się moja gęba, a na antenie zapanowała głucha cisza.Szwedzki komentator, za cholerę nie mógł sobie przypomnieć mojego nazwiska. Mógł się spytać Briana Moor'a, który dokładnie wiedział, co ze mnie za zawodnik Upłynęło kolejne parę tygodni, i znów w mojej skrzynce pocztowej, znalazł się list ze Szwecji. Tym razem zawiadomienie z sądu, o tym, że pod naszą nieobecność, odbył się nasz proces, zostaliśmy uznani za winnych i skazani na 12 miesięcy pozbawienia wolności. Później jeszcze ta Szwedka, napisała do mnie, że mógłbym wrócić, bo się dowiadywała i dostałbym zgodę na pracę w dzień, a do zakładu karnego musiałbym się zgłaszać tylko na nocki, przed 19.Dziękuję.Fajna z niej była doopeczka, ale nie aż taka fajna.

Euro 88
Po mistrzostwach świata w 86., gdzie Anglia zaprezentowała się całkiem przyzwoicie, byliśmy zaliczani do grona faworytów mistrzostw starego kontynentu, rozgrywanych na boiskach w Niemczech. Traktowałem wyjazd tam, jako sposób na super wakacje. Napewno atrakcyjniejsza propozycja, niż dwa tygodnie w Benidorm (popularny wśród angielskich wczasowiczów kurort w Hiszpanii - dop. tłum.). Wylosowaliśmy Irlandczyków w Stuttgarcie i to było bankowe awanti. Potem Holendrów W Dusseldorfie. To tu już mamy casus belli. I na koniec Rosję we Frankfurcie. Do tego czasu będziemy na bank w domu, spłukani, albo deportowani. Okazało się, że wszystkie trzy odpowiedzi są prawidłowe.

ŚWIEŻO MALOWANE



Miasto Kraków bez wisły? To byłoby jak niebo bez chmur. Wielki nieskalany błękit.






Skocz do: