Witaj! Logowanie Rejestracja
Książka, której nie chcieli dopuścić do druku!!!



the Painter
Liczba postów:768 Reputacja: 2,200
07-10-2018, 13:16 #161
Zaliczyliśmy wszystkie stałe punkty programu. Odciski, zdjęcie, zdjęcie butów, klapa, cela całkiem spoko, kojo komfortowe, zaśnięcie bezproblemowe, (po 14 godzinnej balandze). Zmartwień o to, że nas zawineli, nie miałem żadnych. Nawet pod paznokciem małego palca. Byłem pewien, że odlecimy samolotem razem z całą resztą. Ostatnia rzecz jakiej życzyłyby sobie miejscowe wąsy, to żebyśmy tu zostali na dłużej. No i nie pomyliłem się. Obudzili mnie na przesłuchanie. Bardzo chcieli wiedzieć, skąd mam 6 par okularów przeciwsłonecznych Armaniego i dlaczego miałem na sobie dwie kurtki Lacoste. Tym razem,nie udało mi się wymyślić żadnego sensownego wytłumaczenia, więc wszystkie wyżej wymienione fanty zostały mi zkonfiskowane. Musiałem podpisać też deklarację, że całą gotówkę przekazuję w depozyt na poczet przyszłych kar. Miałem przy sobie 800 funtów, które poszły się jebbać. Mick miał tylko 60, więc trochę to było nie fair, ale chooj tam. Najważniejsze, że wracamy do domu. Bilet lotniczy z Reykjaviku do Liverpoolu, w czwartkowe popołudnie, też pewnie nie byłby tani. Psy próbowały nas wkręcać, że Everton przegrał 3:0. Kompletny brak reakcji z naszej strony, doprowadzał ich do szału. Pewnie ćwiczyli i przygotowywali się do tego, a tu kompletna klapa. Numer nie wyszedł.
Okazało się, że policja nakazała opóźnienie odlotu, jednego z trzech naszych samolotów, tak żebyśmy na niego zdążyli. Policyjny van, zabrał nas prosto na lotnisko, gdzie czekał na nas stary, dobry Pat Cook. Cały czas byliśmy skuci i Jimmy złapał korbę z tego powodu. Zaczął butować sukę i toczyć pianę jak wściekły. Pilot powiedział, że nie wpuści nas na pokład. Paddy Cook go ułagodził, a nam udało się uspokoić furiata Jimmy'ego.
Gdy szliśmy środkiem pomiędzy fotelami, cały samolot zaczął buczeć. Zwłaszcza ci z przodu. Jeden taki łeb w czoło bity, z zarządu, głośno wyraził swoje zdegustowanie. "Nic dziwnego, że przez 10 lat mieliśmy zakaz, jeśli takie zwierzęta jak ci, jeżdżą za nami po Europie."Kazałem mu spjerdalać i spytałem czy wciąż odwiedza te koorwy, z którymi widzieliśmy go w klubie gogo w Balstahl. Od razu skleił wary i siadł se na doopie. Z tyłu siedzieli już w porządku goście i przyjęli nas ciepło. Foulksey otworzył nawet butelkę Bacardi, co by się nie nudziło na powrocie.
Na lotnisku w Liverpoolu, uświadomiłem sobie, że jestem pusty w ryj. Na szczęście, spostrzegłem na parkingu Neville'a Southall'a, który zawsze był sporzo i zgodził się mnie podrzucić bez problemu. Chłop gigant, zawiózł mnie pod same drzwi mojego mieszkania. Trochę się czułem nieteges, bo całą drogę wypytywał mnie, co sądzę o meczu i przepraszał, że grali taką pytę. Nie wiele miałem do powiedzenia w temacie i uświadomiłem sobie, że wciąż nawet nie znam wyniku. Przez cały lot, wymienialiśmy się wrażeniami z wyjazdu. Były śmiechy, okrzyki niedowierzania. O meczu nikt nawet nie wspomniał. Moją małomówność, Neville musiał odczytać chyba jako rozczarowanie ich występem, bo tłumaczył się coraz gęściej i przepraszał coraz częściej. Mówił, że w żadnej z tych sytuacji, po których padły bramki, nie mógł nic tak naprawdę zrobić. Patrzyłem na niego oniemiały i powoli zaczynałem wierzyć islandzkim mendziarzom. Wpjerdol 3:0?Grubo. Podziękowałem za podwiezienie, wpadłem do domu i pierwsze co, odpaliłem telegazetę. Wygraliśmy 3:2.Zayebiście. Możemy przegrać u siebie nawet 1:0. I tak przechodzimy.

ŚWIEŻO MALOWANE



They're gonna hang me in the morning.
And I'll never see the sun.

Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
Nim pętla z konopi, zadynda przed oczami.
Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
I szkoda, że ze mną nie idziecie do piekła.


the Painter
Liczba postów:768 Reputacja: 2,200
08-10-2018, 12:49 #162
Włączyłem Sky News i czekałem, aż pokażą gole w wiadomościach.Była 6. rano. Moja panna, która właśnie wstała, nie mogła uwierzyć, że ktoś kto wrócił właśnie z meczu, koniecznie chce od razu zobaczyć bramki. Nie miałem serca, żeby jej powiedzieć prawdę. Że 24 godziny spędziłem w drodze, żeby zobaczyć swój ukochany Everton. Wydałem 250£ i straciłem 800 i nawet nie widziałem piłki na boisku, mniejsza o bramki. Gdy pytała, gdzie są perfumy dla niej z bezcłówki, kiwałem tylko głową, mamrocząc:"Później, później."Później jak poszła do pracy, pobiegłem je kupić do drogerii za rogiem. Musiałem dbać o nią przed następną rundą.
Feyenoord
Udało nam się nie przegrać w rewanżu dwoma bramkami i choć zaczęło się od 0:1,ostatecznie wygraliśmy 3:1,a cały dwumecz 6:3.Dzień później odbyło się losowanie, które zparowało nas z Feyenoordem z Rotterdamu.Wyglądało na to, że czeka nas teraz trochę trudniejsza przeprawa niż z Reykjavikiem. Zarówno na boisku, jak i poza nim.
Graliśmy już z nimi raz w 1979 i doszło wtedy do starć fanów obu drużyn u siebie i na wyjeździe. Feyenoord był chyba pierwszą ekipą, która zjawiła się w chuligańskim składzie na angielskiej ziemi. Starli się wtedy z Tottenhamem, tak jak z nami, tutaj i u siebie. Trzeba przyznać Tottenhamowi, że dwa razy wjechali na sektor Feyenoordu w Rotterdamie, ale paru Yids wyłapało wtedy kosy. Kiedyś oglądałem video z tego meczu, gdy tam pracowałem przez pewien czas i wyglądało na to, że Cockneys zostali tam przekopani jak ziemniaki z końcem września. Feyenoord uchodził też za niezłych demolantów i mieli nawet opinię holenderskiego Leeds. Rozdoopcali stadiony i miasta, gdziekolwiek się nie pojawili. Jeszcze parę lat temu graffiti FC FEYENOORD OF ROTTERDAM, zdobiło jedną ze ścian w centrum Liverpoolu. Ten napis był z 79.,nie z 95.
Pod każdym względem mecz na wyjeździe w 79. przeszedł do historii jako kompletny rozpiździej, gdzie obie ekipy wspinały się po ogrodzeniach, żeby tylko dorwać się do przeciwnika. Historia policyjnego psa, którego holenderskie pały spuściły na ekipę Evertonu,a oni moment później odrzucili im truchło martwego sierściucha, często jest opowiadana po paru browarach przez oldboyi. Ja właśnie zacząłem swoją pierwszą pracę i nie mogłem jechać, więc nie mogę tego potwierdzić. Tu także uwaga do miłośników zwierząt. Oszczędźcie sobie na znaczkach i nie piszcie żadnych skarg na mój adres. Powtarzam, mnie tam nie było.

ŚWIEŻO MALOWANE



They're gonna hang me in the morning.
And I'll never see the sun.

Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
Nim pętla z konopi, zadynda przed oczami.
Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
I szkoda, że ze mną nie idziecie do piekła.

the Painter
Liczba postów:768 Reputacja: 2,200
09-10-2018, 10:04 #163
Feyenoord cieszył się dobrą chuligańską opinią i spodziewaliśmy się ich na pierwszym meczu u nas. Mimo to, zaskoczyli nas, tym co zaprezentowali. Pojechałem do miasta gdzieś koło pierwszej i spotkałem się ze Steve'em, który był tam już od otwarcia, czyli od 11. Powiedział, że kibice Feyenoordu, są tam od śniadania,a gdy tylko otworzyli knajpy, zaczęła się ich demolka w okolicach Matthew Street. Jakby nie patrzyć, mieli bandę złożoną z kilkuset chłopaków i co najmniej drugie tyle szalikowców, którzy też do najgrzeczniejszych nie należeli. Nasz 30 osobowy skład nie wyglądał na ich tle zbyt ciekawie, ani też nie był zbytnio pewny swego, gdy przeczesywaliśmy centrum w poszukiwaniu Holendrów. Szkoda, że to szukanie nie zajęło nam odrobinę dłużej, ale jak to zwykle bywa w takich przypadkach, gdy masz skromną ekipę i próbujesz znaleźć większą, trafiasz ich od kopa. Nadzialiśmy się na nich za rogiem. Gdyby było na odwrót i to my byśmy szukali liczną grupą jakiejś garstki, pewnie zeszłoby nam cały dzień i to bez rezultatu. Ale, przynajmniej w moim podręczniku do awantur, jak jesteś w trzy dychy, to wiesz, że obok ciebie są tylko osoby poważnie myślące o biznesie. Żadnych statystów, czy ociągaczy, którzy wkraczają do akcji dopiero wtedy, gdy zwycięstwo jest już przesądzone, a na pierwsze oznaki porażki, wiatrują się ciągnąc smugę. W małej grupie nie ma pleców za którymi można się schować. Tu wszyscy stoją w pierwszym rzędzie.
Poszliśmy w dół Matthew Street, minęliśmy Lennon's Bar i przeszliśmy na drugą stronę w kierunku Flanagans, z którego dochodziły śpiewy i skandowania. Jako, że Everton miał tylko jedną piosenkę i to w dodatku nie po holendersku, nie trzeba było być fizykiem jądrowym, żeby rozkminić, że to Feyenoord siedzi i śpiewa w środku, a ci dwaj na zewnątrz, stoją na obcince. Nie było czasu na pjerdolenie, bo jak oni wszyscy, wysypią się stamtąd ze sprzętem, to na paru guzach się u nas raczej nie skończy. Na biegu więc wyłączyłem z gry, jednego z odźwiernych latającą barbarą. Siadła dobrze. Tak dobrze, że typ oderwał się od ziemi, przeleciał przez drzwi i wylądował na stolikach w środku. Ich ekipa stała w lewym narożniku i gdy ze Steve'em ruszyliśmy w ich kierunku, powitała nas nawałnica szklanek i butelek. Chłop co dostał z grzywy przeszedł już do historii, zrzuciliiśmy więc nieprzytomnego z blatu, obróciliśmy stolik i trzymając go za nogi, tak by dawał nam zasłonę przed lawiną szkła, ruszyliśmy w ich kierunku, z resztą naszej bandy kitrającej się przed pociskami za naszymi plecami i naszym drewnianą pawężą. Było ich tam z 50, co dawało nam ewentualnie jakieś szanse, ale to była sama elita. Ich najlepsi zawodnicy, bez żadnych fiutów na doczepkę.

ŚWIEŻO MALOWANE



They're gonna hang me in the morning.
And I'll never see the sun.

Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
Nim pętla z konopi, zadynda przed oczami.
Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
I szkoda, że ze mną nie idziecie do piekła.

the Painter
Liczba postów:768 Reputacja: 2,200
09-10-2018, 20:07 #164
Krzyknąłem na chłopaków, żeby dołączyli do nas ciaśniej, bo za plecami mieliśmy dosłownie kilka osób, a zbliżał się ten moment, kiedy będzie trzeba pjerdolnąć w nich stolikiem i zmierzyć się z tymi, co będą na wyciągnięcie łapy. W tym momencie butelki latały już w obu kierunkach, bo nasi próbowali odpowiadać na ostrzał. Jak zwykle w takich przypadkach, obrywali też ci w środku, ofiary friendly fire, czyli ja i Steve. Stolik nakrył się nogami i kolejny latający Holender oderwał się od ziemi. Ich ekipa ściaśniła się w kącie. Myślę, że, tak jak wiele innych band, z którymi mieliśmy starcia, przecenili nasze siły. To były naprawdę wielkie chłopy i gdyby wiedzieli, ilu nas jest w rzeczywistości, przyatakowaliby nas śmielej. Gdy doszło do wymiany ciosów z tymi z przodu, widać, było, że ochoty specjalnie nie mają, a ci z tyłu, cieszyli się, że to nie na nich trafiło. Bijatyka zaraz się skończyła i rzucanie butelkami też. Nie dlatego, że ja, czy Steve kazaliśmy im przestać, zanim któraś upjerdoli nam głowę, tylko dlatego, że nadjechały psy.
Było po zabawie, zanim się tak naprawdę zaczęła. Policja podjechała pod knajpę i chcieliśmy stamtąd szybko się ztlenić, ale zblokowali drzwi. W Flanagans są tylko jedne, więc staliśmy tam zrezygnowani, spodziewając się najgorszego. W tym czasie wąsy dokonały rozeznania w sytuacji. Byliśmy tam zaledwie parę minut, ale bar przedstawiał żałosny widok. Oprócz połamanych mebli, było jeszcze paru pociętych Holendrów i ten, którego trafiłem na dzień dobry, nie całkiem jeszcze doszedł do siebie. Co ciekawe, psy specjalnie sobie tym doopy nie zawracali. Rozdali pare gum tym z Feyenoordu, co jak na spokoju zobaczyli jaką mają przewagę liczebną, na powrót zaczęli cwaniakować. Wszystko układało się pomyślnie, dopóki ta zdzira barmanka nie zaczęła drzeć mordy. Zaczęła się srać, że to ja jestem przywódcą. Że sam, niosąc stolik przed sobą, zaatakowałem 50 chuliganów z Holandii. Psy kazały się jej uspokoić. Ja zostałem posadzony na doopie, na glebie i musiałem słuchać całej litani jej żali i lamentów, które przedstawiła policji. Zdawałem sobie sprawę, że mnie zawiną. To była pewka. Pretensji nie miałem. W tej sytuacji? Gdy barmanka skończyła nawijać, psy potwierdziły, że w rzeczy samej jestem aresztowany. Nawet się nie wysilałem, ze zwyczajowym-"Ale za co? Nic nie zrobiłem." Modliłem się tylko, żeby w środku nie było kamer. W sądzie przyznam się do winy. Z Feyenoordu raczej nikt nie przyjedzie na wagę, więc sprzedam im historię, że owszem, ale w obronie własnej. Powinno się skończyć grzywną i pracami społecznymi. Dałbym radę.

ŚWIEŻO MALOWANE



They're gonna hang me in the morning.
And I'll never see the sun.

Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
Nim pętla z konopi, zadynda przed oczami.
Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
I szkoda, że ze mną nie idziecie do piekła.

the Painter
Liczba postów:768 Reputacja: 2,200
10-10-2018, 10:28 #165
Wsadzili mnie skutego do vana. Ci policjanci byli OSD (grupa wsparcia, tworzona przy specjalnych okazjach) na codzień nie zajmowali się futbolową chuliganką. Niewielu z nich znało łobuzów z trybun. Negatywnym aspektem było jednak to, że te psy nie miały żadnych problemów spuścić ci wpjerdol, jeśli dałeś im do tego choćby najmniejszy powód.Przez ostatnie lata paru chłopaków doświadczyło takiego traktowania z ich strony, w związku z ich nastawieniem "mniej-niż-zero-tolerancji". Biorąc to wszystko pod uwagę, postanowiłem się nie odzywać całą drogę. Jedyne co mnie martwiło to myśl o kamerach w knajpie.
Po przejechaniu kilkuset jardów, ku memu zdziwieniu, Zajechaliśmy na mały parking na odludziu. Aha. A więc jednak. Szykowałem się na przekopkę. Policjant, który mnie zwijał, wysiadł i kazał mi opowiedzieć, co się naprawdę wydarzyło. "Bez komentarza."-brzmiała moja odpowiedź." No to się pjerodol!Jedziemy dalej."-zapukał do kierowcy. Zdziwiłem się trochę jego postawą. Nie wyglądało to, jakby mi chciał sprzedać buta w jaja. Więc mu powiedziałem, że szedłem koło tej knajpy i typ co stał na zewnątrz, chlusnął na mnie ale. Wszedłem za nim do środka, żeby się dowiedzieć o chooj mu chodzi i wtedy tam rozpętało się piekło. Powiedziałem, że nie miałem nawet pojęcia, że to są Holendrzy, dopóki nie zostałem zatrzymany. Pies przewinął mi, że za pół godziny kończy im się służba i mają już wyjebbane, zwłaszcza, że przez ostatnie 12 godzin, musieli się użerać z Holendrami i mają ich serdecznie dość Ściągnął mi kajdanki i kazał jechać do domu. Złapałem pierwszą taryfę i pojechałem prosto na stadion. Cieszyłem się, jakbym trafił szóstkę w Lotto.

ŚWIEŻO MALOWANE



They're gonna hang me in the morning.
And I'll never see the sun.

Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
Nim pętla z konopi, zadynda przed oczami.
Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
I szkoda, że ze mną nie idziecie do piekła.

the Painter
Liczba postów:768 Reputacja: 2,200
10-10-2018, 14:51 #166
Poszedłem do "Czerwonej cegły", gdzie wszystkie chłopaki miały się spotkać. Gdy wkroczyłem do środka, patrzyli na mnie jak na ducha. Nikt nie mógł uwierzyć, że mnie puścili. 5 minut później, do knajpy wpadł Shakespeare, główny pies od rozpracowywania chuliganki na całą Wielką Brytanię. Ostatnio bywał on dość regularnie u nas na meczach. Teraz przyszedł z Frankiem "Kaszkietem". Ciachnęli mi fotkę i ostrzegli, że jak pojawię się w odległości mniejszej niż mila od fanów Feyenoordu, od kopa jestem mielony. Nie chciałem się nad nimi znęcać, więc nie powiedziałem im, że dopiero co zostałem puszczony, a wcześniej zatrzymany za to, że uzbrojony, w stół, zaatakowałem ich pierwszy garnitur w pubie. Że pomimo iż oni wydają dziesiątki tysięcy funtów z kieszeni podatnika i co tydzień próbują mnie za wszelką cenę udoopić, ich koledzy właśnie zwolnili mnie ot tak, bo mieli dosyć wybryków Holendrów, a papierkowa robota, związanema z moim zatrzymaniem, zrujnowwałaby ich plany na wcześniejszy fajrant.Chyba po raz pierwszy, nie miałem nic do powiedzenia w temacie "Brutalność, agresja i represyjna postawa miejscowej policji". Nie czułem się jednak najlepiej. Ciężko mi było przejść do porządku dziennego nad tym, że moje podatki są przepjerdalane na takich bezużytecznych błaznów.
Zebraliśmy się do kupy i poszliśmy pod stadion, ale psy zamknęły wcześnie większość Feyenoordu na ich sektorze. Mecz zakończył się bezbramkowo. Pod koniec, sześć dyszek od nas, wmieszało się w ich eskortę, ale psy nas wyczaiły i pogoniły w stronę Stanley Parku. Zajebbistą mieliśmy tam w parku ekipę. Niewielką, ale dosłownie, gotową na wszystko. Włączając misje samobójcze. Szliśmy wzdłóż ogrodzenia i gdy zrównaliśmy się z ich autobusami, wpadliśmy przez najbliższe wrota i na żywioł przeszliśmy przez policyjny kordon. Psy na chwilę straciły kontrolę nad sytuacją. Error im się włączył, nie wiedzieli co robić. Holendrom trzeba przyznać, że stali twardo i w przeciwieństwie do psów, trzymali fason. Kawalkada policyjnych vanów wjechała w nas na piiździe i było po walce. Licznie przybyłe wsparcie podciągnęło nas do galopu. Po partyzancku, po drzewach i krzacurach, spjerdalaliśmy byle dalej. [Obrazek: 614d1ccde4d7a47a851aa8a32bc86aef.jpg]

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-10-2018, 15:04 przez the Painter.



They're gonna hang me in the morning.
And I'll never see the sun.

Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
Nim pętla z konopi, zadynda przed oczami.
Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
I szkoda, że ze mną nie idziecie do piekła.

sterby
Liczba postów:6,851 Reputacja: 5,664
10-10-2018, 14:57 #167
Ooo i ryciny są!



[Obrazek: comment_tWHSap1AVSha9ZfklcXcEruuYp0SwdvA,w400.jpg]
JESTEM KIBOLEM

the Painter
Liczba postów:768 Reputacja: 2,200
10-10-2018, 21:38 #168
No to jak tak się rozpisujemy.
Na marginesie.
Nota od polskiego wydawcy.
Ten Park pomiędzy stadionami Evertonu i Liverpoolu, naprawdę nazywa się Stanley Park. Takie livetpoolskie Błonia. Nie sądzę, żeby nazwa wzięła się od noży, czy nożowników, ale.. W innej książce autorstwa Cassa Pennant'a i tego typa z Chelsea, on miał chyba King na nazwisko, autor "Hoolifan'a", poświęconej legendom sektorów, każda z legend odpowiadała na ten sam zestaw pytań. Tam pada taka kwestia "Jaki był najbardziej przerażający stadion na jakim byłeś?" Większości nie podobało się na the Den (zwłaszcza tym starym) i w labiryncie uliczek dokoła. Jednak typ z Sheffield, nie pamiętam którego, mówi:"Najbardziej przerażał mnie dźwięk otwieranego Stanley'a. Noża, nie parku i pytanie zza pleców, zadane z liverpoolskim akcentem - Got time lad?". Dobre nie? Oczywiście Scousersi często sprawdzali wymowe podejrzanie obcych twarzy, zadając tego rodzaju banalne pytania. W tym wypadku jednak podejrzewam, że pytanie było retoryczne. Raczej-"Masz chwilę chłopaku? (w domyśle - to cię pochlastam.)
A tu przepis na liverpoolską podwójną ciągłą, albo scouse-dubeltówę.
Bierzemy dwa ostrza od stacha,trapezowate, takie jak na rycinie powyżej. W środek wkładamy zapałkę i owijamy to taśmą (częściowo tylko), tak, żeby nam się to wszystko nie rozleciało. Część oklejoną musimy jakoś zamocować, byle solidnie, w oprawę-rękojeści. Jeśli trzyma dobrze, chlastamy. Ponoć za chooja nie idzie tego później pozszywać. Tak przynajmniej twierdzą tłuste pielęgniarki z Liverpool Royal Infirmary.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-10-2018, 23:11 przez the Painter.



They're gonna hang me in the morning.
And I'll never see the sun.

Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
Nim pętla z konopi, zadynda przed oczami.
Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
I szkoda, że ze mną nie idziecie do piekła.

sterby
Liczba postów:6,851 Reputacja: 5,664
11-10-2018, 08:49 #169
A potem mamy długie rozmowy z Albańczykami pod celą.



[Obrazek: comment_tWHSap1AVSha9ZfklcXcEruuYp0SwdvA,w400.jpg]
JESTEM KIBOLEM

the Painter
Liczba postów:768 Reputacja: 2,200
11-10-2018, 11:43 #170
Większość ich autobusów, pojechała prosto na lotnisko, albo na promy, ale dwa autokary, z tymi co zostawali na noc, uderzyły na centrum. Przegrupowaliśmy się trochę. Mieliśmy chyba w tym momencie, najlepszą ekipę, jakiej nie widziałem na Goodison od lat. Przyczailiśmy się w Big House (jak miejscowi nazywają the Vines Pub), a potem ruszyliśmy na Matthew Street i od kopa trafiliśmy niewielką ekipkę Feyenoordu. Byli kompletnie niezorganizowani. Nie wiedzieli gdzie i jak. Spodziewaliśmy się dobrej bandy, tymczasem oni byli rozproszeni, zagubieni, zamotani i po prostu nokałtowaliśmy ich gdzie popadło. Trochę szopka taka. Znów skończyliśmy, tam gdzie zaczęliśmy. Pod Flanagans. Znaliśmy tam bramkarzy i nie chcieliśmy im robić obory, a wiedzieliśmy, że chłopaki z Feyenoordu są w środku. Wszedłem tam więc i zaproponowałem Holendrom, żeby wyszli i poszli za nami. Długo nie wychodzili. W końcu nadjechały psy i wyprowadziły ich tylnymi drzwiami. Poczułem się zniesmaczony,widząc jak pały eskortują ich do hotelu. Wstyd mi było za nich. Jeśli chodziło o przemoc, ten wieczór już się skończył i okazał się raczej niewypałem. Myślałem, że Holendrzy zaprezentują się ciut lepiej. Leeds przynajmniej rozkoorwiało miasta i zawsze tam jakieś starcia z nimi były.Nazywanie więc Feyenoordu holenderskim Leeds, wydaję się być trochę niefair wobec chłopaków z Yorkshire.
Wciąż jednak czekał nas wyjazd tam i byłem pewien, że dobrze się przygotują na nasze przyjęcie i na rewanż za te kilka klapsów, jakie wyłapali u nas.

ŚWIEŻO MALOWANE



They're gonna hang me in the morning.
And I'll never see the sun.

Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
Nim pętla z konopi, zadynda przed oczami.
Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
I szkoda, że ze mną nie idziecie do piekła.

sterby
Liczba postów:6,851 Reputacja: 5,664
11-10-2018, 12:08 #171
A jak tam ciapaci w Western Union, rozkminili już numer do Polski?



[Obrazek: comment_tWHSap1AVSha9ZfklcXcEruuYp0SwdvA,w400.jpg]
JESTEM KIBOLEM

the Painter
Liczba postów:768 Reputacja: 2,200
12-10-2018, 09:38 #172
Wszystkie chłopaki się tam wybierały i szczerze liczyłem, że będzie to trochę bardziej rozrywkowa wycieczka, niż wizyta Holendrów u nas. Miałem też nadzieję, że tamtejsze psy, nawet jeśli kogoś skręcą, nie będą z tego kręcić afery, jakby zatrzymali Szakala, albo Kubę Rozpruwacza. Przy zamawianiu biletów lotniczych, mieliśmy trochę więcej szczęścia, niż przed meczem w Islandii. Około 40 z nas udało się zabookować bilety na ten sam samolot i noclegi w kilku hotelach w Amsterdamie, znajdujących się blisko siebie. Akurat w tym samym czasie, otrzymałem listownie powiadomienie z klubu, że mam zakaz podróżowania zagranicę, na mecze Everton FC, co jest efektem mojego zatrzymania w Reykjaviku. Nie powiem, było gorąco na lotnisku w Manchesterze, bo psy pojawiły się tam zaraz po naszym przyjeździe. W pewnym momencie wyglądało, że ja i typek o imieniu Keith, z Helsby, zostajemy w domu, ale koniec końców, upjerdliwe psy puściły nas, ciesząc się tylko tym, że są dla nas nieprzyjemni jak hemoroidy. Po wylądowaniu w Amsterdamie, sam jeden przeleciałem przez odprawę bez żadnych atrakcji. Wsiadłem w pociąg do centrum i tam czekałem na resztę ekipy. Okazało się, że psy w cywilu, jadą za naszą grupą, a gdy rozgościliśmy się już w pokojach hotelowych, czaili się w krzakach i trzaskali nam zdjęcia. Podejrzewam, że szef policji na Merseyside, nie miał tylu ochotników w środowy wieczór w połowie stycznia, gdy graliśmy z Newcastle, co na tą misję i wesołą eskapadę.
Wypiliśmy po parę drinków w hotelowym barze i poszliśmy się rozejrzeć na miasto. Nigdy nie bawiły mnie specjalnie wizyty w Damie. Według mnie to jest straszna dziura, chyba, że jesteś wielkim zwolennikiem ziołolecznictwa, albo nie kutałeś przez parę ostatnich tygodni. Tak poza tym, to nie widzę tam zbyt wielu atrakcji. Ja nie jestem jakiś Bob Dylan. Prowadzę aktywne życie seksualne, więc jedyne co mnie interesowało, to dostać się do Rotterdamu i sprawdzić się z Feyenoordem. Inni jednak nie chcieli przegapić niczego i trochę się tam wynudziłem. W dzielnicy czerwonych latarni, atmosfera zawsze jest lekko napięta.Nie inaczej było tym razem. Parę osób zostało zdziesionowanych w zaułkach. W pewnym momencie myślałem, że zaraz się zacznie rozpierducha, gdy pilot z Orbisu, został wrzucony do kanału. Mocna ekipa czarnych i Hell's Angels siadła na nas. Liczebnie siły były wyrównane, tyle że oni takie afery kręcą 365 dni w roku i nie sądzę, żeby jakaś kibicowska ekipa miała do nich podejście. My mieliśmy kosy, a oni klamki. To chyba podsumowuje dobrze, różnice pomiędzy naszymi ekipami i każdy kto tam był i twierdzi, że nie jest to miejsce, w którym można dobrze wyłapać, ten, albo jest kłamcą, albo za dużo Amnesii wyjarał.Cieszyłem się gdy w jednym kawałku wróciliśmy do hotelu, ale nawet tam sytuacja była na ostrzu noża. Dosłownie. Jeden typek od nas zaczął robić interesy z dwoma Turasami, którzy zaoferowali mu koksiwo. Poprosił ich o krechę na spróbowanie. Podali mu paczuszkę, z której wciągnął prawie połowę. Przyznał, że materiał pierwsza klasa, niestety nie dysponuje gotówką, tedy z transakcji nici. Chłop uznał to za przezabawny, mały żarcik. Turcy jednak nie mieli aż takiego poczucia humoru i wymazali uśmiech z twarzy żartownisia, wymachując mu przed nosem potężną kosą.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-10-2018, 09:58 przez the Painter.



They're gonna hang me in the morning.
And I'll never see the sun.

Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
Nim pętla z konopi, zadynda przed oczami.
Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
I szkoda, że ze mną nie idziecie do piekła.

the Painter
Liczba postów:768 Reputacja: 2,200
13-10-2018, 15:54 #173
Ścigali go całą drogę do hotelu. Przez recepcję przeleciał, jak pośpieszny do Glasgow. Turasy do hotelu wejść nie mogli i zaczęli się kłócić między sobą i to tak na poważnie. Skończyło się tym, że jeden dziabnął drugiego kosą ...w jaja. Staliśmy na balkonie, obserwując i prawie szczaliśmy ze śmiechu, ale między Turkami poszła plota, że to my żeśmy zrobili. Policja otoczyła nas kordonem i zamknęła ulicę, by powstrzymać ich przed szturmem na nasz hotel. Paru chłopaków, którzy wrócili później i znaleźli się poza kordonem, musieli przez kilka godzin błąkać się pod hotelem i czekać aż Turkom znudzi się oblężenie. W końcu rzeczywiście, stracili cierpliwość i rozeszli się do swoich spraw.
Następnego ranka Amsterdam wypełnił się kibicami Evertonu i mówiliśmy wszystkim, żeby łapali pociąg o 4. z dworca centralnego. Raczyliśmy się drinkami i muszę przyznać, że za dnia, atmosfera była tam dużo przyjemniejsza i wszyscy byli o wiele bardziej zrelaksowani. Paddy Cook i Frank "Kaszkiet" namierzyli nas w barze i ciągneli się za nami przez resztę dnia. To był błąd, że wyruszyliśmy tak późno do Rotterdamu, ale w teorii wyglądało to tak, że jak przyjedziemy na miejsce za wcześnie, wtłoczą nas od razu na stadion. Jak się okazało ci, co pojechali wcześniej, nie mieli żadnych kłopotów z psami. Zostali za to zdziesiątkowani przez Feyenoord. Atakowali ponoć ze wszystkich stron i każdy kibic Evertonu był celem ataku. Dziadki, kobiety, ojcowie z synami, szalikowcy, koszulkowcy, wszelkiej maści Janusze i kilku chłopaków od nas. Wszyscy. Nikomu nie dawno pardonu. Może gdybyśmy pojechali razem z nimi, nie doszło by do tego, ale wątpię. Firma jaką mieliśmy tego dnia, była poprostu zbyt liczna. Nie byłoby szans, żeby psy zostawiły nas bez opieki.
Wsiedliśmy w ten pociąg o 4. i było nas ze cztery stówy. Żadnych pajaców. Praktycznie same dobre chłopaki. Pojawiła się znana twarz z Arseanalu i zamieniłem z nim słowo. Stwierdził krótko, że z taką firmą, zdalibyśmy każdy egzamin. Nawet pod Dien Bien Phu. Ale tak jak już wspomniałem. Było nas zbyt wielu i gdy tylko pojawiliśmy się na stacji,szczelnie otoczyła nas psiarnia, opancerzona i uzbrojona niczym żółwie ninja. Zdecydowaliśmy, że wysiądziemy wcześniej, w Den Haag. Ale to też nie było najbardziej błyskotliwe posunięcie. Tam też czekały na nas liczne oddziały żółwi i momentalnie wzięły nas pod opiekę. Ci, którzy zostali w pociągu, wysiedli na małej stacji pod stadionem i obskoczyli wpjerdol od Feyenoordu. Typowy Everton. Zajebbista ekipa i przechoojowa organizacja. Lokalną kolejką dojechaliśmy na Rotterdam Central, wyszliśmy głównym wejściem i nadzialiśmy się od razu na siły policyjne tak liczne, że nie widziałem tylu policjantów w jednym miejscu od czasu strajku górników. Pamiętacie jak trzaskali sobie nadgodzinki, stojąc w słoneczku w koszulach z krótkim rękawem? Tak było, dopóki sytuacja nie zrobiła się odrobinę bardziej napięta i rozeźlone czarne paznokcie nie zaczęły na nich napierać. Wtedy już nie byli tacy happy, gotując się w swoich pancerzach i ochraniaczach, a cegły i bryły węgla odbijały im się od przyłbic. Próbowaliśmy się wyrwać z pod troskliwej opieki miejscowego Ploda. Około trzydziestu z nas się to udało i znikneliśmy w bocznej uliczce. Nigdzie jednak nie mogliśmy znaleźć Feyenoordu, za to po chwili odnalazły nas siły porządku, zapakowały w autokar i zawiozły pod stadion. Wszyscy, którzy nie mieli biletów na mecz, zostali wsadzeni do innego autobusu, a była to całkiem spora grupa i musieli tam siedzieć, aż do zakończenia meczu. Gdy weszliśmy na stadion, okazało się, że tam mamy o wiele więcej swobody. Łatwo się było urwać i pospacerować po całym obiekcie. Niestety niewielu się na to zdecydowało, a szkoda. My obeszliśmy trybuny do okoła I zaliczyliśmy sparingi z kilkoma mniejszymi ekipami.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-10-2018, 16:20 przez the Painter.



They're gonna hang me in the morning.
And I'll never see the sun.

Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
Nim pętla z konopi, zadynda przed oczami.
Jeszcze tylko, jeden uśmiech.
I szkoda, że ze mną nie idziecie do piekła.






Skocz do: